Posted by Zosia | Posted in Moja czytelnia, Nerwy w konserwy, Pod mikroskopem | Posted on 31-05-2011
Tagi: czytelnia internetowa, dziecko, ibuk.pl, interpretacja rysunków dziecka, jak interpretować rysunki dziecka, logopeda Wrocław, osobowość, pedagogika, rozwój, rysunki dziecka, wychowanie

Publikacja okładki za zgodą ibuk.pl
Całkiem niedawno wpadła mi w dłonie, albo raczej w oczy — bo czytałam elektroniczną wersję tej książki w — pozycja o interesującym tytule: . Autor — Anna Kalbarczyk. Spojrzałam na tytuł, krótki opis pozycji i pomyślałam, że to dobra książka dla mnie — temat bardzo interesujący i taki “na czasie”, jeśli chodzi o wiek mojego dziecka. Zaczęłam czytać…
A był to już dość późny wieczór i traktowałam tę książkę jako ostatnią lekturę przed snem. Niestety, wraz z kolejnymi stronami ciśnienie wzrosło mi na tyle, że o śnie mogłam zapomnieć
Do rzeczy. Autorka w książce interpretuje rysunki i na tej podstawie wysnuwa tezę na temat rozwoju osobowości dziecka w wieku od 2 do 6 lat. Zaskakująca na samym początku (we wstępie) okazuje się informacja, że wszystkie rysunki w książce są autorstwa dziecka Autorki. Pierwsza więc myśl — jak można napisać pracę, z której tytułu już wynika, że nie jest to bynajmniej studium przypadku, na podstawie prac jednego dziecka? Nawet jeśli autorka chciałaby się obronić, że jest to studium przypadku (a nigdzie nie znalazłam takiej informacji, cała praca wręcz nasycona jest uogólnieniami odnoszącymi się do całej grupy wiekowej dzieci), to czyż tytuł dla przeciętnego czytelnika nie wskazuje jednoznacznie, iż w oparciu o tę lekturę możemy interpretować rysunek dowolnego dziecka?
Posunięcie dość nieprofesjonalne. Nie można (choć w sumie, widać, że można, skoro taka książka znalazła się w druku) na podstawie prac jednego dziecka, czy też na podstawie obserwacji zachowań jednej osoby uogólniać pewnych cech na całą grupę wiekową. Nawet jeśli autorka ma doświadczenie w pracy z dziećmi i obejrzała setki ich prac plastycznych, to w książce nie znalazł się ani jeden rysunek innego dziecka, w związku z czym takie generalizowanie jest po prostu niedopuszczalne. To tak, gdybym ja, interpretując rysunki mojego dziecka, które w wieku lat 3 i 5 miesięcy rysuje słoneczka z uśmiechniętą buzią i strzałki, uogólniła taką tezę: Dzieci w wieku 3 — 3,5 lat uosabiają słońce (nadając mu ludzkie cechy) i silnie akcentują zainteresowanie stronnością (bo strzałki dziecko moje rysuje w różnych kierunkach). Kochani, do wszystkiego da się “dorobić” jakąś teorię. Ale czasem trzeba się zastanowić nad tym, czy ta teoria jest czymś podparta…
Jeśli chodzi o interpretację rysunku małych dzieci, to myślę, że psycholodzy i pedagodzy wiedzą najlepiej, ile czasu trzeba się tego uczyć i że taka interpretacja nie może być wykonana ot tak sobie. Orzekanie na podstawie prac jednego malca, że dzieci w tym wieku lubią dane kolory lub pisaki czy kredki wydaje się naprawdę mocną przesadą. A jeśli nawet, jak już wspomniałam wcześniej, autorka ma doświadczenie i zaobserwowała pewne tendencje, to podawanie takiej teorii, w której bazuje się na rysunkach jednego dziecka, nie ma podstaw merytorycznych, moim zdaniem.
Książka sama w sobie napisana jest dość kolokwialnym językiem. Pełno w niej ogólników, brak odwołań do literatury innych autorów, by poprzeć jakoś swoje tezy. Teksty pokroju, że trzylatek nie rysuje palców u rąk (tudzież rysuje je w nieodpowiedniej ilości), mimo że wie, ile ich ma, nic nie wnoszą do mojej wiedzy na temat dzieci, ani do mojej wiedzy na temat interpretacji ich rysunków.
Z zajęć z diagnozy pedagogicznej na studiach pamiętam, jak wykładowca bardzo zwracał nam uwagę, że nie można bez odpowiedniego przygotowania interpretować dziecięcych wytworów. A nawet jeśli ktoś jest do tego przygotowany, to musi znać cały kontekst powstania pracy i wiele innych czynników, bo nieprawidłowa interpretacja może być bardzo krzywdząca. Tutaj, co prawda, jakaś wielka krzywda się nie stanie, gdy zaczniemy wnikać w prace naszych dzieci w oparciu o tę książkę, ale może jakaś łatwowierna mama wystraszyć się, że osobowość jej dziecka rozwija się w nieprawidłowy sposób, bo w wieku trzech lat nie rysuje kolistych wzorów na sukience swojej mamy, albo uszy jej rysunkowych postaci są mniejsze od oczu, a wg książki dzieci w tym wieku rysują uszy większe, bo podobno narządem słuchu głównie poznają świat w tym wieku (śmiała teoria).
Kolejna rzecz, przy której wręcz pokusiłam się o konsultację z psychologiem, to ów rozwój osobowości. W przypadku tak małych dzieci trudno jest mówić o osobowości. Nawet określenie “rozwój osobowości” w przypadku dwulatka wydaje się lekkim nadużyciem, bo ten proces dopiero się rozpoczyna. U takich maluchów mówi się o zachowaniu raczej, jego zaburzeniach, zmianach itd. Osobowość to coś, co rozwija się wskutek doświadczeń człowieka i (wg niektórych teorii) cech genetycznych. Poza tym do badania osobowości (i jej rozwoju) upoważnieni są w Polsce: psycholodzy, psychiatrzy i pedagodzy, którzy mają do dyspozycji odpowiednie narzędzia.
Brak profesjonalizmu. To kolejny przytyk. Nieprofesjonalne jest bowiem pisanie pracy interpretując rysunki własnego dziecka i rozpowszechnianie tego niczym wyroczni. Można podejrzewać autorkę o brak obiektywizmu, w końcu to jej rodzina, a w przypadku osób spokrewnionych nigdy nie uda nam się być w pełni obiektywnymi.
Zbytnie generalizowanie i brak próby badawczej. O tym pisałam już wcześniej, ale wspomnę raz jeszcze. Gdy sięgam po książkę, którą mam poważnie traktować i która ma wprowadzić mnie w interpretację dziecięcych rysunków, to nie wyobrażam sobie, by wnioski w niej zawarte nie były poparte przykładami prac wielu dzieci.
Tyle na ten temat dzisiaj, moi mili. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio jakaś książka z zakresu pedagogiki i wychowania wywołała we mnie tyle negatywnych emocji. Nie polecam Wam jej w żadnym kontekście. Bo, jeśli choć trochę wiecie o dzieciach, osobowości, pracach naukowych, interpretacji dziecięcych rysunków i otaczającym nas świecie, czytanie tej książki niepotrzebnie podniesie Wam ciśnienie. No, chyba że zastąpicie nią poranną kawę





