Wro­cław­ski wodny świat 2

0

Posted by Zosia | Posted in Dzieciowiska, Pod mikroskopem | Posted on 09-08-2010

Tagi: , , , , , , , ,

Ta część, jak pisa­łam wcze­śniej, będzie doty­czyła wro­cław­skiej fon­tanny dla dzieci w parku szczyt­nic­kim. Jest to naprawdę fan­ta­styczne miej­sce dla młod­szych i star­szych (szcze­gól­nie w upalne dni), mimo że tak pro­ste, że pro­ściej się chyba wymy­ślić nie dało. A może wła­śnie dla­tego jest tak genialne?

Fon­tanna, o któ­rej tu mowa, sąsia­duje z osła­wioną Wro­cław­ską Fon­tanną Mul­ti­me­dialną (zdję­cia z jed­nego z poka­zów owego cudu tech­niki znaj­dzie­cie tutaj: Wro­cław­ska Fon­tanna Mul­ti­me­dialna). Jest to beto­nowy kwa­drat, wypo­sa­żony w dysze do wyrzu­ca­nia wody według jakie­goś algo­rytmu. Obja­wia się to tym, że woda try­ska w okre­ślo­nym ryt­mie, nato­miast gdy o peł­nej godzi­nie na dużej fon­tan­nie jest pokaz, wów­czas mała chwi­lowo wysycha.

Cały bajer małej fon­tanny polega na tym, że nie jest niczym ogro­dzona, prak­tycz­nie zrów­nana z ota­cza­jącą ją zie­mią i total­nie dostępna dla wszyst­kich. Można po niej cho­dzić, bie­gać, można w niej leżeć i ska­kać… Ona po to wła­śnie jest. Dzie­cia­ków jest tam zawsze mnó­stwo, cza­sem zda­rzy się też ktoś ze star­szy­zny ;) Moje dzie­cię mogłoby tam sie­dzieć cały dzień, taką ma frajdę z zabawy w “chla­pią­cej” wodzie.

Fon­tanna dla dzieci ma jesz­cze jeden miły akcent. W nie­dziele o godz. 14.00 i 15.00 mia­sto fun­duje naj­młod­szym atrak­cję w postaci cał­kiem przy­jem­nego pokazu baniek mydla­nych (ogro­ooomych jak i zupeł­nie maleń­kich) pro­du­ko­wa­nych przez grupę rów­nie przy­jem­nych szczu­dla­rzy. Pro­ste rze­czy, a cie­szą jak nie wiem. Oczy­wi­ście mam tu na myśli radość i frajdę tylko i wyłącz­nie dzie­cięcą ;)

Tyle na ten temat. Ilu­stru­jące wpis foto­gra­fie oczy­wi­ście przed­sta­wiają owo przy­jemne miej­sce (i moje dzie­cię), nato­miast wię­cej zdjęć znaj­dzie­cie tutaj: fon­tanna dla dzieci.

Wro­cław­ski wodny świat

0

Posted by Zosia | Posted in Dzieciowiska | Posted on 15-07-2010

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Aktu­alne upały spra­wiają, że każde wspo­mnie­nie o wodzie spo­tyka się entu­zja­zmem zarówno ze strony mojej, jak i Miko­łaja. We Wro­cła­wiu prze­te­sto­wa­li­śmy do tej pory dwa miej­sca, gdzie można udać się w gorący letni dzień i zaznać choć odro­biny chłodu pły­ną­cego z wody. Są to osła­wiony aqu­apark (Wro­cław­ski Park Wodny) i fon­tanna dla dzieci w parku Szczyt­nic­kim (obok rów­nie osła­wio­nej fon­tanny mul­ti­me­dial­nej). Na pierw­szy ogień biorę WPW. O fon­tan­nie będzie w czę­ści drugiej.

Z aqu­apar­kiem przy­jaź­nimy się w zasa­dzie od początku jego otwar­cia. Michu miał cztery mie­siące, gdy posta­no­wi­li­śmy wyta­plać go w więk­szej niż w wanience wodzie. Kilka dni wcze­śniej samo­dziel­nie zro­bi­łam reko­ne­sans, czy aby na pewno pora­dzimy tam sobie z takim malu­chem. I tu miłe zasko­cze­nie — zosta­li­śmy zaspo­ko­jeni pod każ­dym nie­mal wzglę­dem (a może po pro­stu nie jeste­śmy wyma­ga­ją­cymi klien­tami ;) ). Po ponad dwóch latach korzy­sta­nia z atrak­cji aqu­aparku razem z dziec­kiem, mogę pozwo­lić sobie na okre­śle­nie listy zalet i wad. Oto ona:

Zalety:

  • już na dzień dobry dar­mowe wej­ście dla dziecka do lat trzech. Miło. W godzi­nach poran­nych w dni powsze­dnie cena nie wydaje się więc zbyt wygórowana
  • spe­cjalne szat­nie rodzinne — w każ­dej prze­wi­jak (cał­kiem nie­dawno zostały wymie­nione z takich sto­ją­cych na przy­cze­pione do ściany, z pasem bez­pie­czeń­stwa) i duuuży kosz na śmieci (czy­taj: pampersy)
  • bar­dzo przy­jemny bro­dzik dla malu­chów, zło­żony jakoby z dwóch czę­ści. Jedna ma kształt okrą­głej, płyt­kiej… wanny, w któ­rej poziom wody wynosi zale­d­wie kilka cen­ty­me­trów. Można w niej swo­bod­nie posa­dzić lub poło­żyć na brzu­chu malu­cha i pozwo­lić mu się taplać do woli. Star­szaki też mają tu zaję­cie, bo base­nik ten zna­ko­mi­cie nadaje się do zabaw zwią­za­nych z prze­le­wa­niem wody do wia­de­rek itp.. Druga część to typowy bro­dzik base­nowy — do pół metra wyso­ko­ści, z cie­plej­szą wodą. Do tego mamy atrak­cję w postaci kolo­ro­wych lam­pek przy naj­głęb­szej czę­ści i wie­eelką fokę z ryb­kami (z każ­dej rybki try­ska woda)
  • oto­cze­nie bro­dzika — po pierw­sze jest tu obo­wiąz­kowa zjeż­dżal­nia dla naj­młod­szych. Obok pły­nie przy­jemny stru­my­czek. Nie­stety, ze wzglę­dów bez­pie­czeń­stwa, nie można się w nim pochla­pać (a tym bar­dziej powspi­nać), co chyba powo­duje nie­wielki zgrzyt w małych użyt­kow­ni­kach obiektu. No, ale cóż. Jakieś ogra­ni­cze­nia być muszą… Bar­dzo przy­jemną dla malu­chów rze­czą jest nato­miast taka namiastka fon­tanny try­ska­ją­cej z kilku punk­tów w posadzce, na wyso­kość około 40 – 50 cm. Obok jest też coś w stylu skal­nej groty, w któ­rej z upo­rem maniaka przez kilka odwie­dzin z rzędu czas spę­dzał nasz syn… W oko­licy bro­dzika stoi też sta­tek, chyba piracki, do któ­rego można wsiąść i poste­ro­wać kołem. Kawa­łek dalej umiesz­czono też dwie wodne armatki, z któ­rych można postrze­lać wodą w kie­runku basenu z falą, do nie zawsze z tego zado­wo­lo­nych pozo­sta­łych gości aquaparku.
  • leżaki i łóżeczka tury­styczne — za to wie­eelki plus dla WPW. Można swo­bod­nie roz­ło­żyć się na wybra­nym miej­scu i zaanek­to­wać łóżeczko dla potrze­bu­ją­cego go dziecka.
  • pokój dla matki z dziec­kiem — albo bar­dziej — łazienka dla naj­młod­szych. Przy bro­dziku wydzie­lono pomiesz­cze­nie, w któ­rym można ze spo­ko­jem prze­wi­nąć malu­cha, star­szaka posa­dzić na sede­sie, lub opłu­kać pod prysznicem.
  • Zabawki i pomoce pły­wac­kie. W pla­sti­ko­wych pudłach, nie­da­leko bro­dzika, można zna­leźć wia­derka, piłki, konewki, koła ratun­kowe, rękawki, maka­rony do pły­wa­nia. Co jakiś czas jest to chyba uzu­peł­niane (bo się zużywa, jak przy­pusz­czam ;) ), gdyż w róż­nym sta­nie i ilo­ści znaj­duję tam owe przed­mioty. Przy­znać jed­nak trzeba, że są.
  • basen z falami - to jest bar­dzo przy­jemna atrak­cja dla dzieci w róż­nym wieku. Miko­łaj ostat­nio bar­dzo polu­bił prze­sia­dy­wa­nie na brzegu tego pseu­do­mo­rza, które chla­pie mu w twarz ku jego uciesze
  • leniwa rzeka — to już dla tro­chę star­szych dzieci. Michu lubi od czasu do czasu się w niej pota­plać, ale musimy mocno go trzy­mać, bo momen­tami rzeczka wcale nie jest taka leniwa :) Zanim sam będzie się mógł nią nacie­szyć minie jesz­cze kilka lat.
  • solanka — nie wni­kam, czy to bar­dzo wysu­sza skórę czy nie (w porów­na­niu z wodą w pozo­sta­łych base­nach) i na ile jest zdrowe u malusz­ków, ale od mniej-więcej roku (czyli gdy Michu miał pół­tora roku) zabie­ram go na chwilę do tego basenu. Ma z tego nie­złą frajdę (abs­tra­hu­jąc od tego, że z upo­rem maniaka liże tę słoną wodę), bo wypor­ność jest cał­kiem przy­jemna i bez pro­blemu sam utrzy­muje się tam na powierzchni (wypo­sa­żony w rękawki)
  • Małpi gaj usy­tu­owany w gór­nej czę­ści pły­walni. Przy­znam, że zaglą­damy tam dość czę­sto, bo gdy Michu się znu­dzi tapla­niem w wodzie zawsze chęt­nie bie­gnie się poba­wić na owym placu zabaw
  • Restau­ra­cja czynna na tere­nie aqu­aparku — korzy­stamy z niej nie­kiedy. Cał­kiem pomocne miej­sce, zwłasz­cza, gdy pobyt się prze­ciąga, a dziecko jest głodne. Bez wycho­dze­nia na zewnątrz można coś prze­ką­sić lub kupić do picia

Wady:

  • cena — przy poby­cie dla wię­cej niż jed­nej doro­słej osoby z dziec­kiem, powy­żej dwóch godzin (co wcale nie jest aż takim nad­mia­rem czasu) oka­zuje się, że nie jest to roz­rywka dla prze­cięt­nie zara­bia­ją­cej rodziny. Raz — maks dwa razy w mie­siącu może się udać, ale w okre­sie waka­cyj­nych upa­łów (gdy przy­da­łoby się nie­mal codzien­nie), jest to jed­nak drogi dla klienta interes
  • kolejki do kasy i tłumy na tere­nie obiektu — tego się pew­nie nie da prze­sko­czyć, dopóki jest we Wro­cła­wiu tylko jeden taki aqu­apark. I nic dziw­nego, że orga­ni­za­to­rzy sprze­dają wszyst­kie wolne miej­sca, bo to prze­cież ich zaro­bek. Jedyne co mogę pora­dzić, to poranne godziny w ciągu tygo­dnia. Odra­dzam nato­miast week­endy, zwłasz­cza w sezo­nie. Stoi się cza­sem i 40 minut, a po wej­ściu na teren i tak pły­wać się nie da, bo ludzi tyle, że szkoda gadać.
  • Dodat­kowa opłata za małpi gaj. Bo weź wytłu­macz dzie­cia­kowi, że nie może tam iść, bo to koszt dodat­kowy, który nie zawsze musi mie­ścić się w budże­cie prze­zna­czo­nym na dany wypad
  • i to chyba tyle wad :) Wię­cej nie pamię­tam :) Jak mi się przy­po­mni kie­dyś, to dopiszę.

Cał­kiem ładny wyszedł mi arty­kuł nie-sponsorowany, nie­stety. Może ktoś z aqu­aparku to prze­czyta kie­dyś i podzię­kuje jakimś kar­ne­tem za reklamę ;)

Na dziś tyle. W dru­giej czę­ści kilka słów o wro­cław­skiej fon­tan­nie przy Hali.

Reha­bi­li­ta­cyj­nie…

0

Posted by Zosia | Posted in Bez związku | Posted on 10-09-2009

Tagi: , , , , ,

Na dziś przy­pa­dła nam kon­tro­lna wizyta u leka­rza reha­bi­li­ta­cji. Oczy­wi­ście pacjen­tem było nasze dzie­cię. Infor­ma­cje bar­dzo krze­piące dla nas to takie, że możemy już wyco­fać się z reha­bi­li­ta­cji metodą Bobath (2 razy w tygo­dniu po 45 minut, w krzyku i zło­ści ze strony Micha, w ogól­nej fru­stra­cji ze strony mojej i tera­peutki) i zastą­pić ją ćwicze­niami bar­dziej ogól­no­ro­zwo­jo­wymi (raz w tygo­dniu). Alle­luja! Serce rośnie na myśl, że jed­nak pra­wie pół­to­ra­roczne “ujeż­dża­nie” do Pro­myka Słońca przy­nio­sło wresz­cie ocze­ki­wany efekt :) Był czas, że pew­nie wygod­niej byłoby tam zamiesz­kać — oprócz week­en­dów jeź­dzi­li­śmy do Pro­myka codzien­nie. Ostat­nich kilka mie­sięcy było “luźniejsze” — tylko 3 razy w tygo­dniu + raz do innej przy­chodni do psy­cho­loga. Teraz odpad­nie nam jesz­cze jeden dzień, więc wszystko zmie­rza ku lep­szemu :)

Dziś lekarka stwier­dziła, że Michu owszem, parę nie­do­cią­gnięć jesz­cze ma, ale to już naprawdę kwe­stie bar­dziej kosme­tyczne i można dać mu odpo­cząć. Wreszcie!!!

Ten ostro-rehabilitacyjny czas można ująć w kilku punktach:

  • zner­wi­co­wa­nie Miśka na widok leka­rzy i gene­ral­nie wszyst­kich, któ­rzy się do niego zbli­żają w bli­żej nie­okre­ślo­nym celu (a nuż będzie to tera­peuta i będzie ugnia­tał Vojtą?)
  • mnó­stwo ner­wów naszych wspól­nych zwią­za­nych z w/w zner­wi­co­wa­niem Miśka
  • cał­kiem nie­zła sumka wyda­nych pie­nię­dzy na dodat­kowe wizyty lekar­skie i tera­peu­tyczne (ale prze­cież na dziecku się nie oszczę­dza… Tylko dla­czego służba zdro­wia tak zgrab­nie naciąga nie zna­ją­cych się na medy­cy­nie i reha­bi­li­ta­cji rodzi­ców na dodat­kowe wizyty, które jak się potem oka­zuje nie były niezbędne?)
  • sporo czasu stra­co­nego na kory­ta­rzach przy­chod­nia­nych, bo leka­rze to prze­cież zajęci ludzie, nie muszą być punk­tu­alni, zwłasz­cza, jeśli pacjen­tem jest kilu­na­sto­mie­sięczne dziecko
  • kil­ku­krotne sta­nie nad ranem w kolejce do reje­stra­cji, by dostać się do spe­cja­li­sty, bo miejsc fun­du­szo­wych jak na lekarstwo
  • spore sumki wydane na wizyty pry­watne u spe­cja­li­stów, mimo że było skie­ro­wa­nie na fun­dusz, ale prze­wi­dy­wany ter­min wizyty refun­do­wa­nej naj­wcze­śniej za pół roku
  • pew­nie jesz­cze coś by się tu dało dodać, ale po co wię­cej? :)

No ale spra­wie­dli­wość musi być — coś jed­nak zyskaliśmy:

  • reha­bi­li­ta­cja wycią­gnęła Miśka z poważ­nej asy­me­trii i krę­czu szyi
  • dość wcze­śnie roz­po­znano opóź­nie­nie psy­cho­ru­chowe, więc można było wcze­śnie zacząć tera­pię nie tylko ruchową ale też psy­cho­lo­giczną i logopedyczną
  • prze­ko­na­li­śmy się, że nie jeste­śmy jedyni z takim pro­ble­mem, i że opóź­nie­nie Miśka nie jest aż takie wiel­kie, a co naj­waż­niej­sze — nie pogłę­bia się i nasze dzie­cię zaczyna nad­ra­biać straty

Tyle zysków na pierw­szy rzut oka. Co by nie mówić, mimo ogrom­nej ilo­ści zmar­no­wa­nego nie­kiedy czasu (sta­nie 50 minut w kor­kach zamiast uczci­wego spa­ceru z dziec­kiem), spo­rej sumy pie­nię­dzy i nie­kiedy ogól­nej fru­stra­cji, dzięki reha­bi­li­ta­cji Misiek sta­nął na nogach i zaczął wycho­dzić na pro­stą. A to jest bar­dzo wielki suk­ces. I z tego się cieszmy :)

Nie­stety, co by dobrego nie mówić o tera­peu­tach z Pro­myka (naprawdę tra­fia­li­śmy na samych świet­nych spe­cja­li­stów), to jed­nak ujeż­dża­nie przez pół­tora roku pra­wie dzień w dzień zmę­czyło nas total­nie. No, ale coś za coś.

Gene­ral­nie dzi­siej­szy dzień ogła­szam Dniem Bez Reha­bi­li­ta­cji! A co!

Ja sam!

0

Posted by Zosia | Posted in Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 31-08-2009

Tagi: , , , , , , , ,

Dziś słów kilka na temat roz­woju rucho­wego dzieci. I o tym, jak rodzice potra­fią im ten roz­wój utrudniać.

Od ponad roku reha­bi­li­tu­jemy nasze dziecko we wro­cław­skim Pro­myku Słońca. Naj­pierw stwier­dzono asy­me­trię i zagro­że­nie sko­liozą (wada uło­że­niowa z okresu ciąży), potem lek­kie opóź­nie­nie roz­woju rucho­wego. Prze­szli­śmy kolejno tera­pię metodą Vojty, czaszkowo-krzyżową i obec­nie, od 10 mie­sięcy cho­dzimy na reha­bi­li­ta­cję metodą Bobath. Czym się dana tera­pia cha­rak­te­ry­zuje pisać tu nie będę, bo nie o tym ten post. Jak ktoś potrze­buje takich infor­ma­cji to w sieci jest ich sporo. A jak ktoś potrze­buje dobrego reha­bi­li­tanta, to mogę z czy­stym sumie­niem pole­cić kilka osób, ale drogą mailową naj­le­piej.
W każ­dym bądź razie wszy­scy tera­peuci z jakimi mia­łam przez ten czas do czy­nie­nia zgodni są co do jed­nego — roz­wój ruchowy dziecka — w tym: racz­ko­wa­nie, sia­da­nie, wsta­wa­nie, cho­dze­nie — nastę­puje w natu­ralny spo­sób w momen­cie kolej­nych stopni doj­rze­wa­nia układu ner­wo­wego. Te umie­jęt­no­ści dziecko nabywa SAMO! Nie da się nauczyć dziecka sia­dać, racz­ko­wać, cho­dzić. Dopóki ono samo, bez pomocy, nie usią­dzie, to nie trzeba tego robić na siłę. Te wszyst­kie poduszki, które mamy w dobrej wie­rze pod­kła­dają pod plecy swoim dzie­ciom, są bar­dziej szko­dliwe niż to, że dziecko leżąc sobie na pod­ło­dze naje się papro­chów, które będzie miało aku­rat pod ręką ;) Dopóki dziecko samo­dziel­nie nie zacznie wyko­ny­wać któ­rejś z tych rucho­wych czyn­no­ści to znak, że po pro­stu jesz­cze jego układ ner­wowy do nich nie doj­rzał. A jeśli my na siłę będziemy dzie­ciaka sta­wiać, sadzać, pro­wa­dzić za ręce to tak naprawdę tylko prze­szka­dzamy mu w rozwoju.

Na stro­nie doty­czą­cej metody Vojty zna­la­złam świetny arty­kuł, który mogę pole­cić, w związku z poru­sza­nym tu tema­tem. Prze­czy­taj­cie go, proszę.

Dro­gie Mamy, Tatu­sio­wie, Bab­cie, Dziad­kowe, Nia­nie i wszy­scy przy­szli Rodzice — weź­cie sobie do serca, że cza­sem, aby pomóc, wystar­czy nie prze­szka­dzać.

Lista rze­czy, które prze­szka­dzają w roz­woju rucho­wym małemu dziecku:

  • kła­dze­nie na podusz­kach — małe dziecko powinno leżeć na pła­skiej powierzchni — na macie edu­ka­cyj­nej, kocyku, mate­ra­cyku (byle nie za miękki), czym­kol­wiek. Kła­dze­nie na podu­chach (“by dziecko lepiej widziało”) krzywi masa­krycz­nie jego krę­go­słup i ogra­ni­cza jego ruchy. Mar­twisz się, że Twoje dziecko nudzi się leżąc z oczami wpa­trzo­nymi w sufit? Dobrze, że się mar­twisz ;) Posta­raj się uroz­ma­icić jego oto­cze­nie — zrób kolo­rowe zawieszki, powieś atrak­cyjne zabawki… wykaż się inicjatywą.
  • sadza­nie — po raz kolejny piszę — jeśli dziecko samo nie siada, widocz­nie jego orga­nizm nie jest jesz­cze na to gotowy. Sadza­jąc — mal­tre­tu­jesz jego krę­go­słup, narządy wewnętrzne i nie pozwa­lasz jego mię­śniom roz­wi­jać się pra­wi­dłowy sposób.
  • cho­dziki — odsy­łam do wspo­mnia­nego arty­kułu ze strony “Vojtowców”.
  • nosi­dełka — takie na szel­kach, które zakła­dają rodzice, a dziecko wisi na ich klatce pier­sio­wej. Jeśli dziecko już potrafi sie­dzieć i stać, ma w miarę sta­bilny krę­go­słup, to od czasu do czasu pew­nie nie zaszko­dzi, ale gdy sły­szę o nosi­deł­kach 0+ to szczęka opada.
  • huś­tawki — i wsa­dza­nie w nie dzieci, które jesz­cze nie potra­fią sta­bil­nie siedzieć.
  • leżaczki, foteliki-nosidełka uży­wane w domu — zarówno w takim samo­cho­do­wym nosi­dle jak i w leżaczku (które podobno są dla nowo­rod­ków także, jak zapew­niają sprze­dawcy) dziecko po pierw­sze nie leży w pozy­cji natu­ral­nej tylko wygięte, a po dru­gie nie ma pola manewru. Po co Ci fote­lik samo­cho­dowy w domu? Nie możesz roz­ło­żyć koca na podłodze?
  • prze­trzy­my­wa­nie dziecka w łóżeczku w cza­sie czu­wa­nia — łóżeczko jak to łóżeczko, jakieś super duże nie jest, nawet dla takiej kil­ku­mie­sięcz­nej dro­binki. Dziecko potrze­buje miej­sca, by nauczyć się prze­wra­cać z ple­ców na brzuch i odwrot­nie, by racz­ko­wać czy pełzać.
  • pod­cią­ga­nie dziecka do pozy­cji sto­ją­cej — po co??? jak samo wsta­nie, to zna­czy, że nad­szedł jego czas. Czemu na siłę chcesz udo­wod­nić mu, że coś potrafi, jeśli jego orga­nizm jasno mówi, że na sta­wa­nie nie przy­szedł jesz­cze czas? Chcesz się poczuć lepiej, bo twoje dziecko stoi wcze­śniej niż dziecko kole­żanki? Wsta­nie, gdy będzie potra­fiło. Nie możesz nauczyć jego mię­śni, że mają pra­co­wać moc­niej i szyb­ciej, bo ty tak chcesz.
  • pro­wa­dza­nie za ręce dziecka, które jesz­cze samo nie potrafi cho­dzić lub nawet stać bez trzy­ma­nia się — jeśli twoje dziecko samo­dziel­nie sie­dzi, samo­dziel­nie wstaje, samo­dziel­nie stoi bez przy­trzy­my­wa­nia się o meble, to uwierz, że też samo­dziel­nie zrobi pierw­szy krok. Nie przy­śpie­szaj na siłę jego roz­woju cią­gnąc za ręce i pro­wa­dza­jąc. Jeśli będzie gotowe zrobi to SAMO.

Ta lista na pewno nie jest zamknięta. Sami wie­cie jak wielka jest pomy­sło­wość rodzi­ców, dziad­ków, niań i wszyst­kich z pew­no­ścią dobrze życzą­cych Waszemu dziecku. Tak, bo te wszyst­kie błędne porady i pomy­sły są w więk­szo­ści przy­pad­ków poda­wane z tro­ski i życz­li­wo­ści. Ale bądź­cie roz­sądni i aser­tywni. Nawet jeśli cio­cia obrazi się, że nie wsa­dza­cie dziecka do cho­dzika, który kupiła.

Jak pomóc w roz­woju ruchowym?

  • nie utrud­niać (patrz wyżej)
  • zaak­cep­tuj, że twoje dziecko jest odrębną od cie­bie osobą, ma wła­sne tempo roz­woju i nie musi robić wszyst­kiego rów­nie szybko, jak dziecko sąsiadki
  • kładź dziecko na dużej, pła­skiej powierzchni — naj­le­piej na pod­ło­dze, by miało prze­strzeń do roz­wi­ja­nia swo­ich umie­jęt­no­ści motorycznych
  • kładź atrak­cyjne przed­mioty w nie­wiel­kiej odle­gło­ści od niego, ale nie bez­po­śred­nio przy nim — by zachę­cić je do SAMODZIELNEGO prze­miesz­cza­nia się (czy to do racz­ko­wa­nia, czy to wsta­wa­nia, czy do prze­wra­ca­nia się z ple­ców na brzuch i odwrotnie)
  • zabez­piecz swoje miesz­ka­nie — spójrz na nie z per­spek­tywy małego szkraba, który pełza czy racz­kuje — poza­bez­pie­czaj kable, gniazdka, ostre kanty mebli — wszystko, o co dziecko może wyrzą­dzić sobie krzywdę
  • przy­tu­laj, pieść, całuj, uśmie­chaj się, śpie­waj pio­senki, mów do niego — gdy będzie czuło się kochane i bez­pieczne jego roz­wój będzie postę­po­wał prawidłowo
  • daj dziecku odro­binę czasu spę­dza­nego samo­dziel­nie — w Two­jej obec­no­ści, ale bez zaba­wia­nia go — niech tro­chę samo pogłów­kuje, by się czymś zain­te­re­so­wać czy zająć
  • gdy dziecko zaczyna wsta­wać lub cho­dzić, jeśli tylko warunki na to pozwa­lają, pozwól mu cho­dzić boso lub w samych skar­pet­kach, bez butów. Ćwiczy wtedy mię­śnie stóp. W butach (zwłasz­cza tych źle dobra­nych) nie­które mię­śnie “zwol­nione są” z pracy lub ich praca jest ogra­ni­czona. Cho­dząc boso po róż­nych powierzch­niach dziecko dodat­kowo roz­wija inte­gra­cję sensoryczną.

To na tyle. Musia­łam się tu dziś tro­chę naga­dać, ale od razu mi lepiej ;) . Nie piszę tego wszyst­kiego dla­tego, że jestem ide­alną matką, bo sama nie­jed­no­krot­nie utrud­nia­łam dziecku roz­wój. Ale kolejne roz­mowy z reha­bi­li­tant­kami Miko­łaja pro­sto­wały moje zapędy i dla­tego dziś mogę cie­szyć się, że Miko­łaj wycho­dzi z asy­me­trii, a nie mar­twić, że mu ją utrwa­li­łam jaki­miś wła­snymi głu­pimi meto­dami. Nie raz musia­łam też hamo­wać zapędy rodziny, by kłaść Micha na podusz­kach, sadzać czy pod­cią­gać za ręce. Ale udało się i jestem z tego dumna.

I pamię­taj­cie — każde z Waszych dzieci jest jedyne, inne niż wszy­scy i ma też swoje wła­sne, indy­wi­du­alne tempo roz­woju rucho­wego. Normy, które są poda­wane, nie są ścisłymi gra­ni­cami, cza­sem zdro­wemu dziecku potrzeba tylko tro­chę wię­cej czasu, swo­body czy spo­koju i nad­robi “straty” (w mnie­ma­niu rodzi­ców) bez pro­blemu. Pozwól­cie mu to zro­bić samo­dziel­nie :)

P.S. Oto kilka eta­pów roz­wo­jo­wych w wyko­na­niu naszego Mikołaja:

2 mie­siące:
mata

3 mie­siące:

11 mie­sięcy — sia­da­nie:

16 mie­sięcy — racz­ko­wa­nie:

20 mie­sięcy — cho­dze­nie:

Pre­miera

2

Posted by Zosia | Posted in Bez związku | Posted on 27-08-2009

Tagi: , , , , , ,

Choć z blo­go­wa­niem mam już dwu-i-pół-letnie doświad­cze­nie, to, jakby nie spoj­rzeć, odczu­wam lekką tremę w dniu pre­miery tej strony ;) Do tej pory pisy­wa­łam “sobie a muzom”; bar­dziej dla upa­mięt­nie­nia róż­nych wyda­rzeń rodzin­nych niż dla publiki. Teraz powstał pomysł, by przy­jem­ność pisa­nia, zdo­by­wane doświad­cze­nie rodzi­ciel­skie, wykształ­ce­nie peda­go­giczne i tro­chę wol­nego czasu prze­mie­nić w bloga, który słu­żyć by mógł więk­szej gru­pie osób.

Co tu znaj­dzie­cie? Wszystko (lub pra­wie wszystko), co doty­czyć może dzieci. A co kon­kret­nie? Prze­ko­na­cie się czytając.

Panie i Pano­wie, Dzie­cio­wi­sko uwa­żam za otwarte!