Eko­klocki

1

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Pod mikroskopem, Zabawowo | Posted on 19-04-2011

Tagi: , , , ,

ekoklocki

Dziś tak na szybko. Wła­śnie prze­glą­da­łam sobie arty­kuły Pawła Zawit­kow­skiego na edziecko.pl i tra­fi­łam na takie coś: eko­klocki. Pomysł bar­dzo mi się spodo­bał. Być może nie jest do końca wyko­nalny dla malu­chów w wieku lat 2 – 3 (choć kto wie), ale dla cztero-pięciolatków już na pewno. Młod­szaki z pew­no­ścią mogą się zain­te­re­so­wać samą “babra­niną” w masie — jakby na to nie spoj­rzeć — o dość ory­gi­nal­nym dla dziecka skła­dzie. Nowe doświad­cze­nie dla zmy­słu dotyku oraz praca nad moto­ryką małą — czego chcieć wię­cej? :)

Czu­pury i inne zabawy z wyobraźnią” — książka, którą warto mieć!

0

Posted by Zosia | Posted in Moja czytelnia, Pod mikroskopem, Zabawowo | Posted on 31-05-2010

Tagi: , , , , , , , , ,

Kilka tygo­dni temu w księ­gar­niach poja­wiła się nowa książka z pro­po­zy­cjami zabaw dla dzieci — “Czu­pury i inne zabawy z wyobraź­nią” Odety Moro-Figurskiej i Ewy Ulrich-Załęskiej. Czę­sto i gęsto rekla­mo­wana w radiu, któ­rego słu­cham w samo­cho­dzie, wzbu­dziła moje zain­te­re­so­wa­nie (no, dobra, moja sym­pa­tia do Michała Figur­skiego też ode­grała swoją rolę ;) ).

Kilka dni po pre­mie­rze ude­rzy­łam więc do Empiku, by obej­rzeć owo
bele­try­styczne cudo. Przy­znam się szcze­rze i bez bicia, że byłam scep­tycz­nie nasta­wiona do kolej­nej tego typu książki. Podob­nych pozy­cji na rynku jest mnó­stwo — przy­naj­mniej jeśli idzie o tema­tykę, bo z reali­za­cją bywa róż­nie. No i są przede wszyst­kim moje ulu­bione “Zabawy fun­da­men­talne”, które, mogłoby się wyda­wać, wyczer­pują temat. Ponadto zasta­na­wiało mnie autor­stwo — na ile to rze­czy­wi­ście war­to­ściowa i cie­kawa książka, a na ile tek­sty o wszyst­kim i o niczym zna­nych w róż­nych środo­wi­skach Pań. Ale oka­zało się, że zosta­łam bar­dzo mile zasko­czona! Książka, po prze­wer­to­wa­niu, tak bar­dzo przy­pa­dła mi do gustu, że nie mogłam się oprzeć posia­da­niu jej na wła­sność.

Zacznę od tego, co pierw­sze “rzuca się w oczy” czyli od gra­fiki i oprawy. Książka od pierw­szego wra­że­nia przy­ciąga kolo­ry­styką i pięk­nymi foto­gra­fiami. Zarówno rysunki jak i zdję­cia są bar­dzo pomy­słowe, nadają książce bar­dzo żywy, rado­sny cha­rak­ter — wspa­niale oddają nastrój zabawy. Sty­li­za­cja foto­gra­fii jest pro­sta i dla­tego tak bar­dzo przy­ciąga uwagę — pięk­nie ilu­struje nastrój wspól­nie spę­dza­nego z rodziną czasu.

Co do tre­ści, to być może sam pomysł z walo­rami edu­ka­cyj­nymi nie jest czymś odkryw­czym (mamy to już choćby we wspo­mnia­nych ZF), ale z pew­no­ścią bar­dzo przy­datny. Nato­miast same pomy­sły zabaw zro­biły na mnie wiel­kie wra­że­nie, wzbu­dziły zachwyt oraz wskrze­siły posta­no­wie­nie, by prze­te­sto­wać je w przy­szło­ści (a nie­które już teraz) na moim dziecku. Sporo jest takich, które łatwiej wyko­nać ze star­szym niż dwu­la­tek dziec­kiem, jed­nak część z nich można wypró­bo­wać w 100% a część dosto­so­wać do wła­snych potrzeb i moż­li­wo­ści. Pomy­sły zabaw z “Czu­pu­rów” są tak pory­wa­jące i cie­kawe, że po prze­czy­ta­niu kilku od razu mia­łam ochotę je wyko­nać. Jed­no­cze­śnie — co jest naj­więk­szą zaletą owych zaba­wo­wych prze­pi­sów — są pro­ste do wyko­na­nia. Do więk­szo­ści z nich (o ile nie do wszyst­kich) potrzebne są przed­mioty i pro­dukty, które zazwy­czaj znaj­dują się w każ­dym pol­skim domu. Żadna mama, bab­cia czy cio­cia nie mają w obli­czu tej książki wytłu­ma­cze­nia, iż nie będą bawić się z dziec­kiem, bo nie mają czym. Nie trzeba dro­gich zaba­wek, by wesoło spę­dzić czas z malu­chem (albo i star­sza­kiem ;) ). Wystar­czy wła­sna pomy­sło­wość lub posił­ko­wa­nie się pro­po­zy­cjami z “Czu­pu­rów” i super-zabawa gotowa :)

Cie­ka­wym pomy­słem jest podział zabaw na… pomiesz­cze­nia lub oko­licz­no­ści, w któ­rych dany prze­pis można zre­ali­zo­wać. Są takie zabawy, które można wyko­nać w kuchni, albo takie, które koniecz­nie trzeba prze­te­sto­wać w łazience. Są też pro­po­zy­cje do wyko­rzy­sta­nia w trak­cie podróży samo­cho­dem oraz takie, któ­rymi można zająć małego cho­ruszka. Każda opi­sana w przej­rzy­sty spo­sób — włącz­nie z listą “pro­duk­tów” oraz dokład­nym sce­na­riu­szem.

W książce można też zna­leźć kilka porad eks­per­tów — zazwy­czaj spon­so­rów książki. Nie­które są bar­dziej cie­kawe, inne mniej — ale obu­rzać się nie ma o co, gdyż bez kon­kret­nego wspar­cia finan­so­wego książka ta pew­nie nie mogłaby uka­zać się w takim nakła­dzie. Ważne jest wszakże, że owe spon­so­ro­wane porady nie prze­szka­dzają w przy­swa­ja­niu tre­ści naj­bar­dziej inte­re­su­ją­cej :)

Tyle, Kochani, o książ­ko­wej nowo­ści. Z czy­stym sumie­niem pole­cam wszyst­kim rodzi­com, dziad­kom, cio­ciom i wuj­kom oraz opie­kun­kom. Znaj­dzie­cie tu wiele ory­gi­nal­nych pomy­słów na wesołe i odkryw­cze zabawy z dzie­cia­kami w róż­nym wieku. Nie ma się co wsty­dzić szu­ka­nia goto­wych roz­wią­zań na spę­dze­nie czasu z malu­chem. Nawet naj­bar­dziej prze­bo­jowa cio­cia miewa gor­szy dzień i wtedy taki porad­nik jest jak zna­lazł!
Być może teraz zabrzmi to jak tekst z arty­kułu spon­so­ro­wa­nego (a nie­stety, taki nie jest), ale powiem to: Sztur­mem do księ­garni po “Czu­pury”. A kto nie kupi… ten trąba! ;)

Bajka logo­pe­dyczna czyli gim­na­styka buzi i języka

1

Posted by Zosia | Posted in Zabawowo | Posted on 27-04-2010

Tagi: , , , , , , , ,

Mam dziś dla Was, moi Dro­dzy, pro­po­zy­cję zabawy. Rzecz pod­pa­trzona pod­czas prak­tyki logo­pe­dycz­nej w przed­szkolu — pro­sta i przy­jemna, a dająca wspa­niałą oka­zję, by, po pierw­sze, spę­dzić czas z dziec­kiem, po dru­gie, by “roz­ru­szać” jego arty­ku­la­tory (mówiąc ina­czej: narządy mowy).

Rzecz nazwać można bajką logo­pe­dyczną. W sieci można zna­leźć sporo cie­ka­wych pro­po­zy­cji takich ćwiczeń, zachę­cam Was do poszu­ki­wań. Zabawę tę można wyko­nać zarówno z jed­nym dziec­kiem jak i w gru­pie.

Osoba doro­sła opo­wiada bajkę — wymy­śloną przez sie­bie lub zaczerp­niętą z jakie­goś źródła. Ważne jed­nak jest to, że doro­sły w trak­cie opo­wia­da­nia demon­struje dziecku róż­nego rodzaju ćwicze­nia narzą­dów mowy, które dziecko ma powta­rzać razem z nim. Ćwicze­nia te, oczy­wi­ście, powinny sta­no­wić sen­sowną jed­ność z tre­ścią bajki. Nie cho­dzi więc o to, że bajka sobie leci, a my ruszamy języ­kiem bez głęb­szego sensu, ale o to, by danym ćwicze­niem ilu­stro­wać to, co aku­rat dzieje się w opo­wia­da­niu.

Podam tu bar­dzo krótki przy­kład takiej bajki:

W małym mia­steczku żyła sobie dziew­czynka o imie­niu Ania. Pew­nego ranka Ania obu­dziła się i sze­roko ziew­nęła (zie­wamy). Spoj­rzała na zega­rek, który miała na lewej ręce (poka­zu­jemy lewą rękę), po czym stwier­dziw­szy, że pora na śnia­da­nie udała się do kuchni. Kuch­nia w domku Ani znaj­do­wała się po lewej stro­nie dłu­giego kory­ta­rza (doty­kamy koń­cem języka lewego kącika ust). Śnia­da­nie bar­dzo Ani sma­ko­wało (mówimy bar­dzo wyraź­nie: mniam, mniam…), bar­dzo długo je prze­żu­wała (uda­jemy prze­żu­wa­nie). Gdy dziew­czynka skoń­czyła jeść, pobie­gła do swo­jego pokoju, który znaj­do­wał się po pra­wej stro­nie kory­ta­rza (koń­cem języka doty­kamy pra­wego kącika ust). Szybko ubrała lewy but (poka­zu­jemy lewą stopę) i prawy but (poka­zu­jemy prawą stopę) i pobie­gła na podwó­rze (tup, tup, tup…) Na podwórku cze­kał na nią uko­chany koń Siwek. Ania uca­ło­wała go (cmo­kamy) z czego Siwek bar­dzo się ucie­szył (naśla­du­jemy rże­nie konia). Ania posta­no­wiła udać się na prze­jażdżkę po swo­jej far­mie i odwie­dzić pozo­stałe zwie­rzęta. Wsia­dła więc na Siwka i ruszyła przed sie­bie itd. itp.

To zale­d­wie krótki frag­men­cik wymy­ślo­nego opo­wia­da­nia. W dal­szej czę­ści Ania może jeź­dzić konno po bruku (naśla­du­jemy odgłos koń­skiego tupotu), przez rzeczkę (chlu­pa­nie wody), po moście (np. powta­rzamy bach, bach, bach) itd. Może nakar­mić swo­jego Siwka, który będzie prze­żu­wał (ale np. z otwar­tymi ustami), odwie­dzić inne zwie­rzęta na far­mie (naśla­du­jemy wów­czas ich dźwięki) i robić całe mnó­stwo innych rze­czy. Cho­dzi gene­ral­nie o to, by wymy­ślać coś takiego, do czego możemy dopa­so­wać jakieś ruchy narzą­dów mowy. Wszel­kie par­ska­nia, chi­cho­ta­nia, cmo­ka­nia, pia­nia, mucze­nia, szcze­ka­nia, sycze­nia, zwi­ja­nie języka w trąbkę, doty­ka­nie czub­kiem języka nosa lub brody i wszystko, co tylko Wam przyj­dzie do głowy jest w takiej histo­ryjce mile widziane. Jeśli brak Wam pomy­słu to poszu­kaj­cie cze­goś w sieci lub księ­garni. Grunt, byście się dobrze przy tym bawili i wręcz prze­sad­nie wyko­ny­wali wszyst­kie ćwicze­nia. Doro­sły powi­nien sie­dzieć na prze­ciwko dziecka (dzieci), by mogło ono widzieć dokład­nie demon­stro­wane ruchy, a zara­zem aby doro­sły widział, czy dziecko dobrze wyko­nuje dane ćwicze­nia. Wiem, że poka­zy­wa­nie lewej stopy nie jest ćwicze­niem narzą­dów mowy, ale umie­jęt­ność odróż­nia­nia stron (tzw. late­ra­li­za­cja) jest ważna dla roz­woju (choćby pod­czas przy­go­to­wa­nia do czy­ta­nia i pisa­nia) i warto ją ćwiczyć już od naj­młod­szych lat. Dla­tego celowo dorzu­ci­łam to do opo­wia­da­nia :)

Powo­dze­nia, Kochani :) Bajkę można ćwiczyć z dziec­kiem prak­tycz­nie w każ­dym wieku. Nawet kil­ku­ty­go­dniowe maleń­stwo, mimo że nie­wiele z niej zro­zu­mie, a już z pew­no­ścią nie będzie umiało powtó­rzyć, będzie miało oka­zję do cie­ka­wej obser­wa­cji. :) A im czę­ściej takiemu malu­chowi będzie­cie różne cmoki i sycze­nia demon­stro­wać, tym prę­dzej je sobie przyswoi.

Zna­la­złam dwie pro­po­zy­cje ksią­żek z tego typu opo­wia­da­niami:
1. Tońska-Mrowiec A., Języcz­kowe przy­gody i inne bajeczki logo­pe­dyczne, Wydaw­nic­two Har­mo­nia, Gdańsk 2005
2. Bryła M., Muszyń­ska A. Przy­gody Języczka Podróż­niczka. Ćwicze­nia logo­pe­dyczne., Kra­ków 2007

Powo­dze­nia raz jesz­cze w gim­na­sty­ko­wa­niu swo­ich języ­ków i całej reszty. Nam, rodzi­com, też się to przyda :)

dziecko

Zabawy fun­da­men­talne i robótki ręczne czyli co robić, by się nie nudzić ;)

3

Posted by Zosia | Posted in Bez związku, Poradnik rodzinno-życiowy, Zabawowo | Posted on 21-10-2009

Tagi: , , , , , , , , , ,

Po pierw­sze Zabawy Fun­da­men­talne. Świetna sprawa. Ksią­żeczki wydane kilka lat temu, teraz wzno­wione.

Ogól­nie rzecz ujmu­jąc jest to zbiór zabaw z dziećmi i dla dzieci od 0 do 6 lat. Pomy­sły zabaw są genialne w swej pro­sto­cie — wręcz tak oczy­wi­ste, że prze­glą­da­jąc karty tych ksią­że­czek dzi­wię się, że sama na nie wcze­śniej nie wpa­dłam. W więk­szo­ści w zaba­wach wyko­rzy­stu­jemy przed­mioty obecne w domu, rze­czy codzien­nego użytku.

Zabawy świet­nie sty­mu­lują poszcze­gólne strefy roz­wo­jowe dziecka. I naprawdę nie trzeba się przy nich namę­czyć :)

Poza tym, nie oszu­kujmy się, nie zawsze mamy pod ręką jakiś pomysł na zabawę, a powszech­nie wia­domo, że znu­dzone dziecko, to kosz­mar, hor­ror i kata­strofa w jed­nym ;)

Z Zabaw Fun­da­men­tal­nych korzy­stam mniej-więcej od pół roku. Pole­ciła nam je pani psy­cho­log, do któ­rej cho­dzi Miś.
Poza tym od kilku tygo­dni, co czwar­tek, wożę Micha do Urwi­ska na Wej­he­row­skiej na zaję­cia gru­powe (grupa dzieci 18 – 24 mie­siące) oparte o ten pro­gram. Dzie­ciaki są nimi bar­dzo zain­te­re­so­wane i widać, że dobrze się bawią. Rodzice jako obser­wa­to­rzy też ;)

Tak więc całym ser­cem pole­cam. Wię­cej facho­wych infor­ma­cji można zna­leźć na domo­wej stro­nie Zabaw. Można tam też zaku­pić pakiety on-line lub zamó­wić wer­sje książkowe.

Po dru­gie Makka Pakka :) Pisa­łam ostat­nio o tym, że odkry­wam nowe hobby — szy­deł­ko­wa­nie. Pierw­szą robótką, jaką popeł­ni­łam jest taka mikro-czapeczka (którą obec­nie nosi Kre­cik). Zaraz po niej zabra­łam się do szy­deł­ko­wa­nia Makki Pakki z Dobra­noc­nego Ogrodu. Na początku miał to być uro­dzi­nowy pre­zent dla Miśka, ale koniec koń­ców dałam mu go wcze­śniej. Pra­gnę się więc w tym miej­scu pochwa­lić swym dzie­łem (dodam, że jestem z niego nie­zmier­nie dumna):

A tu dla przy­po­mnie­nia Makka Pakka w ory­gi­nale:

Nie było łatwo, kilka razy pru­łam, zwłasz­cza, że: a) nie do końca jesz­cze rozu­mia­łam opisy ście­gów, b) opis był po angiel­sku, a to rzecz nie­try­wialna była w moim wypadku, by to od ręki pojąć. Ale z pomocą dobrej duszy Izy, mojego mał­żonka i dzięki swemu zacię­ciu dzieło skoń­czy­łam po pię­ciu dniach.

Naj­więk­szy stres mia­łam w związku z tym, czy Michowi się plu­szak spodoba. Dobra­nocny Ogród uwiel­bia, ale nie mia­łam pew­no­ści, czy polubi szy­deł­ko­wego Makka Pakkę.
No, ale jak na razie przy­jaźń się roz­wija, Michu wczo­raj przy­niósł mu ze spa­ceru kamyk (Makka Pakka kocha kamie­nie ;) ) i cier­pli­wie pró­bo­wał wci­snąć mu go do ręki.
Dziś nato­miast zabrał MP w podróż samo­cho­dem, poił socz­kiem i kar­mił kre­mem z ciastka, no i zabiera go do spa­nia. Bar­dzo faj­nie wygląda też, jak Michu MP bie­rze za rękę (a dokład­niej za dłoń), dokład­nie tak samo jak mnie na spa­ce­rze ;)

Żywię więc nadzieję, że fascy­na­cja nie będzie chwi­lowa i MP sta­nie się jed­nym z ulu­bio­nych plu­sza­ków Micha. Wtedy moje mat­czyne ego zosta­nie ugła­skane na wieki wie­ków ;)

Po trze­cie koniec na dziś. Jutro znów słów kilka skrobnę, bo mam o czym. W kinie wczo­raj byłam, więc czas na małą recen­zję :)

Find gluten free pancakes creative recipes | Information about the state of india.