Tera­pia logo­pe­dyczna dzieci z zabu­rze­niami słu­chu i mowy — kilka słów o książce Gra­żyny Guni.

1

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Moja czytelnia | Posted on 08-08-2011

Tagi: , , , , , , , , ,

No, to wró­ci­li­śmy z waka­cji, z górą pra­nia nieco się już upo­ra­li­śmy, pora wró­cić do rze­czy­wi­sto­ści i skrob­nąć kilka słów.

grazyna gunia
Gra­fika okładki opu­bli­ko­wana za zgodą ibuk.pl

Moja ostat­nia lek­tura z ibuk.pl to książka autor­stwa Gra­żyny Guni: “Tera­pia logo­pe­dyczna dzieci z zabu­rze­niami słu­chu i mowy”, wydana przez Impuls. Jako, że jestem świeżo upie­czoną logo­pedą, na książkę tę rzu­ci­łam się z wiel­kim zain­te­re­so­wa­niem. I nie zawio­dła moich ocze­ki­wań. Powinna ona, moim zda­niem, zna­leźć się w pod­ręcz­nej biblio­teczce każ­dego, kto zain­te­re­so­wany jest tera­pią dzieci z wadami słu­chu, a co za tym idzie — z zabu­rze­niami mowy na tym tle. Warto zapo­znać się z nią zarówno z pozy­cji logo­pedy (a zwłasz­cza sur­do­lo­go­pedy), jak i rodzica, nauczy­ciela czy wycho­wawcy przedszkolnego.

Autorka w bar­dzo płynny spo­sób prze­pro­wa­dza nas przez poszcze­gólne działy — począw­szy od wyja­śnie­nia, czym zaj­muje się sur­do­lo­go­pe­dia, poprzez pod­sta­wowe poję­cia z zakresu ana­to­mii narządu słu­chu, aku­styki, omó­wie­nie moż­li­wych przy­czyn powsta­wa­nia wad słu­chu, zabu­rzeń mowy, jakie powo­dują, aż po bar­dzo przy­stępny opis metod tera­pii logo­pe­dycz­nej. Ostatni roz­dział poświę­cony jest dia­gno­zie logo­pe­dycz­nej dzieci z zbu­rze­niami słu­chu i w mojej opi­nii zasłu­guje na szcze­gólną uwagę logopedów.

Dla osób zawo­dowo zaj­mu­ją­cych się tera­pią logo­pe­dyczną zwłasz­cza ostat­nie dwa roz­działy zawie­rają wiele cen­nych wska­zó­wek. Przede wszyst­kim znaj­dzie­cie tutaj ćwi­cze­nia, jakie powinny zna­leźć się w cza­sie zajęć z dziec­kiem. Mamy tu m.in.: ćwi­cze­nia odde­chowe, fona­cyjne, arty­ku­la­cyjne, logo­ryt­miczne, słu­chowe. Każde z nich zostały szcze­gó­łowo wyja­śnione oraz poparte przy­kła­dami (zaczerp­nię­tymi rów­nież od innych auto­rów). W ostat­niej czę­ści, doty­czą­cej dia­gno­zo­wa­nia, można zna­leźć sze­reg waż­nych infor­ma­cji na temat narzę­dzi badaw­czych przy­dat­nych logo­pe­dom, a także przy­kła­dowy kwe­stio­na­riusz wywiadu z rodzi­cami dziecka z wadą słu­chu, co z pew­no­ścią uła­twić może nam pracę.

Język książki jest bar­dzo przej­rzy­sty, dobrze się ją czyta. Wszel­kie poję­cia z dzie­dziny ana­to­mii czy logo­pe­dii wyja­śnione są dokład­nie i w przy­stępny spo­sób. Myślę, że pozy­cja ta jest bar­dzo pomocna zwłasz­cza dla osób, które w logo­pe­dii sta­wiają swe pierw­sze kroki i nie do końca mają upo­rząd­ko­waną wie­dzę lub two­rzą swój warsz­tat pracy tera­peu­tycz­nej.

Pole­cam Wam z czy­stym sumie­niem. Sama dzięki tej książce odświe­ży­łam sobie wie­dzę. :)

Na koniec pod­su­wam Wam jesz­cze jedną pozy­cję o podob­nej tema­tyce, która rów­nież może Wam się przy­dać: Marzena Kla­czak, Piotr Maje­wicz “Dia­gnoza i rewa­li­da­cja indy­wi­du­alna dziecka ze spe­cjal­nymi potrze­bami edu­ka­cyj­nymi”, Wydaw­nic­two Naukowe Uni­wer­sy­tetu Peda­go­gicz­nego w Krakowie.

Miłego czy­ta­nia!

Co nieco o roz­woju psy­cho­ru­cho­wym dziecka — reflek­sja po lek­tu­rze książki E.Minczakiewicz

0

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Moja czytelnia, Pod mikroskopem | Posted on 30-04-2011

Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

huśtawka

Gdy uro­dził się Miko­łaj, nie było mie­siąca, byśmy nie spraw­dzali w róż­nego rodzaju pod­ręcz­ni­kach z psy­cho­lo­gii roz­wo­jo­wej, porad­ni­kach i innych podob­nego typu książ­kach, czy jego roz­wój prze­biega pra­wi­dłowo. I to wła­śnie dzięki jed­nej z takich pozy­cji doszli­śmy do tego, że ruchowo Miko­łaj lekko odsta­wał od rówie­śni­ków, co spo­wo­do­wało cały ciąg wyda­rzeń (dzięki nim wylą­do­wał na reha­bi­li­ta­cji i obec­nie, w wieku lat 3 i 5 mie­sięcy, roz­wija się już w normie).

Wielu mło­dych rodzi­ców, jesz­cze długo po przy­wie­zie­niu maluszka ze szpi­tala do domu, czuje się jak żół­to­dzioby — nowe życie roz­wija się, a oni nie do końca mają pew­ność, czy roz­wój ten mie­ści się w sze­roko rozu­mia­nej nor­mie, czy może nad czymś trzeba zasta­no­wić się głę­biej. Nic w tym dziw­nego — coraz czę­ściej mło­dzi ludzie wycho­wują dzieci z dala od ich dziad­ków, w innych mia­stach czy odle­głych czę­ściach kraju. Wie­dza doty­cząca wycho­wa­nia pocie­chy, prze­ka­zy­wana z poko­le­nia na poko­le­nie (nie­kiedy też już i prze­sta­rzała), zaczyna być wypie­rana przez nowo­cze­sne porad­niki i fora inter­ne­towe, które nie­kiedy zdają się obie­cy­wać złote góry w zamian za to, że choćby przej­rzymy kilka stron lub prze­czy­tamy kilka postów. Jak w tym buszu “dobrych” rad wyszu­kać coś naprawdę cennego?

minczakiewicz okładka
Publi­ka­cja okładki za zgodą ibuk.pl

Książka, którą chcę Wam dziś pole­cić jest warta bliż­szej zna­jo­mo­ści. Autorką jest Elż­bieta Min­cza­kie­wicz, znana z wielu pozy­cji doty­czą­cych roz­woju dzieci, zagad­nień zwią­za­nych z kształ­to­wa­niem mowy. “Roz­wój psy­cho­ru­chowy dziecka” to porad­nik skie­ro­wany wprost do rodzi­ców małych dzieci (od 0 do 36 mie­siąca życia + roz­sze­rze­nie o kom­pe­ten­cje spo­łeczne dzieci do lat 7). Przy­stęp­nym, pro­stym i przede wszyst­kim zwię­złym (bo który z mło­dych rodzi­ców ma pod­czas opieki nad absor­bu­ją­cym mal­cem na tyle czasu, by czy­tać opa­słe tomi­ska?) języ­kiem opi­suje na czym polega tzw. norma roz­wo­jowa, jak zacho­wuje się pra­wi­dłowo roz­wi­ja­jące się dziecko oraz jakie zacho­wa­nia mogą lub powinny wzbu­dzić nie­po­kój rodzi­ców. Autorka radzi przede wszyst­kim to, co z pew­no­ścią więk­szość rodzi­ców czyni — wni­kliwą obser­wa­cję pocie­chy. Nie zosta­wia jed­nak czy­tel­nika z pustymi rękoma. Daje mu narzę­dzie, któ­rym może wspie­rać się przy tym “pod­pa­try­wa­niu” roz­woju — tzw. Kartę obser­wa­cji. Przy­znam, że tro­chę żałuję, iż ta książka nie tra­fiła do moich rąk wcze­śniej — dzięki wspo­mnia­nej Kar­cie byłaby czymś na kształt “pamięt­nika” dzie­cię­cych umie­jęt­no­ści, które — jeśli nie zapi­sy­wane — gdzieś z cza­sem umy­kają. Kwe­stio­na­riusz ten uło­żyła sama Autorka, w opar­ciu o opra­co­wa­nia naukowe oraz wie­lo­let­nie doświad­cze­nie zwią­zane z dia­gno­zo­wa­niem i obser­wo­wa­niem roz­woju dzieci.

Nie będę wyja­śniać Wam zasad wypeł­nia­nia tej Karty, bo zachę­cam do samo­dziel­nej lek­tury. Pro­wa­dze­nie jej daje rodzi­com pewny pogląd na to, jak roz­wija się ich malu­szek — pra­wi­dłowo, har­mo­nij­nie, czy może są jakieś sfery, które nieco “kuleją”. Przy oka­zji, w dal­szych roz­dzia­łach E.Minczakiewicz pod­po­wiada czy­tel­ni­kom gdzie udać się, jeśli zanie­po­koi ich coś doty­czą­cego roz­woju pocie­chy, przy­bliża poję­cie ośrod­ków wcze­snej inter­wen­cji, a nawet podaje ich adresy w więk­szych mia­stach Pol­ski oraz poleca strony inter­ne­towe naprawdę pomocne i rze­telne

Kochani, nie piszę wię­cej — do księ­garni po książkę! Albo do ibuk.pl — można sobie ją wypo­ży­czyć za nie­wielką sumę. Miłej lek­tury :)

Min­cza­kie­wicz E., “Roz­wój psy­cho­ru­chowy dziecka”, Ofi­cyna Wydaw­ni­cza “Impuls”, Kra­ków 2009

Co z tym buntem???

9

Posted by Zosia | Posted in Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 05-11-2009

Tagi: , , , , , , , , , , ,

W ciągu nie­mal dwu­let­niej kariery rodzi­ciel­skiej, na temat buntu dwu­latka nasłu­cha­łam i naczy­ta­łam się tyle, że zli­czyć się nie da: że taki straszny, że zawsze dopad­nie, że kie­dyś minie, ale swoje trzeba prze­żyć, że dziecko nie­zno­śne, że agre­sywne, że nie słu­cha, że… Że mi ręce opa­dały od samego myśle­nia o tym.

Dzie­cię moje lube za dni kilka koń­czy 23 mie­siące. Rzec by można — ide­alny czas na bunt! Ale sama zaczy­nam się zasta­na­wiać, czy to aby nie tro­chę prze­re­kla­mo­wane?

Bo jeśli to fak­tycz­nie takie typowe i w ogóle, to skąd te roz­bież­no­ści, które zna­leźć można w lite­ra­tu­rze i innych źró­dłach na temat owego buntu?

Na ten przy­kład Helen Bee w “Psy­cho­lo­gii roz­woju czło­wieka” okre­śla dwu­latka, jako osobę, która czę­ściej wypeł­nia prośby rodzi­ców, niż się od nich uchyla. “(…)dzieci w tym wieku dość chęt­nie na wiele się zga­dzają. Ich opór jest z reguły bierny, po pro­stu nie wyko­nują pole­ceń. Tylko w nie­wiel­kim pro­cen­cie sytu­acji dziecko mówi “nie” lub czyn­nie sprze­ci­wia się rodzi­com. Przy­padki jaw­nej odmowy nasi­lają się w wielu trzech i czte­rech lat”

Kolejne odnie­sie­nie do tzw. buntu — “Roz­wój psy­chiczny dziecka od 0 do 10 lat” (Fran­ces L. Ilg, L.B.Ames, S.M. Baker): “Choć wielu ludzi mówi bez namy­słu o “strasz­nych dwu­lat­kach”, to jest to nie­po­ro­zu­mie­nie. Przez sześć mie­sięcy około dru­giego roku życia dzieci są w zasa­dzie grzeczne i nie spra­wiają wiel­kich kło­po­tów. Mówiąc ogól­nie, dwa i pół, a nie dwa, to wiek, który słusz­nie można nazwać strasznym”.

Skąd więc to utarte prze­ko­na­nie, że jak dziecko ma dwa lata, to zaraz musi być zbun­to­wane? Prze­cież mię­dzy dwa a dwa i pół roku naprawdę jest róż­nica! Nikt tego nie widzi???

Co nato­miast podają tzw. porady fachow­ców, udzie­lane na zna­nych “oko­ło­dzie­cio­wych” stro­nach internetowych/czasopismach? Kilka losowo wybra­nych przykładów:

  • “Ten pierw­szy okres buntu (będzie następny! w okre­sie doj­rze­wa­nia) przy­pada mię­dzy 18. a 26. mie­sią­cem życia. Ale nie są to sztywne gra­nice. Za to pra­wie każdy rodzic w podob­nym okre­sie skarży się, że dziecko poka­zuje „cha­rak­te­rek”, „staje się zło­śliwe”, „pró­buje rzą­dzić”. (www.babyonline.pl)
  • “Bunt dwu­latka roz­po­czyna się około osiem­na­stego mie­siąca życia malca. Zwy­kle wtedy w dziecku odzywa się indy­wi­du­ali­sta — wszystko chce zro­bić sam, pro­po­zy­cje rodzica są nego­wane, maluch wpada w szał, kiedy chcemy go ubrać, histe­ry­zuje przy jedze­niu lub okłada pię­ściami mamę czy tatę, kiedy coś idzie nie po jego myśli.” (www.benc.pl)
  • “Wraz z ukoń­cze­niem przez dziecko pierw­szego roku życia wiele mam oddy­cha z ulgą: maluch zaczyna cho­dzić, staje się coraz bar­dziej samo­dzielny i nie jest już tak absor­bu­jący, jak nie­mowlę. Nie­stety, po kilku tygo­dniach względ­nego spo­koju może oka­zać się, że bar­dzo pogodne i wesołe dotąd dziecko zaczyna spra­wiać pro­blemy: poja­wiają się nie­kon­tro­lo­wane wybu­chy zło­ści, histe­ryczne pła­cze i krzyki, a nawet prze­jawy agre­sji wobec innych – zarówno doro­słych, jak i dzieci.” (www.dziecko.kobiety.net.pl)
  • “Tak zwany okres buntu roz­po­czyna się około 18. mie­siąca życia i może trwać, z mniej­szym lub więk­szym nasi­le­niem, nawet do pią­tego roku życia.” (www.mamdziecko.interia.pl)

Tro­chę tu roz­bież­no­ści. Jedni mówią (tudzież powta­rzają po innych), że już w wieku 18 mie­sięcy może dopaść twe dzie­cię bunt. Inni nie­malże stra­szą, że z momen­tem nadej­ścia dru­gich uro­dzin w dziecko naj­wi­docz­niej wcho­dzi dia­beł, bo jak ina­czej wytłu­ma­czyć tę strasz­liwą zmianę zacho­wa­nia, która doko­nała się dokład­nie w ciągu jed­nego dnia? ;)

Lite­ra­tura podaje, że same dwa lata nic nie wno­szą jeśli cho­dzi o tema­tykę buntu, i że tzw. “zmiany na gor­sze” to kwe­stia nieco póź­niej­sza — 2,5 roku bardziej.

Wiem, cze­piam się, powie­cie. “Prze­cież dwu-i-pół-letnie dziecko to w końcu też dziecko, które ma dwa lata”. I tak, i nie. Dwa lata miało pół roku wcze­śniej, teraz ma 2,5 a to, w przy­padku takiego szkraba, ogromna róż­nica.
Przez pół roku w życiu doro­słego może się wyda­rzyć mnó­stwo rze­czy, a 6 mie­sięcy w życiu dwu­let­niego dziecka to kawał czasu. Dziecko 2,5 let­nie to nie to samo, co dwu­la­tek. Przez pół roku zdo­było wiele nowych umie­jęt­no­ści, poznało wiele nowych rze­czy, miejsc, zja­wisk. W porów­na­niu do wieku lat dwóch jest zazwy­czaj mądrzej­sze… No, chyba widzi­cie tę różnicę?

Rozu­miem też, że owe gra­nice “buntu dwu­latka” nie są (w więk­szo­ści) uwa­żane za jakąś stu­pro­cen­tową normę, że mogą nastą­pić wah­nię­cia (jak ze wszyst­kim), typu u jed­nego dziecka mie­siąc póź­niej, u innego dwa wcze­śniej…
Ale czy rze­czy­wi­ście warto się nasta­wiać na obec­ność buntu dwu­latka w życiu naszym i naszych pociech? Nie wydaje wam się cza­sami, że ten bunt jest tro­chę przez nas nakrę­cony? Że go sobie cza­sem pró­bu­jemy wmó­wić, by wytłu­ma­czyć swoje nie­do­cią­gnię­cia (albo i nawet porażki) wycho­waw­cze czy po pro­stu taką a nie inną oso­bo­wość dziecka?

Bunt dwu­latka jest okre­ślany cza­sem jako walka dziecka o nie­za­leż­ność. Tak, to nor­malna sprawa w życiu każ­dego czło­wieka. Ale cały czas się zasta­na­wiam, czy to rze­czy­wi­ście jest takie spek­ta­ku­larne, takie straszne, takie naprawdę nie­co­dzienne, że tyle się o tym słyszy?

Obser­wuję moje dziecko codzien­nie. Ma obec­nie 23 mie­siące i, na dobrą sprawę, można by powie­dzieć, że od pię­ciu mie­sięcy (wg powszech­nie dostęp­nych źró­deł) ma zupełne prawo do buntu dwu­latka.

I cóż na to mogę wam powiedzieć?

A to, że moje dzie­cię lube przy­naj­mniej od roku ma okres buntu ;) Od bar­dzo, bar­dzo dawna Miko­łaj potra­fił zasy­gna­li­zo­wać (deli­katne okre­śle­nie na wrzask i ryk), że cze­goś nie chce, nie lubi, nie zrobi.

I co, czy w takim razie na przy­kład 14-miesięczne dziecko też prze­cho­dziło już bunt dwu­latka? Do tej pory nie odno­to­wuję spek­ta­ku­lar­nych zmian w owym “zbun­to­wa­niu”.
Co jakiś czas zmie­nia się może tylko zakres zain­te­re­so­wań owego “buntu” — na przy­kład: jed­nego dnie bun­tuje się prze­ciwko wcho­dze­niu po scho­dach, a innego prze­ciwko wycho­dze­niu na spacer.

Czy to, że dziecko pró­buje wyra­zić wła­sną opi­nię, albo nie chce prze­rwać jakiejś zaj­mu­ją­cej czyn­no­ści musi być od razu nazy­wane bun­tem? No ludzie… A wy sami, jak wam prze­rwą M jak Miłość to tacy szczę­śliwi jeste­ście? Albo jak wam zje­dzą całą cze­ko­ladę, którą tak lubi­cie, to tole­ran­cyj­nie i dobro­dusz­nie pokle­pu­je­cie żar­łoka po brzuszku?
Pew­nie, nie ryczy­cie zaraz na cały głos i nie kopie­cie wino­wajcy z całej siły, no ale uwa­żam was za doro­słych, więc praw­do­po­dob­nie potra­fi­cie już pano­wać nad swo­imi emo­cjami. Dzieci tego jesz­cze nie potra­fią, stąd zacho­wa­nia okre­ślane mia­nem strasz­nego “buntu”.

Być może kręcę na sie­bie samą bicz. :) Być może za pół roku (gdy Michu będzie miał lat 2 i pół, bo ta wer­sja bar­dziej do mnie prze­ma­wia) będę zała­my­wać ręce i szu­kać pomocy u znaw­ców, bo dzie­cię mi się “zbun­tuje”.
Ale naprawdę wie­rzyć mi się nie chce, że takie coś naprawdę ist­nieje

No dobra, prze­sa­dzam, uznaję oczy­wi­ście cał­ko­wi­cie fakt ist­nie­nia okresu, w któ­rym dziecko zaczyna czuć swoją odręb­ność i zazna­czać swoją nie­za­leż­ność. Broń Boże, nie neguję cze­goś tak pew­nego, bo to nor­malne sta­dium roz­wo­jowe w życiu każ­dego czło­wieka. Musi nastą­pić, jest dużym prze­ło­mem, wiele zmie­nia w poj­mo­wa­niu sie­bie i świata.
Ale ciężko mi uwie­rzyć, że to jest takie straszne, zaska­ku­jące, wido­wi­skowe i cał­ko­wi­cie (z dnia na dzień) odmieni moje dziecko.
(No chyba, że tra­fił nam się od samego początku iście nie­okieł­znany egzem­plarz, w związku z czym ów słynny “bunt” będzie fak­tycz­nie tylko kon­ty­nu­acją zacho­wań już istniejących.)

Nie będę więc na razie mówić o bun­cie, pisać o bun­cie i myśleć o bun­cie. Moje dziecko bun­tuje się od dawien dawna ;) Miało swego czasu napady histe­rii, ataki agre­sji (gdy nas gry­zło, tłu­kło, szczy­pało — pora­dzi­li­śmy sobie z tym), upiera się cza­sem przy swoim, albo nie chce wyko­nać jakie­goś pole­ce­nia, ale naprawdę nie uwa­żam tego za bunt!

Myślę, że wszystko to da się wytłu­ma­czyć w inny spo­sób — na przy­kład: zmę­cze­niem, zde­ner­wo­wa­niem, nową dla dziecka sytu­acją, zbyt dużą ilo­ścią bodź­ców, miej­scem, któ­rego dziecko nie lubi lub obec­no­ścią nie­lu­bia­nej osoby, chę­cią zwró­ce­nia na sie­bie uwagi itd. Owszem, na te wszyst­kie przy­czyny dziecko może zazwy­czaj reago­wać w jeden “zbun­to­wany” spo­sób, ale czy to zna­czy, że od razu trzeba wrzu­cać wszystko do jed­nego worka z napi­sem “bunt dwu­latka”? Bo co? Bo wszystko musi mieć swoją nazwę?

Ogła­szam wszem i wobec, że moje dziecko nie będzie miało cze­goś takiego jak bunt dwu­latka. Bo coś takiego nie ist­nieje :)
Zakła­dam gor­sze i lep­sze okresy w jego życiu.
Uznaję, że będzie wal­czył o swoją nie­za­leż­ność (meto­dami, które będą dopro­wa­dzać mnie pew­nie do szew­skiej pasji) i że będzie sta­rał się posta­wić na swoim.
Przy­pusz­czam też, że w momen­cie, gdy w jego życiu/rozwoju będą zacho­dziły te wszyst­kie ważne zmiany, nie będzie sobie cza­sem z nimi umiał pora­dzić, co może zna­leźć odzwier­cie­dle­nie w jego zacho­wa­niu (matki całego świata, czy w takim razie my nie prze­cho­dzimy co mie­siąc takiego “buntu” pod­czas PMSu? ;) )

Ale liczę, że z każ­dej sytu­acji uda nam się wyjść bar­dziej z suk­ce­sem niż z porażką. A jak nie…? cóż, porażki wpi­sane są w życie — zmo­dy­fi­ku­jemy swoje metody i będziemy szu­kać roz­wią­zań dalej.

Ale roz­wią­za­nia na bunt dwu­latka nie znaj­dziemy, bo nie można prze­cież roz­wią­zy­wać pro­blemu, któ­rego tak naprawdę nie ma :)

Pozdra­wiam was ja, zbun­to­wana matka nie­zbun­to­wa­nego dwu­latka :)