Mamo, włącz mi bajkę!!!

5

Posted by Zosia | Posted in Mały inteligent, Pod mikroskopem | Posted on 28-08-2009

Tagi: , , , , , , ,

Dzie­cię moje — rok i pra­wie 9 mie­sięcy — tele­wi­zją zain­te­re­so­wane było od zawsze. Trudno się dzi­wić — rodzice oglą­dają w nad­mia­rze, to i dziecku się udzie­liło. Logo sta­cji tvn24 Miko­łaj potra­fił poka­zać wcze­śniej, niż mówić “mama” ;)

W każ­dym bądź razie, jakby na to nie spoj­rzeć, tele­wi­zor w domu jest, użyt­ko­wany, a jakże, więc i dziecko zaczęło doma­gać się cze­goś dla sie­bie w tej kwe­stii. Jako że sta­ramy się jed­nak nie być tymi naj­gor­szymi rodzi­cami, co to sami oglą­dają, a dziecku nie pozwolą, odkry­li­śmy cał­kiem nie­dawno kanał CBe­ebies. No bo jak już coś poka­zać, to lepiej, żeby to poży­teczne cho­ciaż tro­chę było. Po kilku testo­wych dniach, które spę­dzi­łam na wni­kli­wej lek­tu­rze ramówki, oglą­da­jąc ów kanał i obser­wu­jąc reak­cje Miko­łaja w cza­sie kilku róż­nych emi­to­wa­nych pro­gra­mów, nasze dzie­cię stało się wiel­bi­cie­lem dwóch: zna­nych wszem i wobec Tele­tu­bi­siów oraz cał­kiem “świe­żego” “Dobra­noc­nego Ogrodu”. Ogól­nie rzecz bio­rąc Miko­łaj w tele­wi­zji “łyknie wszystko” — począwszy od reklam, przez pasek tvn24 aż po pro­gnozę pogody, ale zazwy­czaj nie wywo­łują one w nim takich emo­cji jak te dwie bajki. Oczy­wi­ście, wyja­śniam, że moje dzie­cię nie spę­dza całego dnia przed tele­wi­zo­rem, ale “DO” i Tubi­sie ogląda pra­wie codziennie.

tubisie
źródło: www.teletubisie.swiatbajek.net

Wszy­scy zna­cie Tele­tu­bi­sie. Oglą­da­nie tego pro­gramu dopro­wa­dza mnie nie raz do wstrząsu ner­wo­wego. Dla doro­słych ten pro­gram jest nie do przej­ścia. Ale jak patrzę na Miko­łaja i widzę, jak prze­żywa, że NooNoo wcią­gnął grzankę, albo jak zaśmiewa się w głos, bo Po się prze­wró­ciła, to szczęka mi opada. Co takiego jest w tych stwor­kach, że przy­cią­gają uwagę dzieci? Ame­ryki tu nie odkryję — pro­gram zapro­jek­to­wany był przez psy­cho­lo­gów i peda­go­gów, któ­rzy, widać, znali się na robo­cie. Stwo­rze­nie grupki postaci, które tak sil­nie prze­ma­wiają do dzieci w wieku 1 – 4 lat (to jest grupa doce­lowa pro­gramu, ale ogól­nie wia­domo, że wiek widzów jest o wiele szer­szy — włą­cza­jąc osoby chore na Alzhe­imera, które też podobno uwiel­biają Tele­tu­bi­sie), musiało być efek­tem wni­kli­wej zna­jo­mo­ści natury upodo­bań małych widzów. Dzie­cięce zacho­wa­nia boha­te­rów z pew­no­ścią spra­wiają, że dzieci w któ­rymś momen­cie zaczy­nają utoż­sa­miać się z nimi. Do tego cała masa powtó­rzeń — nie tylko utrwala to w pamięci dziecka różne wzorce popraw­nych zacho­wań, co przede wszyst­kim powo­duje, że mały widz czuje się bez­piecz­niej i bar­dziej “w tema­cie”, gdy po raz drugi w cza­sie jed­nego odcinka ogląda na przy­kład jakiś fil­mik. Liczne powtó­rze­nia uczą też dziecko, że jakaś kon­kretna czyn­ność nie­sie za sobą kon­kretny sku­tek, że nic nie dzieje się bez przy­czyny. Widząc, jak kolejno każdy z Tele­tu­bi­siów wpada do tej samej kałuży, dziecko uczy się ana­lo­gii ( = jeśli idziesz dziu­rawą drogą chwilę po desz­czu i nie patrzysz pod nogi, to wpad­niesz w kałużę. Nie­za­leż­nie od tego, czy jesteś Po, Tinky-Winky, Dipsy czy Lala). Ważne jest, że to każdy z boha­te­rów prze­żywa zazwy­czaj daną sytu­ację, a nie, że boha­te­rem scenki jest jedna osoba, bo wła­śnie tu tkwi “haczyk” ucze­nia dzieci ana­lo­gii — zda­rzyło się 4 Tubi­siom, może zda­rzyć się i mnie.

Jakby na to nie spoj­rzeć, Tele­tu­bi­sie chwa­lone są na prawo i lewo. I przy­znać muszę, moim skrom­nym zda­niem, słusz­nie. W dodatku są cią­gle aktu­alne; coraz nowe rocz­niki dzieci stają się ich wiel­bi­cie­lami, mimo że pro­gram ma już kil­ka­na­ście lat (pro­du­ko­wany od 1997 do 2001). Może draż­nić to rodzi­ców (nie wyłą­cza­jąc mnie), gdy się po raz 15 w ciągu kilku minut sły­szy “Ejooo”, ale przy­znać trzeba, że jest to jedna z nie­wielu dobrych alter­na­tyw w kwe­stii oglą­da­nia tv przez dzieci.

No, ist­nieje w sumie jedna wada… Pro­gram powo­duje rzu­ca­nie się dziecka na każ­dego Tele­tu­bi­sia spo­tka­nego w skle­pie, ze wzro­kiem mówią­cym: “Mamooo, weźmy go do domuuu…” (bo na szczę­ście moje dzie­cię nie potrafi jesz­cze takiego zda­nia skle­cić na głos ;) )

Co do dru­giego pro­gramu, to jest to, jak na razie, nowinka w naszym kraju. Dobra­nocny Ogród jest emi­to­wany rów­nież przez CBe­ebies (co 4 godziny przez całą dobę, jeśli ktoś ma ten kanał nie może na to nie tra­fić ;) ), o tym, by emi­to­wała go u nas jesz­cze jakaś sta­cja nie sły­sza­łam dotych­czas. Pew­nie kwe­stia czasu, bo serial zdo­bywa popu­lar­ność porów­ny­walną z popu­lar­no­ścią Tele­tu­bi­siów. Zresztą, na zle­ce­nie BBC wypro­du­ko­wała go ta sama wytwór­nia — Rag­doll Pro­duc­tions (więc jak dojść do suk­cesu mają już wyprak­ty­ko­wane). Każdy odci­nek trwa mniej-więcej tyle samo co Tubi­sie — około 25 minut (mam na myśli tele­wi­zyjne odcinki, bo z tego, co się orien­tuję to np. Tele­tu­bi­sie na dvd trwają około godziny). Zasada jest ta sama: sym­pa­tyczne, plu­szowe postaci, w każ­dym odcinku stałe, powta­rzalne ele­menty — to samo powi­ta­nie w postaci pio­senki każ­dego z boha­te­rów, takie samo poże­gna­nie — w środku pro­gramu zawsze jakaś pro­sta histo­ryjka — a to Makka-Pakka roz­daje kamie­nie, a to Pon­ty­piny idą na spa­cer, a to Upsy-Daisy gra w piłkę z Iggi-Pigglem… Takie tro­chę inne Tele­tu­bi­sie ;) Patrząc na ten pro­gram z per­spek­tywy rodzica podoba mi się bar­dziej, niż Tele­tu­bi­sie. Jest mniej draż­niący dla doro­słego. No i powa­liły mnie imiona boha­te­rów. Minął przy­naj­mniej tydzień, zanim nauczy­łam się je powta­rzać. Brzmią dzi­wacz­nie, ale jakby zna­jomo, jakby dziecko je wymy­śliło. Same postaci też jakby każda z innej bajki, ale wszyst­kie są dziećmi i każda wzbu­dza sym­pa­tię na swój sposób.

dobranocny ogród
źródło: www.inthenightgarden.co.uk

Dla­czego “DO” podoba się dzie­ciom? Z tych samych powo­dów, co Tele­tu­bi­sie. Dla­czego dzieci mogą go oglą­dać? Też z tych samych powo­dów, dla któ­rych mogą oglą­dać Tele­tu­bi­sie — pro­gram zro­biony pod gust dzieci (nie mówię, że wszyst­kich, zda­rzają się wyjątki), jest sporo powtó­rzeń, mili boha­te­ro­wie, cie­kawe dźwięki, kolory, śmieszne — z punktu widze­nia dzieci — sytu­acje, przy­jemna muzyka… Pro­gram ten stwo­rzony został w roli “bajki na dobra­noc” i rze­czy­wi­ście speł­nia ją zna­ko­mi­cie — cała bajka skon­stru­owana jest w taki spo­sób, że wyci­sza i uspo­kaja dziecko. Nic, tylko oglą­dać ;)

Przy oka­zji pisa­nia tego posta poszpe­ra­łam troszkę w sieci za gadże­tami z oby­dwu pro­gra­mów. Szał na Tele­tu­bi­sie w Pol­sce widać, że lekko zma­lał, ale różne figurki, maskotki, domki, puz­zle i inne “nie­zbęd­niki” dzie­ciowe są nadal sze­roko dostępne w skle­pach. Nie wiem, jak to było na początku, gdy pro­gram ten zawi­tał na pol­skie ekrany, bo nie bar­dzo byłam nim wtedy zain­te­re­so­wana. Przy­pusz­czam, że mogło być wszyst­kiego tro­chę wię­cej. Tak widać jest teraz na Wyspach, gdzie boha­te­ro­wie “Dobra­noc­nego Ogrodu” doszli do sławy i pełno jest ich na róż­nego rodzaju ubran­kach, kub­kach, zabaw­kach itd. U nas w skle­pach jesz­cze nie widzia­łam żadnej “Makka-Pakki”, ani nikogo innego. Jedy­nie na alle­gro można kupić parę rze­czy, pew­nie zwie­zio­nych z UK. Ale to kwe­stia czasu. Jeśli pro­gram trafi do szer­szej grupy odbior­ców, a nie tylko tych, któ­rzy mają CBe­ebies, to z pew­no­ścią w skle­pach zaroi się od nowych gadże­tów i zabawek.

Tyle na dziś. Jak na pierw­szy post to i tak sporo. Dzięki Bogu dzie­cię moje śpi słodko, więc mogłam spo­koj­nie to napisać.

A gdyby ktoś był zain­te­re­so­wany bli­żej oby­dwoma pro­gra­mami, to odsy­łam do stron ofi­cjal­nych: Dobra­nocny Ogród, Tele­tu­bi­sie. I jesz­cze kawa­łek wer­sji pol­skiej “DO ze strony empiku.