Nie taki dia­beł straszny, jak go malują czyli o tre­ningu czy­sto­ści słów kilka

2

Posted by Zosia | Posted in Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 22-08-2010

Tagi: , , , , , , ,

Udało się! Dzie­cię odpie­lu­cho­wane. Mimo pew­nych nie­uza­sad­nio­nych i uza­sad­nio­nych obaw poszło gładko i szybko, co nadal napawa nas zara­zem szo­kiem i dumą :) Pie­lu­chy uży­wamy jesz­cze tylko w nocy, choć od kilku dobrych dni Miko­łaj budzi się już zazwy­czaj z suchą. Ale chcemy jesz­cze tro­chę poob­ser­wo­wać. I tak zaraz usły­szę, że jeśli pie­lu­cha jest uży­wana w nocy, to dziecko nie jest odpie­lu­cho­wane. Niech sobie każdy mówi, co chce — uwa­żam, że 99% pracy za nami, a ten 1% nocny, to już musi usta­wić sobie sam orga­nizm. Bo nie zamie­rzam budzić dziecka w nocy na siku, ani racjo­no­wać mu wie­czo­rem picia. Jak będzie gotów, to będzie widać. Wtedy poże­gnamy pie­lu­chę “nocną”.

A póki co, przed­sta­wię Wam, jak to prze­pro­wa­dzi­li­śmy. Nikogo, rzecz jasna, nie nama­wiam do sto­so­wa­nia naszych metod, ani nie gwa­ran­tuję suk­cesu, nawet jeśli ktoś z porady sko­rzy­sta. Każde dziecko jest inne, ina­czej się zacho­wuje, ina­czej i w innym momen­cie osiąga coś, co zowię “noc­ni­kową doj­rza­ło­ścią” i do każ­dego podejść trzeba indy­wi­du­al­nie. Ale może komuś się przyda.

Oto odpie­lu­cho­wa­nie Miko­łaja w kilku krokach:

  • przez pierw­sze dwa dni (zło­żyło się, że były to czwar­tek i pią­tek) Miko­łaj był przy­go­to­wy­wany — miał jesz­cze pie­lu­chę, ale sadza­li­śmy go na noc­niku bar­dzo czę­sto. Ponie­waż na początku był dość oporny w sia­da­niu, ucie­kli­śmy się do prze­kup­stwa — kupi­li­śmy ulu­bione żelki i za każdą próbę zro­bie­nia siku dosta­wał pochwałę i żelka. Przy­nio­sło to dość szyb­kie efekty.
  • dodat­kową moty­wa­cją były magne­siki — mia­łam takie “ade­kwatne” do noc­ni­ko­wa­nia, z jakiejś książki. Gdy sia­dał, ale nic nie zro­bił, dosta­wał magnes z pustym noc­ni­kiem, a za zała­twie­nie potrzeby były takie z uśmiech­nię­tym misiem na noc­niku. Przez pierw­sze dwa dni (gdy na tyłku była jesz­cze pie­lu­cha) były same puste noc­niki, ale to i tak już był suk­ces, że w ogóle siadał
  • w sobotę rano poje­cha­li­śmy do tesco, gdzie dziecko wybrało sobie nagrodę, na którą wymie­nić miało magne­siki z tablicy (jeśli uzbiera odpo­wied­nią ilość) i po powro­cie ze sklepu na dobre zdję­li­śmy pieluchę
  • pierw­szego dnia bez pie­lu­chy dużo trzeba było mu przy­po­mi­nać o sika­niu, zali­czył chyba trzy wpadki, ale udało się też zro­bić siku na noc­nik, co uzna­li­śmy za wielki suk­ces :) Żelki od tego dnia były już tylko za pełny nocnik
  • w nie­dzielę — drugi dzień bez pie­lu­chy — Miko­łaj zali­czył tylko jedną wpadkę. Pozo­stałe udało się zro­bić do noc­nika, zaczął nawet wołać, że chce. Tego dnia poje­cha­li­śmy rano na zakupy, więc pro­fi­lak­tycz­nie wło­ży­łam mu jesz­cze pie­lu­chę, ale nie zasi­kał jej wcale
  • czwar­tego dnia po odpie­lu­cho­wa­niu Michu poszedł na 6 godzin do klu­biku z całym wor­kiem ciu­chów na prze­bra­nie, ale nie zasi­kał ani jed­nych. Pięk­nie wołał, zarówno tam, jak i w domu.
  • czwar­tego dnia żelki wpro­wa­dzi­li­śmy tylko wie­czo­rem — dostał jed­nego “za cało­kształt”, ale magne­siki nadal za każdy pełny nocnik
  • po tygo­dniu Miko­łaj zamie­nił swoje magne­siki na nagrodę-zabawkę. Oba­wia­li­śmy się, czy mu nie spad­nie moty­wa­cja, jak otrzyma to, co chciał, ale oka­zało się, że nic takiego się nie stało
  • wie­czorny żelek “za cało­kształt” został wyco­fany w dniu, gdy Miko­łaj dostał zabawkę

W skró­cie tak to u nas wyglą­dało. Przez pierw­sze kilka dni nie umiał jesz­cze do końca oce­nić, czy chce mu się siku, czy kupę, więc na wszystko wołał “siku”, ale po jakichś 3 – 4 dniach zaczął wołać: “Situ!… Nie, tupę!… Nie! Situ i tupę!” :) Teraz już dosko­nale potrafi odczy­tać sygnały swo­jego organizmu.

Ponadto, na wyj­ścia poza dom, zabie­ram ze sobą w ple­caku nakładkę na sedes. Michu jesz­cze nie­zbyt pew­nie się czuje na dużej ubi­ka­cji, na nakładce nato­miast chęt­nie siada. A jest na tyle lekka, że nie jest to dla mnie pro­ble­mem, by ją ze sobą w miej­sca publiczne zabie­rać. Poza tym, w samo­cho­dzie wozimy noc­nik — spraw­dził się np. ostat­nio w tra­sie pod Poznań, gdy Miko­ła­jowi zachciało się siku zaraz po zjeź­dzie z eks­pre­sówki, a nigdzie w pobliżu nie było publicz­nej toa­lety :)

Dobrym star­tem na noc­nik oka­zało się rów­nież przy­go­to­wa­nie spe­cjal­nego miej­sca w łazience. Wyma­gało to tro­chę orga­ni­za­cji, ale udało się, mimo cia­snoty, wygo­spo­da­ro­wać “noc­ni­kowy kącik”. Nie jestem zwo­len­ni­kiem ucze­nia dziecka zała­twia­nia potrzeb przed tv tudzież w innych czę­ściach domu. Maluch powi­nien od początku wie­dzieć, że miej­scem do tego prze­zna­czo­nym jest łazienka. Posta­wi­li­śmy Miko­ła­jowi obok noc­nika koszyk wikli­nowy, w nim kilka ksią­że­czek (prze­gląda przy “dłuż­szym posie­dze­niu”) oraz jego oso­bi­sty papier toa­le­towy. Bar­dzo był z tego zadowolony.

Ładne majtki z boha­te­rem bajki, któ­rego dziecko aku­rat lubi, to też spraw­dzony pomysł. Miko­ła­jowi jakoś tak chyba głu­pio byłoby obsi­ki­wać uwiel­bia­nego Zyg­zaka MCQu­inna… ;)

Tyle z rela­cji o naszej akcji pie­lu­cho­wej. Od dwóch tygo­dni jeste­śmy wolni, Miko­łaj świet­nie sygna­li­zuje, nie­za­leż­nie od sytu­acji i miej­sca. No i o tym, że jeste­śmy dumni, wspo­mi­nać chyba już nie trzeba? :)

Nie żału­jemy, bynaj­mniej, że cze­ka­li­śmy do tego czasu (2 lata 8 mie­sięcy). Wcze­śniej było kilka prób, Miko­łaj nie­zbyt chętny do współ­pracy, więc posta­no­wi­li­śmy dać spo­kój. I widać, dobrze się stało. Udało się zupeł­nie bez stresu Micha i naszego, w bar­dzo szybki spo­sób (zała­pał w dwa dni), bez “łapa­nia siku” do noc­nika tylko po to, by go wytre­so­wać. Przy­dało się też na pewno to, że skoń­czy­li­śmy nasze waka­cyjne wyjazdy i sie­dzie­li­śmy w domu.

Moi Dro­dzy, nie stre­suj­cie się. Tre­ning czy­sto­ści da się prze­pro­wa­dzić na spo­koj­nie (nawet trzeba!) i z suk­ce­sem :) Opo­wie­ści, że dziecko w wieku 2,5 i star­sze nie nauczy się robić na noc­nik, bo jak ma się nauczyć, jeśli do tego czasu robiło w pie­lu­chę na sto­jąco (tak, takie opo­wie­ści krążą na baaar­dzo zna­nym forum o dzie­ciach) ja oso­bi­ście mogę oba­lić. U nas nie było z tym żadnego pro­blemu. I u Was też nie będzie, wystar­czy tylko zna­leźć metodę na swo­jego malu­cha. I wspo­ma­gać go w tym, chwa­lić, nie krzy­czeć, nie kry­ty­ko­wać, nie porów­ny­wać.

Powo­dze­nia!