Zabawy logo­pe­dyczne na cztery pory roku — D. Krupa, J. Pszczółka

0

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Moja czytelnia | Posted on 23-10-2011

Tagi: , , , , , ,

Moi dro­dzy blo­gowi Czy­tel­nicy, czas powró­cić. Dawno już nie było mnie tu widać. Przy­czyn jest kilka, ale naj­waż­niej­sza to chyba taka, że moja dzia­łal­ność logo­pe­dyczna przy­biera na sile. Poza tym, że zmie­ni­łam pracę (z gim­na­zjum na szkołę pod­sta­wową) mam coraz wię­cej zajęć pry­wat­nych, co znacz­nie wpływa na ilość wol­nego czasu. Ale powoli jakoś się ogar­niam, więc jakaś regu­lar­ność powinna powró­cić :) Read the rest of this entry »

Roz­wój oso­bo­wo­ści dziecka na pod­sta­wie jego rysun­ków — prze­my­śle­nia po zadzi­wia­ją­cej lekturze…

1

Posted by Zosia | Posted in Moja czytelnia, Nerwy w konserwy, Pod mikroskopem | Posted on 31-05-2011

Tagi: , , , , , , , , , ,

kalbarczyk okładka
Publi­ka­cja okładki za zgodą ibuk.pl

Cał­kiem nie­dawno wpa­dła mi w dło­nie, albo raczej w oczy — bo czy­ta­łam elek­tro­niczną wer­sję tej książki w ibuk.pl — pozy­cja o inte­re­su­ją­cym tytule: “Naj­waż­niej­sze lata, czyli jak rozu­mieć rysunki małych dzieci”. Autor — Anna Kal­bar­czyk. Spoj­rza­łam na tytuł, krótki opis pozy­cji i pomy­śla­łam, że to dobra książka dla mnie — temat bar­dzo inte­re­su­jący i taki “na cza­sie”, jeśli cho­dzi o wiek mojego dziecka. Zaczę­łam czy­tać…
A był to już dość późny wie­czór i trak­to­wa­łam tę książkę jako ostat­nią lek­turę przed snem. Nie­stety, wraz z kolej­nymi stro­nami ciśnie­nie wzro­sło mi na tyle, że o śnie mogłam zapo­mnieć ;)

Do rze­czy. Autorka w książce inter­pre­tuje rysunki i na tej pod­sta­wie wysnuwa tezę na temat roz­woju oso­bo­wo­ści dziecka w wieku od 2 do 6 lat. Zaska­ku­jąca na samym początku (we wstę­pie) oka­zuje się infor­ma­cja, że wszyst­kie rysunki w książce są autor­stwa dziecka Autorki. Pierw­sza więc myśl — jak można napi­sać pracę, z któ­rej tytułu już wynika, że nie jest to bynaj­mniej stu­dium przy­padku, na pod­sta­wie prac jed­nego dziecka? Nawet jeśli autorka chcia­łaby się obro­nić, że jest to stu­dium przy­padku (a nigdzie nie zna­la­złam takiej infor­ma­cji, cała praca wręcz nasy­cona jest uogól­nie­niami odno­szą­cymi się do całej grupy wie­ko­wej dzieci), to czyż tytuł dla prze­cięt­nego czy­tel­nika nie wska­zuje jed­no­znacz­nie, iż w opar­ciu o tę lek­turę możemy inter­pre­to­wać rysu­nek dowol­nego dziecka?

Posu­nię­cie dość nie­pro­fe­sjo­nalne. Nie można (choć w sumie, widać, że można, skoro taka książka zna­la­zła się w druku) na pod­sta­wie prac jed­nego dziecka, czy też na pod­sta­wie obser­wa­cji zacho­wań jed­nej osoby uogól­niać pew­nych cech na całą grupę wie­kową. Nawet jeśli autorka ma doświad­cze­nie w pracy z dziećmi i obej­rzała setki ich prac pla­stycz­nych, to w książce nie zna­lazł się ani jeden rysu­nek innego dziecka, w związku z czym takie gene­ra­li­zo­wa­nie jest po pro­stu nie­do­pusz­czalne. To tak, gdy­bym ja, inter­pre­tu­jąc rysunki mojego dziecka, które w wieku lat 3 i 5 mie­sięcy rysuje sło­neczka z uśmiech­niętą buzią i strzałki, uogól­niła taką tezę: Dzieci w wieku 3 — 3,5 lat uosa­biają słońce (nada­jąc mu ludz­kie cechy) i sil­nie akcen­tują zain­te­re­so­wa­nie stron­no­ścią (bo strzałki dziecko moje rysuje w róż­nych kie­run­kach). Kochani, do wszyst­kiego da się “doro­bić” jakąś teo­rię. Ale cza­sem trzeba się zasta­no­wić nad tym, czy ta teo­ria jest czymś podparta…

Jeśli cho­dzi o inter­pre­ta­cję rysunku małych dzieci, to myślę, że psy­cho­lo­dzy i peda­go­dzy wie­dzą naj­le­piej, ile czasu trzeba się tego uczyć i że taka inter­pre­ta­cja nie może być wyko­nana ot tak sobie. Orze­ka­nie na pod­sta­wie prac jed­nego malca, że dzieci w tym wieku lubią dane kolory lub pisaki czy kredki wydaje się naprawdę mocną prze­sadą. A jeśli nawet, jak już wspo­mnia­łam wcze­śniej, autorka ma doświad­cze­nie i zaob­ser­wo­wała pewne ten­den­cje, to poda­wa­nie takiej teo­rii, w któ­rej bazuje się na rysun­kach jed­nego dziecka, nie ma pod­staw mery­to­rycz­nych, moim zdaniem.

Książka sama w sobie napi­sana jest dość kolo­kwial­nym języ­kiem. Pełno w niej ogól­ni­ków, brak odwo­łań do lite­ra­tury innych auto­rów, by poprzeć jakoś swoje tezy. Tek­sty pokroju, że trzy­la­tek nie rysuje pal­ców u rąk (tudzież rysuje je w nie­od­po­wied­niej ilo­ści), mimo że wie, ile ich ma, nic nie wno­szą do mojej wie­dzy na temat dzieci, ani do mojej wie­dzy na temat inter­pre­ta­cji ich rysunków.

Z zajęć z dia­gnozy peda­go­gicz­nej na stu­diach pamię­tam, jak wykła­dowca bar­dzo zwra­cał nam uwagę, że nie można bez odpo­wied­niego przy­go­to­wa­nia inter­pre­to­wać dzie­cię­cych wytwo­rów. A nawet jeśli ktoś jest do tego przy­go­to­wany, to musi znać cały kon­tekst powsta­nia pracy i wiele innych czyn­ni­ków, bo nie­pra­wi­dłowa inter­pre­ta­cja może być bar­dzo krzyw­dząca. Tutaj, co prawda, jakaś wielka krzywda się nie sta­nie, gdy zaczniemy wni­kać w prace naszych dzieci w opar­ciu o tę książkę, ale może jakaś łatwo­wierna mama wystra­szyć się, że oso­bo­wość jej dziecka roz­wija się w nie­pra­wi­dłowy spo­sób, bo w wieku trzech lat nie rysuje koli­stych wzo­rów na sukience swo­jej mamy, albo uszy jej rysun­ko­wych postaci są mniej­sze od oczu, a wg książki dzieci w tym wieku rysują uszy więk­sze, bo podobno narzą­dem słu­chu głów­nie poznają świat w tym wieku (śmiała teoria).

Kolejna rzecz, przy któ­rej wręcz poku­si­łam się o kon­sul­ta­cję z psy­cho­lo­giem, to ów roz­wój oso­bo­wo­ści. W przy­padku tak małych dzieci trudno jest mówić o oso­bo­wo­ści. Nawet okre­śle­nie “roz­wój oso­bo­wo­ści” w przy­padku dwu­latka wydaje się lek­kim nad­uży­ciem, bo ten pro­ces dopiero się roz­po­czyna. U takich malu­chów mówi się o zacho­wa­niu raczej, jego zabu­rze­niach, zmia­nach itd. Oso­bo­wość to coś, co roz­wija się wsku­tek doświad­czeń czło­wieka i (wg nie­któ­rych teo­rii) cech gene­tycz­nych. Poza tym do bada­nia oso­bo­wo­ści (i jej roz­woju) upo­waż­nieni są w Pol­sce: psy­cho­lo­dzy, psy­chia­trzy i peda­go­dzy, któ­rzy mają do dys­po­zy­cji odpo­wied­nie narzę­dzia.

Brak pro­fe­sjo­na­li­zmu. To kolejny przy­tyk. Nie­pro­fe­sjo­nalne jest bowiem pisa­nie pracy inter­pre­tu­jąc rysunki wła­snego dziecka i roz­po­wszech­nia­nie tego niczym wyroczni. Można podej­rze­wać autorkę o brak obiek­ty­wi­zmu, w końcu to jej rodzina, a w przy­padku osób spo­krew­nio­nych nigdy nie uda nam się być w pełni obiektywnymi.

Zbyt­nie gene­ra­li­zo­wa­nie i brak próby badaw­czej. O tym pisa­łam już wcze­śniej, ale wspo­mnę raz jesz­cze. Gdy się­gam po książkę, którą mam poważ­nie trak­to­wać i która ma wpro­wa­dzić mnie w inter­pre­ta­cję dzie­cię­cych rysun­ków, to nie wyobra­żam sobie, by wnio­ski w niej zawarte nie były poparte przy­kła­dami prac wielu dzieci.

Tyle na ten temat dzi­siaj, moi mili. Nie pamię­tam już, kiedy ostat­nio jakaś książka z zakresu peda­go­giki i wycho­wa­nia wywo­łała we mnie tyle nega­tyw­nych emo­cji. Nie pole­cam Wam jej w żadnym kon­tek­ście. Bo, jeśli choć tro­chę wie­cie o dzie­ciach, oso­bo­wo­ści, pra­cach nauko­wych, inter­pre­ta­cji dzie­cię­cych rysun­ków i ota­cza­ją­cym nas świe­cie, czy­ta­nie tej książki nie­po­trzeb­nie pod­nie­sie Wam ciśnie­nie. No, chyba że zastą­pi­cie nią poranną kawę ;)

Co nieco o roz­woju psy­cho­ru­cho­wym dziecka — reflek­sja po lek­tu­rze książki E.Minczakiewicz

0

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Moja czytelnia, Pod mikroskopem | Posted on 30-04-2011

Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

huśtawka

Gdy uro­dził się Miko­łaj, nie było mie­siąca, byśmy nie spraw­dzali w róż­nego rodzaju pod­ręcz­ni­kach z psy­cho­lo­gii roz­wo­jo­wej, porad­ni­kach i innych podob­nego typu książ­kach, czy jego roz­wój prze­biega pra­wi­dłowo. I to wła­śnie dzięki jed­nej z takich pozy­cji doszli­śmy do tego, że ruchowo Miko­łaj lekko odsta­wał od rówie­śni­ków, co spo­wo­do­wało cały ciąg wyda­rzeń (dzięki nim wylą­do­wał na reha­bi­li­ta­cji i obec­nie, w wieku lat 3 i 5 mie­sięcy, roz­wija się już w normie).

Wielu mło­dych rodzi­ców, jesz­cze długo po przy­wie­zie­niu maluszka ze szpi­tala do domu, czuje się jak żółtodzioby — nowe życie roz­wija się, a oni nie do końca mają pew­ność, czy roz­wój ten mie­ści się w sze­roko rozu­mia­nej nor­mie, czy może nad czymś trzeba zasta­no­wić się głę­biej. Nic w tym dziw­nego — coraz czę­ściej mło­dzi ludzie wycho­wują dzieci z dala od ich dziad­ków, w innych mia­stach czy odle­głych czę­ściach kraju. Wie­dza doty­cząca wycho­wa­nia pocie­chy, prze­ka­zy­wana z poko­le­nia na poko­le­nie (nie­kiedy też już i prze­sta­rzała), zaczyna być wypie­rana przez nowo­cze­sne porad­niki i fora inter­ne­towe, które nie­kiedy zdają się obie­cy­wać złote góry w zamian za to, że choćby przej­rzymy kilka stron lub prze­czy­tamy kilka postów. Jak w tym buszu “dobrych” rad wyszu­kać coś naprawdę cennego?

minczakiewicz okładka
Publi­ka­cja okładki za zgodą ibuk.pl

Książka, którą chcę Wam dziś pole­cić jest warta bliż­szej zna­jo­mo­ści. Autorką jest Elż­bieta Min­cza­kie­wicz, znana z wielu pozy­cji doty­czą­cych roz­woju dzieci, zagad­nień zwią­za­nych z kształ­to­wa­niem mowy. “Roz­wój psy­cho­ru­chowy dziecka” to porad­nik skie­ro­wany wprost do rodzi­ców małych dzieci (od 0 do 36 mie­siąca życia + roz­sze­rze­nie o kom­pe­ten­cje spo­łeczne dzieci do lat 7). Przy­stęp­nym, pro­stym i przede wszyst­kim zwię­złym (bo który z mło­dych rodzi­ców ma pod­czas opieki nad absor­bu­ją­cym mal­cem na tyle czasu, by czy­tać opa­słe tomi­ska?) języ­kiem opi­suje na czym polega tzw. norma roz­wo­jowa, jak zacho­wuje się pra­wi­dłowo roz­wi­ja­jące się dziecko oraz jakie zacho­wa­nia mogą lub powinny wzbu­dzić nie­po­kój rodzi­ców. Autorka radzi przede wszyst­kim to, co z pew­no­ścią więk­szość rodzi­ców czyni — wni­kliwą obser­wa­cję pocie­chy. Nie zosta­wia jed­nak czy­tel­nika z pustymi rękoma. Daje mu narzę­dzie, któ­rym może wspie­rać się przy tym “pod­pa­try­wa­niu” roz­woju — tzw. Kartę obser­wa­cji. Przy­znam, że tro­chę żałuję, iż ta książka nie tra­fiła do moich rąk wcze­śniej — dzięki wspo­mnia­nej Kar­cie byłaby czymś na kształt “pamięt­nika” dzie­cię­cych umie­jęt­no­ści, które — jeśli nie zapi­sy­wane — gdzieś z cza­sem umy­kają. Kwe­stio­na­riusz ten uło­żyła sama Autorka, w opar­ciu o opra­co­wa­nia naukowe oraz wie­lo­let­nie doświad­cze­nie zwią­zane z dia­gno­zo­wa­niem i obser­wo­wa­niem roz­woju dzieci.

Nie będę wyja­śniać Wam zasad wypeł­nia­nia tej Karty, bo zachę­cam do samo­dziel­nej lek­tury. Pro­wa­dze­nie jej daje rodzi­com pewny pogląd na to, jak roz­wija się ich malu­szek — pra­wi­dłowo, har­mo­nij­nie, czy może są jakieś sfery, które nieco “kuleją”. Przy oka­zji, w dal­szych roz­dzia­łach E.Minczakiewicz pod­po­wiada czy­tel­ni­kom gdzie udać się, jeśli zanie­po­koi ich coś doty­czą­cego roz­woju pocie­chy, przy­bliża poję­cie ośrod­ków wcze­snej inter­wen­cji, a nawet podaje ich adresy w więk­szych mia­stach Pol­ski oraz poleca strony inter­ne­towe naprawdę pomocne i rze­telne

Kochani, nie piszę wię­cej — do księ­garni po książkę! Albo do ibuk.pl — można sobie ją wypo­ży­czyć za nie­wielką sumę. Miłej lek­tury :)

Min­cza­kie­wicz E., “Roz­wój psy­cho­ru­chowy dziecka”, Ofi­cyna Wydaw­ni­cza “Impuls”, Kra­ków 2009