Moi drodzy blogowi Czytelnicy, czas powrócić. Dawno już nie było mnie tu widać. Przyczyn jest kilka, ale najważniejsza to chyba taka, że moja działalność logopedyczna przybiera na sile. Poza tym, że zmieniłam pracę (z gimnazjum na szkołę podstawową) mam coraz więcej zajęć prywatnych, co znacznie wpływa na ilość wolnego czasu. Ale powoli jakoś się ogarniam, więc jakaś regularność powinna powrócić Read the rest of this entry »
Całkiem niedawno wpadła mi w dłonie, albo raczej w oczy — bo czytałam elektroniczną wersję tej książki w — pozycja o interesującym tytule:. Autor — Anna Kalbarczyk. Spojrzałam na tytuł, krótki opis pozycji i pomyślałam, że to dobra książka dla mnie — temat bardzo interesujący i taki “na czasie”, jeśli chodzi o wiek mojego dziecka. Zaczęłam czytać…
A był to już dość późny wieczór i traktowałam tę książkę jako ostatnią lekturę przed snem. Niestety, wraz z kolejnymi stronami ciśnienie wzrosło mi na tyle, że o śnie mogłam zapomnieć
Do rzeczy. Autorka w książce interpretuje rysunki i na tej podstawie wysnuwa tezę na temat rozwoju osobowości dziecka w wieku od 2 do 6 lat. Zaskakująca na samym początku (we wstępie) okazuje się informacja, że wszystkie rysunki w książce są autorstwa dziecka Autorki. Pierwsza więc myśl — jak można napisać pracę, z której tytułu już wynika, że nie jest to bynajmniej studium przypadku, na podstawie prac jednego dziecka? Nawet jeśli autorka chciałaby się obronić, że jest to studium przypadku (a nigdzie nie znalazłam takiej informacji, cała praca wręcz nasycona jest uogólnieniami odnoszącymi się do całej grupy wiekowej dzieci), to czyż tytuł dla przeciętnego czytelnika nie wskazuje jednoznacznie, iż w oparciu o tę lekturę możemy interpretować rysunek dowolnego dziecka?
Posunięcie dość nieprofesjonalne. Nie można (choć w sumie, widać, że można, skoro taka książka znalazła się w druku) na podstawie prac jednego dziecka, czy też na podstawie obserwacji zachowań jednej osoby uogólniać pewnych cech na całą grupę wiekową. Nawet jeśli autorka ma doświadczenie w pracy z dziećmi i obejrzała setki ich prac plastycznych, to w książce nie znalazł się ani jeden rysunek innego dziecka, w związku z czym takie generalizowanie jest po prostu niedopuszczalne. To tak, gdybym ja, interpretując rysunki mojego dziecka, które w wieku lat 3 i 5 miesięcy rysuje słoneczka z uśmiechniętą buzią i strzałki, uogólniła taką tezę: Dzieci w wieku 3 — 3,5 lat uosabiają słońce (nadając mu ludzkie cechy) i silnie akcentują zainteresowanie stronnością (bo strzałki dziecko moje rysuje w różnych kierunkach). Kochani, do wszystkiego da się “dorobić” jakąś teorię. Ale czasem trzeba się zastanowić nad tym, czy ta teoria jest czymś podparta…
Jeśli chodzi o interpretację rysunku małych dzieci, to myślę, że psycholodzy i pedagodzy wiedzą najlepiej, ile czasu trzeba się tego uczyć i że taka interpretacja nie może być wykonana ot tak sobie. Orzekanie na podstawie prac jednego malca, że dzieci w tym wieku lubią dane kolory lub pisaki czy kredki wydaje się naprawdę mocną przesadą. A jeśli nawet, jak już wspomniałam wcześniej, autorka ma doświadczenie i zaobserwowała pewne tendencje, to podawanie takiej teorii, w której bazuje się na rysunkach jednego dziecka, nie ma podstaw merytorycznych, moim zdaniem.
Książka sama w sobie napisana jest dość kolokwialnym językiem. Pełno w niej ogólników, brak odwołań do literatury innych autorów, by poprzeć jakoś swoje tezy. Teksty pokroju, że trzylatek nie rysuje palców u rąk (tudzież rysuje je w nieodpowiedniej ilości), mimo że wie, ile ich ma, nic nie wnoszą do mojej wiedzy na temat dzieci, ani do mojej wiedzy na temat interpretacji ich rysunków.
Z zajęć z diagnozy pedagogicznej na studiach pamiętam, jak wykładowca bardzo zwracał nam uwagę, że nie można bez odpowiedniego przygotowania interpretować dziecięcych wytworów. A nawet jeśli ktoś jest do tego przygotowany, to musi znać cały kontekst powstania pracy i wiele innych czynników, bo nieprawidłowa interpretacja może być bardzo krzywdząca. Tutaj, co prawda, jakaś wielka krzywda się nie stanie, gdy zaczniemy wnikać w prace naszych dzieci w oparciu o tę książkę, ale może jakaś łatwowierna mama wystraszyć się, że osobowość jej dziecka rozwija się w nieprawidłowy sposób, bo w wieku trzech lat nie rysuje kolistych wzorów na sukience swojej mamy, albo uszy jej rysunkowych postaci są mniejsze od oczu, a wg książki dzieci w tym wieku rysują uszy większe, bo podobno narządem słuchu głównie poznają świat w tym wieku (śmiała teoria).
Kolejna rzecz, przy której wręcz pokusiłam się o konsultację z psychologiem, to ów rozwój osobowości. W przypadku tak małych dzieci trudno jest mówić o osobowości. Nawet określenie “rozwój osobowości” w przypadku dwulatka wydaje się lekkim nadużyciem, bo ten proces dopiero się rozpoczyna. U takich maluchów mówi się o zachowaniu raczej, jego zaburzeniach, zmianach itd. Osobowość to coś, co rozwija się wskutek doświadczeń człowieka i (wg niektórych teorii) cech genetycznych. Poza tym do badania osobowości (i jej rozwoju) upoważnieni są w Polsce: psycholodzy, psychiatrzy i pedagodzy, którzy mają do dyspozycji odpowiednie narzędzia.
Brak profesjonalizmu. To kolejny przytyk. Nieprofesjonalne jest bowiem pisanie pracy interpretując rysunki własnego dziecka i rozpowszechnianie tego niczym wyroczni. Można podejrzewać autorkę o brak obiektywizmu, w końcu to jej rodzina, a w przypadku osób spokrewnionych nigdy nie uda nam się być w pełni obiektywnymi.
Zbytnie generalizowanie i brak próby badawczej. O tym pisałam już wcześniej, ale wspomnę raz jeszcze. Gdy sięgam po książkę, którą mam poważnie traktować i która ma wprowadzić mnie w interpretację dziecięcych rysunków, to nie wyobrażam sobie, by wnioski w niej zawarte nie były poparte przykładami prac wielu dzieci.
Tyle na ten temat dzisiaj, moi mili. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio jakaś książka z zakresu pedagogiki i wychowania wywołała we mnie tyle negatywnych emocji. Nie polecam Wam jej w żadnym kontekście. Bo, jeśli choć trochę wiecie o dzieciach, osobowości, pracach naukowych, interpretacji dziecięcych rysunków i otaczającym nas świecie, czytanie tej książki niepotrzebnie podniesie Wam ciśnienie. No, chyba że zastąpicie nią poranną kawę
Gdy urodził się Mikołaj, nie było miesiąca, byśmy nie sprawdzali w różnego rodzaju podręcznikach z psychologii rozwojowej, poradnikach i innych podobnego typu książkach, czy jego rozwój przebiega prawidłowo. I to właśnie dzięki jednej z takich pozycji doszliśmy do tego, że ruchowo Mikołaj lekko odstawał od rówieśników, co spowodowało cały ciąg wydarzeń (dzięki nim wylądował na rehabilitacji i obecnie, w wieku lat 3 i 5 miesięcy, rozwija się już w normie).
Wielu młodych rodziców, jeszcze długo po przywiezieniu maluszka ze szpitala do domu, czuje się jak żółtodzioby — nowe życie rozwija się, a oni nie do końca mają pewność, czy rozwój ten mieści się w szeroko rozumianej normie, czy może nad czymś trzeba zastanowić się głębiej. Nic w tym dziwnego — coraz częściej młodzi ludzie wychowują dzieci z dala od ich dziadków, w innych miastach czy odległych częściach kraju. Wiedza dotycząca wychowania pociechy, przekazywana z pokolenia na pokolenie (niekiedy też już i przestarzała), zaczyna być wypierana przez nowoczesne poradniki i fora internetowe, które niekiedy zdają się obiecywać złote góry w zamian za to, że choćby przejrzymy kilka stron lub przeczytamy kilka postów. Jak w tym buszu “dobrych” rad wyszukać coś naprawdę cennego?
Publikacja okładki za zgodą ibuk.pl
Książka, którą chcę Wam dziś polecić jest warta bliższej znajomości. Autorką jest Elżbieta Minczakiewicz, znana z wielu pozycji dotyczących rozwoju dzieci, zagadnień związanych z kształtowaniem mowy. “Rozwój psychoruchowy dziecka” to poradnik skierowany wprost do rodziców małych dzieci (od 0 do 36 miesiąca życia + rozszerzenie o kompetencje społeczne dzieci do lat 7). Przystępnym, prostym i przede wszystkim zwięzłym (bo który z młodych rodziców ma podczas opieki nad absorbującym malcem na tyle czasu, by czytać opasłe tomiska?) językiem opisuje na czym polega tzw. norma rozwojowa, jak zachowuje się prawidłowo rozwijające się dziecko oraz jakie zachowania mogą lub powinny wzbudzić niepokój rodziców. Autorka radzi przede wszystkim to, co z pewnością większość rodziców czyni — wnikliwą obserwację pociechy. Nie zostawia jednak czytelnika z pustymi rękoma. Daje mu narzędzie, którym może wspierać się przy tym “podpatrywaniu” rozwoju — tzw. Kartę obserwacji. Przyznam, że trochę żałuję, iż ta książka nie trafiła do moich rąk wcześniej — dzięki wspomnianej Karcie byłaby czymś na kształt “pamiętnika” dziecięcych umiejętności, które — jeśli nie zapisywane — gdzieś z czasem umykają. Kwestionariusz ten ułożyła sama Autorka, w oparciu o opracowania naukowe oraz wieloletnie doświadczenie związane z diagnozowaniem i obserwowaniem rozwoju dzieci.
Nie będę wyjaśniać Wam zasad wypełniania tej Karty, bo zachęcam do samodzielnej lektury. Prowadzenie jej daje rodzicom pewny pogląd na to, jak rozwija się ich maluszek — prawidłowo, harmonijnie, czy może są jakieś sfery, które nieco “kuleją”. Przy okazji, w dalszych rozdziałach E.Minczakiewicz podpowiada czytelnikom gdzie udać się, jeśli zaniepokoi ich coś dotyczącego rozwoju pociechy, przybliża pojęcie ośrodków wczesnej interwencji, a nawet podaje ich adresy w większych miastach Polski oraz poleca strony internetowe naprawdę pomocne i rzetelne
Kochani, nie piszę więcej — do księgarni po książkę! Albo do — można sobie ją wypożyczyć za niewielką sumę. Miłej lektury
Minczakiewicz E., “Rozwój psychoruchowy dziecka”, Oficyna Wydawnicza “Impuls”, Kraków 2009