Miarka wzro­stu, alfa­bet, cyferki…

5

Posted by Zosia | Posted in Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 13-04-2010

Tagi: , , , , , , , ,

Dziś na szybko, bo czas mnie goni.

Miarka wzro­stu — rzecz cał­kiem przy­datna. W skle­pach dzie­cię­cych z pew­no­ścią można zna­leźć jakieś miarki atrak­cyjne dla dziecka (i dla rodzica), ale nie zawsze są one, nie­stety, prak­tyczne. W naszym przy­padku śmier­cią przez zdar­cie ze ściany skoń­czyły dwie miarki, takiej z gąbki/pianki (czy jak to okre­ślić) wola­łam już nie kupo­wać, bo pew­nie skoń­czy­łaby tak samo. Pew­nie w pokoju trzy lub czte­ro­latka zda­łaby egza­min (tak samo jak papie­rowa), ale z dwu­lat­kiem ciężko prze­dys­ku­to­wać nie­które kwe­stie :) Można kupić jesz­cze miarkę drew­nianą, co jest dobrym wyj­ściem z sytu­acji. Jedyne, co mnie zasmu­ciło w miar­kach drew­nia­nych, to mało inte­re­su­jące wzory, ale może nie szu­ka­łam zbyt dogłęb­nie :)

Koniec koń­ców, posta­no­wi­łam miarkę wzro­stu zro­bić samo­dziel­nie — i to taką na wieki wie­ków ;)

Po pierw­sze: wybra­łam kawa­łek ściany w pokoju Micha. Osza­co­wa­łam wyso­kość na 140 cm z nadzieją, że zanim dzie­cię doro­śnie do tego wzro­stu będę mogła mu zro­bić więk­szą miarkę w pokoju w nowym domu lub miesz­ka­niu ;)

Po dru­gie: wysła­łam męża do mar­ketu budow­la­nego po puszkę bia­łej emul­sji. Poma­lo­wa­łam nią ów kawał ściany — bodajże dwa razy — tak, by pokryło nie­bie­ski, który był na niej wcze­śniej. Oczy­wi­ście, można malo­wać na kolo­rze, który do tej pory pokry­wał ścianę, ale nie­stety barwy nie będą już tak czy­ste i intensywne.

Po trze­cie: przy uży­ciu pozio­micy, farby pla­ka­to­wej czer­wo­nej oraz taśmy malar­skiej nama­lo­wa­łam biało-czerwoną miarkę (jak widać na zdję­ciu poniżej).

Po czwarte: wybra­łam “motyw”. Dzie­cię moje miało wów­czas fik­sa­cję na punk­cie Dobra­noc­nego Ogrodu (gdy­bym robiła ją teraz, byłaby cała w Autach Disneya). Wydru­ko­wa­łam więc ze strony CBe­ebies kilka kolo­ro­wa­nek z posta­ciami z tej bajki (wcze­śniej pomniej­szy­łam je do takiego roz­miaru, jaki wydał mi się odpo­wiedni). Następ­nie powy­ci­na­łam te obrazki i odry­so­wa­łam ich kon­tury na ścia­nie. Dalej, wzo­ru­jąc się na obrazku, powy­peł­nia­łam jego środek ołów­kiem (żeby posta­cie miały nie tylko zarys, ale też oczka, buźki i inne tego typu sprawy ;) )

Po piąte: przy pomocy kolo­rów: czer­wo­nego, bia­łego, zie­lo­nego, nie­bie­skiego, brą­zo­wego i żółtego poma­lo­wa­łam wszyst­kie obrazki (mie­sza­jąc nie­kiedy dane kolory). Gdy prze­schły popra­wi­łam wszyst­kie kon­tury czar­nym pisa­kiem. Doma­lo­wa­łam też kre­ski i liczby na miarce.

Gotowe :) Nic trud­nego, gene­ral­nie rzecz bio­rąc. Moja miarka nie miała jakie­goś skom­pli­ko­wa­nego wzoru, poszła więc szybko. Oczy­wi­ście, wszystko zależy od wła­snej inwen­cji. Już nie można narze­kać, że nie ma takiej miarki, jaką by się chciało :) Jak chcesz jakąś miarkę, to ją po pro­stu zrób :)

A oto dowód rzeczowy:

miarka_wzrostu_dobranocny_ogród

Tro­chę krzywo wyszła na zdję­ciu, ale cóż. W rze­czy­wi­sto­ści jest pro­sta, bo na pozio­micy spraw­dza­łam :)
A ta ciemna wielka kropa nad Tom­bli­bu­siami to nie ele­ment deko­ra­cji, lecz odboj­nik do drzwi :)

Jeśli już jeste­śmy przy pra­cach pla­stycz­nych na domowy uży­tek, to dorzucę tutaj jesz­cze coś. Przy oka­zji malo­wa­nia miarki nama­lo­wa­łam też Michowi na ścia­nie “dżdżow­nicę” z alfa­be­tem oraz kolejkę z cyfer­kami. Miał już wcze­śniej nama­lo­wany cały alfa­bet i cyfry od 1 do 9, ale stwier­dzi­łam, że przyda się tro­chę “świe­żo­ści” :) Nic to wiel­kiego, ale Michowi się podoba. Mi w sumie też :) Oczy­wi­ście nie trzeba wspo­mi­nać o walo­rach edu­ka­cyj­nych ;)

alfabet

cyferki

I na koniec całe dzieło na ścianie:

alfabet2

Dobra­noc :)

P.S. A jed­nak jesz­cze coś. Jeśli już jeste­śmy przy deko­ro­wa­niu pokoju dzie­cię­cego… Długo bar­dzo zasta­na­wia­łam się, jakie obrazki/zdjęcia powinny zawi­snąć na kawałku pustej ściany nad łóżkiem Micha. I kilka mie­sięcy temu wresz­cie wpa­dłam na dosko­nały, jak się oka­zało, pomysł. W trzy rów­nej wiel­ko­ści (for­mat A3), ale o innych kolo­rach ramki (kupione w jakiejś pro­mo­cji w Leroy Mer­lin, bodajże za 25 zł sztuka) opra­wi­łam malunki naszego dziecka. Kie­dyś dałam mu do malo­wa­nia far­bami czarny bry­stol. Zaba­zgrał cały blok, a że to były pierw­sze poważ­niej­sze próby z farb­kami, zosta­wi­łam wszyst­kie prace. Wybra­li­śmy z nich trzy “naj­cie­kaw­sze”, opra­wi­li­śmy i usa­dzi­li­śmy na ścia­nie. Naj­pięk­niej­szą rze­czą była wów­czas radość i duma Miko­łaja, który dosko­nale wie­dział, że to jego obrazki tam wiszą :) Cią­gle poka­zy­wał na nie palu­chem i wołał: “Ja! Ja!” :)
Oto prze­pis jak w pro­sty spo­sób spra­wić przy­jem­ność dziecku, dowar­to­ścio­wać je i jed­no­cze­śnie ude­ko­ro­wać ścianę :)

Zabawy fun­da­men­talne i robótki ręczne czyli co robić, by się nie nudzić ;)

3

Posted by Zosia | Posted in Bez związku, Poradnik rodzinno-życiowy, Zabawowo | Posted on 21-10-2009

Tagi: , , , , , , , , , ,

Po pierw­sze Zabawy Fun­da­men­talne. Świetna sprawa. Ksią­żeczki wydane kilka lat temu, teraz wzno­wione.

Ogól­nie rzecz ujmu­jąc jest to zbiór zabaw z dziećmi i dla dzieci od 0 do 6 lat. Pomy­sły zabaw są genialne w swej pro­sto­cie — wręcz tak oczy­wi­ste, że prze­glą­da­jąc karty tych ksią­że­czek dzi­wię się, że sama na nie wcze­śniej nie wpa­dłam. W więk­szo­ści w zaba­wach wyko­rzy­stu­jemy przed­mioty obecne w domu, rze­czy codzien­nego użytku.

Zabawy świet­nie sty­mu­lują poszcze­gólne strefy roz­wo­jowe dziecka. I naprawdę nie trzeba się przy nich namę­czyć :)

Poza tym, nie oszu­kujmy się, nie zawsze mamy pod ręką jakiś pomysł na zabawę, a powszech­nie wia­domo, że znu­dzone dziecko, to kosz­mar, hor­ror i kata­strofa w jed­nym ;)

Z Zabaw Fun­da­men­tal­nych korzy­stam mniej-więcej od pół roku. Pole­ciła nam je pani psy­cho­log, do któ­rej cho­dzi Miś.
Poza tym od kilku tygo­dni, co czwar­tek, wożę Micha do Urwi­ska na Wej­he­row­skiej na zaję­cia gru­powe (grupa dzieci 18 – 24 mie­siące) oparte o ten pro­gram. Dzie­ciaki są nimi bar­dzo zain­te­re­so­wane i widać, że dobrze się bawią. Rodzice jako obser­wa­to­rzy też ;)

Tak więc całym ser­cem pole­cam. Wię­cej facho­wych infor­ma­cji można zna­leźć na domo­wej stro­nie Zabaw. Można tam też zaku­pić pakiety on-line lub zamó­wić wer­sje książkowe.

Po dru­gie Makka Pakka :) Pisa­łam ostat­nio o tym, że odkry­wam nowe hobby — szy­deł­ko­wa­nie. Pierw­szą robótką, jaką popeł­ni­łam jest taka mikro-czapeczka (którą obec­nie nosi Kre­cik). Zaraz po niej zabra­łam się do szy­deł­ko­wa­nia Makki Pakki z Dobra­noc­nego Ogrodu. Na początku miał to być uro­dzi­nowy pre­zent dla Miśka, ale koniec koń­ców dałam mu go wcze­śniej. Pra­gnę się więc w tym miej­scu pochwa­lić swym dzie­łem (dodam, że jestem z niego nie­zmier­nie dumna):

A tu dla przy­po­mnie­nia Makka Pakka w ory­gi­nale:

Nie było łatwo, kilka razy pru­łam, zwłasz­cza, że: a) nie do końca jesz­cze rozu­mia­łam opisy ście­gów, b) opis był po angiel­sku, a to rzecz nie­try­wialna była w moim wypadku, by to od ręki pojąć. Ale z pomocą dobrej duszy Izy, mojego mał­żonka i dzięki swemu zacię­ciu dzieło skoń­czy­łam po pię­ciu dniach.

Naj­więk­szy stres mia­łam w związku z tym, czy Michowi się plu­szak spodoba. Dobra­nocny Ogród uwiel­bia, ale nie mia­łam pew­no­ści, czy polubi szy­deł­ko­wego Makka Pakkę.
No, ale jak na razie przy­jaźń się roz­wija, Michu wczo­raj przy­niósł mu ze spa­ceru kamyk (Makka Pakka kocha kamie­nie ;) ) i cier­pli­wie pró­bo­wał wci­snąć mu go do ręki.
Dziś nato­miast zabrał MP w podróż samo­cho­dem, poił socz­kiem i kar­mił kre­mem z ciastka, no i zabiera go do spa­nia. Bar­dzo faj­nie wygląda też, jak Michu MP bie­rze za rękę (a dokład­niej za dłoń), dokład­nie tak samo jak mnie na spa­ce­rze ;)

Żywię więc nadzieję, że fascy­na­cja nie będzie chwi­lowa i MP sta­nie się jed­nym z ulu­bio­nych plu­sza­ków Micha. Wtedy moje mat­czyne ego zosta­nie ugła­skane na wieki wie­ków ;)

Po trze­cie koniec na dziś. Jutro znów słów kilka skrobnę, bo mam o czym. W kinie wczo­raj byłam, więc czas na małą recen­zję :)

O wszyst­kim czyli o niczym

1

Posted by Zosia | Posted in Bez związku, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 12-10-2009

Tagi: , , , , , , , , ,

Jakoś weny ostat­nio bra­kuje. Chyba mnie jesień dopa­dła :(

Cóż, trzeba tro­chę pomy­śleć o sobie — każ­dej mamie się to należy. Co więc mogę dora­dzić na depre­sję jesienno-zimową? Zrób­cie sobie dobrze! ;)

Dla mnie w tym cza­sie zba­wienne jest:

  • gorąca, długa, pach­nąca kąpiel (o ile macie w domu wannę, a nie sam prysznic)
  • robienie/obrabianie zdjęć (z racji mojego hobby — gdy w parku jesie­nią przy­świeci słońce drzewa mają piękne kolory. Gorzej, gdy pada…)
  • szy­deł­ko­wa­nie — to moje nowo zdo­by­wane hobby. W ubie­gły week­end popeł­ni­łam pierw­szą robótkę ręczną na szy­dełku w postaci czapki (którą nosi teraz plu­szak Miśka) i powiem Wam, że to strasz­nie wciąga :) Kie­dyś bar­dzo dużo hafto­wa­łam, zamie­rza­łam tej jesieni nawet do tego wró­cić, ale wyszy­deł­ko­wa­nie w pre­zen­cie gwiazd­ko­wym dla Miśka Makki Pakki z Dobra­noc­nego Ogrodu prze­wa­żyło szalę i posta­no­wi­łam nauczyć się szy­deł­ko­wać. Więc wybacz­cie, jeśli zanie­dbam cza­sem bloga :)
  • czy­ta­nie, czy­ta­nie, czy­ta­nie… Bar­dzo dobrze wcho­dzą mi kry­mi­nały Kra­jew­skiego z Eber­har­dem Moc­kiem w roli głów­nej oraz przy­gody Her­ku­lesa Poirota. Choć obec­nie pochła­niam bio­gra­fię Sta­ni­sława Lema, napi­saną przez jego syna Toma­sza. I przy­znać należy, że jest to świetna książka. Może coś wię­cej skrobnę o niej, gdy skoń­czę czytać
  • pisa­nie listów — to jest aku­rat mój wyrzut sumie­nia, na który cią­gle bra­kuje mi czasu. A prze­cież zawsze uwiel­bia­łam pisać listy. Liczę, że może wresz­cie tej jesieni pood­świe­żam kilka znajomości…
  • wie­czorne oglą­da­nie ame­ry­kań­skich seriali kome­dio­wych (głów­nie tych z Comedy Cen­tral), roman­si­deł (naj­le­piej w stylu “Księż­nej” lub “Dumy i uprze­dze­nia”) lub od początku pierw­szej serii dr House’a
  • Wyjazd. Choć na jeden dzień. Tylko z mężem. Gdziekolwiek.
  • Tyle na razie przy­szło mi do głowy. A wy jak wal­czy­cie z tą wstrętną deprechą?

    P.S. Na otu­chę wrzu­cam wam obra­zek autor­stwa mojego 22-miesięcznego dzie­cię­cia, popeł­niony wczo­raj farb­kami z Tesco, pędzel­kami z Lidla, na papie­rze z Ikei :)

Mamo, włącz mi bajkę!!!

5

Posted by Zosia | Posted in Mały inteligent, Pod mikroskopem | Posted on 28-08-2009

Tagi: , , , , , , ,

Dzie­cię moje — rok i pra­wie 9 mie­sięcy — tele­wi­zją zain­te­re­so­wane było od zawsze. Trudno się dzi­wić — rodzice oglą­dają w nad­mia­rze, to i dziecku się udzie­liło. Logo sta­cji tvn24 Miko­łaj potra­fił poka­zać wcze­śniej, niż mówić “mama” ;)

W każ­dym bądź razie, jakby na to nie spoj­rzeć, tele­wi­zor w domu jest, użyt­ko­wany, a jakże, więc i dziecko zaczęło doma­gać się cze­goś dla sie­bie w tej kwe­stii. Jako że sta­ramy się jed­nak nie być tymi naj­gor­szymi rodzi­cami, co to sami oglą­dają, a dziecku nie pozwolą, odkry­li­śmy cał­kiem nie­dawno kanał CBe­ebies. No bo jak już coś poka­zać, to lepiej, żeby to poży­teczne cho­ciaż tro­chę było. Po kilku testo­wych dniach, które spę­dzi­łam na wni­kli­wej lek­tu­rze ramówki, oglą­da­jąc ów kanał i obser­wu­jąc reak­cje Miko­łaja w cza­sie kilku róż­nych emi­to­wa­nych pro­gra­mów, nasze dzie­cię stało się wiel­bi­cie­lem dwóch: zna­nych wszem i wobec Tele­tu­bi­siów oraz cał­kiem “świe­żego” “Dobra­noc­nego Ogrodu”. Ogól­nie rzecz bio­rąc Miko­łaj w tele­wi­zji “łyknie wszystko” — począwszy od reklam, przez pasek tvn24 aż po pro­gnozę pogody, ale zazwy­czaj nie wywo­łują one w nim takich emo­cji jak te dwie bajki. Oczy­wi­ście, wyja­śniam, że moje dzie­cię nie spę­dza całego dnia przed tele­wi­zo­rem, ale “DO” i Tubi­sie ogląda pra­wie codziennie.

tubisie
źródło: www.teletubisie.swiatbajek.net

Wszy­scy zna­cie Tele­tu­bi­sie. Oglą­da­nie tego pro­gramu dopro­wa­dza mnie nie raz do wstrząsu ner­wo­wego. Dla doro­słych ten pro­gram jest nie do przej­ścia. Ale jak patrzę na Miko­łaja i widzę, jak prze­żywa, że NooNoo wcią­gnął grzankę, albo jak zaśmiewa się w głos, bo Po się prze­wró­ciła, to szczęka mi opada. Co takiego jest w tych stwor­kach, że przy­cią­gają uwagę dzieci? Ame­ryki tu nie odkryję — pro­gram zapro­jek­to­wany był przez psy­cho­lo­gów i peda­go­gów, któ­rzy, widać, znali się na robo­cie. Stwo­rze­nie grupki postaci, które tak sil­nie prze­ma­wiają do dzieci w wieku 1 – 4 lat (to jest grupa doce­lowa pro­gramu, ale ogól­nie wia­domo, że wiek widzów jest o wiele szer­szy — włą­cza­jąc osoby chore na Alzhe­imera, które też podobno uwiel­biają Tele­tu­bi­sie), musiało być efek­tem wni­kli­wej zna­jo­mo­ści natury upodo­bań małych widzów. Dzie­cięce zacho­wa­nia boha­te­rów z pew­no­ścią spra­wiają, że dzieci w któ­rymś momen­cie zaczy­nają utoż­sa­miać się z nimi. Do tego cała masa powtó­rzeń — nie tylko utrwala to w pamięci dziecka różne wzorce popraw­nych zacho­wań, co przede wszyst­kim powo­duje, że mały widz czuje się bez­piecz­niej i bar­dziej “w tema­cie”, gdy po raz drugi w cza­sie jed­nego odcinka ogląda na przy­kład jakiś fil­mik. Liczne powtó­rze­nia uczą też dziecko, że jakaś kon­kretna czyn­ność nie­sie za sobą kon­kretny sku­tek, że nic nie dzieje się bez przy­czyny. Widząc, jak kolejno każdy z Tele­tu­bi­siów wpada do tej samej kałuży, dziecko uczy się ana­lo­gii ( = jeśli idziesz dziu­rawą drogą chwilę po desz­czu i nie patrzysz pod nogi, to wpad­niesz w kałużę. Nie­za­leż­nie od tego, czy jesteś Po, Tinky-Winky, Dipsy czy Lala). Ważne jest, że to każdy z boha­te­rów prze­żywa zazwy­czaj daną sytu­ację, a nie, że boha­te­rem scenki jest jedna osoba, bo wła­śnie tu tkwi “haczyk” ucze­nia dzieci ana­lo­gii — zda­rzyło się 4 Tubi­siom, może zda­rzyć się i mnie.

Jakby na to nie spoj­rzeć, Tele­tu­bi­sie chwa­lone są na prawo i lewo. I przy­znać muszę, moim skrom­nym zda­niem, słusz­nie. W dodatku są cią­gle aktu­alne; coraz nowe rocz­niki dzieci stają się ich wiel­bi­cie­lami, mimo że pro­gram ma już kil­ka­na­ście lat (pro­du­ko­wany od 1997 do 2001). Może draż­nić to rodzi­ców (nie wyłą­cza­jąc mnie), gdy się po raz 15 w ciągu kilku minut sły­szy “Ejooo”, ale przy­znać trzeba, że jest to jedna z nie­wielu dobrych alter­na­tyw w kwe­stii oglą­da­nia tv przez dzieci.

No, ist­nieje w sumie jedna wada… Pro­gram powo­duje rzu­ca­nie się dziecka na każ­dego Tele­tu­bi­sia spo­tka­nego w skle­pie, ze wzro­kiem mówią­cym: “Mamooo, weźmy go do domuuu…” (bo na szczę­ście moje dzie­cię nie potrafi jesz­cze takiego zda­nia skle­cić na głos ;) )

Co do dru­giego pro­gramu, to jest to, jak na razie, nowinka w naszym kraju. Dobra­nocny Ogród jest emi­to­wany rów­nież przez CBe­ebies (co 4 godziny przez całą dobę, jeśli ktoś ma ten kanał nie może na to nie tra­fić ;) ), o tym, by emi­to­wała go u nas jesz­cze jakaś sta­cja nie sły­sza­łam dotych­czas. Pew­nie kwe­stia czasu, bo serial zdo­bywa popu­lar­ność porów­ny­walną z popu­lar­no­ścią Tele­tu­bi­siów. Zresztą, na zle­ce­nie BBC wypro­du­ko­wała go ta sama wytwór­nia — Rag­doll Pro­duc­tions (więc jak dojść do suk­cesu mają już wyprak­ty­ko­wane). Każdy odci­nek trwa mniej-więcej tyle samo co Tubi­sie — około 25 minut (mam na myśli tele­wi­zyjne odcinki, bo z tego, co się orien­tuję to np. Tele­tu­bi­sie na dvd trwają około godziny). Zasada jest ta sama: sym­pa­tyczne, plu­szowe postaci, w każ­dym odcinku stałe, powta­rzalne ele­menty — to samo powi­ta­nie w postaci pio­senki każ­dego z boha­te­rów, takie samo poże­gna­nie — w środku pro­gramu zawsze jakaś pro­sta histo­ryjka — a to Makka-Pakka roz­daje kamie­nie, a to Pon­ty­piny idą na spa­cer, a to Upsy-Daisy gra w piłkę z Iggi-Pigglem… Takie tro­chę inne Tele­tu­bi­sie ;) Patrząc na ten pro­gram z per­spek­tywy rodzica podoba mi się bar­dziej, niż Tele­tu­bi­sie. Jest mniej draż­niący dla doro­słego. No i powa­liły mnie imiona boha­te­rów. Minął przy­naj­mniej tydzień, zanim nauczy­łam się je powta­rzać. Brzmią dzi­wacz­nie, ale jakby zna­jomo, jakby dziecko je wymy­śliło. Same postaci też jakby każda z innej bajki, ale wszyst­kie są dziećmi i każda wzbu­dza sym­pa­tię na swój sposób.

dobranocny ogród
źródło: www.inthenightgarden.co.uk

Dla­czego “DO” podoba się dzie­ciom? Z tych samych powo­dów, co Tele­tu­bi­sie. Dla­czego dzieci mogą go oglą­dać? Też z tych samych powo­dów, dla któ­rych mogą oglą­dać Tele­tu­bi­sie — pro­gram zro­biony pod gust dzieci (nie mówię, że wszyst­kich, zda­rzają się wyjątki), jest sporo powtó­rzeń, mili boha­te­ro­wie, cie­kawe dźwięki, kolory, śmieszne — z punktu widze­nia dzieci — sytu­acje, przy­jemna muzyka… Pro­gram ten stwo­rzony został w roli “bajki na dobra­noc” i rze­czy­wi­ście speł­nia ją zna­ko­mi­cie — cała bajka skon­stru­owana jest w taki spo­sób, że wyci­sza i uspo­kaja dziecko. Nic, tylko oglą­dać ;)

Przy oka­zji pisa­nia tego posta poszpe­ra­łam troszkę w sieci za gadże­tami z oby­dwu pro­gra­mów. Szał na Tele­tu­bi­sie w Pol­sce widać, że lekko zma­lał, ale różne figurki, maskotki, domki, puz­zle i inne “nie­zbęd­niki” dzie­ciowe są nadal sze­roko dostępne w skle­pach. Nie wiem, jak to było na początku, gdy pro­gram ten zawi­tał na pol­skie ekrany, bo nie bar­dzo byłam nim wtedy zain­te­re­so­wana. Przy­pusz­czam, że mogło być wszyst­kiego tro­chę wię­cej. Tak widać jest teraz na Wyspach, gdzie boha­te­ro­wie “Dobra­noc­nego Ogrodu” doszli do sławy i pełno jest ich na róż­nego rodzaju ubran­kach, kub­kach, zabaw­kach itd. U nas w skle­pach jesz­cze nie widzia­łam żadnej “Makka-Pakki”, ani nikogo innego. Jedy­nie na alle­gro można kupić parę rze­czy, pew­nie zwie­zio­nych z UK. Ale to kwe­stia czasu. Jeśli pro­gram trafi do szer­szej grupy odbior­ców, a nie tylko tych, któ­rzy mają CBe­ebies, to z pew­no­ścią w skle­pach zaroi się od nowych gadże­tów i zabawek.

Tyle na dziś. Jak na pierw­szy post to i tak sporo. Dzięki Bogu dzie­cię moje śpi słodko, więc mogłam spo­koj­nie to napisać.

A gdyby ktoś był zain­te­re­so­wany bli­żej oby­dwoma pro­gra­mami, to odsy­łam do stron ofi­cjal­nych: Dobra­nocny Ogród, Tele­tu­bi­sie. I jesz­cze kawa­łek wer­sji pol­skiej “DO ze strony empiku.