Buci­kowo

1

Posted by Zosia | Posted in Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 14-09-2009

Tagi: , , , ,

W ubie­głym tygo­dniu, pod­czas wizyty u leka­rza reha­bi­li­ta­cji w Pro­myku Słońca wypły­nął temat Miś­ko­wych butów. Kil­ku­krot­nie roz­ma­wia­łam już o tym z tera­peu­tami, ale teraz zosta­łam jesz­cze poczę­sto­wana wyda­waną przez Pro­myk bro­szurką, gdzie m.in. o butach też poczy­tać można. Infor­ma­cje uwa­żam za pomocne, więc posta­no­wi­łam je tutaj też umie­ścić. Jak już tak ostat­nio reha­bi­li­ta­cyj­nie piszę, to i o porząd­nych butach być powinno :)

Sami mie­li­śmy kło­poty z dobo­rem pra­wi­dło­wego obu­wia. Wybór jest ogromny, cza­sami, nie­stety, o zaku­pie bar­dziej decy­duje wygląd buta a nie jego budowa. I czę­sto oka­zuje się, że ze stratą dla dziecka, a raczej dla jego stóp. Niby nic takiego — buty. A jed­nak w przy­padku tych tyci-stóp to sprawa wagi ogrom­nej, bo można je naj­zwy­czaj­niej w świe­cie zde­for­mo­wać. Infor­ma­cji na temat doboru obu­wia też można w świe­cie zna­leźć sporo i nie­kiedy sprzecz­nych. Jako więc, że mam jakieś zaufa­nie do spe­cja­li­stów z Pro­myka stwier­dzi­łam, że “ich­niej­sza” notatka jest sensowna.

Cóż więc zawiera ta super-broszurka na temat butów? — przepiszę jak leci: (w nawia­sach moje dopi­ski ewen­tu­alne)
Ide­alny bucik powi­nien mieć:

  • usztyw­niony zapię­tek (to ten frag­ment buta za piętą ;) )
  • cho­lewkę, która sta­bi­li­zuje kostkę, ale nie krę­puje ruchów stopy (nie cho­dzi tu tylko o buty jesienno-zimowe. San­dały też z taką cho­lewką można kupić, przy­naj­mniej w roz­mia­rach 19 – 26. Wyż­szej roz­mia­rówki nie znam, bo na razie Michu mie­ści się w niż­szym przedziale)
  • ela­styczną, nie za miękką, nie za sztywną, nie­śli­zga­jącą się pode­szwę (brzmi wspa­niale, ale jak to oce­nić? gene­ral­nie ciężko, ale od lekarki dowie­dzia­łam się, że pode­szwa typu teni­sówki czy trampki jest za miękka. Trzeba but wziąć do łapska, poma­cać i spraw­dzić czy stopa w nim da radę się zgiąć — i tu ważne!!! — w 1/3 dłu­go­ści od pal­ców stopy licząc — tak, jak natura wymy­śliła, by się stopa zgi­nała. Buty, które zgi­nają się w innych miej­scach są złe­eee. Test ów jest pro­sty, sami spraw­dza­li­śmy przy wybo­rze san­dał­ków w Bartku — jedne się zgi­nały w 1/3, inne wcale — taka sztywna pode­szwa, inne jesz­cze zgi­nały się w poło­wie. No więc my, jako uświa­do­mieni rodzice wybie­ramy te 1/3)
  • roz­miar dosto­so­wany do nogi — przed dużym pal­cem powi­nien być ok. 1 cm luzu, a boki nie mogą ściśle opi­nać stopy, ani nie mogą być za luźne (jak zwy­kle trzeba liczyć na wła­sne wyczu­cie w zakre­sie “ani za cia­sne, ani za luźne” ;) Co do roz­miaru, to naj­wy­god­niej zmie­rzyć stopę dziecka w kon­kret­nym skle­pie, gdzie kupu­jemy buty. Wia­domo — roz­mia­rówka poszcze­gól­nych firm różni się nie­kiedy, do tego w skle­pach jest zawsze pod ręką spe­cjalna miarka. W ogóle to czy­ta­łam nie­dawno cał­kiem, że w skle­pach Ecco­Kids wpro­wa­dzono spe­cjalne ska­nery dzie­cię­cych stóp. Oso­bi­ście tego nie widzia­łam, trzeba będzie kie­dyś spraw­dzić w Pasażu. A arty­kuł o tym do przej­rze­nia tutaj)
  • sze­roki nosek, który zapew­nia swo­bodny ruch pal­ców w cza­sie cho­dze­nia
    (żadnych “ścię­tych czub­ków”! Wąskie noski defor­mują palce dziecka)
  • ewen­tu­al­nie pro­fi­lo­waną nie­wielką wkładkę — bez spe­cjal­nego zale­ce­nia orto­pedy lepiej uni­kać wkła­dek pod­pie­ra­ją­cych skle­pie­nie stopy — osła­biają one roz­wój i siłę mię­śni, które w spo­sób natu­ralny mają kształ­to­wać stopę (jak się da kupić buty zupeł­nie pła­skie w środku, to świet­nie, ale to się raczej nie zda­rza. Gene­ral­nie trzeba uwa­żać, żeby but nie był w środku jakoś mocno profilowany)

Pod tymi infor­ma­cjami doczy­tać mogłam, że nie­wska­zane jest “dona­sza­nie” butów po innych dzie­ciach (bo się buty dosto­so­wują do stopy wła­ści­ciela i nowy wła­ści­ciel może przez to defor­mo­wać swe stopy nie­szczę­sne) oraz żeby jak naj­wię­cej pozwo­lić dziecku cho­dzić boso i po roż­nych fak­tu­rach, gdyż wzmac­niają się wtedy mię­śnie mode­lu­jące skle­pie­nie stopy.

Od sie­bie jesz­cze dodam, że buty trzeba kupo­wać dziecku z dziec­kiem, a nie “na oko”. Nie­stety bez dziecka nie da się wszyst­kiego zmie­rzyć — cza­sem taka zwy­kła rzecz jak wygoda wkła­da­nia stopy w bucik oka­zuje się pro­ble­mem w nie­któ­rych mode­lach. Nie spraw­dzimy tego bez przy­mie­rza­nia buta.

Co do tego, czy dziecko w domu ma cho­dzić w butach, czy nie (mówię tu o takich małych cho­dziacz­kach, nie o kil­ku­na­sto­let­nich “koniach” ;) ) to napo­tka­łam na sprzeczne infor­ma­cje. Cztery tera­peutki stwier­dziły, że jak jest moż­li­wość, to dziecko ma cho­dzić boso, bo wtedy czyn­nie mię­śnie pra­cują. Nato­miast lekarka reha­bi­li­ta­cji stwier­dziła, że jak już dziecko wię­cej czasu cho­dzi na nogach niż czwo­ra­kuje, to powinno mieć buty — takie “trze­wi­kowe” san­dałki do domu (dopóki dziecko w więk­szo­ści racz­kuje bądź pełza nie powinno mieć w domu na nogach butów, bo koślawi przez to stopy) . I tu mamy zgrzyt — kogo posłu­chać — “wyż­szej rangą” czy więk­szo­ści? Tu już, nie­stety, Wam nie pomogę, każdy roz­strzy­gnąć musi sam, tudzież poga­dać z ortopedą/lekarzem rehabilitacji/fizjoterapeutą dzie­cię­cym i wysłu­chać ich zda­nia. My na razie posta­no­wi­li­śmy, że Michu w domu nadal bez butów będzie cho­dził. Ubra­łam mu takie “trze­wi­kowe” san­dałki i cho­dził w nich jak “nieszczęście” — noga nie zgi­nała mu się w kostce swo­bod­nie i czła­pał w nich jak kaczka. No, ale to już każdy sam niech osądzi.

Ogól­nie rzecz bio­rąc buty ważna rzecz. Może komuś się te infor­ma­cje przy­da­dzą :)
Pozdrawiam!!!