Moi drodzy blogowi Czytelnicy, czas powrócić. Dawno już nie było mnie tu widać. Przyczyn jest kilka, ale najważniejsza to chyba taka, że moja działalność logopedyczna przybiera na sile. Poza tym, że zmieniłam pracę (z gimnazjum na szkołę podstawową) mam coraz więcej zajęć prywatnych, co znacznie wpływa na ilość wolnego czasu. Ale powoli jakoś się ogarniam, więc jakaś regularność powinna powrócić Read the rest of this entry »
No, to wróciliśmy z wakacji, z górą prania nieco się już uporaliśmy, pora wrócić do rzeczywistości i skrobnąć kilka słów.
Grafika okładki opublikowana za zgodą ibuk.pl
Moja ostatnia lektura z to książka autorstwa Grażyny Guni: , wydana przez Impuls. Jako, że jestem świeżo upieczoną logopedą, na książkę tę rzuciłam się z wielkim zainteresowaniem. I nie zawiodła moich oczekiwań. Powinna ona, moim zdaniem, znaleźć się w podręcznej biblioteczce każdego, kto zainteresowany jest terapią dzieci z wadami słuchu, a co za tym idzie — z zaburzeniami mowy na tym tle. Warto zapoznać się z nią zarówno z pozycji logopedy (a zwłaszcza surdologopedy), jak i rodzica, nauczyciela czy wychowawcy przedszkolnego.
Autorka w bardzo płynny sposób przeprowadza nas przez poszczególne działy — począwszy od wyjaśnienia, czym zajmuje się surdologopedia, poprzez podstawowe pojęcia z zakresu anatomii narządu słuchu, akustyki, omówienie możliwych przyczyn powstawania wad słuchu, zaburzeń mowy, jakie powodują, aż po bardzo przystępny opis metod terapii logopedycznej. Ostatni rozdział poświęcony jest diagnozie logopedycznej dzieci z zburzeniami słuchu i w mojej opinii zasługuje na szczególną uwagę logopedów.
Dla osób zawodowo zajmujących się terapią logopedyczną zwłaszcza ostatnie dwa rozdziały zawierają wiele cennych wskazówek. Przede wszystkim znajdziecie tutaj ćwiczenia, jakie powinny znaleźć się w czasie zajęć z dzieckiem. Mamy tu m.in.: ćwiczenia oddechowe, fonacyjne, artykulacyjne, logorytmiczne, słuchowe. Każde z nich zostały szczegółowo wyjaśnione oraz poparte przykładami (zaczerpniętymi również od innych autorów). W ostatniej części, dotyczącej diagnozowania, można znaleźć szereg ważnych informacji na temat narzędzi badawczych przydatnych logopedom, a także przykładowy kwestionariusz wywiadu z rodzicami dziecka z wadą słuchu, co z pewnością ułatwić może nam pracę.
Język książki jest bardzo przejrzysty, dobrze się ją czyta. Wszelkie pojęcia z dziedziny anatomii czy logopedii wyjaśnione są dokładnie i w przystępny sposób. Myślę, że pozycja ta jest bardzo pomocna zwłaszcza dla osób, które w logopedii stawiają swe pierwsze kroki i nie do końca mają uporządkowaną wiedzę lub tworzą swój warsztat pracy terapeutycznej.
Polecam Wam z czystym sumieniem. Sama dzięki tej książce odświeżyłam sobie wiedzę.
Na koniec podsuwam Wam jeszcze jedną pozycję o podobnej tematyce, która również może Wam się przydać:
Przyznam szczerze, że myślałam, iż przez “przejdę” szybko. Ale tak mocno mnie zainteresowała, że przeczytałam ją od deski do deski. I Wam też to radzę, jeśli choć trochę ciekawi Was tematyka autyzmu.
Na temat autorki nie będę się tu rozpisywać, bo jeśli poszukujecie konkretnych informacji oraz szerszej bibliografii, to myślę, że w sieci znajdziecie więcej interesujących informacji. Samą książkę możecie wypożyczyć w lub po prostu kupić. Skupię się na jej treści.
to zbiór czternastu artykułów, czy raczej prac naukowych, spoglądających na autyzm z wielu płaszczyzn. Są tam teksty wielu pracowników naukowych, terapeutów i badaczy autyzmu, którzy nad głównym tematem pochylają się wnikliwie i w bardzo przystępny dla każdego sposób. Myślę, że to dość istotna informacja, bo nie raz spotykałam się z pracami, które, mimo walorów merytorycznych, trudno było przyswoić ze względu na tak ściśle naukowy język, że np. zainteresowany tematem rodzic (niekoniecznie przecież po studiach z pedagogiki czy psychologii) musiałby siedzieć nad lekturą w towarzystwie słownika. W przypadku opisywanej książki nie ma takiej potrzeby — w jasny i zrozumiały sposób przedstawia nam wiele zagadnień. Początkowo trochę denerwowało mnie, że wiele razy powtarza się tam wyjaśnianie samego pojęcia “autyzm”, ciągłe nawiązywanie do objawów czy przyczyn, ale patrząc na charakter tej książki (zbiór prac pod redakcją, a nie całość jednego autora) nie mogło być przecież inaczej. Ponadto daje to możliwość czytania poszczególnych artykułów niekoniecznie w takiej kolejności, w jakiej są umieszczone, a nawet tylko tych, które Was interesują, bez konieczności czytania całości.
Muszę przyznać, że żaden rozdział mnie nie znudził. Każdy bowiem stara się wyjaśnić coś innego, z innej strony spogląda na zaburzenie, jakim jest autyzm oraz to, co jest z nim związane. Mam jednak swoich faworytów. Pierwszy to tekst Agaty Gruny-Ożarowskiej pt. “Umysł niewspółodczuwający. Neurobiologia autyzmu.” Znajdziecie tam wiele ciekawych teorii na temat zmian w mózgu u osób autystycznych, zarówno jeśli chodzi o objawy jak i pewne i domniemane przyczyny tego zaburzenia.
Drugi faworyt to “Wczesne diagnozowanie autyzmu — perspektywy i dylematy” Małgorzaty Skórczyńskiej. Wypływa tu sporo rzeczy na temat tego, jak ciężko nadal, mimo zaawansowanych badań i znacznie szerszej niż dawniej wiedzy na temat autyzmu, rozpoznać w miarę wcześnie to zaburzenie. Najczęściej to rodzice pierwsi są zaniepokojeni np. brakiem mowy u dziecka lub specyficznymi zachowaniami. Niestety, nadal bardzo często zdarza się, że trafiają na niedouczonego pediatrę, który albo twierdzi, że dziecko z tego wyrośnie (!) albo nie potrafi dobrze pokierować rodzicami, by znaleźli fachową pomoc. Wiele przypadków, które mogłyby być zdiagnozowane wcześniej (wczesna diagnoza=wczesna interwencja) trafia do specjalistów od autyzmu i terapeutów dość późno, a przecież im szybciej rozpocznie się terapię, tym lepiej dla małego pacjenta. Inna autorka, Beata Płażewska, w tekście “Dylematy diagnostyczne związane z występowaniem zaburzeń łączonych. Historia dwóch małych chłopców — długa podróż przez nieznane” pokazuje prawdziwy dramat błędnej diagnostyki oraz tego, jak autyzm może być mylony np. z ADHD i jak przykre konsekwencje może mieć to dla dziecka i jego rodziny. Etykietowanie małych dzieci przez nauczycieli przedszkolnych, szkolnych czy innych opiekunów może sprawiać wiele kłopotów a także opóźniać otrzymanie fachowej pomocy. Bo jeśli dziecko nadpobudliwe traktowane jest jak autysta, to konsekwencje może nieść to za sobą czasami dość drastyczne.
Ciekawym tekstem jest też rozdział samej B.Winczury — “Zabawa jako komponent rozwoju teorii umysłu u dzieci z autyzmem”. Sam temat rozwoju teorii umysłu jest bardzo ciekawy i przywoływany w ostatnich czasach przez wielu autorów. Zainteresowanych zachęcam do głębszych poszukiwań. Tutaj autorka przedstawia nam etapy, w jakich rozwija się teoria umysłu u dzieci zdrowych i jak przekłada się to na autystów. Opisuje, jak wygląda ich zabawa i na jakie zachowania rodzice już wcześniej mogą zwrócić uwagę, gdy niepokoją się o prawidłowy rozwój swojego dziecka.
Długo mogłabym pisać o walorach tej książki. Przeczytajcie od deski do deski. Merytorycznie, w zrozumiały sposób i bardzo ciekawie. Polecam z czystym sumieniem!
Całkiem niedawno wpadła mi w dłonie, albo raczej w oczy — bo czytałam elektroniczną wersję tej książki w — pozycja o interesującym tytule:. Autor — Anna Kalbarczyk. Spojrzałam na tytuł, krótki opis pozycji i pomyślałam, że to dobra książka dla mnie — temat bardzo interesujący i taki “na czasie”, jeśli chodzi o wiek mojego dziecka. Zaczęłam czytać…
A był to już dość późny wieczór i traktowałam tę książkę jako ostatnią lekturę przed snem. Niestety, wraz z kolejnymi stronami ciśnienie wzrosło mi na tyle, że o śnie mogłam zapomnieć
Do rzeczy. Autorka w książce interpretuje rysunki i na tej podstawie wysnuwa tezę na temat rozwoju osobowości dziecka w wieku od 2 do 6 lat. Zaskakująca na samym początku (we wstępie) okazuje się informacja, że wszystkie rysunki w książce są autorstwa dziecka Autorki. Pierwsza więc myśl — jak można napisać pracę, z której tytułu już wynika, że nie jest to bynajmniej studium przypadku, na podstawie prac jednego dziecka? Nawet jeśli autorka chciałaby się obronić, że jest to studium przypadku (a nigdzie nie znalazłam takiej informacji, cała praca wręcz nasycona jest uogólnieniami odnoszącymi się do całej grupy wiekowej dzieci), to czyż tytuł dla przeciętnego czytelnika nie wskazuje jednoznacznie, iż w oparciu o tę lekturę możemy interpretować rysunek dowolnego dziecka?
Posunięcie dość nieprofesjonalne. Nie można (choć w sumie, widać, że można, skoro taka książka znalazła się w druku) na podstawie prac jednego dziecka, czy też na podstawie obserwacji zachowań jednej osoby uogólniać pewnych cech na całą grupę wiekową. Nawet jeśli autorka ma doświadczenie w pracy z dziećmi i obejrzała setki ich prac plastycznych, to w książce nie znalazł się ani jeden rysunek innego dziecka, w związku z czym takie generalizowanie jest po prostu niedopuszczalne. To tak, gdybym ja, interpretując rysunki mojego dziecka, które w wieku lat 3 i 5 miesięcy rysuje słoneczka z uśmiechniętą buzią i strzałki, uogólniła taką tezę: Dzieci w wieku 3 — 3,5 lat uosabiają słońce (nadając mu ludzkie cechy) i silnie akcentują zainteresowanie stronnością (bo strzałki dziecko moje rysuje w różnych kierunkach). Kochani, do wszystkiego da się “dorobić” jakąś teorię. Ale czasem trzeba się zastanowić nad tym, czy ta teoria jest czymś podparta…
Jeśli chodzi o interpretację rysunku małych dzieci, to myślę, że psycholodzy i pedagodzy wiedzą najlepiej, ile czasu trzeba się tego uczyć i że taka interpretacja nie może być wykonana ot tak sobie. Orzekanie na podstawie prac jednego malca, że dzieci w tym wieku lubią dane kolory lub pisaki czy kredki wydaje się naprawdę mocną przesadą. A jeśli nawet, jak już wspomniałam wcześniej, autorka ma doświadczenie i zaobserwowała pewne tendencje, to podawanie takiej teorii, w której bazuje się na rysunkach jednego dziecka, nie ma podstaw merytorycznych, moim zdaniem.
Książka sama w sobie napisana jest dość kolokwialnym językiem. Pełno w niej ogólników, brak odwołań do literatury innych autorów, by poprzeć jakoś swoje tezy. Teksty pokroju, że trzylatek nie rysuje palców u rąk (tudzież rysuje je w nieodpowiedniej ilości), mimo że wie, ile ich ma, nic nie wnoszą do mojej wiedzy na temat dzieci, ani do mojej wiedzy na temat interpretacji ich rysunków.
Z zajęć z diagnozy pedagogicznej na studiach pamiętam, jak wykładowca bardzo zwracał nam uwagę, że nie można bez odpowiedniego przygotowania interpretować dziecięcych wytworów. A nawet jeśli ktoś jest do tego przygotowany, to musi znać cały kontekst powstania pracy i wiele innych czynników, bo nieprawidłowa interpretacja może być bardzo krzywdząca. Tutaj, co prawda, jakaś wielka krzywda się nie stanie, gdy zaczniemy wnikać w prace naszych dzieci w oparciu o tę książkę, ale może jakaś łatwowierna mama wystraszyć się, że osobowość jej dziecka rozwija się w nieprawidłowy sposób, bo w wieku trzech lat nie rysuje kolistych wzorów na sukience swojej mamy, albo uszy jej rysunkowych postaci są mniejsze od oczu, a wg książki dzieci w tym wieku rysują uszy większe, bo podobno narządem słuchu głównie poznają świat w tym wieku (śmiała teoria).
Kolejna rzecz, przy której wręcz pokusiłam się o konsultację z psychologiem, to ów rozwój osobowości. W przypadku tak małych dzieci trudno jest mówić o osobowości. Nawet określenie “rozwój osobowości” w przypadku dwulatka wydaje się lekkim nadużyciem, bo ten proces dopiero się rozpoczyna. U takich maluchów mówi się o zachowaniu raczej, jego zaburzeniach, zmianach itd. Osobowość to coś, co rozwija się wskutek doświadczeń człowieka i (wg niektórych teorii) cech genetycznych. Poza tym do badania osobowości (i jej rozwoju) upoważnieni są w Polsce: psycholodzy, psychiatrzy i pedagodzy, którzy mają do dyspozycji odpowiednie narzędzia.
Brak profesjonalizmu. To kolejny przytyk. Nieprofesjonalne jest bowiem pisanie pracy interpretując rysunki własnego dziecka i rozpowszechnianie tego niczym wyroczni. Można podejrzewać autorkę o brak obiektywizmu, w końcu to jej rodzina, a w przypadku osób spokrewnionych nigdy nie uda nam się być w pełni obiektywnymi.
Zbytnie generalizowanie i brak próby badawczej. O tym pisałam już wcześniej, ale wspomnę raz jeszcze. Gdy sięgam po książkę, którą mam poważnie traktować i która ma wprowadzić mnie w interpretację dziecięcych rysunków, to nie wyobrażam sobie, by wnioski w niej zawarte nie były poparte przykładami prac wielu dzieci.
Tyle na ten temat dzisiaj, moi mili. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio jakaś książka z zakresu pedagogiki i wychowania wywołała we mnie tyle negatywnych emocji. Nie polecam Wam jej w żadnym kontekście. Bo, jeśli choć trochę wiecie o dzieciach, osobowości, pracach naukowych, interpretacji dziecięcych rysunków i otaczającym nas świecie, czytanie tej książki niepotrzebnie podniesie Wam ciśnienie. No, chyba że zastąpicie nią poranną kawę
Gdy urodził się Mikołaj, nie było miesiąca, byśmy nie sprawdzali w różnego rodzaju podręcznikach z psychologii rozwojowej, poradnikach i innych podobnego typu książkach, czy jego rozwój przebiega prawidłowo. I to właśnie dzięki jednej z takich pozycji doszliśmy do tego, że ruchowo Mikołaj lekko odstawał od rówieśników, co spowodowało cały ciąg wydarzeń (dzięki nim wylądował na rehabilitacji i obecnie, w wieku lat 3 i 5 miesięcy, rozwija się już w normie).
Wielu młodych rodziców, jeszcze długo po przywiezieniu maluszka ze szpitala do domu, czuje się jak żółtodzioby — nowe życie rozwija się, a oni nie do końca mają pewność, czy rozwój ten mieści się w szeroko rozumianej normie, czy może nad czymś trzeba zastanowić się głębiej. Nic w tym dziwnego — coraz częściej młodzi ludzie wychowują dzieci z dala od ich dziadków, w innych miastach czy odległych częściach kraju. Wiedza dotycząca wychowania pociechy, przekazywana z pokolenia na pokolenie (niekiedy też już i przestarzała), zaczyna być wypierana przez nowoczesne poradniki i fora internetowe, które niekiedy zdają się obiecywać złote góry w zamian za to, że choćby przejrzymy kilka stron lub przeczytamy kilka postów. Jak w tym buszu “dobrych” rad wyszukać coś naprawdę cennego?
Publikacja okładki za zgodą ibuk.pl
Książka, którą chcę Wam dziś polecić jest warta bliższej znajomości. Autorką jest Elżbieta Minczakiewicz, znana z wielu pozycji dotyczących rozwoju dzieci, zagadnień związanych z kształtowaniem mowy. “Rozwój psychoruchowy dziecka” to poradnik skierowany wprost do rodziców małych dzieci (od 0 do 36 miesiąca życia + rozszerzenie o kompetencje społeczne dzieci do lat 7). Przystępnym, prostym i przede wszystkim zwięzłym (bo który z młodych rodziców ma podczas opieki nad absorbującym malcem na tyle czasu, by czytać opasłe tomiska?) językiem opisuje na czym polega tzw. norma rozwojowa, jak zachowuje się prawidłowo rozwijające się dziecko oraz jakie zachowania mogą lub powinny wzbudzić niepokój rodziców. Autorka radzi przede wszystkim to, co z pewnością większość rodziców czyni — wnikliwą obserwację pociechy. Nie zostawia jednak czytelnika z pustymi rękoma. Daje mu narzędzie, którym może wspierać się przy tym “podpatrywaniu” rozwoju — tzw. Kartę obserwacji. Przyznam, że trochę żałuję, iż ta książka nie trafiła do moich rąk wcześniej — dzięki wspomnianej Karcie byłaby czymś na kształt “pamiętnika” dziecięcych umiejętności, które — jeśli nie zapisywane — gdzieś z czasem umykają. Kwestionariusz ten ułożyła sama Autorka, w oparciu o opracowania naukowe oraz wieloletnie doświadczenie związane z diagnozowaniem i obserwowaniem rozwoju dzieci.
Nie będę wyjaśniać Wam zasad wypełniania tej Karty, bo zachęcam do samodzielnej lektury. Prowadzenie jej daje rodzicom pewny pogląd na to, jak rozwija się ich maluszek — prawidłowo, harmonijnie, czy może są jakieś sfery, które nieco “kuleją”. Przy okazji, w dalszych rozdziałach E.Minczakiewicz podpowiada czytelnikom gdzie udać się, jeśli zaniepokoi ich coś dotyczącego rozwoju pociechy, przybliża pojęcie ośrodków wczesnej interwencji, a nawet podaje ich adresy w większych miastach Polski oraz poleca strony internetowe naprawdę pomocne i rzetelne
Kochani, nie piszę więcej — do księgarni po książkę! Albo do — można sobie ją wypożyczyć za niewielką sumę. Miłej lektury
Minczakiewicz E., “Rozwój psychoruchowy dziecka”, Oficyna Wydawnicza “Impuls”, Kraków 2009