Zabawy logo­pe­dyczne na cztery pory roku — D. Krupa, J. Pszczółka

0

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Moja czytelnia | Posted on 23-10-2011

Tagi: , , , , , ,

Moi dro­dzy blo­gowi Czy­tel­nicy, czas powró­cić. Dawno już nie było mnie tu widać. Przy­czyn jest kilka, ale naj­waż­niej­sza to chyba taka, że moja dzia­łal­ność logo­pe­dyczna przy­biera na sile. Poza tym, że zmie­ni­łam pracę (z gim­na­zjum na szkołę pod­sta­wową) mam coraz wię­cej zajęć pry­wat­nych, co znacz­nie wpływa na ilość wol­nego czasu. Ale powoli jakoś się ogar­niam, więc jakaś regu­lar­ność powinna powró­cić :) Read the rest of this entry »

Tera­pia logo­pe­dyczna dzieci z zabu­rze­niami słu­chu i mowy — kilka słów o książce Gra­żyny Guni.

0

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Moja czytelnia | Posted on 08-08-2011

Tagi: , , , , , , , , ,

No, to wró­ci­li­śmy z waka­cji, z górą pra­nia nieco się już upo­ra­li­śmy, pora wró­cić do rze­czy­wi­sto­ści i skrob­nąć kilka słów.

grazyna gunia
Gra­fika okładki opu­bli­ko­wana za zgodą ibuk.pl

Moja ostat­nia lek­tura z ibuk.pl to książka autor­stwa Gra­żyny Guni: “Tera­pia logo­pe­dyczna dzieci z zabu­rze­niami słu­chu i mowy”, wydana przez Impuls. Jako, że jestem świeżo upie­czoną logo­pedą, na książkę tę rzu­ci­łam się z wiel­kim zain­te­re­so­wa­niem. I nie zawio­dła moich ocze­ki­wań. Powinna ona, moim zda­niem, zna­leźć się w pod­ręcz­nej biblio­teczce każ­dego, kto zain­te­re­so­wany jest tera­pią dzieci z wadami słu­chu, a co za tym idzie — z zabu­rze­niami mowy na tym tle. Warto zapo­znać się z nią zarówno z pozy­cji logo­pedy (a zwłasz­cza sur­do­lo­go­pedy), jak i rodzica, nauczy­ciela czy wycho­wawcy przedszkolnego.

Autorka w bar­dzo płynny spo­sób prze­pro­wa­dza nas przez poszcze­gólne działy — począw­szy od wyja­śnie­nia, czym zaj­muje się sur­do­lo­go­pe­dia, poprzez pod­sta­wowe poję­cia z zakresu ana­to­mii narządu słu­chu, aku­styki, omó­wie­nie moż­li­wych przy­czyn powsta­wa­nia wad słu­chu, zabu­rzeń mowy, jakie powo­dują, aż po bar­dzo przy­stępny opis metod tera­pii logo­pe­dycz­nej. Ostatni roz­dział poświę­cony jest dia­gno­zie logo­pe­dycz­nej dzieci z zbu­rze­niami słu­chu i w mojej opi­nii zasłu­guje na szcze­gólną uwagę logopedów.

Dla osób zawo­dowo zaj­mu­ją­cych się tera­pią logo­pe­dyczną zwłasz­cza ostat­nie dwa roz­działy zawie­rają wiele cen­nych wska­zó­wek. Przede wszyst­kim znaj­dzie­cie tutaj ćwicze­nia, jakie powinny zna­leźć się w cza­sie zajęć z dziec­kiem. Mamy tu m.in.: ćwicze­nia odde­chowe, fona­cyjne, arty­ku­la­cyjne, logo­ryt­miczne, słu­chowe. Każde z nich zostały szcze­gó­łowo wyja­śnione oraz poparte przy­kła­dami (zaczerp­nię­tymi rów­nież od innych auto­rów). W ostat­niej czę­ści, doty­czą­cej dia­gno­zo­wa­nia, można zna­leźć sze­reg waż­nych infor­ma­cji na temat narzę­dzi badaw­czych przy­dat­nych logo­pe­dom, a także przy­kła­dowy kwe­stio­na­riusz wywiadu z rodzi­cami dziecka z wadą słu­chu, co z pew­no­ścią uła­twić może nam pracę.

Język książki jest bar­dzo przej­rzy­sty, dobrze się ją czyta. Wszel­kie poję­cia z dzie­dziny ana­to­mii czy logo­pe­dii wyja­śnione są dokład­nie i w przy­stępny spo­sób. Myślę, że pozy­cja ta jest bar­dzo pomocna zwłasz­cza dla osób, które w logo­pe­dii sta­wiają swe pierw­sze kroki i nie do końca mają upo­rząd­ko­waną wie­dzę lub two­rzą swój warsz­tat pracy tera­peu­tycz­nej.

Pole­cam Wam z czy­stym sumie­niem. Sama dzięki tej książce odświe­ży­łam sobie wie­dzę. :)

Na koniec pod­su­wam Wam jesz­cze jedną pozy­cję o podob­nej tema­tyce, która rów­nież może Wam się przy­dać: Marzena Kla­czak, Piotr Maje­wicz “Dia­gnoza i rewa­li­da­cja indy­wi­du­alna dziecka ze spe­cjal­nymi potrze­bami edu­ka­cyj­nymi”, Wydaw­nic­two Naukowe Uni­wer­sy­tetu Peda­go­gicz­nego w Krakowie.

Miłego czy­ta­nia!

Autyzm. Na gra­nicy zrozumienia.” — Barbara Winczura

5

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Moja czytelnia | Posted on 27-06-2011

Tagi: , , , , , , ,

autyzm winczura okładka
Publi­ka­cja okładki za zgodą ibuk.pl

Przy­znam szcze­rze, że myśla­łam, iż przez książkę tę “przejdę” szybko. Ale tak mocno mnie zain­te­re­so­wała, że prze­czy­ta­łam ją od deski do deski. I Wam też to radzę, jeśli choć tro­chę cie­kawi Was tema­tyka autyzmu.

Na temat autorki nie będę się tu roz­pi­sy­wać, bo jeśli poszu­ku­je­cie kon­kret­nych infor­ma­cji oraz szer­szej biblio­gra­fii, to myślę, że w sieci znaj­dzie­cie wię­cej inte­re­su­ją­cych infor­ma­cji. Samą książkę może­cie wypo­ży­czyć w ibuk.pl lub po pro­stu kupić. Sku­pię się na jej treści.

“Autyzm. Na gra­nicy zro­zu­mie­nia” Bar­bary Win­czury to zbiór czter­na­stu arty­ku­łów, czy raczej prac nauko­wych, spo­glą­da­ją­cych na autyzm z wielu płasz­czyzn. Są tam tek­sty wielu pra­cow­ni­ków nauko­wych, tera­peu­tów i bada­czy auty­zmu, któ­rzy nad głów­nym tema­tem pochy­lają się wni­kli­wie i w bar­dzo przy­stępny dla każ­dego spo­sób. Myślę, że to dość istotna infor­ma­cja, bo nie raz spo­ty­ka­łam się z pra­cami, które, mimo walo­rów mery­to­rycz­nych, trudno było przy­swoić ze względu na tak ściśle naukowy język, że np. zain­te­re­so­wany tema­tem rodzic (nie­ko­niecz­nie prze­cież po stu­diach z peda­go­giki czy psy­cho­lo­gii) musiałby sie­dzieć nad lek­turą w towa­rzy­stwie słow­nika. W przy­padku opi­sy­wa­nej książki nie ma takiej potrzeby — w jasny i zro­zu­miały spo­sób przed­sta­wia nam wiele zagad­nień. Począt­kowo tro­chę dener­wo­wało mnie, że wiele razy powta­rza się tam wyja­śnia­nie samego poję­cia “autyzm”, cią­głe nawią­zy­wa­nie do obja­wów czy przy­czyn, ale patrząc na cha­rak­ter tej książki (zbiór prac pod redak­cją, a nie całość jed­nego autora) nie mogło być prze­cież ina­czej. Ponadto daje to moż­li­wość czy­ta­nia poszcze­gól­nych arty­ku­łów nie­ko­niecz­nie w takiej kolej­no­ści, w jakiej są umiesz­czone, a nawet tylko tych, które Was inte­re­sują, bez koniecz­no­ści czy­ta­nia całości.

Muszę przy­znać, że żaden roz­dział mnie nie znu­dził. Każdy bowiem stara się wyja­śnić coś innego, z innej strony spo­gląda na zabu­rze­nie, jakim jest autyzm oraz to, co jest z nim zwią­zane. Mam jed­nak swo­ich fawo­ry­tów. Pierw­szy to tekst Agaty Gruny-Ożarowskiej pt. “Umysł nie­wspó­łod­czu­wa­jący. Neu­ro­bio­lo­gia auty­zmu.” Znaj­dzie­cie tam wiele cie­ka­wych teo­rii na temat zmian w mózgu u osób auty­stycz­nych, zarówno jeśli cho­dzi o objawy jak i pewne i domnie­mane przy­czyny tego zaburzenia.

Drugi fawo­ryt to “Wcze­sne dia­gno­zo­wa­nie auty­zmu — per­spek­tywy i dyle­maty” Mał­go­rzaty Skór­czyń­skiej. Wypływa tu sporo rze­czy na temat tego, jak ciężko nadal, mimo zaawan­so­wa­nych badań i znacz­nie szer­szej niż daw­niej wie­dzy na temat auty­zmu, roz­po­znać w miarę wcze­śnie to zabu­rze­nie. Naj­czę­ściej to rodzice pierwsi są zanie­po­ko­jeni np. bra­kiem mowy u dziecka lub spe­cy­ficz­nymi zacho­wa­niami. Nie­stety, nadal bar­dzo czę­sto zda­rza się, że tra­fiają na nie­do­uczo­nego pedia­trę, który albo twier­dzi, że dziecko z tego wyro­śnie (!) albo nie potrafi dobrze pokie­ro­wać rodzi­cami, by zna­leźli fachową pomoc. Wiele przy­pad­ków, które mogłyby być zdia­gno­zo­wane wcze­śniej (wcze­sna diagnoza=wczesna inter­wen­cja) tra­fia do spe­cja­li­stów od auty­zmu i tera­peu­tów dość późno, a prze­cież im szyb­ciej roz­pocz­nie się tera­pię, tym lepiej dla małego pacjenta. Inna autorka, Beata Pła­żew­ska, w tek­ście “Dyle­maty dia­gno­styczne zwią­zane z wystę­po­wa­niem zabu­rzeń łączo­nych. Histo­ria dwóch małych chłop­ców — długa podróż przez nie­znane” poka­zuje praw­dziwy dra­mat błęd­nej dia­gno­styki oraz tego, jak autyzm może być mylony np. z ADHD i jak przy­kre kon­se­kwen­cje może mieć to dla dziecka i jego rodziny. Ety­kie­to­wa­nie małych dzieci przez nauczy­cieli przed­szkol­nych, szkol­nych czy innych opie­ku­nów może spra­wiać wiele kło­po­tów a także opóź­niać otrzy­ma­nie facho­wej pomocy. Bo jeśli dziecko nad­po­bu­dliwe trak­to­wane jest jak auty­sta, to kon­se­kwen­cje może nieść to za sobą cza­sami dość drastyczne.

Cie­ka­wym tek­stem jest też roz­dział samej B.Winczury — “Zabawa jako kom­po­nent roz­woju teo­rii umy­słu u dzieci z auty­zmem”. Sam temat roz­woju teo­rii umy­słu jest bar­dzo cie­kawy i przy­wo­ły­wany w ostat­nich cza­sach przez wielu auto­rów. Zain­te­re­so­wa­nych zachę­cam do głęb­szych poszu­ki­wań. Tutaj autorka przed­sta­wia nam etapy, w jakich roz­wija się teo­ria umy­słu u dzieci zdro­wych i jak prze­kłada się to na auty­stów. Opi­suje, jak wygląda ich zabawa i na jakie zacho­wa­nia rodzice już wcze­śniej mogą zwró­cić uwagę, gdy nie­po­koją się o pra­wi­dłowy roz­wój swo­jego dziecka.

Długo mogła­bym pisać o walo­rach tej książki. Prze­czy­taj­cie od deski do deski. Mery­to­rycz­nie, w zro­zu­miały spo­sób i bar­dzo cie­ka­wie. Pole­cam z czy­stym sumieniem!

Roz­wój oso­bo­wo­ści dziecka na pod­sta­wie jego rysun­ków — prze­my­śle­nia po zadzi­wia­ją­cej lekturze…

1

Posted by Zosia | Posted in Moja czytelnia, Nerwy w konserwy, Pod mikroskopem | Posted on 31-05-2011

Tagi: , , , , , , , , , ,

kalbarczyk okładka
Publi­ka­cja okładki za zgodą ibuk.pl

Cał­kiem nie­dawno wpa­dła mi w dło­nie, albo raczej w oczy — bo czy­ta­łam elek­tro­niczną wer­sję tej książki w ibuk.pl — pozy­cja o inte­re­su­ją­cym tytule: “Naj­waż­niej­sze lata, czyli jak rozu­mieć rysunki małych dzieci”. Autor — Anna Kal­bar­czyk. Spoj­rza­łam na tytuł, krótki opis pozy­cji i pomy­śla­łam, że to dobra książka dla mnie — temat bar­dzo inte­re­su­jący i taki “na cza­sie”, jeśli cho­dzi o wiek mojego dziecka. Zaczę­łam czy­tać…
A był to już dość późny wie­czór i trak­to­wa­łam tę książkę jako ostat­nią lek­turę przed snem. Nie­stety, wraz z kolej­nymi stro­nami ciśnie­nie wzro­sło mi na tyle, że o śnie mogłam zapo­mnieć ;)

Do rze­czy. Autorka w książce inter­pre­tuje rysunki i na tej pod­sta­wie wysnuwa tezę na temat roz­woju oso­bo­wo­ści dziecka w wieku od 2 do 6 lat. Zaska­ku­jąca na samym początku (we wstę­pie) oka­zuje się infor­ma­cja, że wszyst­kie rysunki w książce są autor­stwa dziecka Autorki. Pierw­sza więc myśl — jak można napi­sać pracę, z któ­rej tytułu już wynika, że nie jest to bynaj­mniej stu­dium przy­padku, na pod­sta­wie prac jed­nego dziecka? Nawet jeśli autorka chcia­łaby się obro­nić, że jest to stu­dium przy­padku (a nigdzie nie zna­la­złam takiej infor­ma­cji, cała praca wręcz nasy­cona jest uogól­nie­niami odno­szą­cymi się do całej grupy wie­ko­wej dzieci), to czyż tytuł dla prze­cięt­nego czy­tel­nika nie wska­zuje jed­no­znacz­nie, iż w opar­ciu o tę lek­turę możemy inter­pre­to­wać rysu­nek dowol­nego dziecka?

Posu­nię­cie dość nie­pro­fe­sjo­nalne. Nie można (choć w sumie, widać, że można, skoro taka książka zna­la­zła się w druku) na pod­sta­wie prac jed­nego dziecka, czy też na pod­sta­wie obser­wa­cji zacho­wań jed­nej osoby uogól­niać pew­nych cech na całą grupę wie­kową. Nawet jeśli autorka ma doświad­cze­nie w pracy z dziećmi i obej­rzała setki ich prac pla­stycz­nych, to w książce nie zna­lazł się ani jeden rysu­nek innego dziecka, w związku z czym takie gene­ra­li­zo­wa­nie jest po pro­stu nie­do­pusz­czalne. To tak, gdy­bym ja, inter­pre­tu­jąc rysunki mojego dziecka, które w wieku lat 3 i 5 mie­sięcy rysuje sło­neczka z uśmiech­niętą buzią i strzałki, uogól­niła taką tezę: Dzieci w wieku 3 — 3,5 lat uosa­biają słońce (nada­jąc mu ludz­kie cechy) i sil­nie akcen­tują zain­te­re­so­wa­nie stron­no­ścią (bo strzałki dziecko moje rysuje w róż­nych kie­run­kach). Kochani, do wszyst­kiego da się “doro­bić” jakąś teo­rię. Ale cza­sem trzeba się zasta­no­wić nad tym, czy ta teo­ria jest czymś podparta…

Jeśli cho­dzi o inter­pre­ta­cję rysunku małych dzieci, to myślę, że psy­cho­lo­dzy i peda­go­dzy wie­dzą naj­le­piej, ile czasu trzeba się tego uczyć i że taka inter­pre­ta­cja nie może być wyko­nana ot tak sobie. Orze­ka­nie na pod­sta­wie prac jed­nego malca, że dzieci w tym wieku lubią dane kolory lub pisaki czy kredki wydaje się naprawdę mocną prze­sadą. A jeśli nawet, jak już wspo­mnia­łam wcze­śniej, autorka ma doświad­cze­nie i zaob­ser­wo­wała pewne ten­den­cje, to poda­wa­nie takiej teo­rii, w któ­rej bazuje się na rysun­kach jed­nego dziecka, nie ma pod­staw mery­to­rycz­nych, moim zdaniem.

Książka sama w sobie napi­sana jest dość kolo­kwial­nym języ­kiem. Pełno w niej ogól­ni­ków, brak odwo­łań do lite­ra­tury innych auto­rów, by poprzeć jakoś swoje tezy. Tek­sty pokroju, że trzy­la­tek nie rysuje pal­ców u rąk (tudzież rysuje je w nie­od­po­wied­niej ilo­ści), mimo że wie, ile ich ma, nic nie wno­szą do mojej wie­dzy na temat dzieci, ani do mojej wie­dzy na temat inter­pre­ta­cji ich rysunków.

Z zajęć z dia­gnozy peda­go­gicz­nej na stu­diach pamię­tam, jak wykła­dowca bar­dzo zwra­cał nam uwagę, że nie można bez odpo­wied­niego przy­go­to­wa­nia inter­pre­to­wać dzie­cię­cych wytwo­rów. A nawet jeśli ktoś jest do tego przy­go­to­wany, to musi znać cały kon­tekst powsta­nia pracy i wiele innych czyn­ni­ków, bo nie­pra­wi­dłowa inter­pre­ta­cja może być bar­dzo krzyw­dząca. Tutaj, co prawda, jakaś wielka krzywda się nie sta­nie, gdy zaczniemy wni­kać w prace naszych dzieci w opar­ciu o tę książkę, ale może jakaś łatwo­wierna mama wystra­szyć się, że oso­bo­wość jej dziecka roz­wija się w nie­pra­wi­dłowy spo­sób, bo w wieku trzech lat nie rysuje koli­stych wzo­rów na sukience swo­jej mamy, albo uszy jej rysun­ko­wych postaci są mniej­sze od oczu, a wg książki dzieci w tym wieku rysują uszy więk­sze, bo podobno narzą­dem słu­chu głów­nie poznają świat w tym wieku (śmiała teoria).

Kolejna rzecz, przy któ­rej wręcz poku­si­łam się o kon­sul­ta­cję z psy­cho­lo­giem, to ów roz­wój oso­bo­wo­ści. W przy­padku tak małych dzieci trudno jest mówić o oso­bo­wo­ści. Nawet okre­śle­nie “roz­wój oso­bo­wo­ści” w przy­padku dwu­latka wydaje się lek­kim nad­uży­ciem, bo ten pro­ces dopiero się roz­po­czyna. U takich malu­chów mówi się o zacho­wa­niu raczej, jego zabu­rze­niach, zmia­nach itd. Oso­bo­wość to coś, co roz­wija się wsku­tek doświad­czeń czło­wieka i (wg nie­któ­rych teo­rii) cech gene­tycz­nych. Poza tym do bada­nia oso­bo­wo­ści (i jej roz­woju) upo­waż­nieni są w Pol­sce: psy­cho­lo­dzy, psy­chia­trzy i peda­go­dzy, któ­rzy mają do dys­po­zy­cji odpo­wied­nie narzę­dzia.

Brak pro­fe­sjo­na­li­zmu. To kolejny przy­tyk. Nie­pro­fe­sjo­nalne jest bowiem pisa­nie pracy inter­pre­tu­jąc rysunki wła­snego dziecka i roz­po­wszech­nia­nie tego niczym wyroczni. Można podej­rze­wać autorkę o brak obiek­ty­wi­zmu, w końcu to jej rodzina, a w przy­padku osób spo­krew­nio­nych nigdy nie uda nam się być w pełni obiektywnymi.

Zbyt­nie gene­ra­li­zo­wa­nie i brak próby badaw­czej. O tym pisa­łam już wcze­śniej, ale wspo­mnę raz jesz­cze. Gdy się­gam po książkę, którą mam poważ­nie trak­to­wać i która ma wpro­wa­dzić mnie w inter­pre­ta­cję dzie­cię­cych rysun­ków, to nie wyobra­żam sobie, by wnio­ski w niej zawarte nie były poparte przy­kła­dami prac wielu dzieci.

Tyle na ten temat dzi­siaj, moi mili. Nie pamię­tam już, kiedy ostat­nio jakaś książka z zakresu peda­go­giki i wycho­wa­nia wywo­łała we mnie tyle nega­tyw­nych emo­cji. Nie pole­cam Wam jej w żadnym kon­tek­ście. Bo, jeśli choć tro­chę wie­cie o dzie­ciach, oso­bo­wo­ści, pra­cach nauko­wych, inter­pre­ta­cji dzie­cię­cych rysun­ków i ota­cza­ją­cym nas świe­cie, czy­ta­nie tej książki nie­po­trzeb­nie pod­nie­sie Wam ciśnie­nie. No, chyba że zastą­pi­cie nią poranną kawę ;)

Co nieco o roz­woju psy­cho­ru­cho­wym dziecka — reflek­sja po lek­tu­rze książki E.Minczakiewicz

0

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Moja czytelnia, Pod mikroskopem | Posted on 30-04-2011

Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

huśtawka

Gdy uro­dził się Miko­łaj, nie było mie­siąca, byśmy nie spraw­dzali w róż­nego rodzaju pod­ręcz­ni­kach z psy­cho­lo­gii roz­wo­jo­wej, porad­ni­kach i innych podob­nego typu książ­kach, czy jego roz­wój prze­biega pra­wi­dłowo. I to wła­śnie dzięki jed­nej z takich pozy­cji doszli­śmy do tego, że ruchowo Miko­łaj lekko odsta­wał od rówie­śni­ków, co spo­wo­do­wało cały ciąg wyda­rzeń (dzięki nim wylą­do­wał na reha­bi­li­ta­cji i obec­nie, w wieku lat 3 i 5 mie­sięcy, roz­wija się już w normie).

Wielu mło­dych rodzi­ców, jesz­cze długo po przy­wie­zie­niu maluszka ze szpi­tala do domu, czuje się jak żółtodzioby — nowe życie roz­wija się, a oni nie do końca mają pew­ność, czy roz­wój ten mie­ści się w sze­roko rozu­mia­nej nor­mie, czy może nad czymś trzeba zasta­no­wić się głę­biej. Nic w tym dziw­nego — coraz czę­ściej mło­dzi ludzie wycho­wują dzieci z dala od ich dziad­ków, w innych mia­stach czy odle­głych czę­ściach kraju. Wie­dza doty­cząca wycho­wa­nia pocie­chy, prze­ka­zy­wana z poko­le­nia na poko­le­nie (nie­kiedy też już i prze­sta­rzała), zaczyna być wypie­rana przez nowo­cze­sne porad­niki i fora inter­ne­towe, które nie­kiedy zdają się obie­cy­wać złote góry w zamian za to, że choćby przej­rzymy kilka stron lub prze­czy­tamy kilka postów. Jak w tym buszu “dobrych” rad wyszu­kać coś naprawdę cennego?

minczakiewicz okładka
Publi­ka­cja okładki za zgodą ibuk.pl

Książka, którą chcę Wam dziś pole­cić jest warta bliż­szej zna­jo­mo­ści. Autorką jest Elż­bieta Min­cza­kie­wicz, znana z wielu pozy­cji doty­czą­cych roz­woju dzieci, zagad­nień zwią­za­nych z kształ­to­wa­niem mowy. “Roz­wój psy­cho­ru­chowy dziecka” to porad­nik skie­ro­wany wprost do rodzi­ców małych dzieci (od 0 do 36 mie­siąca życia + roz­sze­rze­nie o kom­pe­ten­cje spo­łeczne dzieci do lat 7). Przy­stęp­nym, pro­stym i przede wszyst­kim zwię­złym (bo który z mło­dych rodzi­ców ma pod­czas opieki nad absor­bu­ją­cym mal­cem na tyle czasu, by czy­tać opa­słe tomi­ska?) języ­kiem opi­suje na czym polega tzw. norma roz­wo­jowa, jak zacho­wuje się pra­wi­dłowo roz­wi­ja­jące się dziecko oraz jakie zacho­wa­nia mogą lub powinny wzbu­dzić nie­po­kój rodzi­ców. Autorka radzi przede wszyst­kim to, co z pew­no­ścią więk­szość rodzi­ców czyni — wni­kliwą obser­wa­cję pocie­chy. Nie zosta­wia jed­nak czy­tel­nika z pustymi rękoma. Daje mu narzę­dzie, któ­rym może wspie­rać się przy tym “pod­pa­try­wa­niu” roz­woju — tzw. Kartę obser­wa­cji. Przy­znam, że tro­chę żałuję, iż ta książka nie tra­fiła do moich rąk wcze­śniej — dzięki wspo­mnia­nej Kar­cie byłaby czymś na kształt “pamięt­nika” dzie­cię­cych umie­jęt­no­ści, które — jeśli nie zapi­sy­wane — gdzieś z cza­sem umy­kają. Kwe­stio­na­riusz ten uło­żyła sama Autorka, w opar­ciu o opra­co­wa­nia naukowe oraz wie­lo­let­nie doświad­cze­nie zwią­zane z dia­gno­zo­wa­niem i obser­wo­wa­niem roz­woju dzieci.

Nie będę wyja­śniać Wam zasad wypeł­nia­nia tej Karty, bo zachę­cam do samo­dziel­nej lek­tury. Pro­wa­dze­nie jej daje rodzi­com pewny pogląd na to, jak roz­wija się ich malu­szek — pra­wi­dłowo, har­mo­nij­nie, czy może są jakieś sfery, które nieco “kuleją”. Przy oka­zji, w dal­szych roz­dzia­łach E.Minczakiewicz pod­po­wiada czy­tel­ni­kom gdzie udać się, jeśli zanie­po­koi ich coś doty­czą­cego roz­woju pocie­chy, przy­bliża poję­cie ośrod­ków wcze­snej inter­wen­cji, a nawet podaje ich adresy w więk­szych mia­stach Pol­ski oraz poleca strony inter­ne­towe naprawdę pomocne i rze­telne

Kochani, nie piszę wię­cej — do księ­garni po książkę! Albo do ibuk.pl — można sobie ją wypo­ży­czyć za nie­wielką sumę. Miłej lek­tury :)

Min­cza­kie­wicz E., “Roz­wój psy­cho­ru­chowy dziecka”, Ofi­cyna Wydaw­ni­cza “Impuls”, Kra­ków 2009