Wczoraj wczesnym wieczorem miałam okazję posłuchać bardzo ciekawej audycji w radiowej Trójce. Tematem był projekt podejmowany od kilku lat przez warszawskie przedszkole nr 61, a mianowicie “Przedszkole bez zabawek”. Co to takiego? Tajemnicy zdradzać nie będę, zachęcam do posłuchania reportażu, który zamieszczony dziś został na stronie Trójki. Dodam tylko, że bardzo mi się ten pomysł podoba i warto byłoby wprowadzić go na większą skalę.
Polecam zatem: — na stronie krótki artykuł oraz nagranie całego reportażu.
Tutaj wyszperany w serwisie radiowej “Jedynki” — również artykuł oraz fragment do posłuchania na ten sam temat — .
W ciągu ostatniego tygodnia chyba ze cztery razy spotkałam się z opinią, że “bajki naszego dzieciństwa” (czytaj: naszego czyli osób w okolicach trzydziestki i więcej), to dopiero były bajki! Takie dobre, bez przemocy, takie sympatyczne… Do tego miejsca jestem w stanie się zgodzić. Ale gdy po każdym z tych tekstów usłyszałam: “Nie to, co dzisiaj. Dzisiaj już się nie robi takich bajek. Współczesne bajki ogłupiają, fałszują świat, są naszpikowane przemocą…” itd. pomyślałam: NIE! To nieprawda! Ale po kolei.
Reksio, Bolek i Lolek, Krecik, Żwirek i Muchomorek, Jacek i Agatka i tym podobni bohaterowie z pewnością mają wiele wspaniałych cech. Nie można im odmówić ciekawego scenariusza, pełnego życiowych problemów, miłych powierzchowności i walorów edukacyjnych. Mamy do nich tym większy sentyment, że sami je oglądaliśmy jako dzieci, a jasne jest, że to, co kojarzy nam się pozytywnie z okresem dzieciństwa, uważamy za coś szczególnego i najlepszego. Ale warto też spojrzeć trochę krytycznie na owe produkcje. Ani to specjalnie piękne graficznie nie było, ani szczególnie kolorowe… No, ale ok, i tak oglądaliśmy. Koniec końców, nic innego wówczas nasza telewizja nie nadawała. Bajki z Zachodu czy Stanów były rzadkością, a na nich rażąco było widać, jak bardzo nasze produkcje odstają pod wieloma względami. Taki Kaczor Donald choćby. Albo ScoobyDoo, który, jak wyczytałam ostatnio, został animowany już pod koniec lat 60-tych, w naprawdę dobrej jakości graficznej (co zresztą można zobaczyć, bo o ile się nie mylę, to te starsze odcinki emituje w sobotnie poranki Polsat). Do takiego poziomu grafiki “nasze” (w sensie polskie i z pobliskich państw) bajki zaczęły dochodzić grube kilkadziesiąt lat później.
Co więc takiego miały “bajki naszego dzieciństwa”, co czyniłoby je tak wyjątkowymi? Czym wyróżniają się na tle współczesnych animacji, że zdarza się usłyszeć, że były takie fantastyczne, a teraz to sam chłam i przemoc? Otóż, moi drodzy, te bajki nie miały w sobie nic szczególnego. Mam wrażenie, że tylko nasz sentyment daje im tak wysokie miejsce w rankingach bajek. Nie twierdzę, że każdą z nich można zastąpić, ale większość tematów przerabianych w tych animacjach jest obecna w nowych wytworach, które z pewnością wyglądają o wiele ciekawiej i lepiej (przynajmniej w większości, bo, jak wiadomo, wszędzie może zdarzyć się wyjątek).
Niektóre z dawnych animacji są na nowo emitowane, dodawane do gazet, pakowane w pakiety i wystawiane na półkach w empikach, przerabiane na gry itd. Broń Boże, nie krytykuję tu żadnego Reksia, czy Krecika. Sama bardzo lubiłam te bajki. Chcę tylko uzmysłowić części z nas (właśnie tej, która tak ciągle krzyczy, że teraz takich dobrych bajek już nie ma!), że się myli. Że dobre bajki są realizowane. Że na ich korzyść działa nie tylko łatwiejszy do nich dostęp (kablówka, dvd, Internet), ale też kolorystyka, o wiele większy wybór ciekawych bohaterów, a przede wszystkim bardziej aktualna problematyka. Pewnie, “bajki naszego dzieciństwa” są nadal jak najbardziej “na czasie”, jeśli idzie o tematykę, ale współczesne bajki często odnoszą się do współczesnych spraw. Nie oszukujmy się, przez trzydzieści lat wiele się zmieniło. Kiedyś Reksio mógł tylko marzyć o budce telefonicznej w pobliżu swojej budy, dziś Supercyfry korzystają z komórki… Zmienia się nasz świat, zmieniają się przedmioty codziennego użytku, w naszych domach pojawiają się nowe technologie, za którymi nasze dziecko będzie chciało/musiało nadążyć, żeby w przyszłości ułatwić sobie życie. Spora część współczesnych animacji porusza wiele aktualnych problemów. Są w nich zarówno różne wartości moralne, jak i całe mnóstwo walorów edukacyjnych. I tak, jak w “bajkach naszego dzieciństwa”, nie ma w nich przemocy.
Dlatego, jeśli Wasze dziecko chce obejrzeć bajkę, to nie biegnijcie od razu do sklepu po kolejną część Reksia, ale pozwólcie mu obejrzeć coś nowego Oczywiście, nic nie zwalnia nas z obowiązku przyjrzenia się każdej animacji, bo a nuż zdarzy się jakaś czarna owca w rodzinie? Ale proszę Was, nie dajcie sobie wmówić, że teraz nie ma dobrych bajek. Bo są.
Podam Wam kilka przykładów różnych animacji, które niosą za sobą wiele walorów edukacyjnych, a zarazem są atrakcyjne graficznie, mają ciekawy scenariusz i bardzo miłych bohaterów. Są one z pewnością znane sporej części dzieci i rodziców. Niestety (albo stety), większość z nich pochodzi z ramówki CBeebies albo Mini-Mini. Nie jest to żadna reklama, po prostu moje dziecko, jeśli ogląda jakieś bajki, to właśnie na którymś z tych kanałów, z wybitną przewagą tego pierwszego. Jestem więc w nich, mniej-więcej, na bieżąco.
Oto moje propozycje:
Bracia Koala
Teletubisie
Dobranocny ogród
Supercyfry
Księżycowy Jim
Humf
Niedźwiedź w dużym niebieskim domu
Nosal i Skrob
Pinky Dinky Do
Czerwony traktorek
Charlie i Lola
Duży i mały
Tyle mi przyszło do głowy, ot, tak. Gdyby poszperać, z pewnością znalazłoby się więcej. No i poza tym są to same krótkie metraże. Bo bajek pełnometrażowych nie wyliczam, choć jest ich także sporo i równie dobrych.
Wymienione bajki widziałam osobiście i bez stresu mogę każdą z nich pokazać mojemu dwuletniemu dziecku.
Myślę, że oddałam sprawiedliwość bajkom powstałym w ciągu ostatniego dziesięciolecia Nie obrażając Reksia i reszty ferajny, nie zniechęcając bynajmniej do powracania od czasu do czasu do “bajek naszego dzieciństwa”, zachęcam również do obejrzenia niekiedy bajek “nowszej generacji”, bo one naprawdę mogą wnieść dużo urozmaicenia
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i życzę spokojnych przygotowań świątecznych
Dziecię moje — rok i prawie 9 miesięcy — telewizją zainteresowane było od zawsze. Trudno się dziwić — rodzice oglądają w nadmiarze, to i dziecku się udzieliło. Logo stacji tvn24 Mikołaj potrafił pokazać wcześniej, niż mówić “mama”
W każdym bądź razie, jakby na to nie spojrzeć, telewizor w domu jest, użytkowany, a jakże, więc i dziecko zaczęło domagać się czegoś dla siebie w tej kwestii. Jako że staramy się jednak nie być tymi najgorszymi rodzicami, co to sami oglądają, a dziecku nie pozwolą, odkryliśmy całkiem niedawno kanał CBeebies. No bo jak już coś pokazać, to lepiej, żeby to pożyteczne chociaż trochę było. Po kilku testowych dniach, które spędziłam na wnikliwej lekturze ramówki, oglądając ów kanał i obserwując reakcje Mikołaja w czasie kilku różnych emitowanych programów, nasze dziecię stało się wielbicielem dwóch: znanych wszem i wobec Teletubisiów oraz całkiem “świeżego” “Dobranocnego Ogrodu”. Ogólnie rzecz biorąc Mikołaj w telewizji “łyknie wszystko” — począwszy od reklam, przez pasek tvn24 aż po prognozę pogody, ale zazwyczaj nie wywołują one w nim takich emocji jak te dwie bajki. Oczywiście, wyjaśniam, że moje dziecię nie spędza całego dnia przed telewizorem, ale “DO” i Tubisie ogląda prawie codziennie.
źródło: www.teletubisie.swiatbajek.net
Wszyscy znacie Teletubisie. Oglądanie tego programu doprowadza mnie nie raz do wstrząsu nerwowego. Dla dorosłych ten program jest nie do przejścia. Ale jak patrzę na Mikołaja i widzę, jak przeżywa, że NooNoo wciągnął grzankę, albo jak zaśmiewa się w głos, bo Po się przewróciła, to szczęka mi opada. Co takiego jest w tych stworkach, że przyciągają uwagę dzieci? Ameryki tu nie odkryję — program zaprojektowany był przez psychologów i pedagogów, którzy, widać, znali się na robocie. Stworzenie grupki postaci, które tak silnie przemawiają do dzieci w wieku 1 – 4 lat (to jest grupa docelowa programu, ale ogólnie wiadomo, że wiek widzów jest o wiele szerszy — włączając osoby chore na Alzheimera, które też podobno uwielbiają Teletubisie), musiało być efektem wnikliwej znajomości natury upodobań małych widzów. Dziecięce zachowania bohaterów z pewnością sprawiają, że dzieci w którymś momencie zaczynają utożsamiać się z nimi. Do tego cała masa powtórzeń — nie tylko utrwala to w pamięci dziecka różne wzorce poprawnych zachowań, co przede wszystkim powoduje, że mały widz czuje się bezpieczniej i bardziej “w temacie”, gdy po raz drugi w czasie jednego odcinka ogląda na przykład jakiś filmik. Liczne powtórzenia uczą też dziecko, że jakaś konkretna czynność niesie za sobą konkretny skutek, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Widząc, jak kolejno każdy z Teletubisiów wpada do tej samej kałuży, dziecko uczy się analogii ( = jeśli idziesz dziurawą drogą chwilę po deszczu i nie patrzysz pod nogi, to wpadniesz w kałużę. Niezależnie od tego, czy jesteś Po, Tinky-Winky, Dipsy czy Lala). Ważne jest, że to każdy z bohaterów przeżywa zazwyczaj daną sytuację, a nie, że bohaterem scenki jest jedna osoba, bo właśnie tu tkwi “haczyk” uczenia dzieci analogii — zdarzyło się 4 Tubisiom, może zdarzyć się i mnie.
Jakby na to nie spojrzeć, Teletubisie chwalone są na prawo i lewo. I przyznać muszę, moim skromnym zdaniem, słusznie. W dodatku są ciągle aktualne; coraz nowe roczniki dzieci stają się ich wielbicielami, mimo że program ma już kilkanaście lat (produkowany od 1997 do 2001). Może drażnić to rodziców (nie wyłączając mnie), gdy się po raz 15 w ciągu kilku minut słyszy “Ejooo”, ale przyznać trzeba, że jest to jedna z niewielu dobrych alternatyw w kwestii oglądania tv przez dzieci.
No, istnieje w sumie jedna wada… Program powoduje rzucanie się dziecka na każdego Teletubisia spotkanego w sklepie, ze wzrokiem mówiącym: “Mamooo, weźmy go do domuuu…” (bo na szczęście moje dziecię nie potrafi jeszcze takiego zdania sklecić na głos )
Co do drugiego programu, to jest to, jak na razie, nowinka w naszym kraju. Dobranocny Ogród jest emitowany również przez CBeebies (co 4 godziny przez całą dobę, jeśli ktoś ma ten kanał nie może na to nie trafić ), o tym, by emitowała go u nas jeszcze jakaś stacja nie słyszałam dotychczas. Pewnie kwestia czasu, bo serial zdobywa popularność porównywalną z popularnością Teletubisiów. Zresztą, na zlecenie BBC wyprodukowała go ta sama wytwórnia — Ragdoll Productions (więc jak dojść do sukcesu mają już wypraktykowane). Każdy odcinek trwa mniej-więcej tyle samo co Tubisie — około 25 minut (mam na myśli telewizyjne odcinki, bo z tego, co się orientuję to np. Teletubisie na dvd trwają około godziny). Zasada jest ta sama: sympatyczne, pluszowe postaci, w każdym odcinku stałe, powtarzalne elementy — to samo powitanie w postaci piosenki każdego z bohaterów, takie samo pożegnanie — w środku programu zawsze jakaś prosta historyjka — a to Makka-Pakka rozdaje kamienie, a to Pontypiny idą na spacer, a to Upsy-Daisy gra w piłkę z Iggi-Pigglem… Takie trochę inne Teletubisie Patrząc na ten program z perspektywy rodzica podoba mi się bardziej, niż Teletubisie. Jest mniej drażniący dla dorosłego. No i powaliły mnie imiona bohaterów. Minął przynajmniej tydzień, zanim nauczyłam się je powtarzać. Brzmią dziwacznie, ale jakby znajomo, jakby dziecko je wymyśliło. Same postaci też jakby każda z innej bajki, ale wszystkie są dziećmi i każda wzbudza sympatię na swój sposób.
źródło: www.inthenightgarden.co.uk
Dlaczego “DO” podoba się dzieciom? Z tych samych powodów, co Teletubisie. Dlaczego dzieci mogą go oglądać? Też z tych samych powodów, dla których mogą oglądać Teletubisie — program zrobiony pod gust dzieci (nie mówię, że wszystkich, zdarzają się wyjątki), jest sporo powtórzeń, mili bohaterowie, ciekawe dźwięki, kolory, śmieszne — z punktu widzenia dzieci — sytuacje, przyjemna muzyka… Program ten stworzony został w roli “bajki na dobranoc” i rzeczywiście spełnia ją znakomicie — cała bajka skonstruowana jest w taki sposób, że wycisza i uspokaja dziecko. Nic, tylko oglądać
Przy okazji pisania tego posta poszperałam troszkę w sieci za gadżetami z obydwu programów. Szał na Teletubisie w Polsce widać, że lekko zmalał, ale różne figurki, maskotki, domki, puzzle i inne “niezbędniki” dzieciowe są nadal szeroko dostępne w sklepach. Nie wiem, jak to było na początku, gdy program ten zawitał na polskie ekrany, bo nie bardzo byłam nim wtedy zainteresowana. Przypuszczam, że mogło być wszystkiego trochę więcej. Tak widać jest teraz na Wyspach, gdzie bohaterowie “Dobranocnego Ogrodu” doszli do sławy i pełno jest ich na różnego rodzaju ubrankach, kubkach, zabawkach itd. U nas w sklepach jeszcze nie widziałam żadnej “Makka-Pakki”, ani nikogo innego. Jedynie na allegro można kupić parę rzeczy, pewnie zwiezionych z UK. Ale to kwestia czasu. Jeśli program trafi do szerszej grupy odbiorców, a nie tylko tych, którzy mają CBeebies, to z pewnością w sklepach zaroi się od nowych gadżetów i zabawek.
Tyle na dziś. Jak na pierwszy post to i tak sporo. Dzięki Bogu dziecię moje śpi słodko, więc mogłam spokojnie to napisać.
A gdyby ktoś był zainteresowany bliżej obydwoma programami, to odsyłam do stron oficjalnych: , . I jeszcze kawałek ze strony empiku.