Przed­szkole bez zaba­wek — co to takiego?

0

Posted by Zosia | Posted in Dzieciowiska, Logopedycznie, Mały inteligent | Posted on 11-05-2011

Tagi: , , , , , ,

Wczo­raj wcze­snym wie­czo­rem mia­łam oka­zję posłu­chać bar­dzo cie­ka­wej audy­cji w radio­wej Trójce. Tema­tem był pro­jekt podej­mo­wany od kilku lat przez war­szaw­skie przed­szkole nr 61, a mia­no­wi­cie “Przed­szkole bez zaba­wek”. Co to takiego? Tajem­nicy zdra­dzać nie będę, zachę­cam do posłu­cha­nia repor­tażu, który zamiesz­czony dziś został na stro­nie Trójki. Dodam tylko, że bar­dzo mi się ten pomysł podoba i warto byłoby wpro­wa­dzić go na więk­szą skalę.

Pole­cam zatem: “Przed­szkole bez zaba­wek” — na stro­nie krótki arty­kuł oraz nagra­nie całego reportażu.

Tutaj wyszpe­rany w ser­wi­sie radio­wej “Jedynki” — również arty­kuł oraz frag­ment do posłu­cha­nia na ten sam temat — “Naj­lep­sze zabawki są z papieru i pude­łek”.

A tu strona Przed­szkola nr 61 — sprawcy całego zamie­sza­nia :)

Nowe zna­czy gorsze?

2

Posted by Zosia | Posted in Mały inteligent, Pod mikroskopem, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 29-03-2010

Tagi: , , , , , , , , ,

W ciągu ostat­niego tygo­dnia chyba ze cztery razy spo­tka­łam się z opi­nią, że “bajki naszego dzie­ciń­stwa” (czy­taj: naszego czyli osób w oko­li­cach trzy­dziestki i wię­cej), to dopiero były bajki! Takie dobre, bez prze­mocy, takie sym­pa­tyczne… Do tego miej­sca jestem w sta­nie się zgo­dzić. Ale gdy po każ­dym z tych tek­stów usły­sza­łam: “Nie to, co dzi­siaj. Dzi­siaj już się nie robi takich bajek. Współ­cze­sne bajki ogłu­piają, fał­szują świat, są naszpi­ko­wane prze­mocą…” itd. pomy­śla­łam: NIE! To nie­prawda! Ale po kolei.

Rek­sio, Bolek i Lolek, Kre­cik, Żwirek i Mucho­mo­rek, Jacek i Agatka i tym podobni boha­te­ro­wie z pew­no­ścią mają wiele wspa­nia­łych cech. Nie można im odmó­wić cie­ka­wego sce­na­riu­sza, peł­nego życio­wych pro­ble­mów, miłych powierz­chow­no­ści i walo­rów edu­ka­cyj­nych. Mamy do nich tym więk­szy sen­ty­ment, że sami je oglą­da­li­śmy jako dzieci, a jasne jest, że to, co koja­rzy nam się pozy­tyw­nie z okre­sem dzie­ciń­stwa, uwa­żamy za coś szcze­gól­nego i naj­lep­szego. Ale warto też spoj­rzeć tro­chę kry­tycz­nie na owe pro­duk­cje. Ani to spe­cjal­nie piękne gra­ficz­nie nie było, ani szcze­gól­nie kolo­rowe… No, ale ok, i tak oglą­da­li­śmy. Koniec koń­ców, nic innego wów­czas nasza tele­wi­zja nie nada­wała. Bajki z Zachodu czy Sta­nów były rzad­ko­ścią, a na nich rażąco było widać, jak bar­dzo nasze pro­duk­cje odstają pod wie­loma wzglę­dami. Taki Kaczor Donald choćby. Albo Sco­oby­Doo, który, jak wyczy­ta­łam ostat­nio, został ani­mo­wany już pod koniec lat 60-tych, w naprawdę dobrej jako­ści gra­ficz­nej (co zresztą można zoba­czyć, bo o ile się nie mylę, to te star­sze odcinki emi­tuje w sobot­nie poranki Pol­sat). Do takiego poziomu gra­fiki “nasze” (w sen­sie pol­skie i z pobli­skich państw) bajki zaczęły docho­dzić grube kil­ka­dzie­siąt lat później.

Co więc takiego miały “bajki naszego dzie­ciń­stwa”, co czy­ni­łoby je tak wyjąt­ko­wymi? Czym wyróż­niają się na tle współ­cze­snych ani­ma­cji, że zda­rza się usły­szeć, że były takie fan­ta­styczne, a teraz to sam chłam i prze­moc? Otóż, moi dro­dzy, te bajki nie miały w sobie nic szcze­gól­nego. Mam wra­że­nie, że tylko nasz sen­ty­ment daje im tak wyso­kie miej­sce w ran­kin­gach bajek. Nie twier­dzę, że każdą z nich można zastą­pić, ale więk­szość tema­tów prze­ra­bia­nych w tych ani­ma­cjach jest obecna w nowych wytwo­rach, które z pew­no­ścią wyglą­dają o wiele cie­ka­wiej i lepiej (przy­naj­mniej w więk­szo­ści, bo, jak wia­domo, wszę­dzie może zda­rzyć się wyją­tek).
Nie­które z daw­nych ani­ma­cji są na nowo emi­to­wane, doda­wane do gazet, pako­wane w pakiety i wysta­wiane na pół­kach w empi­kach, prze­ra­biane na gry itd. Broń Boże, nie kry­ty­kuję tu żadnego Rek­sia, czy Kre­cika. Sama bar­dzo lubi­łam te bajki. Chcę tylko uzmy­sło­wić czę­ści z nas (wła­śnie tej, która tak cią­gle krzy­czy, że teraz takich dobrych bajek już nie ma!), że się myli. Że dobre bajki są reali­zo­wane. Że na ich korzyść działa nie tylko łatwiej­szy do nich dostęp (kablówka, dvd, Inter­net), ale też kolo­ry­styka, o wiele więk­szy wybór cie­ka­wych boha­te­rów, a przede wszyst­kim bar­dziej aktu­alna pro­ble­ma­tyka. Pew­nie, “bajki naszego dzie­ciń­stwa” są nadal jak naj­bar­dziej “na cza­sie”, jeśli idzie o tema­tykę, ale współ­cze­sne bajki czę­sto odno­szą się do współ­cze­snych spraw. Nie oszu­kujmy się, przez trzy­dzie­ści lat wiele się zmie­niło. Kie­dyś Rek­sio mógł tylko marzyć o budce tele­fo­nicz­nej w pobliżu swo­jej budy, dziś Super­cy­fry korzy­stają z komórki… Zmie­nia się nasz świat, zmie­niają się przed­mioty codzien­nego użytku, w naszych domach poja­wiają się nowe tech­no­lo­gie, za któ­rymi nasze dziecko będzie chciało/musiało nadą­żyć, żeby w przy­szło­ści uła­twić sobie życie. Spora część współ­cze­snych ani­ma­cji poru­sza wiele aktu­al­nych pro­ble­mów. Są w nich zarówno różne war­to­ści moralne, jak i całe mnó­stwo walo­rów edu­ka­cyj­nych. I tak, jak w “baj­kach naszego dzie­ciń­stwa”, nie ma w nich prze­mocy.

Dla­tego, jeśli Wasze dziecko chce obej­rzeć bajkę, to nie bie­gnij­cie od razu do sklepu po kolejną część Rek­sia, ale pozwól­cie mu obej­rzeć coś nowego :) Oczy­wi­ście, nic nie zwal­nia nas z obo­wiązku przyj­rze­nia się każ­dej ani­ma­cji, bo a nuż zda­rzy się jakaś czarna owca w rodzi­nie? Ale pro­szę Was, nie daj­cie sobie wmó­wić, że teraz nie ma dobrych bajek. Bo są.

Podam Wam kilka przy­kła­dów róż­nych ani­ma­cji, które niosą za sobą wiele walo­rów edu­ka­cyj­nych, a zara­zem są atrak­cyjne gra­ficz­nie, mają cie­kawy sce­na­riusz i bar­dzo miłych boha­te­rów. Są one z pew­no­ścią znane spo­rej czę­ści dzieci i rodzi­ców. Nie­stety (albo stety), więk­szość z nich pocho­dzi z ramówki CBe­ebies albo Mini-Mini. Nie jest to żadna reklama, po pro­stu moje dziecko, jeśli ogląda jakieś bajki, to wła­śnie na któ­rymś z tych kana­łów, z wybitną prze­wagą tego pierw­szego. Jestem więc w nich, mniej-więcej, na bieżąco.

Oto moje propozycje:

  • Bra­cia Koala
  • Tele­tu­bi­sie
  • Dobra­nocny ogród
  • Super­cy­fry
  • Księ­ży­cowy Jim
  • Humf
  • Niedź­wiedź w dużym nie­bie­skim domu
  • Nosal i Skrob
  • Pinky Dinky Do
  • Czer­wony traktorek
  • Char­lie i Lola
  • Duży i mały

Tyle mi przy­szło do głowy, ot, tak. Gdyby poszpe­rać, z pew­no­ścią zna­la­złoby się wię­cej. No i poza tym są to same krót­kie metraże. Bo bajek peł­no­me­tra­żo­wych nie wyli­czam, choć jest ich także sporo i rów­nie dobrych.

Wymie­nione bajki widzia­łam oso­bi­ście i bez stresu mogę każdą z nich poka­zać mojemu dwu­let­niemu dziecku.

Myślę, że odda­łam spra­wie­dli­wość baj­kom powsta­łym w ciągu ostat­niego dzie­się­cio­le­cia :) Nie obra­ża­jąc Rek­sia i reszty ferajny, nie znie­chę­ca­jąc bynaj­mniej do powra­ca­nia od czasu do czasu do “bajek naszego dzie­ciń­stwa”, zachę­cam rów­nież do obej­rze­nia nie­kiedy bajek “now­szej gene­ra­cji”, bo one naprawdę mogą wnieść dużo uroz­ma­ice­nia :)

Pozdra­wiam Was wszyst­kich ser­decz­nie i życzę spo­koj­nych przy­go­to­wań świą­tecz­nych :)

Na koniec dla przy­po­mnie­nia Reksio:

oraz pio­senka począt­kowa z Braci Koala:

Źródło, jak widać: YouTube.

Mamo, włącz mi bajkę!!!

5

Posted by Zosia | Posted in Mały inteligent, Pod mikroskopem | Posted on 28-08-2009

Tagi: , , , , , , ,

Dzie­cię moje — rok i pra­wie 9 mie­sięcy — tele­wi­zją zain­te­re­so­wane było od zawsze. Trudno się dzi­wić — rodzice oglą­dają w nad­mia­rze, to i dziecku się udzie­liło. Logo sta­cji tvn24 Miko­łaj potra­fił poka­zać wcze­śniej, niż mówić “mama” ;)

W każ­dym bądź razie, jakby na to nie spoj­rzeć, tele­wi­zor w domu jest, użyt­ko­wany, a jakże, więc i dziecko zaczęło doma­gać się cze­goś dla sie­bie w tej kwe­stii. Jako że sta­ramy się jed­nak nie być tymi naj­gor­szymi rodzi­cami, co to sami oglą­dają, a dziecku nie pozwolą, odkry­li­śmy cał­kiem nie­dawno kanał CBe­ebies. No bo jak już coś poka­zać, to lepiej, żeby to poży­teczne cho­ciaż tro­chę było. Po kilku testo­wych dniach, które spę­dzi­łam na wni­kli­wej lek­tu­rze ramówki, oglą­da­jąc ów kanał i obser­wu­jąc reak­cje Miko­łaja w cza­sie kilku róż­nych emi­to­wa­nych pro­gra­mów, nasze dzie­cię stało się wiel­bi­cie­lem dwóch: zna­nych wszem i wobec Tele­tu­bi­siów oraz cał­kiem “świe­żego” “Dobra­noc­nego Ogrodu”. Ogól­nie rzecz bio­rąc Miko­łaj w tele­wi­zji “łyknie wszystko” — począwszy od reklam, przez pasek tvn24 aż po pro­gnozę pogody, ale zazwy­czaj nie wywo­łują one w nim takich emo­cji jak te dwie bajki. Oczy­wi­ście, wyja­śniam, że moje dzie­cię nie spę­dza całego dnia przed tele­wi­zo­rem, ale “DO” i Tubi­sie ogląda pra­wie codziennie.

tubisie
źródło: www.teletubisie.swiatbajek.net

Wszy­scy zna­cie Tele­tu­bi­sie. Oglą­da­nie tego pro­gramu dopro­wa­dza mnie nie raz do wstrząsu ner­wo­wego. Dla doro­słych ten pro­gram jest nie do przej­ścia. Ale jak patrzę na Miko­łaja i widzę, jak prze­żywa, że NooNoo wcią­gnął grzankę, albo jak zaśmiewa się w głos, bo Po się prze­wró­ciła, to szczęka mi opada. Co takiego jest w tych stwor­kach, że przy­cią­gają uwagę dzieci? Ame­ryki tu nie odkryję — pro­gram zapro­jek­to­wany był przez psy­cho­lo­gów i peda­go­gów, któ­rzy, widać, znali się na robo­cie. Stwo­rze­nie grupki postaci, które tak sil­nie prze­ma­wiają do dzieci w wieku 1 – 4 lat (to jest grupa doce­lowa pro­gramu, ale ogól­nie wia­domo, że wiek widzów jest o wiele szer­szy — włą­cza­jąc osoby chore na Alzhe­imera, które też podobno uwiel­biają Tele­tu­bi­sie), musiało być efek­tem wni­kli­wej zna­jo­mo­ści natury upodo­bań małych widzów. Dzie­cięce zacho­wa­nia boha­te­rów z pew­no­ścią spra­wiają, że dzieci w któ­rymś momen­cie zaczy­nają utoż­sa­miać się z nimi. Do tego cała masa powtó­rzeń — nie tylko utrwala to w pamięci dziecka różne wzorce popraw­nych zacho­wań, co przede wszyst­kim powo­duje, że mały widz czuje się bez­piecz­niej i bar­dziej “w tema­cie”, gdy po raz drugi w cza­sie jed­nego odcinka ogląda na przy­kład jakiś fil­mik. Liczne powtó­rze­nia uczą też dziecko, że jakaś kon­kretna czyn­ność nie­sie za sobą kon­kretny sku­tek, że nic nie dzieje się bez przy­czyny. Widząc, jak kolejno każdy z Tele­tu­bi­siów wpada do tej samej kałuży, dziecko uczy się ana­lo­gii ( = jeśli idziesz dziu­rawą drogą chwilę po desz­czu i nie patrzysz pod nogi, to wpad­niesz w kałużę. Nie­za­leż­nie od tego, czy jesteś Po, Tinky-Winky, Dipsy czy Lala). Ważne jest, że to każdy z boha­te­rów prze­żywa zazwy­czaj daną sytu­ację, a nie, że boha­te­rem scenki jest jedna osoba, bo wła­śnie tu tkwi “haczyk” ucze­nia dzieci ana­lo­gii — zda­rzyło się 4 Tubi­siom, może zda­rzyć się i mnie.

Jakby na to nie spoj­rzeć, Tele­tu­bi­sie chwa­lone są na prawo i lewo. I przy­znać muszę, moim skrom­nym zda­niem, słusz­nie. W dodatku są cią­gle aktu­alne; coraz nowe rocz­niki dzieci stają się ich wiel­bi­cie­lami, mimo że pro­gram ma już kil­ka­na­ście lat (pro­du­ko­wany od 1997 do 2001). Może draż­nić to rodzi­ców (nie wyłą­cza­jąc mnie), gdy się po raz 15 w ciągu kilku minut sły­szy “Ejooo”, ale przy­znać trzeba, że jest to jedna z nie­wielu dobrych alter­na­tyw w kwe­stii oglą­da­nia tv przez dzieci.

No, ist­nieje w sumie jedna wada… Pro­gram powo­duje rzu­ca­nie się dziecka na każ­dego Tele­tu­bi­sia spo­tka­nego w skle­pie, ze wzro­kiem mówią­cym: “Mamooo, weźmy go do domuuu…” (bo na szczę­ście moje dzie­cię nie potrafi jesz­cze takiego zda­nia skle­cić na głos ;) )

Co do dru­giego pro­gramu, to jest to, jak na razie, nowinka w naszym kraju. Dobra­nocny Ogród jest emi­to­wany rów­nież przez CBe­ebies (co 4 godziny przez całą dobę, jeśli ktoś ma ten kanał nie może na to nie tra­fić ;) ), o tym, by emi­to­wała go u nas jesz­cze jakaś sta­cja nie sły­sza­łam dotych­czas. Pew­nie kwe­stia czasu, bo serial zdo­bywa popu­lar­ność porów­ny­walną z popu­lar­no­ścią Tele­tu­bi­siów. Zresztą, na zle­ce­nie BBC wypro­du­ko­wała go ta sama wytwór­nia — Rag­doll Pro­duc­tions (więc jak dojść do suk­cesu mają już wyprak­ty­ko­wane). Każdy odci­nek trwa mniej-więcej tyle samo co Tubi­sie — około 25 minut (mam na myśli tele­wi­zyjne odcinki, bo z tego, co się orien­tuję to np. Tele­tu­bi­sie na dvd trwają około godziny). Zasada jest ta sama: sym­pa­tyczne, plu­szowe postaci, w każ­dym odcinku stałe, powta­rzalne ele­menty — to samo powi­ta­nie w postaci pio­senki każ­dego z boha­te­rów, takie samo poże­gna­nie — w środku pro­gramu zawsze jakaś pro­sta histo­ryjka — a to Makka-Pakka roz­daje kamie­nie, a to Pon­ty­piny idą na spa­cer, a to Upsy-Daisy gra w piłkę z Iggi-Pigglem… Takie tro­chę inne Tele­tu­bi­sie ;) Patrząc na ten pro­gram z per­spek­tywy rodzica podoba mi się bar­dziej, niż Tele­tu­bi­sie. Jest mniej draż­niący dla doro­słego. No i powa­liły mnie imiona boha­te­rów. Minął przy­naj­mniej tydzień, zanim nauczy­łam się je powta­rzać. Brzmią dzi­wacz­nie, ale jakby zna­jomo, jakby dziecko je wymy­śliło. Same postaci też jakby każda z innej bajki, ale wszyst­kie są dziećmi i każda wzbu­dza sym­pa­tię na swój sposób.

dobranocny ogród
źródło: www.inthenightgarden.co.uk

Dla­czego “DO” podoba się dzie­ciom? Z tych samych powo­dów, co Tele­tu­bi­sie. Dla­czego dzieci mogą go oglą­dać? Też z tych samych powo­dów, dla któ­rych mogą oglą­dać Tele­tu­bi­sie — pro­gram zro­biony pod gust dzieci (nie mówię, że wszyst­kich, zda­rzają się wyjątki), jest sporo powtó­rzeń, mili boha­te­ro­wie, cie­kawe dźwięki, kolory, śmieszne — z punktu widze­nia dzieci — sytu­acje, przy­jemna muzyka… Pro­gram ten stwo­rzony został w roli “bajki na dobra­noc” i rze­czy­wi­ście speł­nia ją zna­ko­mi­cie — cała bajka skon­stru­owana jest w taki spo­sób, że wyci­sza i uspo­kaja dziecko. Nic, tylko oglą­dać ;)

Przy oka­zji pisa­nia tego posta poszpe­ra­łam troszkę w sieci za gadże­tami z oby­dwu pro­gra­mów. Szał na Tele­tu­bi­sie w Pol­sce widać, że lekko zma­lał, ale różne figurki, maskotki, domki, puz­zle i inne “nie­zbęd­niki” dzie­ciowe są nadal sze­roko dostępne w skle­pach. Nie wiem, jak to było na początku, gdy pro­gram ten zawi­tał na pol­skie ekrany, bo nie bar­dzo byłam nim wtedy zain­te­re­so­wana. Przy­pusz­czam, że mogło być wszyst­kiego tro­chę wię­cej. Tak widać jest teraz na Wyspach, gdzie boha­te­ro­wie “Dobra­noc­nego Ogrodu” doszli do sławy i pełno jest ich na róż­nego rodzaju ubran­kach, kub­kach, zabaw­kach itd. U nas w skle­pach jesz­cze nie widzia­łam żadnej “Makka-Pakki”, ani nikogo innego. Jedy­nie na alle­gro można kupić parę rze­czy, pew­nie zwie­zio­nych z UK. Ale to kwe­stia czasu. Jeśli pro­gram trafi do szer­szej grupy odbior­ców, a nie tylko tych, któ­rzy mają CBe­ebies, to z pew­no­ścią w skle­pach zaroi się od nowych gadże­tów i zabawek.

Tyle na dziś. Jak na pierw­szy post to i tak sporo. Dzięki Bogu dzie­cię moje śpi słodko, więc mogłam spo­koj­nie to napisać.

A gdyby ktoś był zain­te­re­so­wany bli­żej oby­dwoma pro­gra­mami, to odsy­łam do stron ofi­cjal­nych: Dobra­nocny Ogród, Tele­tu­bi­sie. I jesz­cze kawa­łek wer­sji pol­skiej “DO ze strony empiku.