Moje dziecko się jąka! — i co dalej?

1

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 17-06-2011

Tagi: , , , , , , , , , ,

Od pew­nego czasu obser­wu­jemy u Miko­łaja momenty, gdy się jąka. Ma obec­nie trzy i pół roku i, póki co, jego nie­płyn­ność mowy nie musi być niczym nie­po­ko­ją­cym. Ale może zda­rzyć się, że jakiś czyn­nik nega­tywny zmieni tę nie­płyn­ność w jąka­nie wcze­sno­dzie­cięce. Czy można temu zapo­biec i jeśli tak, to jak? Czym jest jąka­nie, a czym roz­wo­jowa nie­płyn­ność mowy? O tym i o temu podob­nych pro­ble­mach będzie ten wpis. Wybacz­cie mi, jeśli wyj­dzie zbyt długi, ale jąka­nie to temat rzeka :)

Wia­do­mym jest, że roz­wój mowy dziecka prze­biega eta­pami. Początki to roz­wój pre­na­talny, następ­nie pierw­szy krzyk i kolejne mie­siące i lata przy­no­szące, w przy­padku dziecka zdro­wego, stop­niowe postępy w zakre­sie komu­ni­ka­cji języ­ko­wej. Poszcze­gól­nym okre­som roz­woju i kształ­to­wa­nia się mowy dzieci poświęcę wkrótce odrębny wpis, dziś sku­pię się na jąka­niu, bo chcę poka­zać, iż te dwie rze­czy w pew­nym momen­cie mogą się zazębiać.

Każde dziecko ma sobie wła­ściwe tempo roz­woju. Jedno zaczyna mówić wcze­śniej, inne póź­niej. Jedne zaczy­nają się jąkać, inne nie. Jedne jąka­jące się, mówiąc potocz­nie “wyra­stają” z tego, innym jąka­nie pozo­staje. O co chodzi?

Warto roz­róż­nić na początku dwie rze­czy. Pierw­sza to roz­wo­jowa nie­płyn­ność mowy, zwana też jąka­niem roz­wo­jo­wym. Poja­wia się (może, ale nie musi!) przed pią­tym rokiem życia wsku­tek inten­syw­nego roz­woju mowy. Dziecko szybko wzbo­gaca swój słow­nik, przy­swaja reguły gra­ma­tyczne, roz­wija myśle­nie. Jed­no­cze­śnie arty­ku­la­cyj­nie może (i ma prawo) jesz­cze sobie nie radzić. Nie zawsze potrafi wypo­wie­dzieć to, co chcia­łoby prze­ka­zać. Wów­czas może poja­wić się nie­płyn­ność i nie powinno nas to dzi­wić. Ile razy my, doro­śli, mówimy nie­płyn­nie, wręcz jąkamy się, gdy nie potra­fimy od razu dobrać odpo­wied­nich słów lub jeste­śmy zmę­czeni? Postaw­cie się na miej­scu trzy­latka, który odkrył coś nowego, chce nam to szybko opo­wie­dzieć, a tu nie dość, że stają mu na dro­dze trudne do wypo­wie­dze­nia pol­skie gło­ski, to jesz­cze stara się dobrać odpo­wied­nie słowa i zasto­so­wać do nich jakieś reguły gra­ma­tyczne. To ciężka praca dla takiego malu­cha i nic w tym dziw­nego, że w cza­sie wypo­wia­da­nia zda­nia “zasta­na­wia się” nad nim, a prze­ja­wia się to, nie­kiedy, w for­mie wokal­nej.
Jeśli dziecko nie jest gene­tycz­nie obcią­żone jąka­niem lub nie ma w pobliżu nie­pra­wi­dło­wych wzor­ców nie­płyn­nej wymowy, to sprawa, zazwy­czaj wydaje się dość pro­sta — nie­płyn­ność powinna sama ustąpić.

Co więc powinni robić rodzice w przy­padku jąka­nia roz­wo­jo­wego? Nic! A dokład­niej: zosta­wić malu­cha w spo­koju. Nie uświa­da­miać, nie pona­glać, nie prze­ry­wać. Dać się wyga­dać, rozu­mieć, mówić do malu­cha płyn­nie i wyraź­nie, nie zwra­cać (ale tylko pozor­nie!) uwagi na jego nie­płyn­ność. Bo, rzecz jasna, obser­wo­wać ją trzeba. Jeśli tylko Was coś zanie­po­koi lub gdy dziecko zacznie uświa­da­miać sobie, że się jąka (lub ktoś z zewnątrz zwróci mu na to uwagę), jeśli zaczną się przy tym poja­wiać pro­blemy odde­chowe pod­czas mówie­nia, napię­cia mię­śniowe, lęk przed mówie­niem (logo­fo­bia), albo gdy nie­płyn­ność zacznie się pogłę­biać zamiast ustę­po­wać wraz z wie­kiem dziecka, nie powin­ni­ście cze­kać, lecz umó­wić się na wizytę do logo­pedy. Naj­le­piej do takiego, który ma już za sobą doświad­cze­nie z oso­bami jąka­ją­cymi się, na początku bowiem może być trudno odróż­nić jąka­nie roz­wo­jowe od wczesnodziecięcego.

Czym jest jąka­nie wcze­sno­dzie­cięce i skąd się bie­rze? Przy­czyny powsta­nia tego zabu­rze­nia nie są w pełni znane. Może być ich całe mnó­stwo, począw­szy od bez­po­śred­niego czyn­nika stre­su­ją­cego (np. dziecko prze­żyło traumę i zaczęło się jąkać), poprzez już wspo­mniane dzie­dzi­cze­nie, zwra­ca­nie uwagi dziecku, że się jąka wów­czas, gdy ono prze­cho­dzi aku­rat etap roz­wo­jo­wej nie­płyn­no­ści mowy, aż po opóź­niony roz­wój mowy czy błędne wzorce mowy (np. opie­kunka dziecka jąka się). Jąka­nie wcze­sno­dzie­cięce to zabu­rze­nie płyn­no­ści mowy, któ­remu zazwy­czaj towa­rzy­szy napię­cie mię­śniowe. Jest to, wg. Zbi­gniewa Tar­kow­skiego, zabu­rze­nie obser­wo­wane na wielu płasz­czy­znach — bio­lo­gicz­nej (np. wspo­mniane napię­cie, objawy wege­ta­tywne tj. poce­nie się, bled­nię­cie itd.), języ­ko­wej (np. jak czę­sto wystę­puje nie­płyn­ność, w jakich miej­scach wypo­wie­dzi itd.), psy­cho­lo­gicz­nej (np. lęk przed mówie­niem, stres, fru­stra­cja…) oraz spo­łecz­nej (miej­sca czy ilość roz­mów­ców, przy któ­rych dziecko się jąka itd.). Nie będę się tutaj roz­pi­sy­wać, bo odsy­łam zain­te­re­so­wa­nych do lek­tury. Podam ją na końcu wpisu. Warto mieć jed­nak świa­do­mość czym obja­wia się zwy­kła roz­wo­jówka od jąka­nia, które powinno zanie­po­koić i wymaga inter­wen­cji terapeutycznej.

W książce mojego ulu­bio­nego pro­fe­sora ze stu­diów logo­pe­dycz­nych — prof. Zbi­gniewa Tar­kow­skiego, spe­cja­li­sty od jąka­nia — zna­la­złam zesta­wie­nie jąka­nia roz­wo­jo­wego i wcze­sno­dzie­cię­cego pod wzglę­dem cech róż­ni­cu­ją­cych. Pozwolę sobie je tutaj tro­chę przytoczyć.

I tak, przy jąka­niu rozwojowym:

  • nie obser­wu­jemy napię­cia mięśniowego
  • powta­rzane są zazwy­czaj sylaby, wyrazy, wystę­pują pauzy w mówie­niu i rewi­zje (dziecko popra­wia w trak­cie swą wypo­wiedź, np. I kotek poszła… poszedł)
  • prze­waż­nie dziecko wyma­wia nie­płyn­nie spój­niki i przyimki
  • nie wystę­puje świa­do­mość zabu­rze­nia i lęk przed mówieniem
  • okresy nie­płyn­no­ści skra­cają się z wie­kiem, a okresy poprawy wydłu­żają się

Nato­miast przy jąka­niu wcze­sno­dzie­cię­cym (patologicznym):

  • obser­wu­jemy napię­cie mięśniowe
  • mogą wystą­pić uwa­run­ko­wa­nia gene­tyczne (ale jak już napi­sa­łam — mogą, ale nie muszą. Jeśli dziecko ma płyn­nie mówią­cych rodzi­ców i tak, nie­stety, nic nie stoi na prze­szko­dzie, by jego nie­płyn­ność roz­wo­jowa prze­ro­dziła się w jąkanie)
  • wystę­puje prze­cią­ga­nie gło­sek, powta­rza­nie róż­nych czę­ści zda­nia, wyrazu, sylab, gło­sek (czyli w skró­cie: jąka­nie może wystą­pić w każ­dym miej­scu zda­nia); wystę­puje blo­ko­wa­nie wypo­wie­dzi, liczne rewi­zje, pauzy oraz embo­lo­fa­zje (wtrą­ca­nie do wypo­wie­dzi licz­nych i nic nie zna­czą­cych: yyy, eee… — takich “wypeł­nia­czy” zdaniowych)
  • naj­czę­ściej wyma­wiane są nie­płyn­nie rze­czow­niki i czasowniki
  • zazwy­czaj wystę­puje świa­do­mość zabu­rze­nia i stop­niowo poja­wia się logofobia
  • z wie­kiem nie­płyn­ność zwięk­sza się, a okresy poprawy skra­cają się
  • mogą wystą­pić tiki lub współ­ru­chy (ruchy wyko­ny­wane dodat­kowo pod­czas mówie­nia — coś w stylu wspo­ma­ga­czy wypowiedzi)(Tarkowski, 1997)

Kochani, jeśli zaob­ser­wo­wa­li­ście jakieś objawy pierw­szej — roz­wo­jo­wej — nie­płyn­no­ści mowy u swego dziecka, obser­wuj­cie ją pil­nie i dzia­łaj­cie pro­fi­lak­tycz­nie. Pro­fi­lak­tyka roz­wo­jówki polega przede wszyst­kim na nie­uświa­da­mia­niu dziecka i na dostar­cza­niu pra­wi­dło­wego wzorca mowy poprzez wła­sną płynną. Wszystko to jest jed­nak dość ogra­ni­czone, ponie­waż my, jako rodzice, możemy sta­rać się zapo­bie­gać utrwa­le­niu jąka­nia roz­wo­jo­wego, nato­miast “uczynne” dziecko sąsiada lub nie­do­uczona wycho­waw­czyni w przed­szkolu (nie obra­ża­jąc przed­szko­la­nek, zwłasz­cza tych douczo­nych) mogą zwró­cić malu­chowi uwagę na jego “pro­blem” i tro­chę nam się sprawa skom­pli­kuje. Udaj­cie się wtedy po poradę do logo­pedy, by jak naj­szyb­ciej zadzia­łać tera­peu­tycz­nie i nie dopu­ścić do roz­woju zaburzenia.

Jeśli nato­miast zaob­ser­wo­wa­li­ście u swo­jego dziecka objawy jąka­nia wcze­sno­dzie­cię­cego — nie zasta­na­wiaj­cie się, tylko umów­cie się do logo­pedy od razu. On zbada dziecko, ustali pro­gram tera­pii i zacznie pracę z Waszym dziec­kiem. Nie baga­te­li­zuj­cie, pro­szę, kwe­stii jąka­nia. Bada­nia wyka­zują, że jąka się około 1% doro­słych i około 4% dzieci (w tym czę­ściej chłopcy niż dziew­czynki). Pro­blem jest więc istotny, zwłasz­cza, że dla osób jąka­ją­cych się ich zabu­rze­nie bar­dzo czę­sto jest sprawą wsty­dliwą i, przede wszyst­kim, utrud­nia­jącą życie.

Jedno jest pewne — jąka­nia nie da się wyle­czyć jedną tabletką, zio­łami czy wizytą u bio­ener­go­te­ra­peuty lub zna­chora. Potrzebna jest tutaj tera­pia kom­plek­sowa, pole­ga­jąca na zasto­so­wa­niu sze­regu metod wspie­ra­ją­cych płyn­ność mowy, popra­wia­ją­cych oddech, relak­sa­cyj­nych i innych, któ­rymi posłu­guje się każdy, przy­go­to­wany do tera­pii mowy, logo­peda. Dobrze o tym pamiętać.

A oto lek­tury, które mogę z czy­stym sumie­niem pole­cić:
Tar­kow­ski Zbi­gniew: Jąka­nie. Księga pytań i odpo­wie­dzi. wyd. Har­mo­nia, Gdańsk 2010
Tar­kow­ski Zbi­gniew: Jąka­nie wcze­sno­dzie­cięce. WSiP, War­szawa 1997
Tar­kow­ski Zbi­gniew: Psy­cho­so­ma­tyka jąka­nia. Dla­czego osoby jąka­jące się mówią płyn­nie. Ora­tor, Lublin 2007
Chę­ciek Mie­czy­sław: Jąka­nie. Dia­gnoza — Tera­pia — Pro­gram. wyd. Impuls, Kra­ków 2010
Kamiń­ska Dorota: Wspo­ma­ga­nie płyn­no­ści mowy dziecka. wyd. Impuls, Kra­ków 2010

Mikolaj

Przed­szkole bez zaba­wek — co to takiego?

0

Posted by Zosia | Posted in Dzieciowiska, Logopedycznie, Mały inteligent | Posted on 11-05-2011

Tagi: , , , , , ,

Wczo­raj wcze­snym wie­czo­rem mia­łam oka­zję posłu­chać bar­dzo cie­ka­wej audy­cji w radio­wej Trójce. Tema­tem był pro­jekt podej­mo­wany od kilku lat przez war­szaw­skie przed­szkole nr 61, a mia­no­wi­cie “Przed­szkole bez zaba­wek”. Co to takiego? Tajem­nicy zdra­dzać nie będę, zachę­cam do posłu­cha­nia repor­tażu, który zamiesz­czony dziś został na stro­nie Trójki. Dodam tylko, że bar­dzo mi się ten pomysł podoba i warto byłoby wpro­wa­dzić go na więk­szą skalę.

Pole­cam zatem: “Przed­szkole bez zaba­wek” — na stro­nie krótki arty­kuł oraz nagra­nie całego reportażu.

Tutaj wyszpe­rany w ser­wi­sie radio­wej “Jedynki” — również arty­kuł oraz frag­ment do posłu­cha­nia na ten sam temat — “Naj­lep­sze zabawki są z papieru i pude­łek”.

A tu strona Przed­szkola nr 61 — sprawcy całego zamie­sza­nia :)

Co nieco o roz­woju psy­cho­ru­cho­wym dziecka — reflek­sja po lek­tu­rze książki E.Minczakiewicz

0

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Moja czytelnia, Pod mikroskopem | Posted on 30-04-2011

Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

huśtawka

Gdy uro­dził się Miko­łaj, nie było mie­siąca, byśmy nie spraw­dzali w róż­nego rodzaju pod­ręcz­ni­kach z psy­cho­lo­gii roz­wo­jo­wej, porad­ni­kach i innych podob­nego typu książ­kach, czy jego roz­wój prze­biega pra­wi­dłowo. I to wła­śnie dzięki jed­nej z takich pozy­cji doszli­śmy do tego, że ruchowo Miko­łaj lekko odsta­wał od rówie­śni­ków, co spo­wo­do­wało cały ciąg wyda­rzeń (dzięki nim wylą­do­wał na reha­bi­li­ta­cji i obec­nie, w wieku lat 3 i 5 mie­sięcy, roz­wija się już w normie).

Wielu mło­dych rodzi­ców, jesz­cze długo po przy­wie­zie­niu maluszka ze szpi­tala do domu, czuje się jak żółtodzioby — nowe życie roz­wija się, a oni nie do końca mają pew­ność, czy roz­wój ten mie­ści się w sze­roko rozu­mia­nej nor­mie, czy może nad czymś trzeba zasta­no­wić się głę­biej. Nic w tym dziw­nego — coraz czę­ściej mło­dzi ludzie wycho­wują dzieci z dala od ich dziad­ków, w innych mia­stach czy odle­głych czę­ściach kraju. Wie­dza doty­cząca wycho­wa­nia pocie­chy, prze­ka­zy­wana z poko­le­nia na poko­le­nie (nie­kiedy też już i prze­sta­rzała), zaczyna być wypie­rana przez nowo­cze­sne porad­niki i fora inter­ne­towe, które nie­kiedy zdają się obie­cy­wać złote góry w zamian za to, że choćby przej­rzymy kilka stron lub prze­czy­tamy kilka postów. Jak w tym buszu “dobrych” rad wyszu­kać coś naprawdę cennego?

minczakiewicz okładka
Publi­ka­cja okładki za zgodą ibuk.pl

Książka, którą chcę Wam dziś pole­cić jest warta bliż­szej zna­jo­mo­ści. Autorką jest Elż­bieta Min­cza­kie­wicz, znana z wielu pozy­cji doty­czą­cych roz­woju dzieci, zagad­nień zwią­za­nych z kształ­to­wa­niem mowy. “Roz­wój psy­cho­ru­chowy dziecka” to porad­nik skie­ro­wany wprost do rodzi­ców małych dzieci (od 0 do 36 mie­siąca życia + roz­sze­rze­nie o kom­pe­ten­cje spo­łeczne dzieci do lat 7). Przy­stęp­nym, pro­stym i przede wszyst­kim zwię­złym (bo który z mło­dych rodzi­ców ma pod­czas opieki nad absor­bu­ją­cym mal­cem na tyle czasu, by czy­tać opa­słe tomi­ska?) języ­kiem opi­suje na czym polega tzw. norma roz­wo­jowa, jak zacho­wuje się pra­wi­dłowo roz­wi­ja­jące się dziecko oraz jakie zacho­wa­nia mogą lub powinny wzbu­dzić nie­po­kój rodzi­ców. Autorka radzi przede wszyst­kim to, co z pew­no­ścią więk­szość rodzi­ców czyni — wni­kliwą obser­wa­cję pocie­chy. Nie zosta­wia jed­nak czy­tel­nika z pustymi rękoma. Daje mu narzę­dzie, któ­rym może wspie­rać się przy tym “pod­pa­try­wa­niu” roz­woju — tzw. Kartę obser­wa­cji. Przy­znam, że tro­chę żałuję, iż ta książka nie tra­fiła do moich rąk wcze­śniej — dzięki wspo­mnia­nej Kar­cie byłaby czymś na kształt “pamięt­nika” dzie­cię­cych umie­jęt­no­ści, które — jeśli nie zapi­sy­wane — gdzieś z cza­sem umy­kają. Kwe­stio­na­riusz ten uło­żyła sama Autorka, w opar­ciu o opra­co­wa­nia naukowe oraz wie­lo­let­nie doświad­cze­nie zwią­zane z dia­gno­zo­wa­niem i obser­wo­wa­niem roz­woju dzieci.

Nie będę wyja­śniać Wam zasad wypeł­nia­nia tej Karty, bo zachę­cam do samo­dziel­nej lek­tury. Pro­wa­dze­nie jej daje rodzi­com pewny pogląd na to, jak roz­wija się ich malu­szek — pra­wi­dłowo, har­mo­nij­nie, czy może są jakieś sfery, które nieco “kuleją”. Przy oka­zji, w dal­szych roz­dzia­łach E.Minczakiewicz pod­po­wiada czy­tel­ni­kom gdzie udać się, jeśli zanie­po­koi ich coś doty­czą­cego roz­woju pocie­chy, przy­bliża poję­cie ośrod­ków wcze­snej inter­wen­cji, a nawet podaje ich adresy w więk­szych mia­stach Pol­ski oraz poleca strony inter­ne­towe naprawdę pomocne i rze­telne

Kochani, nie piszę wię­cej — do księ­garni po książkę! Albo do ibuk.pl — można sobie ją wypo­ży­czyć za nie­wielką sumę. Miłej lek­tury :)

Min­cza­kie­wicz E., “Roz­wój psy­cho­ru­chowy dziecka”, Ofi­cyna Wydaw­ni­cza “Impuls”, Kra­ków 2009

Eko­klocki

1

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Pod mikroskopem, Zabawowo | Posted on 19-04-2011

Tagi: , , , ,

ekoklocki

Dziś tak na szybko. Wła­śnie prze­glą­da­łam sobie arty­kuły Pawła Zawit­kow­skiego na edziecko.pl i tra­fi­łam na takie coś: eko­klocki. Pomysł bar­dzo mi się spodo­bał. Być może nie jest do końca wyko­nalny dla malu­chów w wieku lat 2 – 3 (choć kto wie), ale dla cztero-pięciolatków już na pewno. Młod­szaki z pew­no­ścią mogą się zain­te­re­so­wać samą “babra­niną” w masie — jakby na to nie spoj­rzeć — o dość ory­gi­nal­nym dla dziecka skła­dzie. Nowe doświad­cze­nie dla zmy­słu dotyku oraz praca nad moto­ryką małą — czego chcieć wię­cej? :)

Po co komu logopeda?

3

Posted by Zosia | Posted in Logopedycznie, Pod mikroskopem, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 21-03-2011

Tagi: , , , , , , ,

No wła­śnie — po co? Laikowi logo­peda koja­rzy się zazwy­czaj z jed­nym — z kobietą (tak, to nie pomyłka, mimo że w sze­re­gach tera­peu­tów mowy są męż­czyźni, więk­szość ankie­to­wa­nych w tej roli obsa­dza płeć żeńską) sie­dzącą w gabi­ne­cie z lustrem i demon­stru­jącą ćwicze­nia żuchwy oraz pra­wi­dłową wymowę kon­kret­nych gło­sek. Takie wyniki badań na temat wize­runku zawo­do­wego (czyli logo­pe­dzi o sobie samych) oraz spo­łecz­nego (czyli nie-logopedzi o logo­pe­dach) tera­peu­tów mowy prze­czy­ta­łam kilka dni temu w książce pod redak­cją M.Młynarskiej i T.Smereki “Logo­pe­dia. Teo­ria i prak­tyka”. Arty­kuł, w któ­rym ana­li­zo­wano owe bada­nia, był autor­stwa prof.Zbigniewa Tar­kow­skiego — auto­ry­tetu z dzie­dziny zabu­rzeń mowy, jed­nego z moich ulu­bio­nych wykła­dow­ców na logo­pe­dii. Zresztą sam prof.Tarkowski był bada­czem tego tematu, nie tylko interpretującym.

Wyniki badań z jed­nej strony zasko­czyły mnie, a z dru­giej… Z dru­giej, to chyba jed­nak pod­świa­do­mie czu­łam, że tak się logo­peda ludziom koja­rzy. Zbyt mało ludzi korzy­sta z usług tera­peu­tów mowy. Zbyt mało — wobec tego, jakie są realne potrzeby. Wynika to z wielu przy­czyn: finan­so­wych (tera­pia kosz­tuje, a na nfz ter­miny są takie, że szkoda gadać), cza­so­wych (jak już pisa­łam — tera­pia kosz­tuje… także poświę­ce­nie kon­kret­nej ilo­ści czasu w ciągu dnia), środo­wi­sko­wych (star­sza pani po wyle­wie, miesz­ka­jąca na wsi nie ma dostępu do logo­pedy, który pomógł by przy afa­zji) ale także z powodu nie­wie­dzy.
I nad tym ostat­nim się pochylę. Część ludzi w ogóle nie wie, że ktoś taki jak logo­peda ist­nieje. Część wie, ale nie powie (czym się ten ktoś zaj­muje), bo nie wie. Część wie z czym skleić logo­pedę — ale są to tylko wady wymowy, ewen­tu­al­nie zaję­cia dla przed­szko­la­ków “by ładnie mówiły”. Część (ci, któ­rzy mieli oka­zję korzy­stać z porząd­nej tera­pii) wie, ale się z tą wie­dzą nie obnosi, więc przy­ja­ciele kró­lika nadal żyją w niewiedzy.

Bo i skąd ludzie mają wie­dzieć z czym iść do logo­pedy? W szkole tego nie tłu­ma­czą. Lekarz albo skie­ruje, albo stwier­dzi, że sam pomoże w jakimś zabu­rze­niu. A żeby jakaś kam­pa­nia spo­łeczna pro­mu­jąca ten zawód się poja­wiła, to chyba tylko na cud liczyć można. A przy­da­łaby się. Jąkasz się? Idź do logo­pedy. On spoj­rzy na twoje zabu­rze­nie z per­spek­tywy wielu płasz­czyzn — spo­łecz­nej, psy­cho­lo­gicz­nej, lin­gwi­stycz­nej i bio­lo­gicz­nej. Jesteś nauczy­cie­lem i po prze­pra­co­wa­nym dniu męczy cię chrypka, tra­cisz głos lub boli cię gar­dło? Idź do logo­pedy. On pokaże ci ćwicze­nia emi­sji głosu i nauczy pra­wi­dłowo posłu­gi­wać się gło­sem. Bie­rzesz udział w kon­kur­sach recy­ta­tor­skich, czę­sto prze­ma­wiasz lub śpie­wasz publicz­nie? Masze­ruj do logo­pedy Pomoże ci wyćwi­czyć dyk­cję oraz ope­ro­wać odde­chem. Ktoś z two­ich bli­skich miał wylew i ma pro­blemy z komu­ni­ka­cją, pra­wi­dłową wymową lub zdia­gno­zo­wano mu afa­zję? Zapro­wadź go do logo­pedy. On zapla­nuje tera­pię mowy i myśle­nia, bo do tego jest przy­go­to­wany. Jesteś rodzi­cem nie­mow­laka? Idź do logo­pedy. Pokaże ci jak możesz wspie­rać roz­wój mowy i arty­ku­la­to­rów swo­jego malu­cha, dora­dzi sty­mu­lu­jące zabawy lub nauczy masażu twa­rzy. Twoje dziecko ma dys­lek­sję? Logo­peda potrafi się nim zająć…

Mogła­bym tak pisać i pisać. To zale­d­wie namiastka góry zabu­rzeń oraz sytu­acji, w któ­rych logo­peda jest nie tyle przy­datny, co wręcz konieczny. Oczy­wi­ście — zazwy­czaj dana osoba spe­cja­li­zuje się w jakiejś sfe­rze bądź kon­kret­nych kilku zabu­rze­niach, jed­nak ma (a przy­naj­mniej powinna mieć) ogólne poję­cie na temat więk­szo­ści przed­mio­tów badań logo­pe­dii. I nawet jeśli nie zaj­muje się czyn­nie danym pro­ble­mem, wie, do kogo cię skie­ro­wać po pomoc.

Jakby jed­nak na to nie spoj­rzeć, logo­peda to zawód wciąż mało znany wśród poten­cjal­nych klien­tów (lub pacjen­tów, jak kto woli). A nie­sa­mo­wi­cie pomocny. Nie ma ktoś środ­ków do wyko­rzy­sta­nia na prze­pro­wa­dze­nie spo­łecz­nej kam­pa­nii? Chęt­nie się udzielę.

To pisa­łam ja, wasza dzie­cio­wi­skowa blo­go­wiczka, która w tym roku koń­czy pody­plo­mówkę z logo­pe­dii i już roz­gląda się za pracą w nowym zawo­dzie. Można prze­sy­łać oferty :)

P.S. Poja­wiła się nowa kate­go­ria wpi­sów — “Logo­pe­dycz­nie”. Od tej pory część moich zre­ak­ty­wo­wa­nych wpi­sów będzie odno­siła się do zagad­nień wła­śnie z tej dzie­dziny. Oczy­wi­ście, w tema­cie oko­ło­dzie­cię­cym, bo to prze­cież blog o dzie­ciach :)