Czu­pury i inne zabawy z wyobraźnią” — książka, którą warto mieć!

0

Posted by Zosia | Posted in Moja czytelnia, Pod mikroskopem, Zabawowo | Posted on 31-05-2010

Tagi: , , , , , , , , ,

Kilka tygo­dni temu w księ­gar­niach poja­wiła się nowa książka z pro­po­zy­cjami zabaw dla dzieci — “Czu­pury i inne zabawy z wyobraź­nią” Odety Moro-Figurskiej i Ewy Ulrich-Załęskiej. Czę­sto i gęsto rekla­mo­wana w radiu, któ­rego słu­cham w samo­cho­dzie, wzbu­dziła moje zain­te­re­so­wa­nie (no, dobra, moja sym­pa­tia do Michała Figur­skiego też ode­grała swoją rolę ;) ).

Kilka dni po pre­mie­rze ude­rzy­łam więc do Empiku, by obej­rzeć owo
bele­try­styczne cudo. Przy­znam się szcze­rze i bez bicia, że byłam scep­tycz­nie nasta­wiona do kolej­nej tego typu książki. Podob­nych pozy­cji na rynku jest mnó­stwo — przy­naj­mniej jeśli idzie o tema­tykę, bo z reali­za­cją bywa róż­nie. No i są przede wszyst­kim moje ulu­bione “Zabawy fun­da­men­talne”, które, mogłoby się wyda­wać, wyczer­pują temat. Ponadto zasta­na­wiało mnie autor­stwo — na ile to rze­czy­wi­ście war­to­ściowa i cie­kawa książka, a na ile tek­sty o wszyst­kim i o niczym zna­nych w róż­nych środo­wi­skach Pań. Ale oka­zało się, że zosta­łam bar­dzo mile zasko­czona! Książka, po prze­wer­to­wa­niu, tak bar­dzo przy­pa­dła mi do gustu, że nie mogłam się oprzeć posia­da­niu jej na wła­sność.

Zacznę od tego, co pierw­sze “rzuca się w oczy” czyli od gra­fiki i oprawy. Książka od pierw­szego wra­że­nia przy­ciąga kolo­ry­styką i pięk­nymi foto­gra­fiami. Zarówno rysunki jak i zdję­cia są bar­dzo pomy­słowe, nadają książce bar­dzo żywy, rado­sny cha­rak­ter — wspa­niale oddają nastrój zabawy. Sty­li­za­cja foto­gra­fii jest pro­sta i dla­tego tak bar­dzo przy­ciąga uwagę — pięk­nie ilu­struje nastrój wspól­nie spę­dza­nego z rodziną czasu.

Co do tre­ści, to być może sam pomysł z walo­rami edu­ka­cyj­nymi nie jest czymś odkryw­czym (mamy to już choćby we wspo­mnia­nych ZF), ale z pew­no­ścią bar­dzo przy­datny. Nato­miast same pomy­sły zabaw zro­biły na mnie wiel­kie wra­że­nie, wzbu­dziły zachwyt oraz wskrze­siły posta­no­wie­nie, by prze­te­sto­wać je w przy­szło­ści (a nie­które już teraz) na moim dziecku. Sporo jest takich, które łatwiej wyko­nać ze star­szym niż dwu­la­tek dziec­kiem, jed­nak część z nich można wypró­bo­wać w 100% a część dosto­so­wać do wła­snych potrzeb i moż­li­wo­ści. Pomy­sły zabaw z “Czu­pu­rów” są tak pory­wa­jące i cie­kawe, że po prze­czy­ta­niu kilku od razu mia­łam ochotę je wyko­nać. Jed­no­cze­śnie — co jest naj­więk­szą zaletą owych zaba­wo­wych prze­pi­sów — są pro­ste do wyko­na­nia. Do więk­szo­ści z nich (o ile nie do wszyst­kich) potrzebne są przed­mioty i pro­dukty, które zazwy­czaj znaj­dują się w każ­dym pol­skim domu. Żadna mama, bab­cia czy cio­cia nie mają w obli­czu tej książki wytłu­ma­cze­nia, iż nie będą bawić się z dziec­kiem, bo nie mają czym. Nie trzeba dro­gich zaba­wek, by wesoło spę­dzić czas z malu­chem (albo i star­sza­kiem ;) ). Wystar­czy wła­sna pomy­sło­wość lub posił­ko­wa­nie się pro­po­zy­cjami z “Czu­pu­rów” i super-zabawa gotowa :)

Cie­ka­wym pomy­słem jest podział zabaw na… pomiesz­cze­nia lub oko­licz­no­ści, w któ­rych dany prze­pis można zre­ali­zo­wać. Są takie zabawy, które można wyko­nać w kuchni, albo takie, które koniecz­nie trzeba prze­te­sto­wać w łazience. Są też pro­po­zy­cje do wyko­rzy­sta­nia w trak­cie podróży samo­cho­dem oraz takie, któ­rymi można zająć małego cho­ruszka. Każda opi­sana w przej­rzy­sty spo­sób — włącz­nie z listą “pro­duk­tów” oraz dokład­nym sce­na­riu­szem.

W książce można też zna­leźć kilka porad eks­per­tów — zazwy­czaj spon­so­rów książki. Nie­które są bar­dziej cie­kawe, inne mniej — ale obu­rzać się nie ma o co, gdyż bez kon­kret­nego wspar­cia finan­so­wego książka ta pew­nie nie mogłaby uka­zać się w takim nakła­dzie. Ważne jest wszakże, że owe spon­so­ro­wane porady nie prze­szka­dzają w przy­swa­ja­niu tre­ści naj­bar­dziej inte­re­su­ją­cej :)

Tyle, Kochani, o książ­ko­wej nowo­ści. Z czy­stym sumie­niem pole­cam wszyst­kim rodzi­com, dziad­kom, cio­ciom i wuj­kom oraz opie­kun­kom. Znaj­dzie­cie tu wiele ory­gi­nal­nych pomy­słów na wesołe i odkryw­cze zabawy z dzie­cia­kami w róż­nym wieku. Nie ma się co wsty­dzić szu­ka­nia goto­wych roz­wią­zań na spę­dze­nie czasu z malu­chem. Nawet naj­bar­dziej prze­bo­jowa cio­cia miewa gor­szy dzień i wtedy taki porad­nik jest jak zna­lazł!
Być może teraz zabrzmi to jak tekst z arty­kułu spon­so­ro­wa­nego (a nie­stety, taki nie jest), ale powiem to: Sztur­mem do księ­garni po “Czu­pury”. A kto nie kupi… ten trąba! ;)

Oswa­jamy dzie­cięce lęki

1

Posted by Zosia | Posted in Nerwy w konserwy, Pod mikroskopem, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 02-05-2010

Tagi: , , , , , , , ,

Dziś krótko, zwięźle i na temat.

Miko­łaj przez bar­dzo długi czas dosta­wał histe­rii pod­czas każ­dej wizyty u leka­rza. Jak już ewen­tu­al­nie udało nam się wejść bez pła­czu do gabi­netu, to każda próba zbli­że­nia się spe­cja­li­sty do Micha koń­czyła się dra­ma­tem i — nie­stety — zazwy­czaj wyko­ny­wa­niem bada­nia na siłę, bo żadne tłu­ma­cze­nia nie działały.

Aż tu nagle przy­szła nam z pomocą pewna zabawka. Kilka mie­sięcy temu za punkty z karty Smart na sta­cji ben­zy­no­wej zamó­wi­li­śmy dla Micha taką wali­zeczkę z zesta­wem lekar­skim (firmy Klein). Zabawka wyglą­dała cał­kiem cie­ka­wie, dobrej jako­ści, z czy­stym sumie­niem mogę polecić.

zestaw_lekarski_Klein
fot. ze strony www.mdziecko.pl

Nowa zabawka — nowa zabawa. Mamy sprzęt, więc możemy bawić się w leka­rza. Raz Miko­łaj był leka­rzem, raz ja, kiedy indziej Mariusz. Pacjenci też bywali różni — począw­szy od domow­ni­ków, a skoń­czyw­szy na wszel­kich maskot­kach a nawet boha­te­rach ksią­że­czek. Miko­łaj badał ser­duszka ste­to­sko­pem, robił zastrzyki, mie­rzył tem­pe­ra­turę w uchu, stu­kał w kolano mło­tecz­kiem i uży­wał lekar­skich noży­czek w bli­żej nie­okre­ślo­nych celach :) Zabawa szła też w drugą stronę — kiedy to Michu był pacjen­tem. Na koniec bada­nia pacjent otrzy­my­wał jedną z przy­go­to­wa­nych wcze­śniej nakle­jek z Dobra­noc­nego Ogrodu i wycho­dził zado­wo­lony ;)

Zabawa zabawą, ale byłam cie­kawa, na ile takie zaję­cia tema­tyczne zapro­cen­tują w rze­czy­wi­sto­ści. I powiem Wam, że rezul­tat prze­rósł moje ocze­ki­wa­nia. Sytu­acja z wizyt lekar­skich zmie­niła się w 100%! Miko­łaj bez pro­blemu daje się zba­dać, pozwala zaj­rzeć leka­rzowi do ucha i poka­zuje gar­dło. Przy oka­zji któ­rejś z wizyt udało nam się wypro­sić od pedia­try drew­nianą szpa­tułkę, więc mamy dodat­kowy przed­miot do zabawy. Ja pozby­łam się stresu zwią­za­nego z zacho­wa­niem Miko­łaja u leka­rza, Miko­łaj pozbył się stresu zwią­za­nego z bada­niem lekar­skim. Obec­nie wystar­czy, że przed wizytą uprze­dzę, że pani dok­tor będzie “słu­chać ser­duszka” i zaglą­dać do gar­dła, i po problemie.

Jest to w sumie pierw­sza zabawa tema­tyczna, dzięki któ­rej udało nam się oswoić lęk Miko­łaja. Jak na razie innych lęków (dłu­go­trwa­łych i więk­szych) nie odno­to­wa­łam. Był nie­wielki pro­blem zwią­zany z obci­na­niem wło­sów — golę Micha maszynką — ale udało się ostat­nio go zmi­ni­ma­li­zo­wać, gdy Miko­łaj mógł pooglą­dać wła­snego tatę, który wcale nie pła­cze, gdy mama goli mu włosy :)

Kochani, jeśli Wasze dziecko cze­goś się boi, posta­raj­cie się zna­leźć jakiś spo­sób na oswo­je­nie tego lęku. Nie cze­kaj­cie aż samo przej­dzie, bo nie­kiedy może się to cią­gnąć bar­dzo długo. Szkoda czasu i ner­wów dziecka. Być może nie zawsze uda się wymy­ślić jakąś trafną zabawę, ale warto pró­bo­wać. Wiele pro­ble­mów roz­wią­zują też róż­nego rodzaju bajki tera­peu­tyczne. Szu­kaj­cie roz­wią­zań, zaan­ga­żuj­cie się w ich wyko­na­nie, a zoba­czy­cie sami, jak to pro­cen­tuje :)

Żegnam Was opty­mi­stycz­nie i dłu­go­week­en­do­wo­ma­jowo :)

Naresz­cie maj!

P.S. Na dowód: zdję­cie Miko­łaja z ostat­niej wizyty u sto­ma­to­loga — fot. by Zacza­ro­wana Kraina:

stomatolog