Posted by Zosia | Posted in Nerwy w konserwy, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 19-03-2010
Tagi: agresja u dziecka, ataki histerii u dziecka, co zrobić gdy dziecko gryzie, dziecko doprowadza mnie do szewskiej pasji, dziecko gryzie, dziecko szczypie, dziecko tłucze głową w ścianę, dziecko tłucze głową w podłogę, histeria u dziecka, jak poradzić sobie z histerią dziecka, jak reagować na histerię u dziecka, moje dziecko mnie bije, wyrażanie emocji przez dziecko

Myślę, że temat zawsze na czasie. Pisałam już o tym, co prawda, w komentarzu do artykułu “Co z tym buntem?”, ale przypuszczam, że nie każdy do niego dociera. A z tego, co wyświetla mi od czasu do czasu google analytics wnioskuję, że temat taki wymaga odrębnego wpisu. Tak więc, do dzieła.
Dziecię nasze — obecnie 2 lata i 3 miesiące — momentów dziecięcej histerii miało (i pewnie mieć będzie) całkiem sporo. Początki były niezwykle trudne — zarówno dla nas, jak i dla Mikołaja, bo nie bardzo wiedzieliśmy, jak sobie poradzić. Co prawda w miejscach publicznych takie sceny raczej nie miały miejsca (najczęściej w domu, tudzież na klatce schodowej), ale nie zmienia to faktu, że problem się pojawił i trzeba było nauczyć się odpowiedniego postępowania.
Oto kilka porad, które sami otrzymaliśmy lub wypracowaliśmy w związku z różnego typu histerycznymi oraz agresywnymi zachowaniami dziecka, i które, warto dodać, przyniosły u nas zamierzony skutek. Zastrzegam wszakże, iż nie jest to recepta na wszystkie negatywne zachowania waszych maluchów i może się zdarzyć, że dana metoda nie podziała na jakieś dziecko.
- Po pierwsze anielska cierpliwość. Wiem, że łatwo jest mówić, natomiast w sytuacji, gdy dziecko zaczyna cię tłuc, gryźć, lub rzuca się na ziemię, cierpliwość to ostatnia rzecz, która może przyjść do głowy. Nie ma się co dziwić — niekiedy rozhisteryzowane dziecko potrafi wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej zrównoważonego rodzica. Sama nie raz i nie dwa w takiej sytuacji miałam ochotę zrobić parę rzeczy zupełnie niedopuszczalnych
Ale jakby na to nie spojrzeć — ktoś musi być opanowany. Nie ma co liczyć, że będzie to twoje dziecko. Przygryź wargi, policz do dziesięciu, oddychaj głęboko — zrób cokolwiek, by nie dać się sprowokować, bo takiej reakcji dziecko podświadomie oczekuje — że swoim zachowaniem przyciągnie twoją uwagę. Im bardziej będziesz reagować, tym większą masz szansę, że histerie będą się powtarzać. - Jeśli dziecko rzuca się na ziemię/podłogę, zaczyna kopać, tłuc rękami, postaraj się je przytrzymać. W domowych warunkach najlepiej przenieść malucha na dywan czy łóżko, by nie zrobiło sobie krzywdy i żebyś jednocześnie mógł/mogła je unieruchomić — przytrzymaj ręce i nogi, jeśli zaczyna tłuc głową, również ją postaraj się zabezpieczyć. Wydaje się to całkiem proste w odniesieniu do małego — półtorarocznego czy dwuletniego — dziecka, ale możecie zdziwić się, ile taki szkrab w chwili histerii ma siły. Wtedy doskonałym rozwiązaniem okazuje się koc. Po prostu zawiń malucha w koc na tyle ciasno, by nie miał możliwości się wydostać, a zarazem na tyle swobodnie, by nie stała mu się krzywda. Dziecko z pewnością w pierwszym momencie zareaguje jeszcze większym krzykiem, ale spróbuj to przetrwać. Jeśli nie chcesz (lub nie możesz) użyć koca i jednocześnie jesteś na tyle silny/a, by przytrzymać rozkrzyczanego malucha, usiądź po turecku, a dziecko usadź sobie na kolanach — plecami do ciebie. Przytrzymaj mu ręce i nogi — by nie kopnęło cię lub nie uderzyło. Postaraj się, by głowa malucha znalazła się na wysokości twojej klatki piersiowej. Jeśli dziecko jest wyższe, lub jeśli usadzisz je zbyt wysoko na swoich kolanach tak, że jego głowa będzie na wysokości twojej twarzy, musisz liczyć się z tym, że możesz mieć rozciętą wargę, wybity ząb lub rozcięty łuk brwiowy. Brzmi niewiarygodnie? Jest jak najbardziej możliwe. Rozhisteryzowane dziecko często wygina się do tyłu i zarzuca głowę. Jeśli w takim momencie nie przytrzymasz mu jej, a twoja twarz znajdzie się na linii tego wygięcia, masz spore szanse zostać znokautowany/a.
- Jeśli dziecko cię gryzie, postaraj się nie wyrywać mu ręki/nogi/innej gryzionej części ciała, ale przyciśnij jego głowę do tego miejsca. Taki ucisk będzie, po pierwsze, pewnym szokiem dla malucha, po drugie spowoduje, że buzia samoistnie się otworzy, a zęby puszczą. Można powiedzieć w tym momencie, że nie wolno gryźć. Ten gest nie boli dziecka, nie można jednakże określić go mianem szczególnie przyjemnego, więc powinien przynieść oczekiwany skutek. Możecie mi wierzyć, że metoda ta wspaniale wygasiła gryzienie nas przez Mikołaja. Po kilku takich próbach synek nauczył się, że gryzienie mamy i taty to nic przyjemnego.
- Gdy twoje dziecko zaczyna cię szczypać, spróbuj zachować się podobnie, jak w przypadku gryzienia — przyciśnij mocno rękę dziecka wówczas, gdy stara się na tobie wyładować. Kilka takich prób i w większości przypadków pozbędziecie się problemu małej szczypawicy
- Jeśli maluch chce cię uderzyć, postaraj się mu to uniemożliwić — po prostu przytrzymaj w locie jego rękę i powiedz stanowczo, że nie wolno bić. Zdaję sobie sprawę, że niekiedy dziecko “uderza z zaskoczenia”, ale jeśli rodzic wie, że może się podobnej reakcji spodziewać po swoim maluchu, to raczej trudno go zaskoczyć. Gdy twoje dziecko w taki właśnie sposób reaguje np. na zakazy, to w momencie, gdy mu czegoś zabraniasz wiesz już, co cię może za chwilę spotkać. Masz więc szansę się przygotować. Na całą serię prób bicia mnie przez moje dziecko mogłabym policzyć na palcach jednej ręki te sytuacje, gdy udało mu się uderzyć. Wy też dacie radę — tylko bądźcie bardziej uważni
- Dziecko uderza swoją głową w podłoże/ścianę/meble. I tak się może zdarzyć. Mojemu synowi, w ubiegłe lato, przez dobry miesiąc nie schodził guz z czoła. Każda sytuacja, gdy czegoś mu zabranialiśmy, kończyła się tłuczeniem głową. Psycholog poradziła nam, że najlepiej jest powstrzymać malucha przed uderzeniem się — to raczej oczywiste i często rzeczywiście da się to zrobić. Natomiast, jeśli nie uda się zareagować na czas, to w pierwszej kolejności należy przytulić malucha. Małe dziecko w takiej sytuacji skupia się od razu na tym, że boli je głowa, zapominając już o przyczynie tego bólu. I rzeczywiście, jak najczęstsze powstrzymywanie Mikołaja bądź unikanie sytuacji pobudzającej go do tłuczenia głową pomogło nam pozbyć się przyczyny guzów na czole. Dodać jeszcze warto, że im starsze dziecko, tym sprytniejsze potrafi być w takim zachowaniu. Zdarza się bowiem, gdy tłuczenie głową przynosi zamierzony skutek, że dziecko zaczyna kontrolować swoją reakcję w niezbyt pożądany sposób — uderza głową np. w takie miejsca, by zrobić wiele hałasu, ale żeby jednocześnie niezbyt mocno bolało. Dziecko to mały kombinator
Nie dajcie się przechytrzyć
- Gdy dziecko zaczyna histeryzować tylko poprzez płacz lub krzyk, spróbujcie zignorować jego zachowanie. Nie mówcie nic, nie patrzcie na dziecko, zajmijcie się czymś najlepiej. Brak oczekiwanej reakcji po kilku próbach przekona dziecko, że takie zachowanie jest mało skuteczne.

Zdaję sobie sprawę, że niektóre z tych metod mogą okazać Wam się brutalne. Spokojnie, nie podpowiadam Wam, jak się znęcać nad dzieckiem.
Ani przytrzymanie w kocu, ani przyciśnięcie twarzy podczas gryzienia, ani żadna inna opisana metoda nie boli malucha, ani nie jest dla niego niebezpieczna. Co więcej — niektóre z nich mogą uchronić waszą pociechę przed zrobieniem sobie krzywdy, o uniknięciu sińców na twoich rękach nie wspominając. Niestety, dziecko, wpadając w histerię, jest tak skupione na tym, co robi, że nie działają próby słownych negocjacji. Jedyną sensowną metodą wydaje się zadziałanie fizyczne — przez przytrzymanie, unieruchomienie, przyciśnięcie. Daje to maluchowi sygnał, że to, co robi, nie dość, że nie przyniesie mu korzyści, to jeszcze może być dla niego nieprzyjemne. Tak, wiem, zaraz posypie się grad komentarzy, że to przemoc zwyczajna, że dziecku trzeba tłumaczyć. Ale, kochani, postarajcie się wytłumaczyć 15 miesięcznemu dziecku, że nie wolno gryźć mamy, bo to boli. Życzę powodzenia
Natomiast zamiast metody oko za oko (którą niektórzy próbują stosować w takich sytuacjach i, rzecz jasna, nieskutecznie) można właśnie przytrzymać czy przycisnąć. Dziecku nie dzieje się krzywda, a dostaje jasny sygnał, że nie tędy droga.
Cóż, tyle na razie przychodzi mi do głowy, jeśli chodzi o małych histeryków. Pamiętajcie, że takie histerie są stosunkowo częstą formą wyrażania emocji przez dzieci. Na pewnym etapie maluch nie potrafi jeszcze ich wyartykułować, wielu rzeczy nie rozumie, otaczający go świat lub nadmiar bodźców może go negatywnie pobudzić. Naszym zadaniem jest pokazać mu, że droga takiej histerycznej agresji nie prowadzi do sukcesu.
Na koniec jeszcze dodam, że dobrze jest też po prostu unikać sytuacji, które mogą wywołać histerię u dziecka. Warto poobserwować, kiedy nasze dziecko wpada w szał. Być może, gdy jest szczególnie zmęczone, gdy przytłacza go duża ilość bodźców, gdy mama zabroni mu czegoś używając jakichś konkretnych słów. Czasem histeria wydaje się być o nic — ale zawsze ma jakiś powód. Niekiedy wydaje się on rodzicowi błahy, ale np. wyręczenie dziecka w zdjęciu mu z głowy czapki może okazać się iskrą wybuchową u dwulatka starającego się wykazać swoją odrębność i samodzielność. Niektórych sytuacji da się uniknąć, innych nie. Ale jeśli musicie zrobić coś, co wiecie, że może skutkować atakiem szału waszej pociechy, jesteście w stanie przynajmniej psychicznie przygotować się na to, co będzie się za chwilę działo.
Kochani, tak naprawdę histerie nie miną nigdy
Co najwyżej będą ewoluować ich formy. Dwulatek cię ugryzie, czterolatek rzuci się na podłogę, siedmiolatek powie ci, że jesteś głupi/a, jedenastolatek trzaśnie drzwiami, czternastolatek ucieknie z domu na godzinę lub na całą noc, a szesnastolatek przestanie się do ciebie odzywać… Nie jest lekko
Ale i tak, przyznajcie, rodzicielstwo dostarcza nam tylu radości, że o przykrych i trudnych sprawach szybko daje się zapomnieć


Bardzo ciekawy artykuł. Myślałam, ze mój obecnie 19-miesięczny synek jest jedyny, który wali głową w co popadnie i to z premedytacją. Dziś nabił sobie wielkiego guza i się na dobre przeraziłam, że w końcu sobie głowę rozbije. Zęby nieraz liczę, czy mam wszystkie, jak próbuję go złapać od tyłu. Mój kochany synek, to niestety ostatnio chodząca wścieklizna, która wali głową już na samo słowo nie wolno. Cieszę się, że znalazłam ten artykuł. Przynajmniej wiem, że to normalne. Rady też się przydadzą. Dziękuję.
super artykuł ale zastanawiam się jak dać dziecku wyrzucić z siebie ta złość
bardzo dziękuje za ten świetny artykuł…zobaczymy może te zasady pomogą…oby:)
Bardzo pomocne porady, już dziś zacznę wdrażac z moją 19 miesięczną córeczką(:
Wypróbuję… Mam nadzieje ze poskutkuje…
przeczytałam, wypróbuję…oby pomogło, bo już nie mam sił…
[…] czasami z tym ciężko … Majka-moja mimo że także urodziła się malutka 2600 teraz […]
ojj zdecydowanie artykuł się przyda. Na pewno wypróbuje wlasnie przed momentem mielismy kolejny atak histerii…porazka, jestem juz tym bardzo zmeczona
Skąd ja to znam… Zwłaszcza jak przypomnę sobie Mikołaja, jak mu przez miesiąc siniak z czoła nie schodził, bo w histerii uderzał głową w co popadnie. Trzymam za Was kciuki! Powodzenia i wytrwałości
dzieki za artykuł ‚przynajmniej wiem ze nie tylko moj synio tak robi,
Eh.…wyprubuję na pewno,Zuzia siebie gryzie szczypie itp nie ‚mnie…więc owinięcie w koc ją czaka
Super artykuł moja mała złośnica też mnie testuje, chętnie wykorzystam kilka sposobów. Dziękuję!
Również prowadzę blog o dzieciach ale to dopiero początki zapraszam do odwiedzenia.
My zaliczamy ostatnio histerie po kilka razy dziennie,jestesmy u kresu wytrzymalosci,bylam podrapana,pokopana itp.W takiej histerii nic do corki nie dociera(3.5 roku),potrafi zesikac sie pod siebie,rozebrac do naga itp.Ostatnio zaliczamy takie akcje przy prowadzaniu do przedszkola,rozmawiamy z wychowawcami,ale nie wyglada na to,ze wlasnie tam sie cos zlego wydarzylo(nadmienie,ze mieszkamy zagranica,dzieci sa tutaj szczegolnym dobrem i zadna wychowawczyni nawet nie powazylaby sie na podniesienie glosu),do tej pory histrie byly jak musiala stamtad wyjsc.Wiesza sie na klamce jak tata wychodzi do pracy…itp.
Ja generalnie jak jestem sama z corka w domu nie reaguje w ogole,wychodze do innego pomieszczenia,co jakis czas sprawdzam co robi i gdzie aktualnie jest.Nie widze innego sposobu-prosba,grozba,krzykiem napewno nie zadzialalo,a tak przynajmniej ja sie moge odciac i chociaz buzuje sie we mnie jak diabli,dziecko nie widzi mojej zlosci;mowie,ze jak skonczy ma do mnie przyjsc-czasami nawet po 1.5 godzinie,ale dziala-nie ma wtedy nikogo innego do kogo moglaby sie odniesc.A ostatnio(moj maz i mama byli w domu) zaczela mnie wyrzucac z domu-zalozylam buty i wyszlam,i chociaz stalam tuz za rogiem-slyszalam przez drzwi,ze to dopiero bylo zdziwienie,tego sie nie spodziewala,zbaraniala.
Od czasu do czasu jak mi juz zdrowo da popalic,wypije sobie melise albo lykne waleriane,nic tylko chyba przeczekac i oby jej to minelo jak najszybciej-bo albo dopadnie mnie znieczulica albo zwariuje…:).Pozdrawiam!
A ja mam problem z moim 30 miesięcznym synkiem. Na początku września urodził mi się drugi synek (aniołek bo tylko je i śpi), męża cały czas nie ma bo jest w delegacji i do domu tylko “wpada” raz na tydzień lub dwa jak dzieci już śpią. Wojtuś potrafi przez godzinę drzeć się i krzyczeć oraz drapać, co gorsze już teraz nawet po twarzy. Nawet godzinami w nocy. Wygląda jakbym to ja mu krzywdę robiła. Jest coraz gorzej z nim .… no i ze mną. Psychicznie już wysiadam. A do tego zero wsparcia bo wszyscy uważają, że nie radzę sobie z własnymi dziećmi. Brałam go już na różne sposoby i jak narazie żaden nie pomaga. Niestety nie należę do osób cierpliwych i dostał ostatnio na tyłek, krzyczałam na niego też ale nawet to nie działa. Nie wiem jak go podejść. Czy to bunt dwulatka czy taka zazdrość w nim siedzi że nie mam dla niego całego swojego czasu? Drugi maluszek jest spokojny i budzi się na karmienie, jak się naje to leży spokojnie albo siedzi w bujaczku i nawet nie płacze. Praktycznie oprócz karmienia to cały czas jestem z Wojtusiem. Już sobie nie radzę. Boję się że któregoś dnia pęknę i coś złego zrobię, jemu albo sobie.….….