Dzię­cięca histe­ria — co robić?

14

Posted by Zosia | Posted in Nerwy w konserwy, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 19-03-2010

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Myślę, że temat zawsze na cza­sie. Pisa­łam już o tym, co prawda, w komen­ta­rzu do arty­kułu “Co z tym bun­tem?”, ale przy­pusz­czam, że nie każdy do niego dociera. A z tego, co wyświe­tla mi od czasu do czasu google ana­ly­tics wnio­skuję, że temat taki wymaga odręb­nego wpisu. Tak więc, do dzieła.

Dzie­cię nasze — obec­nie 2 lata i 3 mie­siące — momen­tów dzie­cię­cej histe­rii miało (i pew­nie mieć będzie) cał­kiem sporo. Początki były nie­zwy­kle trudne — zarówno dla nas, jak i dla Miko­łaja, bo nie bar­dzo wie­dzie­li­śmy, jak sobie pora­dzić. Co prawda w miej­scach publicz­nych takie sceny raczej nie miały miej­sca (naj­czę­ściej w domu, tudzież na klatce scho­do­wej), ale nie zmie­nia to faktu, że pro­blem się poja­wił i trzeba było nauczyć się odpo­wied­niego postę­po­wa­nia.

Oto kilka porad, które sami otrzy­ma­li­śmy lub wypra­co­wa­li­śmy w związku z róż­nego typu histe­rycz­nymi oraz agre­syw­nymi zacho­wa­niami dziecka, i które, warto dodać, przy­nio­sły u nas zamie­rzony sku­tek. Zastrze­gam wszakże, iż nie jest to recepta na wszyst­kie nega­tywne zacho­wa­nia waszych malu­chów i może się zda­rzyć, że dana metoda nie podziała na jakieś dziecko.

  • Po pierw­sze aniel­ska cier­pli­wość. Wiem, że łatwo jest mówić, nato­miast w sytu­acji, gdy dziecko zaczyna cię tłuc, gryźć, lub rzuca się na zie­mię, cier­pli­wość to ostat­nia rzecz, która może przyjść do głowy. Nie ma się co dzi­wić — nie­kiedy roz­hi­ste­ry­zo­wane dziecko potrafi wypro­wa­dzić z rów­no­wagi nawet naj­bar­dziej zrów­no­wa­żo­nego rodzica. Sama nie raz i nie dwa w takiej sytu­acji mia­łam ochotę zro­bić parę rze­czy zupeł­nie nie­do­pusz­czal­nych ;) Ale jakby na to nie spoj­rzeć — ktoś musi być opa­no­wany. Nie ma co liczyć, że będzie to twoje dziecko. Przy­gryź wargi, policz do dzie­się­ciu, oddy­chaj głę­boko — zrób cokol­wiek, by nie dać się spro­wo­ko­wać, bo takiej reak­cji dziecko pod­świa­do­mie ocze­kuje — że swoim zacho­wa­niem przy­cią­gnie twoją uwagę. Im bar­dziej będziesz reago­wać, tym więk­szą masz szansę, że histe­rie będą się powtarzać.
  • Jeśli dziecko rzuca się na ziemię/podłogę, zaczyna kopać, tłuc rękami, posta­raj się je przy­trzy­mać. W domo­wych warun­kach naj­le­piej prze­nieść malu­cha na dywan czy łóżko, by nie zro­biło sobie krzywdy i żebyś jed­no­cze­śnie mógł/mogła je unie­ru­cho­mić — przy­trzy­maj ręce i nogi, jeśli zaczyna tłuc głową, rów­nież ją posta­raj się zabez­pie­czyć. Wydaje się to cał­kiem pro­ste w odnie­sie­niu do małego — pół­to­ra­rocz­nego czy dwu­let­niego — dziecka, ale może­cie zdzi­wić się, ile taki szkrab w chwili histe­rii ma siły. Wtedy dosko­na­łym roz­wią­za­niem oka­zuje się koc. Po pro­stu zawiń malu­cha w koc na tyle cia­sno, by nie miał moż­li­wo­ści się wydo­stać, a zara­zem na tyle swo­bod­nie, by nie stała mu się krzywda. Dziecko z pew­no­ścią w pierw­szym momen­cie zare­aguje jesz­cze więk­szym krzy­kiem, ale spró­buj to prze­trwać. Jeśli nie chcesz (lub nie możesz) użyć koca i jed­no­cze­śnie jesteś na tyle silny/a, by przy­trzy­mać roz­krzy­cza­nego malu­cha, usiądź po turecku, a dziecko usadź sobie na kola­nach — ple­cami do cie­bie. Przy­trzy­maj mu ręce i nogi — by nie kop­nęło cię lub nie ude­rzyło. Posta­raj się, by głowa malu­cha zna­la­zła się na wyso­ko­ści two­jej klatki pier­sio­wej. Jeśli dziecko jest wyż­sze, lub jeśli usa­dzisz je zbyt wysoko na swo­ich kola­nach tak, że jego głowa będzie na wyso­ko­ści two­jej twa­rzy, musisz liczyć się z tym, że możesz mieć roz­ciętą wargę, wybity ząb lub roz­cięty łuk brwiowy. Brzmi nie­wia­ry­god­nie? Jest jak naj­bar­dziej moż­liwe. Roz­hi­ste­ry­zo­wane dziecko czę­sto wygina się do tyłu i zarzuca głowę. Jeśli w takim momen­cie nie przy­trzy­masz mu jej, a twoja twarz znaj­dzie się na linii tego wygię­cia, masz spore szanse zostać znokautowany/a.
  • Jeśli dziecko cię gry­zie, posta­raj się nie wyry­wać mu ręki/nogi/innej gry­zio­nej czę­ści ciała, ale przy­ci­śnij jego głowę do tego miej­sca. Taki ucisk będzie, po pierw­sze, pew­nym szo­kiem dla malu­cha, po dru­gie spo­wo­duje, że buzia samo­ist­nie się otwo­rzy, a zęby pusz­czą. Można powie­dzieć w tym momen­cie, że nie wolno gryźć. Ten gest nie boli dziecka, nie można jed­nakże okre­ślić go mia­nem szcze­gól­nie przy­jem­nego, więc powi­nien przy­nieść ocze­ki­wany sku­tek. Może­cie mi wie­rzyć, że metoda ta wspa­niale wyga­siła gry­zie­nie nas przez Miko­łaja. Po kilku takich pró­bach synek nauczył się, że gry­zie­nie mamy i taty to nic przyjemnego.
  • Gdy twoje dziecko zaczyna cię szczy­pać, spró­buj zacho­wać się podob­nie, jak w przy­padku gry­zie­nia — przy­ci­śnij mocno rękę dziecka wów­czas, gdy stara się na tobie wyła­do­wać. Kilka takich prób i w więk­szo­ści przy­pad­ków pozbę­dzie­cie się pro­blemu małej szczy­pa­wicy :)
  • Jeśli maluch chce cię ude­rzyć, posta­raj się mu to unie­moż­li­wić — po pro­stu przy­trzy­maj w locie jego rękę i powiedz sta­now­czo, że nie wolno bić. Zdaję sobie sprawę, że nie­kiedy dziecko “ude­rza z zasko­cze­nia”, ale jeśli rodzic wie, że może się podob­nej reak­cji spo­dzie­wać po swoim malu­chu, to raczej trudno go zasko­czyć. Gdy twoje dziecko w taki wła­śnie spo­sób reaguje np. na zakazy, to w momen­cie, gdy mu cze­goś zabra­niasz wiesz już, co cię może za chwilę spo­tkać. Masz więc szansę się przy­go­to­wać. Na całą serię prób bicia mnie przez moje dziecko mogła­bym poli­czyć na pal­cach jed­nej ręki te sytu­acje, gdy udało mu się ude­rzyć. Wy też dacie radę — tylko bądź­cie bar­dziej uważni :)
  • Dziecko ude­rza swoją głową w podłoże/ścianę/meble. I tak się może zda­rzyć. Mojemu synowi, w ubie­głe lato, przez dobry mie­siąc nie scho­dził guz z czoła. Każda sytu­acja, gdy cze­goś mu zabra­nia­li­śmy, koń­czyła się tłu­cze­niem głową. Psy­cho­log pora­dziła nam, że naj­le­piej jest powstrzy­mać malu­cha przed ude­rze­niem się — to raczej oczy­wi­ste i czę­sto rze­czy­wi­ście da się to zro­bić. Nato­miast, jeśli nie uda się zare­ago­wać na czas, to w pierw­szej kolej­no­ści należy przy­tu­lić malu­cha. Małe dziecko w takiej sytu­acji sku­pia się od razu na tym, że boli je głowa, zapo­mi­na­jąc już o przy­czy­nie tego bólu. I rze­czy­wi­ście, jak naj­częst­sze powstrzy­my­wa­nie Miko­łaja bądź uni­ka­nie sytu­acji pobu­dza­ją­cej go do tłu­cze­nia głową pomo­gło nam pozbyć się przy­czyny guzów na czole. Dodać jesz­cze warto, że im star­sze dziecko, tym spryt­niej­sze potrafi być w takim zacho­wa­niu. Zda­rza się bowiem, gdy tłu­cze­nie głową przy­nosi zamie­rzony sku­tek, że dziecko zaczyna kon­tro­lo­wać swoją reak­cję w nie­zbyt pożą­dany spo­sób — ude­rza głową np. w takie miej­sca, by zro­bić wiele hałasu, ale żeby jed­no­cze­śnie nie­zbyt mocno bolało. Dziecko to mały kom­bi­na­tor :) Nie daj­cie się prze­chy­trzyć ;)
  • Gdy dziecko zaczyna histe­ry­zo­wać tylko poprzez płacz lub krzyk, spró­buj­cie zigno­ro­wać jego zacho­wa­nie. Nie mów­cie nic, nie patrz­cie na dziecko, zaj­mij­cie się czymś naj­le­piej. Brak ocze­ki­wa­nej reak­cji po kilku pró­bach prze­kona dziecko, że takie zacho­wa­nie jest mało skuteczne.

Zdaję sobie sprawę, że nie­które z tych metod mogą oka­zać Wam się bru­talne. Spo­koj­nie, nie pod­po­wia­dam Wam, jak się znę­cać nad dziec­kiem. :) Ani przy­trzy­ma­nie w kocu, ani przy­ci­śnię­cie twa­rzy pod­czas gry­zie­nia, ani żadna inna opi­sana metoda nie boli malu­cha, ani nie jest dla niego nie­bez­pieczna. Co wię­cej — nie­które z nich mogą uchro­nić waszą pocie­chę przed zro­bie­niem sobie krzywdy, o unik­nię­ciu siń­ców na two­ich rękach nie wspo­mi­na­jąc. Nie­stety, dziecko, wpa­da­jąc w histe­rię, jest tak sku­pione na tym, co robi, że nie dzia­łają próby słow­nych nego­cja­cji. Jedyną sen­sowną metodą wydaje się zadzia­ła­nie fizyczne — przez przy­trzy­ma­nie, unie­ru­cho­mie­nie, przy­ci­śnię­cie. Daje to malu­chowi sygnał, że to, co robi, nie dość, że nie przy­nie­sie mu korzy­ści, to jesz­cze może być dla niego nie­przy­jemne. Tak, wiem, zaraz posy­pie się grad komen­ta­rzy, że to prze­moc zwy­czajna, że dziecku trzeba tłu­ma­czyć. Ale, kochani, posta­raj­cie się wytłu­ma­czyć 15 mie­sięcz­nemu dziecku, że nie wolno gryźć mamy, bo to boli. Życzę powo­dze­nia :) Nato­miast zamiast metody oko za oko (którą nie­któ­rzy pró­bują sto­so­wać w takich sytu­acjach i, rzecz jasna, nie­sku­tecz­nie) można wła­śnie przy­trzy­mać czy przy­ci­snąć. Dziecku nie dzieje się krzywda, a dostaje jasny sygnał, że nie tędy droga.

Cóż, tyle na razie przy­cho­dzi mi do głowy, jeśli cho­dzi o małych histe­ry­ków. Pamię­taj­cie, że takie histe­rie są sto­sun­kowo czę­stą formą wyra­ża­nia emo­cji przez dzieci. Na pew­nym eta­pie maluch nie potrafi jesz­cze ich wyar­ty­ku­ło­wać, wielu rze­czy nie rozu­mie, ota­cza­jący go świat lub nad­miar bodź­ców może go nega­tyw­nie pobu­dzić. Naszym zada­niem jest poka­zać mu, że droga takiej histe­rycz­nej agre­sji nie pro­wa­dzi do sukcesu.

Na koniec jesz­cze dodam, że dobrze jest też po pro­stu uni­kać sytu­acji, które mogą wywo­łać histe­rię u dziecka. Warto poob­ser­wo­wać, kiedy nasze dziecko wpada w szał. Być może, gdy jest szcze­gól­nie zmę­czone, gdy przy­tła­cza go duża ilość bodź­ców, gdy mama zabroni mu cze­goś uży­wa­jąc jakichś kon­kret­nych słów. Cza­sem histe­ria wydaje się być o nic — ale zawsze ma jakiś powód. Nie­kiedy wydaje się on rodzi­cowi błahy, ale np. wyrę­cze­nie dziecka w zdję­ciu mu z głowy czapki może oka­zać się iskrą wybu­chową u dwu­latka sta­ra­ją­cego się wyka­zać swoją odręb­ność i samo­dziel­ność. Nie­któ­rych sytu­acji da się unik­nąć, innych nie. Ale jeśli musi­cie zro­bić coś, co wie­cie, że może skut­ko­wać ata­kiem szału waszej pocie­chy, jeste­ście w sta­nie przy­naj­mniej psy­chicz­nie przy­go­to­wać się na to, co będzie się za chwilę działo.

Kochani, tak naprawdę histe­rie nie miną nigdy :) Co naj­wy­żej będą ewo­lu­ować ich formy. Dwu­la­tek cię ugry­zie, czte­ro­la­tek rzuci się na pod­łogę, sied­mio­la­tek powie ci, że jesteś głupi/a, jede­na­sto­la­tek trza­śnie drzwiami, czter­na­sto­la­tek uciek­nie z domu na godzinę lub na całą noc, a szes­na­sto­la­tek prze­sta­nie się do cie­bie odzy­wać… Nie jest lekko :) Ale i tak, przy­znaj­cie, rodzi­ciel­stwo dostar­cza nam tylu rado­ści, że o przy­krych i trud­nych spra­wach szybko daje się zapo­mnieć :)

Comments (14)

Bar­dzo cie­kawy arty­kuł. Myśla­łam, ze mój obec­nie 19-miesięczny synek jest jedyny, który wali głową w co popad­nie i to z pre­me­dy­ta­cją. Dziś nabił sobie wiel­kiego guza i się na dobre prze­ra­zi­łam, że w końcu sobie głowę roz­bije. Zęby nie­raz liczę, czy mam wszyst­kie, jak pró­buję go zła­pać od tyłu. Mój kochany synek, to nie­stety ostat­nio cho­dząca wście­kli­zna, która wali głową już na samo słowo nie wolno. Cie­szę się, że zna­la­złam ten arty­kuł. Przy­naj­mniej wiem, że to nor­malne. Rady też się przy­da­dzą. Dziękuję.

super arty­kuł ale zasta­na­wiam się jak dać dziecku wyrzu­cić z sie­bie ta złość

bar­dzo dzię­kuje za ten świetny artykuł…zobaczymy może te zasady pomogą…oby:)

Bar­dzo pomocne porady, już dziś zacznę wdra­żac z moją 19 mie­sięczną córeczką(:

Wypró­buję… Mam nadzieje ze poskut­kuje… :)

prze­czy­ta­łam, wypróbuję…oby pomo­gło, bo już nie mam sił…

[…] cza­sami z tym ciężko … Majka-moja mimo że także uro­dziła się malutka 2600 teraz […]

ojj zde­cy­do­wa­nie arty­kuł się przyda. Na pewno wypró­buje wla­snie przed momen­tem mie­li­smy kolejny atak histerii…porazka, jestem juz tym bar­dzo zme­czona :(

Skąd ja to znam… Zwłasz­cza jak przy­po­mnę sobie Miko­łaja, jak mu przez mie­siąc siniak z czoła nie scho­dził, bo w histe­rii ude­rzał głową w co popad­nie. Trzy­mam za Was kciuki! Powo­dze­nia i wytrwa­ło­ści :)

dzieki za arty­kuł ‚przy­naj­mniej wiem ze nie tylko moj synio tak robi,

Eh.…wyprubuję na pewno,Zuzia sie­bie gry­zie szczy­pie itp nie ‚mnie…więc owi­nię­cie w koc ją czaka

Super arty­kuł moja mała zło­śnica też mnie testuje, chęt­nie wyko­rzy­stam kilka spo­so­bów. Dzię­kuję!
Rów­nież pro­wa­dzę blog o dzie­ciach ale to dopiero początki zapra­szam do odwiedzenia.

My zali­czamy ostat­nio histe­rie po kilka razy dziennie,jestesmy u kresu wytrzymalosci,bylam podrapana,pokopana itp.W takiej histe­rii nic do corki nie dociera(3.5 roku),potrafi zesi­kac sie pod siebie,rozebrac do naga itp.Ostatnio zali­czamy takie akcje przy pro­wa­dza­niu do przedszkola,rozmawiamy z wychowawcami,ale nie wyglada na to,ze wla­snie tam sie cos zlego wydarzylo(nadmienie,ze miesz­kamy zagranica,dzieci sa tutaj szcze­gol­nym dobrem i zadna wycho­waw­czyni nawet nie powa­zy­laby sie na pod­nie­sie­nie glosu),do tej pory histrie byly jak musiala stam­tad wyjsc.Wiesza sie na klamce jak tata wycho­dzi do pracy…itp.
Ja gene­ral­nie jak jestem sama z corka w domu nie reaguje w ogole,wychodze do innego pomieszczenia,co jakis czas spraw­dzam co robi i gdzie aktu­al­nie jest.Nie widze innego sposobu-prosba,grozba,krzykiem napewno nie zadzialalo,a tak przy­naj­mniej ja sie moge odciac i cho­ciaz buzuje sie we mnie jak diabli,dziecko nie widzi mojej zlosci;mowie,ze jak skon­czy ma do mnie przyjsc-czasami nawet po 1.5 godzinie,ale dziala-nie ma wtedy nikogo innego do kogo moglaby sie odniesc.A ostatnio(moj maz i mama byli w domu) zaczela mnie wyrzu­cac z domu-zalozylam buty i wyszlam,i cho­ciaz sta­lam tuz za rogiem-slyszalam przez drzwi,ze to dopiero bylo zdziwienie,tego sie nie spodziewala,zbaraniala.
Od czasu do czasu jak mi juz zdrowo da popalic,wypije sobie melise albo lykne waleriane,nic tylko chyba prze­cze­kac i oby jej to minelo jak najszybciej-bo albo dopad­nie mnie znie­czu­lica albo zwariuje…:).Pozdrawiam!

A ja mam pro­blem z moim 30 mie­sięcz­nym syn­kiem. Na początku wrze­śnia uro­dził mi się drugi synek (anio­łek bo tylko je i śpi), męża cały czas nie ma bo jest w dele­ga­cji i do domu tylko “wpada” raz na tydzień lub dwa jak dzieci już śpią. Woj­tuś potrafi przez godzinę drzeć się i krzy­czeć oraz dra­pać, co gor­sze już teraz nawet po twa­rzy. Nawet godzi­nami w nocy. Wygląda jak­bym to ja mu krzywdę robiła. Jest coraz gorzej z nim .… no i ze mną. Psy­chicz­nie już wysia­dam. A do tego zero wspar­cia bo wszy­scy uwa­żają, że nie radzę sobie z wła­snymi dziećmi. Bra­łam go już na różne spo­soby i jak nara­zie żaden nie pomaga. Nie­stety nie należę do osób cier­pli­wych i dostał ostat­nio na tyłek, krzy­cza­łam na niego też ale nawet to nie działa. Nie wiem jak go podejść. Czy to bunt dwu­latka czy taka zazdrość w nim sie­dzi że nie mam dla niego całego swo­jego czasu? Drugi malu­szek jest spo­kojny i budzi się na kar­mie­nie, jak się naje to leży spo­koj­nie albo sie­dzi w bujaczku i nawet nie pła­cze. Prak­tycz­nie oprócz kar­mie­nia to cały czas jestem z Woj­tu­siem. Już sobie nie radzę. Boję się że któ­re­goś dnia pęknę i coś złego zro­bię, jemu albo sobie.….….

Write a comment