Posted by Zosia | Posted in Mały inteligent, Pod mikroskopem, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 29-03-2010
Tagi: bajki, bajki a przemoc, bajki naszego dzieciństwa, filmy animowane dla dzieci, jakie bajki może oglądać moje dziecko, które warto znać, przemoc w bajkach, stare animacje, stare bajki, współczesne bajki - czy są dobre?
W ciągu ostatniego tygodnia chyba ze cztery razy spotkałam się z opinią, że “bajki naszego dzieciństwa” (czytaj: naszego czyli osób w okolicach trzydziestki i więcej), to dopiero były bajki! Takie dobre, bez przemocy, takie sympatyczne… Do tego miejsca jestem w stanie się zgodzić. Ale gdy po każdym z tych tekstów usłyszałam: “Nie to, co dzisiaj. Dzisiaj już się nie robi takich bajek. Współczesne bajki ogłupiają, fałszują świat, są naszpikowane przemocą…” itd. pomyślałam: NIE! To nieprawda! Ale po kolei.
Reksio, Bolek i Lolek, Krecik, Żwirek i Muchomorek, Jacek i Agatka i tym podobni bohaterowie z pewnością mają wiele wspaniałych cech. Nie można im odmówić ciekawego scenariusza, pełnego życiowych problemów, miłych powierzchowności i walorów edukacyjnych. Mamy do nich tym większy sentyment, że sami je oglądaliśmy jako dzieci, a jasne jest, że to, co kojarzy nam się pozytywnie z okresem dzieciństwa, uważamy za coś szczególnego i najlepszego. Ale warto też spojrzeć trochę krytycznie na owe produkcje. Ani to specjalnie piękne graficznie nie było, ani szczególnie kolorowe… No, ale ok, i tak oglądaliśmy. Koniec końców, nic innego wówczas nasza telewizja nie nadawała. Bajki z Zachodu czy Stanów były rzadkością, a na nich rażąco było widać, jak bardzo nasze produkcje odstają pod wieloma względami. Taki Kaczor Donald choćby. Albo ScoobyDoo, który, jak wyczytałam ostatnio, został animowany już pod koniec lat 60-tych, w naprawdę dobrej jakości graficznej (co zresztą można zobaczyć, bo o ile się nie mylę, to te starsze odcinki emituje w sobotnie poranki Polsat). Do takiego poziomu grafiki “nasze” (w sensie polskie i z pobliskich państw) bajki zaczęły dochodzić grube kilkadziesiąt lat później.
Co więc takiego miały “bajki naszego dzieciństwa”, co czyniłoby je tak wyjątkowymi? Czym wyróżniają się na tle współczesnych animacji, że zdarza się usłyszeć, że były takie fantastyczne, a teraz to sam chłam i przemoc? Otóż, moi drodzy, te bajki nie miały w sobie nic szczególnego. Mam wrażenie, że tylko nasz sentyment daje im tak wysokie miejsce w rankingach bajek. Nie twierdzę, że każdą z nich można zastąpić, ale większość tematów przerabianych w tych animacjach jest obecna w nowych wytworach, które z pewnością wyglądają o wiele ciekawiej i lepiej (przynajmniej w większości, bo, jak wiadomo, wszędzie może zdarzyć się wyjątek).
Niektóre z dawnych animacji są na nowo emitowane, dodawane do gazet, pakowane w pakiety i wystawiane na półkach w empikach, przerabiane na gry itd. Broń Boże, nie krytykuję tu żadnego Reksia, czy Krecika. Sama bardzo lubiłam te bajki. Chcę tylko uzmysłowić części z nas (właśnie tej, która tak ciągle krzyczy, że teraz takich dobrych bajek już nie ma!), że się myli. Że dobre bajki są realizowane. Że na ich korzyść działa nie tylko łatwiejszy do nich dostęp (kablówka, dvd, Internet), ale też kolorystyka, o wiele większy wybór ciekawych bohaterów, a przede wszystkim bardziej aktualna problematyka. Pewnie, “bajki naszego dzieciństwa” są nadal jak najbardziej “na czasie”, jeśli idzie o tematykę, ale współczesne bajki często odnoszą się do współczesnych spraw. Nie oszukujmy się, przez trzydzieści lat wiele się zmieniło. Kiedyś Reksio mógł tylko marzyć o budce telefonicznej w pobliżu swojej budy, dziś Supercyfry korzystają z komórki… Zmienia się nasz świat, zmieniają się przedmioty codziennego użytku, w naszych domach pojawiają się nowe technologie, za którymi nasze dziecko będzie chciało/musiało nadążyć, żeby w przyszłości ułatwić sobie życie. Spora część współczesnych animacji porusza wiele aktualnych problemów. Są w nich zarówno różne wartości moralne, jak i całe mnóstwo walorów edukacyjnych. I tak, jak w “bajkach naszego dzieciństwa”, nie ma w nich przemocy.
Dlatego, jeśli Wasze dziecko chce obejrzeć bajkę, to nie biegnijcie od razu do sklepu po kolejną część Reksia, ale pozwólcie mu obejrzeć coś nowego
Oczywiście, nic nie zwalnia nas z obowiązku przyjrzenia się każdej animacji, bo a nuż zdarzy się jakaś czarna owca w rodzinie? Ale proszę Was, nie dajcie sobie wmówić, że teraz nie ma dobrych bajek. Bo są.
Podam Wam kilka przykładów różnych animacji, które niosą za sobą wiele walorów edukacyjnych, a zarazem są atrakcyjne graficznie, mają ciekawy scenariusz i bardzo miłych bohaterów. Są one z pewnością znane sporej części dzieci i rodziców. Niestety (albo stety), większość z nich pochodzi z ramówki CBeebies albo Mini-Mini. Nie jest to żadna reklama, po prostu moje dziecko, jeśli ogląda jakieś bajki, to właśnie na którymś z tych kanałów, z wybitną przewagą tego pierwszego. Jestem więc w nich, mniej-więcej, na bieżąco.
Oto moje propozycje:
- Bracia Koala
- Teletubisie
- Dobranocny ogród
- Supercyfry
- Księżycowy Jim
- Humf
- Niedźwiedź w dużym niebieskim domu
- Nosal i Skrob
- Pinky Dinky Do
- Czerwony traktorek
- Charlie i Lola
- Duży i mały
Tyle mi przyszło do głowy, ot, tak. Gdyby poszperać, z pewnością znalazłoby się więcej. No i poza tym są to same krótkie metraże. Bo bajek pełnometrażowych nie wyliczam, choć jest ich także sporo i równie dobrych.
Wymienione bajki widziałam osobiście i bez stresu mogę każdą z nich pokazać mojemu dwuletniemu dziecku.
Myślę, że oddałam sprawiedliwość bajkom powstałym w ciągu ostatniego dziesięciolecia
Nie obrażając Reksia i reszty ferajny, nie zniechęcając bynajmniej do powracania od czasu do czasu do “bajek naszego dzieciństwa”, zachęcam również do obejrzenia niekiedy bajek “nowszej generacji”, bo one naprawdę mogą wnieść dużo urozmaicenia
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i życzę spokojnych przygotowań świątecznych
Na koniec dla przypomnienia Reksio:
oraz piosenka początkowa z Braci Koala:
Źródło, jak widać: YouTube.




