Kilka prawd o cesarskim cięciu

16

Posted by Zosia | Posted in Nerwy w konserwy, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 11-02-2010

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

porodowka

Ostatnimi czasy bardzo modne stało się coś, co można określić „cesarka na życzenie”. Oczywiście, nikt nie mówi o tym oficjalnie, bo przecież takiej usługi medycznej nie można sobie „zamówić”. Ale o tym, że coś jest na rzeczy, świadczyć mogą różne zapewnienia ze strony Ministerstwa Zdrowia czy NFZ (wygłaszane co jakiś czas), że cesarskie cięcia owszem, są refundowane, ale muszą odbywać się ze wskazań lekarskich itd. Cóż, Ministerstwo swoje, matki rodzące swoje.

Gdy tydzień przed porodem leżałam na oddziale patologii ciąży dosyć nasłuchałam się i naoglądałam „wskazań medycznych” do cesarki, które powodowane były pewnym (mam nadzieję, że nieświadomym) „widzimisię” ciężarnych. Moje dziecko przyszło na świat przez cc i naprawdę nie jestem w stanie pojąć dlaczego część kobiet wymusza na lekarzach tę operację. Powiem Wam, co myślę o tym wszystkim: o tego rodzaju porodzie, o tym, co się może zdarzyć po nim i jak w ogóle to wygląda.

Broń Boże, nie będę wchodziła w kwestie czysto medyczne, bo się na nich nie znam. Nie liczcie, że napiszę Wam jak dokładnie działa znieczulenie czy jakich narzędzi lekarz używa przy operacji. Nie w tym rzecz. Ale po kolei.

Przez całą ciążę nakręcałam się okropnie, że chcę rodzić naturalnie. Wiadomo – zdrowiej, bezpieczniej (teoretycznie), dziecko zaraz przy mamie, szybsza rekonwalescencja, mąż przy porodzie… Same plusy. A że boli? No boli, co zrobić. Kobieta decydująca się na dziecko powinna chyba mieć świadomość, że w jakiś sposób owo dziecko na świat przyjść musi, a natura tak stworzyła, że boli. Jedne kobiety ból odczuwają bardziej, inne mniej. Szkoły rodzenia proponują różne techniki radzenia sobie z bólem i oddechem przy porodzie. Na ile każda z nich jest skuteczna, tego tak naprawdę nie wie nikt, ale z pewnością mogą choć trochę zminimalizować przykre momenty. Matek, dla których ból porodowy był na tyle traumatyczny, że nie chcą więcej mieć dzieci, bądź rodzić naturalnie jest na tyle mało, że naprawdę dziwi ilość wykonywanych w polskich szpitalach cesarek.

Nie jestem obecnie w temacie co do znieczuleń przy porodzie. Wiem, że gdy dwa lata temu rodziłam, można było opłacić przy porodzie naturalnym anestezjologa, który podał znieczulenie zewnątrzoponowe (takie samo zresztą, jak do cesarki, nie wiem tylko, czy dawki podaje się jednakowe). Część kobiet się na nie decydowała, część nie. Na ile jest to bezpieczna lub konieczna metoda przy porodzie naturalnym nie chcę się tu rozwodzić. Zresztą kobiety, które w sposób naturalny rodziły w znieczuleniu same wiedzą czy było warto. Próg bólu jest u każdego inny, szanuję i rozumiem decyzję o zastosowaniu znieczulenia, choć osobiście sama raczej nie chciałabym rodzić naturalnie jednocześnie zupełnie nic nie czując od pasa w dół. Nie, nie jestem jakimś cyborgiem lub masochistką, która wprost marzy o silnych skurczach :) Chodzi mi raczej o to, że mimo iż znieczulenie ma z pewnością tę zaletę, że rzeczywiście znieczula, to również utrudnia samo parcie – kobieta nie do końca czuje, czy i jak prze. No, ale to jest pewnie kwestia do dyskusji. Sama tego nie przeszłam, a jedynie trochę poczytałam na ten temat.
Poza tym piszę, że RACZEJ nie chciałabym przy porodzie naturalnym znieczulenia, bo tak naprawdę nie wiem do końca, jak bym zniosła już końcowe bóle połączone z parciem. Ponieważ jednak 12 godzinne doświadczenie w porodzie mam (zanim nie skończył się cięciem), bóle lędźwiowe przeszłam, skurcze bolesne również, to na tym etapie mogę powiedzieć, że obeszłabym się bez znieczulenia. No, ale wracam do meritum, bo jak zwykle, wchodzę w dygresje.

Całą ciążę liczyłam na poród naturalny. Tymczasem tydzień po terminie trafiłam na oddział patologii ciąży, bo Mikołaj zastrajkował. Trzykrotnie podczas pobytu w szpitalu próbowano wykurzyć go za pomocą kroplówek z oksytocyny, ale bezskutecznie. Dwa pierwsze razy były zupełnie nieefektowne, przy trzecim zaczęło się rozkręcać. Przyszły silne bóle i skurcze, zaczęło pojawiać się rozwarcie. Położna pomogła i przebiła pęcherz płodowy, co pokazało tylko, że wody są zielonkawe i utwierdziło, że na pewno tego dnia urodzę. Była ogromna szansa na poród naturalny. Przeniesiono nas na salę do porodu rodzinnego. W sumie silne skurcze i bóle trwały od około 10 rano do 20.00. Niestety, okazało się, że gdy odłączono kroplówkę z oksytocyną akcja porodowa zatrzymała się na 6 centymetrach rozwarcia, a skurcze zaczęły niknąć. Nie było wyjścia – trzeba było ciąć.

Informacji o cięciu wcale nie przyjęłam z ulgą, bo bardzo się tego bałam. Cokolwiek by o tym nie mówić, jest to poważna operacja, która może wiązać się z całym mnóstwem komplikacji. Ale niewiele miałam już do powiedzenia, skoro dziecku groziło niebezpieczeństwo. Poza tym bardzo przeżywałam to, że nie dostanę dziecka od razu po porodzie. To chyba był mój największy stres tak naprawdę. No i że mogą być problemy z karmieniem naturalnym. Koniec końców małżonek stanął w gotowości, by natychmiast jak to tylko będzie możliwe, uczestniczyć w pierwszych minutach życia naszego dziecka, a ja pojechałam na operacyjną.

Sama operacja trwała około godziny (razem z zaszyciem). Oczywiście cały czas byłam pod opieką anestezjologa, ale wystąpiły problemy z ciśnieniem – w pewnym momencie spadło tak bardzo, że zaczęłam odpływać (skutek całodziennego porodu, do tego zakaz jedzenia i picia przed porodem, który to osłabił i odwodnił organizm). Dziecka po wyjęciu z brzucha nie widziałam, tylko usłyszałam pierwszy krzyk. Od razu zabrano Mikołaja do kącika noworodka, a mnie zaczęto szyć.
Wiadomo, że wiele zależy od personelu, że pewnie lekarz mógłby pokazać mi choć z daleka dziecko. Być może to się zdarza, ale nie jest standardem. To była dla mnie jedna z przykrych rzeczy spowodowanych cięciem – dziecko zobaczyłam po raz pierwszy dopiero dobrą godzinę po porodzie i to przez bardzo krótki czas. Na szczęście przez cały czas przy Mikołaju był mój mąż. Gdy przewieziono mnie na salę pooperacyjną położna przyniosła mi na kilka minut Mikołaja, żeby spróbować przystawić go do piersi. Po chwili się udało, na szczęście, więc swobodnie mogę obalić w tym miejscu mit, że po cięciu nie można karmić piersią. Można. Ja jestem dowodem.

mis

Z perspektywy tego doświadczenia wiem, że cesarka to nie jest coś strasznego – w sensie, gdy naprawdę nie ma innej możliwości porodu. Jest wiele wskazań do cięcia, w wielu sytuacjach cesarka jest konieczna zarówno dla zdrowia dziecka jak i mamy. Ale tego, że zupełnie zdrowe kobiety decydują się na tego typu operację nigdy nie pojmę. Jeśli boisz się bólu, to załatw sobie znieczulenie, ale nie decyduj się na cesarkę. Boisz się, że będziesz miała bliznę w miejscu intymnym, bo może się przydarzyć szycie? – a kawał blizny na brzuchu cię nie przeraża?

Oto – w mojej opinii – wady cesarki:

  • możliwe komplikacje podczas samej operacji – zarówno związane ze zdrowiem matki, jak i dziecka
  • brak możliwości pierwszego kontaktu mamy z dzieckiem zaraz po porodzie
  • mimo że mama po około godzinie od porodu widzi dziecko, to ma ograniczone możliwości, jeśli chodzi o jego przytulanie, karmienie czy pielęgnację. Mama leży podpięta do kroplówek i przygwożdżona przez kilkanaście godzin do łóżka. Jeśli mąż lub pielęgniarka nie przyniosą dziecka, to może nie widzieć go przez ten czas w ogóle. Rodziłam w nocy, więc od pierwszego krótkiego spotkania z Mikołajem na sali pooperacyjnej do chwili, gdy położna przyniosła mi go rano i położyła na łóżku obok mnie, nie miałam z dzieckiem kontaktu przez ponad 10 godzin. Dla jednych mam może to nie problem, natomiast ja bardzo przeżywałam to, że nie mogę od razu zająć się dzieckiem i z nim przebywać
  • kondycja mamy po cięciu jest o wiele gorsza niż po porodzie naturalnym. Pierwsze wstanie z łóżka po cesarce jest bardzo przykre i trudne. Ciało jest obolałe, rana na brzuchu boli. Masz ograniczoną strefę ruchów, nie jesteś w stanie dźwigać dziecka, a jeśli nawet możesz, to jest to związane z dodatkowym bólem
  • możliwe jest zakażenie rany po cesarskim cięciu, co związane jest ze stanem zapalnym, ropieniem i tym podobnymi zjawiskami
  • nawet najpiękniej zszyta rana (ja podobno takową mam) zawsze pozostawi bliznę i to wcale niemałą. A nie każdą mamę stać na operację plastyczną lub drogie kremy, by tę bliznę rozjaśnić. Choć zakładam, że jeśli kogoś stać na opłacenie cesarskiego cięcia „na życzenie” (czytaj: na danie w łapę lekarzowi, który wymyśli i wypisze wskazanie do cc), to pewnie stać go też na usuwanie estetycznych „skutków” cięcia
  • ponieważ łożysko nie zostało urodzone w sposób naturalny, macica obkurcza się znacznie dłużej niż po porodzie naturalnym. Może to spowodować dłuższe i bardziej obfite krwawienie po porodzie oraz znaczne opóźnienie w rozpoczęciu życia seksualnego po porodzie
  • do czasu zdjęcia szwów mama „czuje” brzuch przy każdym ruchu, rana rwie i pobolewa. Po zdjęciu szwów jest trochę lepiej, ale do pełni sił ja osobiście doszłam dopiero jakiś miesiąc po porodzie
  • pierwsze dni po cięciu są też trudne pod względem fizycznym o tyle, że na przykład kobieta może nie być w stanie sama wejść pod prysznic i się umyć. Gdyby nie mąż nie dałabym rady podnieść nogi, by stanąć w brodziku
  • mimo że w grudniu minęły dwa lata od cesarskiego cięcia, dwa miesiące temu okazało się, że od wewnątrz przy końcu blizny pojawił się bolący guz. Po zbadaniu przez ginekologa okazało się, że jest to endometrioza, najprawdopodobniej spowodowana tym, że podczas cesarskiego cięcia fragment łożyska lub innej wewnętrznej tkanki został przypadkiem przeniesiony na jakimś narzędziu chirurgicznym i zanieczyścił ranę. Przez prawie dwa lata rósł aż do takiej postaci, że zaczął boleć, no i da się go teraz namacać. Jest to o tyle przykre, że guzek będzie rósł dalej, bolał mocniej, w związku z czym trzeba go usunąć – chirurgicznie, pod narkozą

Jeśli to wszystko nie przekonało Was, że cesarka wcale nie jest taka różowa, jak się może wydawać, to cóż – życzyć Wam mogę tylko zdrowia i braku jakichkolwiek komplikacji.

Natomiast mamy, które z jakichś powodów czeka poród przez cięcie mogę zapewnić, że widok własnego dziecka działa przeciwbólowo i regenerująco :) Mam nadzieję, że nie nastraszyłam Was opisem własnych doświadczeń. Dobrze jest być jednak świadomą tego, co może (ale nie zawsze musi) nas spotkać.
Nie ma się czego bać. Życiem dziecka i własnym nie warto ryzykować. Cesarkę da się przetrwać. Powodzenia i szybkiego powrotu do sił Wam życzę!

mis2

Comments (16)

ja przeszłam przez to samo (oprócz endometriozy) i mam bardzo podobne poglądy… córkę po porodzie przystawiono mi na minutę do mojej twarzy -policzek do policzka… mąż mógł podejśc do tego kącika, gdzie dziecko myto i sprawdzano… dostałam ją jakąś godzinę po porodzie, bo leżała pod lampami (mimo że miała 10 w skali Agbar).
I mimo tego, że nie było tragicznie, to przeszłam straszną traumę -bo było to zbyt nagłe, nie byłam przygotowana -w szkole rodzenia uczyłam się wszystkiego, co miało związek z porodem naturalnym, a informacje o cesarce jednym uchem wpadały, drugim wypadały. A przede wszystkim, bo poród naturalny miała mi dać wspaniały kontakt z dzieckiem -i przygotować je do wyjścia w świat, a nie wyciągnąc je z ciepła i spokoju w światło jarzeniówek, w świat pełen obcych ludzi, metalowych narzędzi i zimnych rąk… gdy wzięli ją do kącika umyć kazałam mężowi iść do niej i do niej mówić, bo bardzo krzyczała.. jak go usłyszała -od razu ucichła… to było piękne…
Ja piersią karmię szósty miesiąc -udało się, ale z trudnościami, bo wciąż mi kazano małą dokarmiać i po 4-ym miesiącu odrzucała pierś. Użyłam systemu sns i się udało… Teraz już jestem z powrotem w pracy, ale dwa razy dziennie jeszcze ją karmię. Zawsze to coś…

zgadzam się, również przeszłam przez to samo. Szkoła rodzenia, przygotowania i oczekiwanie. Bardzo chciałam urodzić naturalnie, w ogólne nie dopuszczałam do siebie myśli o cesarskim cięciu. Niestety czasem tak bywa. Jeszcze do tego długi pobyt w szpitalu ponieważ okazało się, że Mały miał wrodzone zapalenie płuc. W związku z tym już od 4 doby zajmowałam się nim wyłącznie sama i naprawdę było mi ciężko. Dodatkowo Mały ważył ponad 4,5 kg, co utrudniało sprawę. Niestety był dokarmiany butelką i od 4 miesiąca musiałam przejść całkowicie na butelkę :( Pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia do zabiegu :)

Ja tez mialam cc ale na zyczenie, dziekuje opatrznosci za te mozliwosc, corka urodzila sie piekna nie zmeczona, chetnie ssala piers, ja na nastepny dzien wstalam a po tyg juz nie pamietalam, blizna jest prawie niewidoczna a nie stosowalam zadnych masci. Oczywiscie zdazaja sie komplikacje a przy porodzie naturalnym nie??!! Czesto jest ich jeszcze wiecej , tylko o tym sie nie mowi. Zyjemy w XXI wieku, przepraszam za porownanie ale dlaczego nie czekamy az zab nam sam wypadnie jak boli, i czemu bierzemy tyle antybiotykow, katujemy dzieci od pierwszej doby zycia szczepionkami, czemu nie zaufamy naturze…

popieram w zupełnosci, jesli jest taka mozliwosc-urodzic dziecko za pomoca cesarskiego ciecia, to dlaczego z tego nie skorzystac, mialam dwie cesarki (duza waga urodzeniowa dzieci), nie planowalam ich, ale gdybym miala przechodzic przez to samo co przy drugim porodzie, bez dwoch zdan umowilabym sie na cesarskie ciecie i zaluje, ze tego nie zrobilam, chcialam rodzic naturalnie. Blizna zagoila sie raz dwa, jest malo widoczna, zakrywana majtkami, na plazy nie ma wiec problemu, a widze ja tylko ja i maz, lakarz czasami, fakt – po porodzie bylam bardzo obolala, ale maz stanal na wysokosci zadania, a synek zassal piers po godzinie, mimo, iz tez „rodzilam” w nocy. Dlaczego wiec, sami lekarze (kobiet) decyduja sie i „umawiaja” na cesarki? gdzie porod naturtalny jest niby taki wspanialy… tez w swietle jarzeniowek i obcych osob, a kobieta rodzaca – pozycji na zuczka, by lekarzowi wygodniej bylo

U mnie to samo – plany rodzenia naturalnie, potem wielka męczarnia na porodówce, 12godzin pod oksytocyną i nic… asynklityczne wstawianie się główki dziecka, rozwarcie w porywach 7 cm, ostatecznie cesarka o 20:10, a po niej masakra, położna prowadziła mnie pod prysznic i myła, nie byłam w stanie nic zrobić, a co dopiero podźwigiwać Maluszka, który ważył 4500… dziś ma 4 i pół miesiąca i czasami wciąż pobolewa mnie rana w środku… marzę o następnym dzieciątku, ale teraz trzeba czekać, zwłaszcza że macica musi dojść do siebie. A karmię z powodzeniem już piąty miesiąc:)))

Nie bardzo rozumiem, jaki cel ma przekonywanie jakiejkolwiek kobiety zdecydowanej na cc, że poród siłami natury jest lepszy. To jest sprawa indywidualna każdej z przyszłych mam i osobiście uważam, że powinno istnieć oficjalne prawo wyboru co do formy porodu. Oczywiście w cywilizowanych krajach już doszli do takich wniosków, tylko w Polsce wymyśla się coraz to większe bzdury mające odstraszać od cc ( mam tu na myśli teorie w stylu, że dziecko przechodząc przez kanał rodny matki uodparnia się na bakterie itp).
Rozumiem, że dla kobiety, która chce rodzić naturalnie, cesarka po 12 godzinach skurczy jest traumatycznym doznaniem. Ja jednak rozmawiałam z szeregiem kobiet po cc na życzenie, i (możecie mi wierzyć lub nie) każda uznała, że był to dobry wybór.
Tak więc na zakończenie; Twoje argumenty, Droga Autorko, w ogóle mnie nie przekonały i z całą pewnością cieszę się z możliwości porodu przez cc.

Coz…kazda z was po czesci ma racje.
Ja jestem po raz 3 ci w ciazy.
Marze o cesarce.Inaczej nie wyobrazam sobie kolejnego porodu.
Pierwszy porod…19 godzin.Brak rozwarcia,oksytocyna,wyciskanie dziecka ze mnie na sile.
Mala urodzila sie podduszona…6 punktow.Ale zdrowa.Dziekuje za to Bogu!:)
Drugi porod…silami natury 25 godzin,brak rozwarcia,4 cm i bez postepu…
Przebicie pecherza plodowego…i nic.
Po 20 godzinach boli i krzyzowych i partych zasypiam podczas porodu…takie zmeczenie,ze nie daje rady.Wszystko to uwiecznil moj maz na zdjeciu…bo bym nie uwierzy;la,ze spalam…
Bylam ledwo zywa.I to nie sa wymysly rozhisteryzowanej baby.Jak to pomysla niektore z was…
Rodze nadal…rozwarcie 7 cm,robia mi znieczulenie do kregoslupa by zlagodzic bole,bo mam problemy z cisnieniem…Jestem polprzytomna.Maz zestresowany.Lekarka i polozna rowniez…
Po 23 godzinach nadal nic.Nie mam juz sily…Chce tylko zobaczyc moje dziecko,chce urodzic,pre,ale maly sie zaklinowal…jest 10 cm…Ale on nadal zaklinowany.
Po 24 godzinach serduszko mego synka zaczyna bic nieregularnie,jest wyczerpany…Nie robia mi cesarki.Boze,tak chce Go juz przytulic!!!!Prosze o cesarke,boje sie o dziecko.Ale jest za pozno na ciecie podobno…Robia wakum.Trzy podejsca i udaje sie.
Moj synek jest juz z nami…Strasznie zmeczony…6 punktow…ale zyje….Boze dziekuje Ci!!!!Glowka cala opuchnieta,na glowce 3 potworne opuchniete kule..od wakum…Kto mi powie,ze to normalne???
czekanie az do granicy smierci?Trzecia bede miec cesarke!!!I chocbym nawet musiala dac w lape jak to opisujecie,to ja chce miec zdrowe dziecko.Nie juz ponownie uslyszec od lekarki,ze serce dziecka ma powolne zaburzenia…od porodu naturalnego.
Nie chce tego przezywac!!!!Bo uwazam,jedne kobiety sa do rodzenia naturalnego …inne nie.Nie chodzi mi o moj wlasny bol…to zniose,nawet 30 godzin.Chodzi mi o zdrowie dziecka.
Nikt nie ma prawa nikogo osadzac,pisac cesarka jest zla.Bo nie kazdemu jest dane rodzic normalnie,wiec czasem zastanowcie sie co piszecie na forach.Bo to moze kogos zabolec.
Pozdrawiam wszystkie mamy,te po cesarce i te rodzace naturalnie…bo wszystkie jestesmy MATKAMI!:)

16 miesiecy temu przeszłam cesarskie cięcię z powodu zwężenia miednicy.
Zanim okazało się że mam zwężoną miednicę spędziłam w skurczach 35 h. Skurcze były silne i momentami nie do zniesienia (wyłącznie krzyżowe). Kiedy położna nie mogła juz znieść mojego cierpienia podała mi wody uzupełniające króplówką a potem oksytocynę która owszem rozruszała akcję ale nie w tym tkwił problem jak się wtedy wydawało. Kiedy jęczałam że nie dam rady dostałam dolargan w kroplówce co niestety wpłynęło na mnie fatalnie (zawroty głowy , mdłości a bóle taki jak był) a potem już znieczulenie zzo. Pamiętam kiedy z radością położna oceniła że jest 10 cm rozwarcia na co lekarz badając mnie uznał że dziecko wogóle pomimo rozwarcia nie wstawia się w wchód miednicy i że zapada decyzja o cc. Czułam strach ale również ulge pomimo że nie planowałam i nie chciałam cięcia, zwyczajnie byłam już wykończona i było mi wszystko jedno. Co czułam podczas cc? Szarpanie i silny ucisk (zostałam poinformowana że tak będzie) ale nie ból. Cała operacja trwała 20 minut. Po wyjęciu dziekca usłyszałam płacz i za moment przystawili mi ją do ucałowania i tak potrzymali 4 minutki. Mąż był przy operacji i to on potem był z córką kiedy ja lezałam na sali poopearacyjnej. Po operacji zaczęło mi szwankować krążenie i dostałam drgawek więc otoczyli mi kark i przykryli ciało specjalnym kocem z bardzo ciepłym powietrzem w środku. Na drugi dzień z rana brałam już prysznic i spacerowałam oraz karmiłam swoją córkę która była cały czas przy mnie :). Ból czyłam przy siadaniu i wstawaniu a tak dostawałam kroplówkami mexalen (paracetamol) w silnych dawkach więc bólu nie czułam poza tym . Na 4 dzień wyszłam z córką do domu. Cesarkę wspominam bardzo dobrze , blizna goiła się szybko i obecnie mam juz niewidoczną cieniutką , białą kreseczkę na 10 cm w lini nadłonowej. Miałam cięcie poprzeczne tuż nad kością łonową a operacja przebiegła w Austrii (Wiedeń). Drugi poród również odbędzie się w ten sam sposób.

do mnie tez te argumenty nie przemawiaja. rowniez z powodu braku postepu porodu i zagrozenia zycia corki postanowili mnie ciac. na poczatku opetalo mnie przerazenie, bo po szkole rodzenia bylam (?) gotowa rodzic naturalnie. jednak wszystko przebieglo u mnie bez zadnych komplikacji, ani w trakcie, ani po. zalozyli mi szwy, ktore same sie rozpuscily, blizna dzis to 10 centymetrowa, biala, waska kreska, ktorej praktycznie nie widac! brzuszek wrocil do plaskosci… mleka mialam, ze hej, rok karmilam corke! a bol, oprocz pierwszego podniesienia sie z lozka, minal bardzo szybko… polog tez byl w normie, na pewno nie dluzszy niz po porodzie naturlanym. ja tam jestem bardzo, bardzo zadowolona z cesarki, oby kolejna (juz za 3 tygodnie) przebiegla tak samo (stres jest, nie powiem). tym razem zaplanowalam (11 dni przed terminem) zeby uniknac tego co spotkalo mnie ostatnio.
mysle, ze za bardzo sie ja demonizuje, to nie jest az tak powazny zabieg, wrecz przeciwnie, stal sie juz rutyna…
a juz najgorsze sa kobiety, ktora mysla, ze sa lepsze, bo rodzily naturalnie…!

Nie zgadzam się w kwestii łożyska ..W moim przypadku wyczyścili mnie dokładniutko..szły w ruch jakieś odssysawy, ssaki czy …odkurzacze ??? 😉 Krwawiłam bardzo krótko…Natomiast ZABIEG>>>OPERACJA JAK NAJBARDZIEJ POWAZNA<BOLESNA<PRZECINANE WSZYSTKIE POWLOKI BRZUSZNE ŁĄCZNIE Z MIĘŚNIAMI…BÓŁ PO OKROPNY>>

prawda jest taka ze po porodach naturalnych rodzi sie duzo wiecej chorych dzieci niz po cc (oczywiscie jezeli jest ono zrobione w odpowiedim momencie a nie gdy z dzieckiem jest naprawde juz zle )ja mialam cc z braku postepu porodu po 27 godzinach od odejscia wód i teraz jestem znowu w ciazy tez bedzie cc bardzo dobrze wspominam samo cc pierwszy dzien po byl ciezki ale potem oki bardzo duzo moze sie wydazyc podczas porodu sn np niewspółmierność barkowa i wtedy jest tragedia moze dojsc nawet do zgonu dziecka

To ja wam powiem, dlaczego nie wykonuje sie cesarki ‚na zyczenie’. Bo cesarka to jest powazna operacja, a nie zabieg kosmetyczny i niesie ona ryzyko dla matki. To operacja, ciecie blisko jelit i pecherza, wiec istnieje ryzyko uszkodzen w tych rejonach wlasnie a do tego jest rowniez ryzyko roznych infekcji. Ciecie na skorze to najmniejszy problem. Przeciez lekarz musi poprzecinaac te wszystkie inne warstwy, zeby dostac sie do macicy. Dojscie do siebie po porodzie naturlanym jest znacznie szybsze, choc np ciecie w kroczu tez nie nalezy do najprzyjemniejszych. Osobiscie uwazam, ze cesarka powinna byc wykonywana tylko w przypadkach, gdzie faktycznie jest wskazanie do tego (ze wzgledu na zagrozenie zdrowia cz zycia dziecka badz matki) – czyli tak jak jest teraz, a nie wykonywana rutynowo ‚na zyczenie’. A do Matree – to, ze dziecko uodparnia sie na bakterie podczas przejscia przez kanal rodny, to nie ‚glupoty’, ktore w Polsce wmawiaja ludziom, zeby odstraszyc od cesarki, bo tak jest – poczytaj sobie lepiej. Poza tym, wydaje mi sie wlasnie, ze poza granicami Polski cesarke stosuje sie znacznie rzadziej niz w Polsce, wiec to co mowisz, w ogole sie z faktami nie pokrywa.

P.S. W Anglii na przyklad nie mozna miec cesarki ‚na zyczenie’ jesli nie ma ku temu wskazan. No, chyba ze w prywatnym szpitalu, choc tez nie jestem tego taka pewna.

Gdy czytam wasze historie to widzę taki problem że lekarze w czasie porodu za długo zwlekają z podjęciem decyzji o cc. Jednak wiele kobiet mogłoby normalnie urodzić ale chcą mieć cc na żądanie i myślę że ten artykuł jest dla nich żeby się 3 razy zastanowiły. Ja swoja cesarkę w polskim szpitalu słabo wspominam. Opisuję to dokładnie krok po kroku na moim blogu http://omgdziecko.blogspot.com/
Została zrobiona po prawie 12 godzinach porodu i jestem za nią wdzięczna ale gdybym miała możliwość wolałabym urodzić naturalnie żeby mieć siłę dla dziecka a nie być jak cień człowieka przez następny miesiąc.

A ja moją cesarkę wspominam bardzo dobrze. Była to cesarka na zyczenie, zdecydowałam się na nią po doświadczeniach mojej siostry, która prawie umarła razem z dzieckiem podczas natruralnego trwającego 18 godzin porodu, gdy wreszcie zrobiono jej cesarkę, nie mogli wyciągnąć dziecka żadną stroną tak się zaklinowało – później kilka lat rehabilitacji, na szczęscie dzisiaj mała jest zdrowa.
Gdy leżałam w szpitalu w oczekiwaniu na cesarkę, razem ze mną leżała dziewczyna, która była już po terminie. Rano podano jej leki i około 7 zaczął się poród.
Ja o 11 miałam cesarkę, która trwała 20 minut. Przed godz. 12 wróciłam na salę z dzieckiem, a ta dziwczyna dalej męczyła się, chodziła i o 19 urodziła w końcu siłami natury…martwego synka…
Wybaczcie, ale nikt mnie nie przekona, że poród naturalny jest lepszy. Na sali poporodowej leżałam z kilkoma kobietami, byłam jedyna po cesarce i w nallepszej formie, – obsługiwałam kobiety po wspaniałych porodach naturalnych z połamanymi kośćmi ogonowymi, z rozwalonymi kroczami, tak, że nie mogły się ruszać. Ja wyszłam z dzieckiem na 3 dobę do domu, one zostały.
Najbardziej śmieszą mnie komentarze tych „jedynych prawdziwych” matek, które urodziły siłami natury, które wszystko wiedzą najlepiej i które też najlepiej wiedzą jak straszna jest cesarka.
Cesarka to koszmar z komplikacjami, a poród naturalny to sama słodycz dla matki i dziecka.

Moja cesarka odbędzie się za miesiąc, nie jest to widzimisię tylko skutek poważnej operacji, którą przeszłam kilka lat temu. Nigdy nie będę miała możliwości sprawdzenia jak to jest przy porodzie naturalnym. Niestety (z mojej perspektywy) najprawdopodobniej konieczna będzie narkoza (również ze względów zdrowotnych), a bardzo nie chciałam tego ważnego momentu przespać.
Moja siostra i bratowa również ze wzgl. zdrowotnych miały CC (nie pod narkozą), dochodziły do siebie w różnym tempie, ale generalnie po wszystkim cieszyły się, że poród odbył się właśnie w ten sposób. Obie wiedziały o cesarce kilka dni przed porodem. Rodziły po 30 roku życia.
Teraz trzymam kciuki za wszystkie brzuchate koleżanki, bez wzgl. na sposób rozwiązania.
I wierzę, że wszystko będzie ok :)

Write a comment