Kilka prawd o cesar­skim cięciu

16

Posted by Zosia | Posted in Nerwy w konserwy, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 11-02-2010

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

porodowka

Ostat­nimi czasy bar­dzo modne stało się coś, co można okre­ślić “cesarka na życze­nie”. Oczy­wi­ście, nikt nie mówi o tym ofi­cjal­nie, bo prze­cież takiej usługi medycz­nej nie można sobie “zamó­wić”. Ale o tym, że coś jest na rze­czy, świad­czyć mogą różne zapew­nie­nia ze strony Mini­ster­stwa Zdro­wia czy NFZ (wygła­szane co jakiś czas), że cesar­skie cię­cia owszem, są refun­do­wane, ale muszą odby­wać się ze wska­zań lekar­skich itd. Cóż, Mini­ster­stwo swoje, matki rodzące swoje.

Gdy tydzień przed poro­dem leża­łam na oddziale pato­lo­gii ciąży dosyć nasłu­cha­łam się i naoglą­da­łam “wska­zań medycz­nych” do cesarki, które powo­do­wane były pew­nym (mam nadzieję, że nie­świa­do­mym) “widzi­mi­się” cię­żar­nych. Moje dziecko przy­szło na świat przez cc i naprawdę nie jestem w sta­nie pojąć dla­czego część kobiet wymu­sza na leka­rzach tę ope­ra­cję. Powiem Wam, co myślę o tym wszyst­kim: o tego rodzaju poro­dzie, o tym, co się może zda­rzyć po nim i jak w ogóle to wygląda.

Broń Boże, nie będę wcho­dziła w kwe­stie czy­sto medyczne, bo się na nich nie znam. Nie licz­cie, że napi­szę Wam jak dokład­nie działa znie­czu­le­nie czy jakich narzę­dzi lekarz używa przy ope­ra­cji. Nie w tym rzecz. Ale po kolei.

Przez całą ciążę nakrę­ca­łam się okrop­nie, że chcę rodzić natu­ral­nie. Wia­domo — zdro­wiej, bez­piecz­niej (teo­re­tycz­nie), dziecko zaraz przy mamie, szyb­sza rekon­wa­le­scen­cja, mąż przy poro­dzie… Same plusy. A że boli? No boli, co zro­bić. Kobieta decy­du­jąca się na dziecko powinna chyba mieć świa­do­mość, że w jakiś spo­sób owo dziecko na świat przyjść musi, a natura tak stwo­rzyła, że boli. Jedne kobiety ból odczu­wają bar­dziej, inne mniej. Szkoły rodze­nia pro­po­nują różne tech­niki radze­nia sobie z bólem i odde­chem przy poro­dzie. Na ile każda z nich jest sku­teczna, tego tak naprawdę nie wie nikt, ale z pew­no­ścią mogą choć tro­chę zmi­ni­ma­li­zo­wać przy­kre momenty. Matek, dla któ­rych ból poro­dowy był na tyle trau­ma­tyczny, że nie chcą wię­cej mieć dzieci, bądź rodzić natu­ral­nie jest na tyle mało, że naprawdę dziwi ilość wyko­ny­wa­nych w pol­skich szpi­ta­lach cesa­rek.

Nie jestem obec­nie w tema­cie co do znie­czu­leń przy poro­dzie. Wiem, że gdy dwa lata temu rodzi­łam, można było opła­cić przy poro­dzie natu­ral­nym ane­ste­zjo­loga, który podał znie­czu­le­nie zewną­trzo­po­nowe (takie samo zresztą, jak do cesarki, nie wiem tylko, czy dawki podaje się jed­na­kowe). Część kobiet się na nie decy­do­wała, część nie. Na ile jest to bez­pieczna lub konieczna metoda przy poro­dzie natu­ral­nym nie chcę się tu roz­wo­dzić. Zresztą kobiety, które w spo­sób natu­ralny rodziły w znie­czu­le­niu same wie­dzą czy było warto. Próg bólu jest u każ­dego inny, sza­nuję i rozu­miem decy­zję o zasto­so­wa­niu znie­czu­le­nia, choć oso­bi­ście sama raczej nie chcia­ła­bym rodzić natu­ral­nie jed­no­cze­śnie zupeł­nie nic nie czu­jąc od pasa w dół. Nie, nie jestem jakimś cybor­giem lub maso­chistką, która wprost marzy o sil­nych skur­czach :) Cho­dzi mi raczej o to, że mimo iż znie­czu­le­nie ma z pew­no­ścią tę zaletę, że rze­czy­wi­ście znie­czula, to rów­nież utrud­nia samo par­cie — kobieta nie do końca czuje, czy i jak prze. No, ale to jest pew­nie kwe­stia do dys­ku­sji. Sama tego nie prze­szłam, a jedy­nie tro­chę poczy­ta­łam na ten temat.
Poza tym piszę, że RACZEJ nie chcia­ła­bym przy poro­dzie natu­ral­nym znie­czu­le­nia, bo tak naprawdę nie wiem do końca, jak bym znio­sła już koń­cowe bóle połą­czone z par­ciem. Ponie­waż jed­nak 12 godzinne doświad­cze­nie w poro­dzie mam (zanim nie skoń­czył się cię­ciem), bóle lędź­wiowe prze­szłam, skur­cze bole­sne rów­nież, to na tym eta­pie mogę powie­dzieć, że obe­szła­bym się bez znie­czu­le­nia. No, ale wra­cam do meri­tum, bo jak zwy­kle, wcho­dzę w dygresje.

Całą ciążę liczy­łam na poród natu­ralny. Tym­cza­sem tydzień po ter­mi­nie tra­fi­łam na oddział pato­lo­gii ciąży, bo Miko­łaj zastraj­ko­wał. Trzy­krot­nie pod­czas pobytu w szpi­talu pró­bo­wano wyku­rzyć go za pomocą kro­pló­wek z oksy­to­cyny, ale bez­sku­tecz­nie. Dwa pierw­sze razy były zupeł­nie nie­efek­towne, przy trze­cim zaczęło się roz­krę­cać. Przy­szły silne bóle i skur­cze, zaczęło poja­wiać się roz­war­cie. Położna pomo­gła i prze­biła pęcherz pło­dowy, co poka­zało tylko, że wody są zie­lon­kawe i utwier­dziło, że na pewno tego dnia uro­dzę. Była ogromna szansa na poród natu­ralny. Prze­nie­siono nas na salę do porodu rodzin­nego. W sumie silne skur­cze i bóle trwały od około 10 rano do 20.00. Nie­stety, oka­zało się, że gdy odłą­czono kro­plówkę z oksy­to­cyną akcja poro­dowa zatrzy­mała się na 6 cen­ty­me­trach roz­war­cia, a skur­cze zaczęły nik­nąć. Nie było wyj­ścia — trzeba było ciąć.

Infor­ma­cji o cię­ciu wcale nie przy­ję­łam z ulgą, bo bar­dzo się tego bałam. Cokol­wiek by o tym nie mówić, jest to poważna ope­ra­cja, która może wią­zać się z całym mnó­stwem kom­pli­ka­cji. Ale nie­wiele mia­łam już do powie­dze­nia, skoro dziecku gro­ziło nie­bez­pie­czeń­stwo. Poza tym bar­dzo prze­ży­wa­łam to, że nie dostanę dziecka od razu po poro­dzie. To chyba był mój naj­więk­szy stres tak naprawdę. No i że mogą być pro­blemy z kar­mie­niem natu­ral­nym. Koniec koń­ców mał­żo­nek sta­nął w goto­wo­ści, by natych­miast jak to tylko będzie moż­liwe, uczest­ni­czyć w pierw­szych minu­tach życia naszego dziecka, a ja poje­cha­łam na operacyjną.

Sama ope­ra­cja trwała około godziny (razem z zaszy­ciem). Oczy­wi­ście cały czas byłam pod opieką ane­ste­zjo­loga, ale wystą­piły pro­blemy z ciśnie­niem — w pew­nym momen­cie spa­dło tak bar­dzo, że zaczę­łam odpły­wać (sku­tek cało­dzien­nego porodu, do tego zakaz jedze­nia i picia przed poro­dem, który to osła­bił i odwod­nił orga­nizm). Dziecka po wyję­ciu z brzu­cha nie widzia­łam, tylko usły­sza­łam pierw­szy krzyk. Od razu zabrano Miko­łaja do kącika nowo­rodka, a mnie zaczęto szyć.
Wia­domo, że wiele zależy od per­so­nelu, że pew­nie lekarz mógłby poka­zać mi choć z daleka dziecko. Być może to się zda­rza, ale nie jest stan­dar­dem. To była dla mnie jedna z przy­krych rze­czy spo­wo­do­wa­nych cię­ciem - dziecko zoba­czy­łam po raz pierw­szy dopiero dobrą godzinę po poro­dzie i to przez bar­dzo krótki czas. Na szczę­ście przez cały czas przy Miko­łaju był mój mąż. Gdy prze­wie­ziono mnie na salę poope­ra­cyjną położna przy­nio­sła mi na kilka minut Miko­łaja, żeby spró­bo­wać przy­sta­wić go do piersi. Po chwili się udało, na szczę­ście, więc swo­bod­nie mogę oba­lić w tym miej­scu mit, że po cię­ciu nie można kar­mić pier­sią. Można. Ja jestem dowodem.

mis

Z per­spek­tywy tego doświad­cze­nia wiem, że cesarka to nie jest coś strasz­nego — w sen­sie, gdy naprawdę nie ma innej moż­li­wo­ści porodu. Jest wiele wska­zań do cię­cia, w wielu sytu­acjach cesarka jest konieczna zarówno dla zdro­wia dziecka jak i mamy. Ale tego, że zupeł­nie zdrowe kobiety decy­dują się na tego typu ope­ra­cję nigdy nie pojmę. Jeśli boisz się bólu, to załatw sobie znie­czu­le­nie, ale nie decy­duj się na cesarkę. Boisz się, że będziesz miała bli­znę w miej­scu intym­nym, bo może się przy­da­rzyć szy­cie? — a kawał bli­zny na brzu­chu cię nie przeraża?

Oto — w mojej opi­nii — wady cesarki:

  • moż­liwe kom­pli­ka­cje pod­czas samej ope­ra­cji — zarówno zwią­zane ze zdro­wiem matki, jak i dziecka
  • brak moż­li­wo­ści pierw­szego kon­taktu mamy z dziec­kiem zaraz po porodzie
  • mimo że mama po około godzi­nie od porodu widzi dziecko, to ma ogra­ni­czone moż­li­wo­ści, jeśli cho­dzi o jego przy­tu­la­nie, kar­mie­nie czy pie­lę­gna­cję. Mama leży pod­pięta do kro­pló­wek i przy­gwoż­dżona przez kil­ka­na­ście godzin do łóżka. Jeśli mąż lub pie­lę­gniarka nie przy­niosą dziecka, to może nie widzieć go przez ten czas w ogóle. Rodzi­łam w nocy, więc od pierw­szego krót­kiego spo­tka­nia z Miko­ła­jem na sali poope­ra­cyj­nej do chwili, gdy położna przy­nio­sła mi go rano i poło­żyła na łóżku obok mnie, nie mia­łam z dziec­kiem kon­taktu przez ponad 10 godzin. Dla jed­nych mam może to nie pro­blem, nato­miast ja bar­dzo prze­ży­wa­łam to, że nie mogę od razu zająć się dziec­kiem i z nim przebywać
  • kon­dy­cja mamy po cię­ciu jest o wiele gor­sza niż po poro­dzie natu­ral­nym. Pierw­sze wsta­nie z łóżka po cesarce jest bar­dzo przy­kre i trudne. Ciało jest obo­lałe, rana na brzu­chu boli. Masz ogra­ni­czoną strefę ruchów, nie jesteś w sta­nie dźwi­gać dziecka, a jeśli nawet możesz, to jest to zwią­zane z dodat­ko­wym bólem
  • moż­liwe jest zaka­że­nie rany po cesar­skim cię­ciu, co zwią­zane jest ze sta­nem zapal­nym, ropie­niem i tym podob­nymi zjawiskami
  • nawet naj­pięk­niej zszyta rana (ja podobno takową mam) zawsze pozo­stawi bli­znę i to wcale nie­małą. A nie każdą mamę stać na ope­ra­cję pla­styczną lub dro­gie kremy, by tę bli­znę roz­ja­śnić. Choć zakła­dam, że jeśli kogoś stać na opła­ce­nie cesar­skiego cię­cia “na życze­nie” (czy­taj: na danie w łapę leka­rzowi, który wymy­śli i wypi­sze wska­za­nie do cc), to pew­nie stać go też na usu­wa­nie este­tycz­nych “skut­ków” cięcia
  • ponie­waż łoży­sko nie zostało uro­dzone w spo­sób natu­ralny, macica obkur­cza się znacz­nie dłu­żej niż po poro­dzie natu­ral­nym. Może to spo­wo­do­wać dłuż­sze i bar­dziej obfite krwa­wie­nie po poro­dzie oraz znaczne opóź­nie­nie w roz­po­czę­ciu życia sek­su­al­nego po porodzie
  • do czasu zdję­cia szwów mama “czuje” brzuch przy każ­dym ruchu, rana rwie i pobo­lewa. Po zdję­ciu szwów jest tro­chę lepiej, ale do pełni sił ja oso­bi­ście doszłam dopiero jakiś mie­siąc po porodzie
  • pierw­sze dni po cię­ciu są też trudne pod wzglę­dem fizycz­nym o tyle, że na przy­kład kobieta może nie być w sta­nie sama wejść pod prysz­nic i się umyć. Gdyby nie mąż nie dała­bym rady pod­nieść nogi, by sta­nąć w brodziku
  • mimo że w grud­niu minęły dwa lata od cesar­skiego cię­cia, dwa mie­siące temu oka­zało się, że od wewnątrz przy końcu bli­zny poja­wił się bolący guz. Po zba­da­niu przez gine­ko­loga oka­zało się, że jest to endo­me­trioza, naj­praw­do­po­dob­niej spo­wo­do­wana tym, że pod­czas cesar­skiego cię­cia frag­ment łoży­ska lub innej wewnętrz­nej tkanki został przy­pad­kiem prze­nie­siony na jakimś narzę­dziu chi­rur­gicz­nym i zanie­czy­ścił ranę. Przez pra­wie dwa lata rósł aż do takiej postaci, że zaczął boleć, no i da się go teraz nama­cać. Jest to o tyle przy­kre, że guzek będzie rósł dalej, bolał moc­niej, w związku z czym trzeba go usu­nąć — chi­rur­gicz­nie, pod narkozą

Jeśli to wszystko nie prze­ko­nało Was, że cesarka wcale nie jest taka różowa, jak się może wyda­wać, to cóż — życzyć Wam mogę tylko zdro­wia i braku jakich­kol­wiek komplikacji.

Nato­miast mamy, które z jakichś powo­dów czeka poród przez cię­cie mogę zapew­nić, że widok wła­snego dziecka działa prze­ciw­bó­lowo i rege­ne­ru­jąco :) Mam nadzieję, że nie nastra­szy­łam Was opi­sem wła­snych doświad­czeń. Dobrze jest być jed­nak świa­domą tego, co może (ale nie zawsze musi) nas spo­tkać.
Nie ma się czego bać. Życiem dziecka i wła­snym nie warto ryzy­ko­wać. Cesarkę da się prze­trwać. Powo­dze­nia i szyb­kiego powrotu do sił Wam życzę!

mis2

Comments (16)

ja prze­szłam przez to samo (oprócz endo­me­triozy) i mam bar­dzo podobne poglądy… córkę po poro­dzie przy­sta­wiono mi na minutę do mojej twa­rzy –poli­czek do policzka… mąż mógł podejśc do tego kącika, gdzie dziecko myto i spraw­dzano… dosta­łam ją jakąś godzinę po poro­dzie, bo leżała pod lam­pami (mimo że miała 10 w skali Agbar).
I mimo tego, że nie było tra­gicz­nie, to prze­szłam straszną traumę –bo było to zbyt nagłe, nie byłam przy­go­to­wana –w szkole rodze­nia uczy­łam się wszyst­kiego, co miało zwią­zek z poro­dem natu­ral­nym, a infor­ma­cje o cesarce jed­nym uchem wpa­dały, dru­gim wypa­dały. A przede wszyst­kim, bo poród natu­ralny miała mi dać wspa­niały kon­takt z dziec­kiem –i przy­go­to­wać je do wyj­ścia w świat, a nie wycią­gnąc je z cie­pła i spo­koju w świa­tło jarze­nió­wek, w świat pełen obcych ludzi, meta­lo­wych narzę­dzi i zim­nych rąk… gdy wzięli ją do kącika umyć kaza­łam mężowi iść do niej i do niej mówić, bo bar­dzo krzy­czała.. jak go usły­szała –od razu uci­chła… to było piękne…
Ja pier­sią kar­mię szó­sty mie­siąc –udało się, ale z trud­no­ściami, bo wciąż mi kazano małą dokar­miać i po 4-ym mie­siącu odrzu­cała pierś. Uży­łam sys­temu sns i się udało… Teraz już jestem z powro­tem w pracy, ale dwa razy dzien­nie jesz­cze ją kar­mię. Zawsze to coś…

zga­dzam się, rów­nież prze­szłam przez to samo. Szkoła rodze­nia, przy­go­to­wa­nia i ocze­ki­wa­nie. Bar­dzo chcia­łam uro­dzić natu­ral­nie, w ogólne nie dopusz­cza­łam do sie­bie myśli o cesar­skim cię­ciu. Nie­stety cza­sem tak bywa. Jesz­cze do tego długi pobyt w szpi­talu ponie­waż oka­zało się, że Mały miał wro­dzone zapa­le­nie płuc. W związku z tym już od 4 doby zaj­mo­wa­łam się nim wyłącz­nie sama i naprawdę było mi ciężko. Dodat­kowo Mały ważył ponad 4,5 kg, co utrud­niało sprawę. Nie­stety był dokar­miany butelką i od 4 mie­siąca musia­łam przejść cał­ko­wi­cie na butelkę :( Pozdra­wiam i życzę powrotu do zdro­wia do zabiegu :)

Ja tez mia­lam cc ale na zycze­nie, dzie­kuje opatrz­no­sci za te mozli­wosc, corka uro­dzila sie piekna nie zme­czona, chet­nie ssala piers, ja na nastepny dzien wsta­lam a po tyg juz nie pamie­ta­lam, bli­zna jest pra­wie nie­wi­doczna a nie sto­so­wa­lam zadnych masci. Oczy­wi­scie zda­zaja sie kom­pli­ka­cje a przy poro­dzie natu­ral­nym nie??!! Cze­sto jest ich jesz­cze wie­cej , tylko o tym sie nie mowi. Zyjemy w XXI wieku, prze­pra­szam za porow­na­nie ale dla­czego nie cze­kamy az zab nam sam wypad­nie jak boli, i czemu bie­rzemy tyle anty­bio­ty­kow, katu­jemy dzieci od pierw­szej doby zycia szcze­pion­kami, czemu nie zaufamy naturze…

popie­ram w zupeł­no­sci, jesli jest taka mozliwosc-urodzic dziecko za pomoca cesar­skiego cie­cia, to dla­czego z tego nie sko­rzy­stac, mia­lam dwie cesarki (duza waga uro­dze­niowa dzieci), nie pla­no­wa­lam ich, ale gdy­bym miala prze­cho­dzic przez to samo co przy dru­gim poro­dzie, bez dwoch zdan umo­wi­la­bym sie na cesar­skie cie­cie i zaluje, ze tego nie zro­bi­lam, chcia­lam rodzic natu­ral­nie. Bli­zna zago­ila sie raz dwa, jest malo widoczna, zakry­wana majt­kami, na plazy nie ma wiec pro­blemu, a widze ja tylko ja i maz, lakarz cza­sami, fakt — po poro­dzie bylam bar­dzo obo­lala, ale maz sta­nal na wyso­ko­sci zada­nia, a synek zassal piers po godzi­nie, mimo, iz tez “rodzi­lam” w nocy. Dla­czego wiec, sami leka­rze (kobiet) decy­duja sie i “uma­wiaja” na cesarki? gdzie porod natur­talny jest niby taki wspa­nialy… tez w swie­tle jarze­nio­wek i obcych osob, a kobieta rodzaca — pozy­cji na zuczka, by leka­rzowi wygod­niej bylo

U mnie to samo — plany rodze­nia natu­ral­nie, potem wielka męczar­nia na poro­dówce, 12godzin pod oksy­to­cyną i nic… asyn­kli­tyczne wsta­wia­nie się główki dziecka, roz­war­cie w pory­wach 7 cm, osta­tecz­nie cesarka o 20:10, a po niej masa­kra, położna pro­wa­dziła mnie pod prysz­nic i myła, nie byłam w sta­nie nic zro­bić, a co dopiero podźwi­gi­wać Maluszka, który ważył 4500… dziś ma 4 i pół mie­siąca i cza­sami wciąż pobo­lewa mnie rana w środku… marzę o następ­nym dzie­ciątku, ale teraz trzeba cze­kać, zwłasz­cza że macica musi dojść do sie­bie. A kar­mię z powo­dze­niem już piąty miesiąc:)))

Nie bar­dzo rozu­miem, jaki cel ma prze­ko­ny­wa­nie jakiej­kol­wiek kobiety zde­cy­do­wa­nej na cc, że poród siłami natury jest lep­szy. To jest sprawa indy­wi­du­alna każ­dej z przy­szłych mam i oso­bi­ście uwa­żam, że powinno ist­nieć ofi­cjalne prawo wyboru co do formy porodu. Oczy­wi­ście w cywi­li­zo­wa­nych kra­jach już doszli do takich wnio­sków, tylko w Pol­sce wymy­śla się coraz to więk­sze bzdury mające odstra­szać od cc ( mam tu na myśli teo­rie w stylu, że dziecko prze­cho­dząc przez kanał rodny matki uod­par­nia się na bak­te­rie itp).
Rozu­miem, że dla kobiety, która chce rodzić natu­ral­nie, cesarka po 12 godzi­nach skur­czy jest trau­ma­tycz­nym dozna­niem. Ja jed­nak roz­ma­wia­łam z sze­re­giem kobiet po cc na życze­nie, i (może­cie mi wie­rzyć lub nie) każda uznała, że był to dobry wybór.
Tak więc na zakoń­cze­nie; Twoje argu­menty, Droga Autorko, w ogóle mnie nie prze­ko­nały i z całą pew­no­ścią cie­szę się z moż­li­wo­ści porodu przez cc.

Coz…kazda z was po cze­sci ma racje.
Ja jestem po raz 3 ci w ciazy.
Marze o cesarce.Inaczej nie wyobra­zam sobie kolej­nego porodu.
Pierw­szy porod…19 godzin.Brak rozwarcia,oksytocyna,wyciskanie dziecka ze mnie na sile.
Mala uro­dzila sie podduszona…6 punktow.Ale zdrowa.Dziekuje za to Bogu!:)
Drugi porod…silami natury 25 godzin,brak rozwarcia,4 cm i bez postepu…
Prze­bi­cie peche­rza plodowego…i nic.
Po 20 godzi­nach boli i krzy­zo­wych i par­tych zasy­piam pod­czas porodu…takie zmeczenie,ze nie daje rady.Wszystko to uwiecz­nil moj maz na zdjeciu…bo bym nie uwierzy;la,ze spa­lam…
Bylam ledwo zywa.I to nie sa wymy­sly roz­hi­ste­ry­zo­wa­nej baby.Jak to pomy­sla nie­ktore z was…
Rodze nadal…rozwarcie 7 cm,robia mi znie­czu­le­nie do kre­go­slupa by zla­go­dzic bole,bo mam pro­blemy z cisnieniem…Jestem polprzytomna.Maz zestresowany.Lekarka i polo­zna row­niez…
Po 23 godzi­nach nadal nic.Nie mam juz sily…Chce tylko zoba­czyc moje dziecko,chce urodzic,pre,ale maly sie zaklinowal…jest 10 cm…Ale on nadal zakli­no­wany.
Po 24 godzi­nach ser­duszko mego synka zaczyna bic nieregularnie,jest wyczerpany…Nie robia mi cesarki.Boze,tak chce Go juz przytulic!!!!Prosze o cesarke,boje sie o dziecko.Ale jest za pozno na cie­cie podobno…Robia wakum.Trzy podej­sca i udaje sie.
Moj synek jest juz z nami…Strasznie zmeczony…6 punktow…ale zyje.…Boze dzie­kuje Ci!!!!Glowka cala opuchnieta,na glowce 3 potworne opuch­niete kule..od wakum…Kto mi powie,ze to nor­malne???
cze­ka­nie az do gra­nicy smierci?Trzecia bede miec cesarke!!!I choc­bym nawet musiala dac w lape jak to opisujecie,to ja chce miec zdrowe dziecko.Nie juz ponow­nie usly­szec od lekarki,ze serce dziecka ma powolne zaburzenia…od porodu natu­ral­nego.
Nie chce tego przezywac!!!!Bo uwazam,jedne kobiety sa do rodze­nia natu­ral­nego …inne nie.Nie cho­dzi mi o moj wla­sny bol…to zniose,nawet 30 godzin.Chodzi mi o zdro­wie dziecka.
Nikt nie ma prawa nikogo osadzac,pisac cesarka jest zla.Bo nie kaz­demu jest dane rodzic normalnie,wiec cza­sem zasta­now­cie sie co pisze­cie na forach.Bo to moze kogos zabo­lec.
Pozdra­wiam wszyst­kie mamy,te po cesarce i te rodzace naturalnie…bo wszyst­kie jeste­smy MATKAMI!:)

16 mie­siecy temu prze­szłam cesar­skie cię­cię z powodu zwę­że­nia mied­nicy.
Zanim oka­zało się że mam zwę­żoną mied­nicę spę­dzi­łam w skur­czach 35 h. Skur­cze były silne i momen­tami nie do znie­sie­nia (wyłącz­nie krzy­żowe). Kiedy położna nie mogła juz znieść mojego cier­pie­nia podała mi wody uzu­peł­nia­jące kró­plówką a potem oksy­to­cynę która owszem roz­ru­szała akcję ale nie w tym tkwił pro­blem jak się wtedy wyda­wało. Kiedy jęcza­łam że nie dam rady dosta­łam dolar­gan w kro­plówce co nie­stety wpły­nęło na mnie fatal­nie (zawroty głowy , mdło­ści a bóle taki jak był) a potem już znie­czu­le­nie zzo. Pamię­tam kiedy z rado­ścią położna oce­niła że jest 10 cm roz­war­cia na co lekarz bada­jąc mnie uznał że dziecko wogóle pomimo roz­war­cia nie wsta­wia się w wchód mied­nicy i że zapada decy­zja o cc. Czu­łam strach ale rów­nież ulge pomimo że nie pla­no­wa­łam i nie chcia­łam cię­cia, zwy­czaj­nie byłam już wykoń­czona i było mi wszystko jedno. Co czu­łam pod­czas cc? Szar­pa­nie i silny ucisk (zosta­łam poin­for­mo­wana że tak będzie) ale nie ból. Cała ope­ra­cja trwała 20 minut. Po wyję­ciu dziekca usły­sza­łam płacz i za moment przy­sta­wili mi ją do uca­ło­wa­nia i tak potrzy­mali 4 minutki. Mąż był przy ope­ra­cji i to on potem był z córką kiedy ja leza­łam na sali poope­ara­cyj­nej. Po ope­ra­cji zaczęło mi szwan­ko­wać krą­że­nie i dosta­łam drga­wek więc oto­czyli mi kark i przy­kryli ciało spe­cjal­nym kocem z bar­dzo cie­płym powie­trzem w środku. Na drugi dzień z rana bra­łam już prysz­nic i spa­ce­ro­wa­łam oraz kar­mi­łam swoją córkę która była cały czas przy mnie :) . Ból czy­łam przy sia­da­niu i wsta­wa­niu a tak dosta­wa­łam kro­plów­kami mexa­len (para­ce­ta­mol) w sil­nych daw­kach więc bólu nie czu­łam poza tym . Na 4 dzień wyszłam z córką do domu. Cesarkę wspo­mi­nam bar­dzo dobrze , bli­zna goiła się szybko i obec­nie mam juz nie­wi­doczną cie­niutką , białą kre­seczkę na 10 cm w lini nad­ło­no­wej. Mia­łam cię­cie poprzeczne tuż nad kością łonową a ope­ra­cja prze­bie­gła w Austrii (Wie­deń). Drugi poród rów­nież odbę­dzie się w ten sam sposób.

do mnie tez te argu­menty nie prze­ma­wiaja. row­niez z powodu braku postepu porodu i zagro­ze­nia zycia corki posta­no­wili mnie ciac. na poczatku ope­talo mnie prze­ra­ze­nie, bo po szkole rodze­nia bylam (?) gotowa rodzic natu­ral­nie. jed­nak wszystko prze­bie­glo u mnie bez zadnych kom­pli­ka­cji, ani w trak­cie, ani po. zalo­zyli mi szwy, ktore same sie roz­pu­scily, bli­zna dzis to 10 cen­ty­me­trowa, biala, waska kre­ska, kto­rej prak­tycz­nie nie widac! brzu­szek wro­cil do pla­sko­sci… mleka mia­lam, ze hej, rok kar­mi­lam corke! a bol, oprocz pierw­szego pod­nie­sie­nia sie z lozka, minal bar­dzo szybko… polog tez byl w nor­mie, na pewno nie dluz­szy niz po poro­dzie natur­la­nym. ja tam jestem bar­dzo, bar­dzo zado­wo­lona z cesarki, oby kolejna (juz za 3 tygo­dnie) prze­bie­gla tak samo (stres jest, nie powiem). tym razem zapla­no­wa­lam (11 dni przed ter­mi­nem) zeby unik­nac tego co spo­tkalo mnie ostat­nio.
mysle, ze za bar­dzo sie ja demo­ni­zuje, to nie jest az tak powa­zny zabieg, wrecz prze­ciw­nie, stal sie juz rutyna…
a juz naj­gor­sze sa kobiety, ktora mysla, ze sa lep­sze, bo rodzily naturalnie…!

Nie zga­dzam się w kwe­stii łoży­ska ..W moim przy­padku wyczy­ścili mnie dokładniutko..szły w ruch jakieś odssy­sawy, ssaki czy …odku­rza­cze ??? ;) Krwa­wi­łam bar­dzo krótko…Natomiast ZABIEG»>OPERACJA JAK NAJBARDZIEJ POWAZNA<BOLESNA<PRZECINANE WSZYSTKIE POWLOKI BRZUSZNE ŁĄCZNIE Z MIĘŚNIAMI…BÓŁ PO OKROPNY»

prawda jest taka ze po poro­dach natu­ral­nych rodzi sie duzo wie­cej cho­rych dzieci niz po cc (oczy­wi­scie jezeli jest ono zro­bione w odpo­wie­dim momen­cie a nie gdy z dziec­kiem jest naprawde juz zle )ja mia­lam cc z braku postepu porodu po 27 godzi­nach od odej­scia wód i teraz jestem znowu w ciazy tez bedzie cc bar­dzo dobrze wspo­mi­nam samo cc pierw­szy dzien po byl ciezki ale potem oki bar­dzo duzo moze sie wyda­zyc pod­czas porodu sn np nie­współ­mier­ność bar­kowa i wtedy jest tra­ge­dia moze dojsc nawet do zgonu dziecka

To ja wam powiem, dla­czego nie wyko­nuje sie cesarki ‘na zycze­nie’. Bo cesarka to jest powa­zna ope­ra­cja, a nie zabieg kosme­tyczny i nie­sie ona ryzyko dla matki. To ope­ra­cja, cie­cie bli­sko jelit i peche­rza, wiec ist­nieje ryzyko uszko­dzen w tych rejo­nach wla­snie a do tego jest row­niez ryzyko roz­nych infek­cji. Cie­cie na sko­rze to naj­mniej­szy pro­blem. Prze­ciez lekarz musi poprze­ci­naac te wszyst­kie inne war­stwy, zeby dostac sie do macicy. Doj­scie do sie­bie po poro­dzie natur­la­nym jest znacz­nie szyb­sze, choc np cie­cie w kro­czu tez nie nalezy do naj­przy­jem­niej­szych. Oso­bi­scie uwa­zam, ze cesarka powinna byc wyko­ny­wana tylko w przy­pad­kach, gdzie fak­tycz­nie jest wska­za­nie do tego (ze wzgledu na zagro­ze­nie zdro­wia cz zycia dziecka badz matki) — czyli tak jak jest teraz, a nie wyko­ny­wana ruty­nowo ‘na zycze­nie’. A do Matree — to, ze dziecko uod­par­nia sie na bak­te­rie pod­czas przej­scia przez kanal rodny, to nie ‘glu­poty’, ktore w Pol­sce wma­wiaja ludziom, zeby odstra­szyc od cesarki, bo tak jest — poczy­taj sobie lepiej. Poza tym, wydaje mi sie wla­snie, ze poza gra­ni­cami Pol­ski cesarke sto­suje sie znacz­nie rza­dziej niz w Pol­sce, wiec to co mowisz, w ogole sie z fak­tami nie pokrywa.

P.S. W Anglii na przy­klad nie mozna miec cesarki ‘na zycze­nie’ jesli nie ma ku temu wska­zan. No, chyba ze w pry­wat­nym szpi­talu, choc tez nie jestem tego taka pewna.

Gdy czy­tam wasze histo­rie to widzę taki pro­blem że leka­rze w cza­sie porodu za długo zwle­kają z pod­ję­ciem decy­zji o cc. Jed­nak wiele kobiet mogłoby nor­mal­nie uro­dzić ale chcą mieć cc na żąda­nie i myślę że ten arty­kuł jest dla nich żeby się 3 razy zasta­no­wiły. Ja swoja cesarkę w pol­skim szpi­talu słabo wspo­mi­nam. Opi­suję to dokład­nie krok po kroku na moim blogu http://omgdziecko.blogspot.com/
Została zro­biona po pra­wie 12 godzi­nach porodu i jestem za nią wdzięczna ale gdy­bym miała moż­li­wość wola­ła­bym uro­dzić natu­ral­nie żeby mieć siłę dla dziecka a nie być jak cień czło­wieka przez następny miesiąc.

A ja moją cesarkę wspo­mi­nam bar­dzo dobrze. Była to cesarka na zycze­nie, zde­cy­do­wa­łam się na nią po doświad­cze­niach mojej sio­stry, która pra­wie umarła razem z dziec­kiem pod­czas natru­ral­nego trwa­ją­cego 18 godzin porodu, gdy wresz­cie zro­biono jej cesarkę, nie mogli wycią­gnąć dziecka żadną stroną tak się zakli­no­wało — póź­niej kilka lat reha­bi­li­ta­cji, na szczę­scie dzi­siaj mała jest zdrowa.
Gdy leża­łam w szpi­talu w ocze­ki­wa­niu na cesarkę, razem ze mną leżała dziew­czyna, która była już po ter­mi­nie. Rano podano jej leki i około 7 zaczął się poród.
Ja o 11 mia­łam cesarkę, która trwała 20 minut. Przed godz. 12 wró­ci­łam na salę z dziec­kiem, a ta dziw­czyna dalej męczyła się, cho­dziła i o 19 uro­dziła w końcu siłami natury…martwego synka…
Wybacz­cie, ale nikt mnie nie prze­kona, że poród natu­ralny jest lep­szy. Na sali popo­ro­do­wej leża­łam z kil­koma kobie­tami, byłam jedyna po cesarce i w nal­lep­szej for­mie, — obsłu­gi­wa­łam kobiety po wspa­nia­łych poro­dach natu­ral­nych z poła­ma­nymi kośćmi ogo­no­wymi, z roz­wa­lo­nymi kro­czami, tak, że nie mogły się ruszać. Ja wyszłam z dziec­kiem na 3 dobę do domu, one zostały.
Naj­bar­dziej śmie­szą mnie komen­ta­rze tych “jedy­nych praw­dzi­wych” matek, które uro­dziły siłami natury, które wszystko wie­dzą naj­le­piej i które też naj­le­piej wie­dzą jak straszna jest cesarka.
Cesarka to kosz­mar z kom­pli­ka­cjami, a poród natu­ralny to sama sło­dycz dla matki i dziecka.

Moja cesarka odbę­dzie się za mie­siąc, nie jest to widzi­mi­się tylko sku­tek poważ­nej ope­ra­cji, którą prze­szłam kilka lat temu. Nigdy nie będę miała moż­li­wo­ści spraw­dze­nia jak to jest przy poro­dzie natu­ral­nym. Nie­stety (z mojej per­spek­tywy) naj­praw­do­po­dob­niej konieczna będzie nar­koza (rów­nież ze wzglę­dów zdro­wot­nych), a bar­dzo nie chcia­łam tego waż­nego momentu prze­spać.
Moja sio­stra i bra­towa rów­nież ze wzgl. zdro­wot­nych miały CC (nie pod nar­kozą), docho­dziły do sie­bie w róż­nym tem­pie, ale gene­ral­nie po wszyst­kim cie­szyły się, że poród odbył się wła­śnie w ten spo­sób. Obie wie­działy o cesarce kilka dni przed poro­dem. Rodziły po 30 roku życia.
Teraz trzy­mam kciuki za wszyst­kie brzu­chate kole­żanki, bez wzgl. na spo­sób roz­wią­za­nia.
I wie­rzę, że wszystko będzie ok :)

Write a comment