Apa­rat do foto­gra­fii dziecięcej

1

Posted by Zosia | Posted in Mama fotoamatorka | Posted on 29-01-2010

Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

Tak sobie wła­śnie pomy­śla­łam, że zanie­dba­łam tro­chę kate­go­rię “Mama foto­ama­torka”. W sumie, to nawet bar­dzo zanie­dba­łam, a szkoda, bo to ważny temat przecież.

Wra­cam więc z kolej­nym zagad­nie­niem. Tym razem słów kilka zamie­rzam poświę­cić wybo­rowi apa­ratu foto­gra­ficz­nego. Nie jest to pro­sta sprawa; warto się przed kup­nem zasta­no­wić, czego tak naprawdę ocze­ku­jemy od nowego sprzętu, no i co tak naprawdę jest/może być nam potrzebne do uwiecz­nia­nia roze­śmia­nych twa­rzy naszych pociech (ach, jak słodko… ;) ).

Nie jestem super znawcą sprzętu foto­gra­ficz­nego, nie znam się na mar­kach czy nie­któ­rych para­me­trach tech­nicz­nych. Mam jed­nakże już ponad dwu­let­nie doświad­cze­nie w foto­gra­fo­wa­niu (w róż­nych sytu­acjach) wła­snego dzie­cię­cia i jestem w związku z tym w sta­nie okre­ślić pewne kry­te­ria czy zasady wyboru odpo­wied­niego sprzętu. Jed­nakże nie ocze­kuj­cie ode mnie, pro­szę, że dora­dzę Wam kon­kretny model. Nic z tych rze­czy, po pro­stu apa­ra­tów jest na rynku tyle, że nie da się tego ani zli­czyć, ani zapa­mię­tać. Sprze­dawca w skle­pie z pew­no­ścią fachowo wskaże Wam kilka alter­na­tyw spo­śród wielu modeli, a ja posta­ram się pod­rzu­cić kilka rad w związku z tym, co się może w apa­ra­cie przy­dać.

Lustrzanka, kom­pakt, ana­log, cyfrówka — co wybrać?

  • apa­rat kom­pak­towy — z zało­że­nia został stwo­rzony dla ama­to­rów foto­gra­fii. Cho­dziło przede wszyst­kim o jego wymiary — zazwy­czaj lekki, pro­sty w uży­ciu. Współ­cze­sne kom­pakty bar­dzo róż­nią się od tych sprzed kil­ku­na­stu czy kil­ku­dzie­się­ciu lat. Jakość robio­nych przez nie zdjęć wzro­sła. Jeśli zależy Ci na dobrej jako­ści zdję­ciu, nie­wy­gó­ro­wa­nej cenie oraz na tym, by apa­rat zaj­mo­wał jak naj­mniej miej­sca w kie­szeni czy torebce, z pew­no­ścią będziesz zado­wo­lona ze sprzętu kompaktowego
  • lustrzanka — przede wszyst­kim o wiele więk­sza i cięż­sza od kom­pakta. Ma to z pew­no­ścią duże zna­cze­nie dla mamy, która musi dużo rze­czy pomie­ścić w torebce lub ple­caku. Lecz cóż, coś za coś — może cięż­sza i więk­sza, ale za to jako­ściowo zdję­cia robi lep­sze. Foto­gra­fie są bar­dziej szcze­gó­łowe, do tego do lustrzanki dostępna jest cała gama obiek­ty­wów, dzięki któ­rym mamy więk­sze moż­li­wo­ści jeśli cho­dzi o kadr, jasność zdję­cia, dobór kon­kret­nej głębi ostro­ści… W lustrzan­kach umiesz­czane są też więk­sze niż w kom­pak­tach matryce, co nie­zwy­kle prze­kłada się na lep­szy obraz. Wadą z pew­no­ścią może być cena.
  • ana­log — apa­rat foto­gra­ficzny nazy­wany przez nie­któ­rych sprzę­tem “sta­rej daty”. Naj­pro­ściej mówiąc jest to apa­rat, gdzie obraz zapi­suje się na kli­szy foto­gra­ficz­nej. Prak­tycz­nie z uży­cia wyszły już kom­pakty ana­lo­gowe — jakość ich zdjęć nie była pora­ża­jąca. Ina­czej tro­chę rzecz ma się z lustrzan­kami ana­lo­go­wymi. Bar­dzo wielu pro­fe­sjo­na­li­stów do tej pory z nich korzy­sta, jako­ścią nie ustę­pują (a cza­sem pew­nie prze­wyż­szają) lustrzan­kom cyfro­wym. Przy­znam Wam, że i my mamy w domu ana­lo­gową lustrzankę — Canon EOS 33. Bar­dzo lubię jej uży­wać, szcze­gól­nie z czarno-białą kli­szą. Ma to swój urok, jakiś bar­dziej pro­fe­sjo­nalny kli­mat. Dla zwy­kłego foto­ama­tora jed­nakże z pew­no­ścią jest o tyle uciąż­liwe, że mamy ogra­ni­czoną do 36 ilość zdjęć na fil­mie, no i gdy chcemy obej­rzeć efekt naszej pracy musimy pofa­ty­go­wać się do foto-labu, by wywo­łać kliszę
  • cyfrówka — obraz zapi­sy­wany jest na matrycy, zamiast na kli­szy (dla­tego mamy moż­li­wość zro­bie­nia więk­szej ilo­ści zdjęć. Ponadto nie musimy inwe­sto­wać w nową kartę, bo po zgra­niu zdjęć na dysk kom­pu­tera możemy ją wyczy­ścić i uży­wać ponow­nie). Do wyboru macie albo cyfrową lustrzankę, albo kom­pak­cik. Na pyta­nie, na któ­rym z tych dwóch rodza­jów apa­ratu bar­dziej Wam zależy, musi­cie odpo­wie­dzieć sobie, nie­stety, same.

Czym się kie­ro­wać przy zakupie:

  • Z pew­no­ścią cena jest dobrym kry­te­rium. Każdy ma okre­ślone moż­li­wo­ści finan­sowe i to one naj­czę­ściej usta­lają górny pułap naszych zaku­pów. Tak się obec­nie poro­biło na rynku sprzętu foto­gra­ficz­nego, że nie­mal każdy może kupić sobie apa­rat, który go zado­woli. Poni­żej tysiąca zło­tych znaj­dzie­cie naprawdę przy­zwo­ity kom­pakt, a w oko­li­cach dwóch tysięcy może­cie nawet zacząć zasta­na­wiać się nad lustrzanką
  • poręcz­no­ścią — to ważna cecha apa­ratu. Apa­rat musi “dobrze leżeć w dłoni”. Przed zaku­pem warto oso­bi­ście pooglą­dać kon­kretne modele czy rodzaje apa­ra­tów. Dla jed­nych mały kom­pakt jest w sam raz, inni muszą poczuć w ręce cię­żar lustrzanki. Poza tym nawet lustrzanka lustrzance nie­równa. Poszcze­gólne firmy w różny spo­sób pro­fi­lują swoje apa­raty, dla­tego nie zawsze są w sta­nie wszyst­kich zado­wo­lić. Podob­nie jest zresztą z kompaktami.
  • zdję­ciami, które chcemy wyko­ny­wać — jeśli zależy nam na naprawdę dobrych jako­ściowo zdję­ciach i wielu moż­li­wo­ściach usta­wień apa­ratu, to z pew­no­ścią lep­sza okaże się lustrzanka. Lecz jeśli nie przy­kła­damy wiel­kiej uwagi do jako­ści i w zupeł­no­ści wystar­czy nam pro­gram “auto” w apa­ra­cie, to z powo­dze­niem wybie­rzemy przy­zwo­ity kompakt
  • pro­stotą obsługi — tłu­ma­czyć nie trzeba. O wiele łatwiej i przy­jem­niej korzy­sta się z apa­ratu o intu­icyj­nej obsłu­dze, niż z takiego, któ­rego instruk­cja obsługi jest w dwóch tomach i to po japoń­sku ;)
  • matrycą — im więk­sza, tym lep­sza. Tro­chę mylące może oka­zać się suge­ro­wa­nie ilo­ścią mega­pik­seli. Owszem, ilość pik­seli na matrycy powinna świad­czyć o wyso­kiej roz­dziel­czo­ści zdję­cia, ale tylko wtedy, gdy ich ilość jest ade­kwatna do wiel­ko­ści matrycy. W skró­cie — jeśli masz w apa­ra­cie małą matrycę, to im więk­sza ilość mega­pik­seli, tym więk­sza też szansa, że apa­rat będzie robił ziar­ni­ste i nie­wy­raźne zdję­cia. Na potrzeby ama­tora, przy wiel­ko­ści matrycy ze śred­niego kom­paktu w zupeł­no­ści wystar­czy kilka mega­pik­seli. Jeśli chcesz robić zdję­cia o wyso­kiej roz­dziel­czo­ści i potem je dru­ko­wać na dużych for­ma­tach papieru, to kup sobie lustrzankę z dużą matrycą.
  • moż­li­wość nagry­wa­nia fil­mów (faj­nie, jak są w jako­ści HD). Kie­dyś byłam wro­giem tako­wych funk­cjo­nal­no­ści w apa­ra­tach, kamer w ogóle. Ale od kiedy mam dziecko i obser­wuję jego roz­wój, to bar­dzo czę­sto korzy­stam z moż­li­wo­ści nagry­wa­nia fil­mi­ków. Nie­któ­rych sytu­acji nie da się uchwy­cić na foto­gra­fii po pro­stu. A potem szybko na youtube i całemu światu można się pochwa­lić, jakie to mamy mądre dziecko ;)
  • opóź­nie­nie spu­stu migawki — krótko mówiąc, jest to czas od naci­śnię­cia przy­ci­sku w apa­ra­cie do zro­bie­nia zdję­cia. Nie­które apa­raty mają ten czas dość wydłu­żony (jak choćby apa­raty w tele­fo­nach komór­ko­wych), co w foto­gra­fo­wa­niu dzieci ma zna­czący wpływ na ostrość zdję­cia. Dzieci są cały czas w ruchu. Jeśli opóź­nie­nie spu­stu migawki będzie dłu­gie, to zanim apa­rat zrobi zdję­cie, dziecko zdąży uciec lub się poru­szy. Nie­stety, nie potra­fię podać Wam para­me­tru, któ­rym można się suge­ro­wać przy spraw­dza­niu tego w danym apa­ra­cie. Ale w opi­sach sprzętu czę­sto można zna­leźć jakiś tekst typu: “wyjąt­kowo krótki czas roz­ru­chu i opóź­nie­nia uwol­nie­nia migawki; cechy te uła­twiają uchwy­ce­nie nagłych, spon­ta­nicz­nych ujęć”. Zawsze też można popro­sić sprze­dawcę by udzie­lił takich infor­ma­cji, czy poka­zał jak reaguje wybrany aparat.

No i jesz­cze na koniec moje oso­bi­ste porady co do funk­cji apa­ratu i dodat­ków, które mogą przy­dać się przy foto­gra­fo­wa­niu Waszych pociech:

  • jeśli cho­dzi o apa­rat, to z całego serca pole­cam lustrzankę. Wiem, że to drogi zakup, ale jakość i pla­stycz­ność zdjęć jest nie­po­rów­ny­wal­nie lep­sza niż z kom­pak­cika. Jeśli stać Cię na lustrzankę, to ją kup. Mam porów­na­nie, widzę róż­nicę. Acz­kol­wiek, jeśli nie widzisz takiej potrzeby, to z pew­no­ścią znaj­dziesz dla sie­bie porząd­nego kom­pakta i też będziesz zado­wo­lona :)
  • Funk­cje w apa­ra­cie. Oso­bi­ście nie lubię uży­wać dostęp­nej w każ­dym apa­ra­cie funk­cji “auto”. Owszem, zdję­cie z pew­no­ścią będzie popraw­nie naświe­tlone itd. ale w przy­padku lustrza­nek apa­rat zapi­sze zdję­cie w for­ma­cie jpg, a ja wolę w RAW (jest to for­mat bez­stratny). Poza tym apa­rat czę­sto robi taką brzydką rzecz w “auto”, jak bły­ska­nie fle­szem i to pro­sto w oczy nieszczęśnika-modela (a tego sta­ramy się unik­nąć. Ale o oświe­tle­niu posta­ram się napi­sać kiedy indziej). Wbu­do­wane w apa­raty lampy bły­skowe nie są też naj­lep­szej jako­ści… Ambit­nym mamom pole­cam apa­raty, które posia­dają pre­se­lek­cję czasu lub przy­słony. Oso­bi­ście naj­czę­ściej korzy­stam z usta­wień w pełni manu­al­nych. Począt­kowo wyda­wało mi się to trudne, ale naprawdę jest to do opa­no­wa­nia przez laika (ja sobie pora­dzi­łam!), a mamy więk­sze pole do popisu. Wła­sno­ręczne usta­wia­nie para­me­trów foto­gra­fii daje nam szer­sze moż­li­wo­ści jeśli cho­dzi np. o naświe­tle­nie sceny (cza­sami prze­cież chcemy, by zdję­cie było lekko nie­do­świe­tlone, by oddać atmos­ferę jakie­goś miej­sca czy zda­rze­nia) oraz pozwoli nam na więk­sze lub mniej­sze “roz­my­cie” tła (tzw. głę­bia ostrości).
  • lampa bły­skowa — jeśli masz lustrzankę, to pole­cam doku­pie­nie lampy, którą się dopina do apa­ratu (funk­cja dostępna także w nie­któ­rych bar­dziej roz­bu­do­wa­nych wer­sjach kom­pak­tów). Można ją obra­cać w różne strony, więc unik­niemy strze­la­nia dziecku lampą pro­sto w oczy. Do tego jakość świa­tła pły­ną­cego z takiej lampy jest lep­sza, niż z lampy wbu­do­wa­nej w apa­rat.
    Jeśli cho­dzi o sam fakt korzy­sta­nia z lampy bły­sko­wej, to ja oso­bi­ście korzy­stam z niej przy foto­gra­fo­wa­niu mojego dziecka w wielu sytu­acjach, naj­czę­ściej w domu, by popraw­nie naświe­tlić scenę. Dziecko poru­sza się szybko, zdję­cia “pstry­kane” w domu bez lampy bar­dzo czę­sto nie wycho­dzą, bo jest po pro­stu za ciemno. Świa­tło z żaró­wek nie do końca dobrze oświe­tli nam pomiesz­cze­nie, poza tym znie­kształci kolory. Gdy jest za ciemno uży­wam lampy bły­sko­wej, ale nie celuję pro­sto w dziecko. Celuję w sufit lub lekko pod kątem w ścianę za mną (tak 45 stopni mdz ścianą i sufi­tem). Świa­tło odbija się wtedy od sufitu/ściany — jest na tyle mocne, by oświe­tlić scenę, a nie jest nie­bez­pieczne dla oczu dziecka. Innym spo­so­bem (jeśli macie lampę tylko wbu­do­waną w apa­rat), by nie świe­cić dziecku pro­sto w oczy jest jakby prze­fil­tro­wa­nie tego świa­tła przy­kle­ja­jąc do lampy np. kawa­łek chu­s­teczki higie­nicz­nej — 1 – 2 war­stwy (tak, by mimo to zdję­cie było popraw­nie naświe­tlone). Pozwoli to też unik­nąć nie­na­tu­ral­nych prze­świe­tlo­nych kolo­rów na foto­gra­fii, no i tych nie­szczę­snych czer­wo­nych oczu
  • pokro­wiec — rzecz przy­datna. Dla kom­pakta, by się nie ryso­wał nie­po­trzeb­nie wśród klu­czy i port­fela w torebce. Dla lustrzanki pole­cam ple­caki foto­gra­ficzne. Jest wielki wybór na rynku. My mamy dwa — jeden taki pro­fe­sjo­nalny, duży, firmy Lowe­pro, a drugi (taki za chyba 40 zł) z Bie­dronki (jakiś rok temu był w sprze­daży), mały. I przy­znam szcze­rze, że o wiele czę­ściej w uży­ciu jest ten “bie­dron­czany”. Ple­caki do lustrza­nek są o tyle fajne, że mają miej­sce na obiek­tywy, lampę bły­skową i jakiś inny drobny sprzęt, nie­ko­niecz­nie foto­gra­ficzny. W pokrowcu nie wszystko nam się zmie­ści. Oczy­wi­ście, są też obec­nie dostępne kom­pakty z wymienną optyką (mówiąc pro­ściej — z moż­li­wo­ścią wymie­nia­nia obiek­ty­wów), któ­rym też z pew­no­ścią przyda się bar­dziej ple­cak niż sam pokrowiec
  • obiek­tywy — nie znam się na tym jakoś szcze­gól­nie. Mogę powie­dzieć Wam tylko, że naj­czę­ściej wyko­rzy­sty­wa­nym szkłem przeze mnie jest sta­ło­ogni­skowa 50tka 1.4 Canona (ide­alna dla por­tre­tów) i tro­chę rza­dziej 100tka 2.8 (dobra dla uchwy­ce­nia detalu, cza­sem też wyko­rzy­stuję ją do por­tre­tów dziecka) oraz 17 – 40, 4.0L Canona (sze­ro­ko­kątny, wystar­cza­jący do foto­gra­fo­wa­nia kra­jo­bra­zów). Jeśli posia­da­cie zoom w kom­pak­cie, to z doświad­cze­nia powiem, że warto uni­kać tzw. zoomu cyfro­wego, bo z tego, co pamię­tam, prze­kła­dało się to na brak ostro­ści zdję­cia. Cza­sem lepiej podejść kilka kro­ków bli­żej z apa­ra­tem, niż korzy­stać z zoomu.

I pamię­taj­cie. Nie wierz­cie rekla­mom ;) A tak na serio — sta­raj­cie się nie kupo­wać w ciemno. Nawet jeśli znaj­dzie­cie w sieci tań­szy pro­dukt niż w skle­pie w cen­trum han­dlo­wym, to naj­pierw idź­cie do owego sklepu w cen­trum, obej­rzyj­cie dokład­nie, poma­caj­cie, poroz­ma­wiaj­cie ze sprze­dawcą, sprawdź­cie, jak apa­rat leży Wam w rękach i dopiero podej­mij­cie decyzję.

Tyle na dziś. Pozdra­wiam Was ser­decz­nie,
Mama Foto­ama­torka :)

Pomoc­nik współ­cze­snego rodzica czyli oda do iPhone’a

5

Posted by Zosia | Posted in Pod mikroskopem, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 18-01-2010

Tagi: , , , , , , , ,

(Nie­stety) nie jest to arty­kuł spon­so­ro­wany. Nie będę zagłę­biać się w spe­cy­fi­ka­cję tech­niczną ani w to, czy inny tele­fon posiada podobne funk­cje. Innych urzą­dzeń nie testo­wa­łam, iPhone’a uży­wam, więc piszę o tym, co znam.

Gdy dwa mie­siące temu wzię­łam do ręki iPhone’a stwier­dzi­łam, że nigdy, ale to nigdy nie dam Miko­ła­jowi do ręki tak dro­giego urzą­dze­nia. Pomna róż­nych przy­gód, które spo­tkały moje dwa poprzed­nie tele­fony (włącz­nie z topie­niem w misce z wodą nokii 6300 — mocny model, po dwóch dniach susze­nia działa do dziś bez zarzu­tów i służy jako tele­fon rezer­wowy) stwier­dzi­łam, że żywot­ność iPhone’a w zetknię­ciu z moim dzie­cię­ciem może zostać mocno ogra­ni­czona, więc lepiej dmu­chać na zimne. No ale cóż. Bywają momenty, że trzeba zwe­ry­fi­ko­wać swoje poglądy i posta­no­wie­nia. Zwłasz­cza ostatni pobyt w szpi­talu poka­zał, jak bar­dzo taki iPhone może być pomocny w zapeł­nia­niu czasu dziecku, zwłasz­cza, gdy w pew­nych sytu­acjach trzeba malu­cha utrzy­mać w miej­scu przez dłuż­szy czas.

Co mnie, matce dwu­latka, bar­dzo przy­daje się w iPho­nie?

Po pierw­sze iPod :) Oglą­da­nie bajek wrzu­co­nych do tele­fonu, słu­cha­nie muzyki lub baj­ko­wych słu­cho­wisk to rewe­la­cyjna pomoc w wielu sytu­acjach. Z pew­no­ścią spraw­dza się w samo­cho­dzie, pod­czas dłu­giej podróży, czy w pocze­kalni u leka­rza, który się spóź­nia :)

Po dru­gie łącze inter­ne­towe. Nigdy do tej pory nie korzy­sta­łam z Inter­netu za pośred­nic­twem tele­fonu, więc być może nie odkryję tu Ame­ryki. Jed­nakże szybki dostęp do sieci, pro­sta obsługa prze­glą­darki, no i w ogóle osobna ikonka do youtube, to dla mnie zupeł­nie nowa jakość korzy­sta­nia z tele­fonu. Wspo­mniane natych­mia­stowe połą­cze­nie z youtube ura­to­wało mi kil­ku­krot­nie życie, gdy Miko­łaj doma­gał się ulu­bio­nego “Dobra­noc­nego Ogrodu”, któ­rego aku­rat wgra­nego nie miałam.

Po trze­cie całe mnó­stwo bez­płat­nych i płat­nych apli­ka­cji, które można pobrać z App­Store na swój tele­fon i korzy­stać do woli. Nie muszą to być jed­nakże pozba­wione sensu gierki. Dostępne jest całe mnó­stwo róż­nych faj­nych pro­gra­mów dla dzie­cia­ków: maluch może ryso­wać, kolo­ro­wać, grać na pia­ni­nie, bęb­nach, uczyć się nazw i dźwię­ków wyda­wa­nych przez zwie­rzęta, ukła­dać wir­tu­alne puz­zle… Co prawda widzę tu cią­gle pole do popisu, ale powo­dów do narze­kań wcale nie jest wiele. Po pierw­sze bra­kuje takich apli­ka­cji w języku pol­skim. Rozu­miem, że w angiel­skim wię­cej się sprzeda, ale pol­skich użyt­kow­ni­ków iPhone’a i iPoda przy­bywa, więc szkoda byłoby tego nie wyko­rzy­stać. Poza tym jest tu też pole do popisu dla pomy­sło­daw­ców takich apli­ka­cji. Nie oszu­kujmy się, coraz wię­cej dzieci ma dostęp do podob­nych urzą­dzeń. Warto wyko­rzy­stać to do ich edu­ka­cji i roz­rywki. Pro­ste pro­gramy do nauki kształ­tów, kolo­rów, lite­rek czy cyfe­rek z pew­no­ścią mia­łyby powo­dze­nie.

A oto kilka przy­kła­do­wych apli­ka­cji, które można pobrać z App­Store, a które mogą się przy­dać rodzi­cowi małego dziecka:

  • na począ­tek tro­chę zwie­rzą­tek: Vocal Zoo, I hear ewe oraz Elias Zoo. W każ­dym cho­dzi mniej wię­cej o to samo — dotyka się danego zwie­rzątka i wów­czas zwie­rzątko wydaje ade­kwatny do sie­bie odgłos. Bywają różne kom­bi­na­cje, bar­dziej i mniej udane zestawy zwie­rza­ków, cza­sem jesz­cze lek­tor wyma­wia angiel­ską nazwę zwie­rzątka. Ogól­nie miła zabawa:

    vocal zoo
    Vocal Zoo

    i hear ewe
    I hear ewe

    elias zoo
    Elias Zoo

  • następ­nie kilka apli­ka­cji muzycz­nych: Vir­tu­oso Piano Pro, iCon­gas, Sha­ker oraz Drum Kit. Jak wyglą­dają — każdy widzi. Dzia­łają na zasa­dzie praw­dzi­wych instru­men­tów — doty­kasz pal­cem kon­kret­nego kla­wi­sza — sły­szysz kon­kretny dźwięk. Tylko w Sha­ke­rze jest ina­czej — trzeba potrzą­sać tele­fo­nem, by usły­szeć wybrany instrument.

    virtuoso piano
    Vir­tu­oso Piano

    iCongas
    iCon­gas lite

    shaker
    Sha­ker

    drum kit
    Drum Kit Lite

  • dalej tro­chę sztuk pla­stycz­nych ;)  — jedna z wielu apli­ka­cji umoż­li­wia­ją­cych ryso­wa­nie w tele­fo­nie — iDo­odle 2. Dodam, że stwo­rzony obra­zek można zapi­sać i wysłać np. mmsem

    iDoodle
    iDoodle
    iDo­odle 2 lite

  • można też poukła­dać puz­zle, np.: My first puz­zles lub Wood puz­zle

    my first puzzles
    My first puzzles

    wood puzzle
    Wood puz­zle

  • i na koniec hit, jak dla mnie — Bal­lo­oni­mals :) Taka sobie apli­ka­cja umoż­li­wia­jąca… nadmu­cha­nie balo­no­wego zwie­rzaka! Dmu­cha się w mikro­fon, następ­nie potrząsa tele­fo­nem i powstaje zwie­rzak. Na koniec można jesz­cze dopom­po­wać pompką, by balon pękł. To, co ja mam w tele­fo­nie, to wer­sja dar­mowa, z jed­nym tylko zwie­rza­kiem. Za nie­całe 1 euro można kupić cały pakiet balo­no­wych zwie­rza­ków. Apli­ka­cję odkry­łam dzięki pew­nemu Bli­po­wi­czowi, któ­remu tutaj skła­dam podziękowanie.

    Dmu­cha­nie:
    balloonimals

    Potrzą­sa­nie:
    balloonimals

    Potrzą­sa­nia ciąg dal­szy (zwie­rzak już “się two­rzy”):
    balloonimals

    I oto jest, w całej swej oka­za­ło­ści:
    balloonimals

Przy oka­zji rodzi mi się pyta­nie do Czy­tel­ni­ków — czy ktoś może pod­rzu­cić jesz­cze coś cie­ka­wego, coś, co mogłoby być atrak­cyjne lub przy­datne dla dziecka, a co można pobrać na iPhone’a? Będę wdzięczna za wszel­kie pomysły.

Rzec jesz­cze muszę, że oprócz Wood puz­zle wszyst­kie te apli­ka­cje są dar­mowe. Wiele z nich można roz­sze­rzyć za nie­wielką zazwy­czaj opłatą o dodat­kowe funk­cje lub tzw. pełne wersje.

Umiesz­czone tutaj zdję­cia to zrzuty z ekranu mojego tele­fonu. Taka cał­kiem przy­jemna rzecz; kolejna, która podoba mi się w iPho­nie i która, jak widać, cza­sem się przy­daje :)

Rewe­la­cyjną funk­cją iPhone’a dla mnie jest bez­po­śred­nie eks­por­to­wa­nie nagra­nych fil­mi­ków do youtube. Jest to jedna z naj­czę­ściej wyko­rzy­sty­wa­nych przeze mnie moż­li­wo­ści tego tele­fonu. Do tej pory wyglą­dało to tak: nagry­wa­łam fil­mik kamerką wbu­do­waną w apa­rat foto­gra­ficzny, następ­nie zrzu­ca­łam go do kom­pu­tera i stam­tąd umiesz­cza­łam na youtube. Fil­miki z iPhone’a, jeśli jest tylko dostęp do sieci (a zazwy­czaj jest) od razu wrzu­cam na stronę. Jest to dla mnie bar­dzo wygodne. Oczy­wi­ście, fil­miki stra­ciły tro­chę na jako­ści, ale nie prze­sa­dzajmy — na moje potrzeby roz­dziel­czość iPhone’a w zupeł­no­ści wystar­cza. Poza tym fil­mik można też w iPho­nie przy­ciąć i to w zupeł­nie pro­sty spo­sób.

Na mar­gi­ne­sie dodam, że fil­miki i zdję­cia można też wysy­łać z iPhone’a mailem. Kilka dni po zaku­pie tele­fonu mał­żo­nek skon­fi­gu­ro­wał mi moje konta pocz­towe i powiem Wam, że odbie­ra­nie i wysy­ła­nie wia­do­mo­ści e-mail w tele­fo­nie bar­dzo mi się spodo­bało. Nie trzeba włą­czać kom­pu­tera :)

Naj­pięk­niej­sze w iPho­nie jest jed­nak to, że jest taki intu­icyjny w obsłu­dze. Nawet blon­dynka go zro­zu­mie ;) Z apli­ka­cji wystar­czy korzy­stać “na czuja” i ze spo­ko­jem dacie sobie radę.

Pew­nie jesz­cze mogła­bym tro­chę popi­sać, ale myślę, że na razie wystar­czy. Jak będzie­cie mieli oka­zję — wypró­buj­cie iPhone’a. Jeśli się waha­cie czy kupić — kup­cie. Będzie­cie zado­wo­leni :) To jest wszyst­ko­ma­jący tele­fon. Serio :)

P.S. A teraz będę pisać do pol­skiego oddziału Apple, aby mi zapła­cili za takiego rekla­mo­wego posta ;)