Zęby mleczne też są ważne!

0

Posted by Zosia | Posted in Pod mikroskopem, Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 20-12-2009

Tagi: , , , , , ,

Witam po dłu­giej prze­rwie :) Tłu­ma­czyć się nie będę, bo kiep­sko mi to wyj­dzie. Wie­rzę, że wybaczycie.

Dziś słów kilka na temat higieny jamy ust­nej dzie­cię­cia. Wia­domo — sto­ma­to­lo­giem nie jestem, więc super pro­fe­sjo­nal­nych porad udzie­lać nie będę w sta­nie, ale mogę napi­sać, co wiem z doświad­cze­nia matki dwu­latka. Do tema­tyki wpisu natchnęła mnie wizyta u den­tystki, u któ­rej byłam nie­dawno z Miś­kiem. Może się przyda komuś to, co wiem?

Po pierw­sze o zębisz­cza dbać należy od samego początku. Wia­domo, że nowo­ro­dek nie ma jesz­cze uzę­bie­nia, ale nie zmie­nia to faktu, że już od pierw­szego dnia jego życia szczę­śliwa mama albo ura­do­wany tata (zależy kto kąpie pocie­chę) może zacząć wdra­żać pierw­sze ele­menty pasz­czo­wej higieny. Jak? W bar­dzo pro­sty spo­sób: gazik (taki naj­prost­szy, mały, z apteki), prze­go­to­wana woda i do boju! Można prze­my­wać dzią­sła wie­czo­rem pod­czas kąpieli lub po wie­czor­nym kar­mie­niu, można też rano, pod­czas poran­nej toa­lety maluszka. Gene­ral­nie dobrze jest prze­my­wać raz dzien­nie. A i dwa razy nie zaszko­dzi. Oczy­wi­ście nie ma co popa­dać w para­noje i łado­wać mal­cowi gazik do buzi po każ­dym kar­mie­niu. Doro­śli też prze­cież nie myją zębów po każ­dym posiłku (choć pew­nie zda­rzają się wyjątki).
Ważne jest, by w ogóle zdać sobie sprawę z tego, że jeśli zadbamy w odpo­wied­nim cza­sie i w odpo­wiedni spo­sób o dzią­sła, to mle­czaki będą miały zdrow­szy począ­tek.

Na rynku dostęp­nych jest cała fura róż­nych szczo­te­czek dla dzieci bez­zęb­nych i takich, co mają poje­dyn­cze sztuki dopiero — są sili­ko­nowe na trzonku, i takie na palec, okrą­głe i takie gumowe, które przy­po­mi­nają zwy­kłą szczo­teczkę… Gene­ral­nie od wyboru do koloru. My przez krótki czas uży­wa­li­śmy takiej sili­ko­no­wej z Can­pola — może nie tyle do czysz­cze­nia pierw­szych ząb­ków, co raczej do maso­wa­nia bolą­cych dzią­seł. Dawa­li­śmy ją Michowi do ręki i on sam dosko­nale sobie z nią radził — przy­gry­zał tam, gdzie go swędziało/bolało itd.

Do czysz­cze­nia pierw­sza­ków zaczę­li­śmy uży­wać od razu szczo­teczki z wło­siem, dosto­so­wa­nej do wieku, chyba z Oral B. Pole­ciła mi ją zna­joma den­tystka. Do tego odro­bina pasty elmex (dosłow­nie wiel­ko­ści zia­renka pie­przu). Na tej paście jest co prawda napi­sane, że jest dla dzieci od 1 roku życia, ale kon­sul­ta­cje sto­ma­to­lo­giczne prze­ko­nały nas, że nie jest ona w nie­wiel­kiej ilo­ści szko­dliwa (przy sto­so­wa­niu raz dzien­nie), a pomoże zadbać lepiej o pierw­sze ząbki (co u naszego malca miało miej­sce w pią­tym mie­siącu życia). Na początku, mimo wszystko, mia­łam tro­chę obaw, dla­tego po szczot­ko­wa­niu dokład­nie sta­ra­łam się wypłu­kać szczo­teczką lub gazi­kiem pozo­sta­ło­ści pasty, ale szcze­rze powiem, że nie trwało to zbyt długo i odpu­ści­łam. Zawar­tość flu­oru w tej paście jest nie­wielka i bez­pieczna dla dzieci — zwłasz­cza, że dopiero kil­ku­latki potra­fią wyplu­wać. Tak więc spo­koj­nie :)

Przy­znam, że przez jakiś rok Miko­łaj bar­dzo chęt­nie otwie­rał pasz­czę do szczot­ko­wa­nia. Od pew­nego momentu nawet sam prze­jął ini­cja­tywę — ja zaczy­na­łam mycie, a Miś koń­czył. Kilka mie­sięcy temu zaczęły się jed­nak pro­blemy — Michu się zbun­to­wał i stwier­dził, że myć zębów nie będzie. Nic nie poma­gało — ani zachęty, ani zabawy, ani tłu­ma­cze­nia, ani różne nasze podstępy…

Wizja czar­nych zębów mojego dzie­cię­cia pchnęła mnie w stronę wizyty u den­ty­sty. Gdy Misiek miał rok poszłam z nim do sto­ma­to­loga w Pro­myku Słońca. Wów­czas pani bar­dzo pochwa­liła nasze ogólne sta­ra­nia. Tym razem mia­łam obawy, czy tam aby jesz­cze są jakieś zdrowe zęby. Gabi­net jed­nak wybra­li­śmy inny — taki typowo dla dzieci — MMDent.

Den­tystka obej­rzała uzę­bie­nie (oka­zało się, że bra­kuje jesz­cze tylko gór­nych pią­tek), powie­działa, że próch­nicy jesz­cze nie ma, ale, że ząbki wyglą­dają mizer­nie i trzeba, nie­stety, zacząć tro­chę zmu­szać Miśka do mycia. Przy oka­zji zro­biła flu­ory­za­cję i umó­wiła nas na za dwa mie­siące do kontroli.

Powiem Wam, że moje dzie­cię, mimo że na fotelu nie­sforne i rykliwe wobec pani den­tystki, chyba wzięło sobie jed­nak coś tam do serca z tej wizyty, bo od tego dnia mycie zębów prze­biega zupeł­nie bez­pro­ble­mowo. Miś siada mi na kola­nach, otwiera pasz­czę, ja szo­ruję, po czym Miś koń­czy. Cza­sem, jak widać, warto odwo­łać się do auto­ry­tetu z danej dzie­dziny — może podziała na dziecko ;)

Jesz­cze słów kilka na temat wyboru gabi­netu sto­ma­to­lo­gicz­nego. Wia­domo — są różne dzieci — nie­które boją się wizyt lekar­skich, inne nie. Nasz Miś gene­ral­nie się boi, dla­tego sta­ra­li­śmy się zna­leźć takiego sto­ma­to­loga, który ma doświad­cze­nie z małymi pacjen­tami i wykształ­cił przy­ja­zne dzie­ciom środo­wi­sko (w skró­cie i po pol­skiemu — który ma przy­jemną dla dziecka pocze­kal­nię i takiż gabinet).

MMDent pole­ciła nam Miś­kowa pani psy­cho­log i rze­czy­wi­ście było warto. Pocze­kal­nia wygląda jak przy­jemny pokoik dzie­cięcy — ze sto­li­kiem, zabaw­kami, książ­kami i tele­wi­zo­rem z baj­kami. Panie den­tystki zna­ko­mi­cie przy­go­to­wane do przyj­mo­wa­nia takich malu­chów — uśmiech­nięte, bar­dzo spo­kojne, cier­pliwe, z całym mnó­stwem pomy­słów na zaga­da­nie i zaję­cie dziecka. Dziecko uczest­ni­czy w lecze­niu w aktywny spo­sób — o wszyst­kim Miś­kowi den­tystka opo­wia­dała, pozwo­liła wybrać kolor pędzelka do flu­ory­za­cji itd. A na koniec była nagroda z magicz­nej szu­flady. Wizyta w takim gabi­ne­cie jest o wiele mniej stre­su­jąca dla dziecka, niż w tra­dy­cyj­nej przy­chodni sto­ma­to­lo­gicz­nej. W każ­dym bądź razie MMDent mogę pole­cić Wro­cła­wia­nom z czy­stym sumieniem.

To tyle na temat zębisz­czów pacho­ląt. Dbać o nie trzeba — mle­czaki ważna rzecz! Jeśli zanie­dbamy pierw­sze zęby naszych dzieci, to zęby stałe będą słab­sze i bar­dziej nara­żone na próch­nicę i cho­roby dziąseł.

Ach, i ważna rzecz mi się jesz­cze przy­po­mniała — nie dla wszyst­kich oczy­wi­sta. Kiedy tylko sta­nie się to moż­liwe, to po wie­czor­nym myciu zębów nie dawaj­cie już dziecku do picia mleka, soku czy her­batki. Oczy­wi­ście, jeśli kar­misz w nocy, to nie da się tego omi­nąć, ale jeśli Twoje dziecko budzi się w nocy tylko po to, żeby się napić, to naucz je pić wodę mine­ralną. To też ochroni jego ząbki.

Swoją drogą u nas taka metoda nauczyła Miko­łaja prze­sy­piać całe noce — gdy miał około 7 mie­sięcy zaczę­łam ogra­ni­czać nocne kar­mie­nia, aż do jed­nego w nocy. Zaob­ser­wo­wa­łam wtedy, że Miko­łaj budził się tak naprawdę tylko po to, żeby possać, niż porząd­nie się najeść. Zaczę­łam mu więc poda­wać w nocy wodę z butelki. Po kilku nocach stwier­dził widocz­nie, że nie jest to to, o co mu cho­dzi (miły, cie­pły cycuś mamy) i gene­ral­nie prze­stał się budzić. Jed­nakże nauczył się, że nawet jak się raz na jakiś czas obu­dził, to dosta­wał wodę i tak jest do dziś — każ­dego wie­czoru przy­go­to­wu­jemy Miś­kowi kube­czek z wodą, którą sobie popija przed spa­niem, a cza­sem w nocy.

Tyle na dziś. Tra­dy­cyj­nie się roz­pi­sa­łam, ale chyba już przy­wy­kli­ście. Owoc­nych porząd­ków i przy­go­to­wań przed­świą­tecz­nych Wam życzę!