Co zro­biła kura udo­mo­wiona, gdy zda­rzyło jej się zostać samej w domu…

0

Posted by Zosia | Posted in Bez związku | Posted on 24-10-2009

Tagi: , ,

Dwie rze­czy zda­rzyły się w jed­nym ter­mi­nie — zaję­cia na uczelni, na które cho­dzić trzeba oraz czas wymiany opon z let­nich na zimowe (co się w naszym przy­padku robi w Gnieź­nie, gdzie owe opony sta­cjo­nują przez pół roku).

Dla­czego o tym piszę? Z pro­stego powodu — oba te wyda­rze­nia spra­wiły, że po raz pierw­szy od czasu naro­dzin dzie­cię­cia zosta­łam sama, samiu­teńka w domu! — bez męża (zda­rzało się już) i bez Miko­łaja. Szo­ook!

Korzy­sta­jąc więc z tej oka­zji zmy­łam się tro­chę wcze­śniej z zajęć (ot, godzinkę wcze­śniej tylko). Fre­eeeeedo­ooom!!! — krzy­czę sobie (ale tak po cichu, w środku, w Zosi ;) ) dra­łu­jąc w kie­runku Gale­rii Domi­ni­kań­skiej (bo to w końcu czas na swo­bodne i swa­wolne poszwę­da­nie się po skle­pach). W Gale­rii, jak w Gale­rii — sobot­nie połu­dnie, luda wszę­dzie pełno, ceny wyso­kie, a to prze­cież święta nie­długo, więc w sumie oszczę­dzać trzeba tro­chę… No nic, idę dalej cie­sząc się wol­no­ścią… do domu! Taaak, w dooomu… w dooomu to dopiero sobie odpocznę… Nic nie ruszę, wolne mam, a co!

Tym­cza­sem w domu… Ech, tu łóżko nie­za­słane… dener­wuje mnie… Pra­nie by trzeba powie­sić, bo pralka rano wyprała. No ale jak powie­sić, skoro wisi suche na sznur­kach… No to zdejmę… A może by tak od razu wypra­so­wać? Ale naj­pierw wsta­wię następne, niech się pierze…

Szybki rzut oka na łazienkę… No tak, tro­chę już zaczyna stra­szyć. Więc Cif-czyciel wkra­cza do akcji ;)

Ech, jeśli już się biorę za łazienkę, to można by od razu pod­łogi pood­ku­rzać i umyć. Będą czy­ste na nie­dzielę. Potem śmieci wyrzucić.

Dobra, to teraz kawa… Nie, kawa jesz­cze nie, bo wła­śnie mi się przy­po­mniało, że nie mam kefiru, a chcia­łam zro­bić chło­pa­kom po powro­cie z Gnie­zna racu­chy na kola­cję. Więc ruszam po sklepiku.

Wresz­cie kawa… Włą­czam sound­track z dr House’a (ide­alny do kawy), sia­dam w fotelu z kawą i… wytrzy­muję pięć minut. Koniec koń­ców włą­czam kom­pu­ter, bo szkoda czasu na sie­dze­nie i nic­nie­ro­bie­nie, kiedy już zda­rzył mi się wolny dzień…

No i powiedz­cie, czy to jest normalne?

Mam jed­nak nadzieję, że za jakiś czas znowu taka oka­zja się nada­rzy i wtedy… wtedy… (wtedy może zro­bię porządki w szaf­kach kuchen­nych, bo się już o to baaar­dzo pro­szą ;) )