Reha­bi­li­ta­cyj­nie…

0

Posted by Zosia | Posted in Bez związku | Posted on 10-09-2009

Tagi: , , , , ,

Na dziś przy­pa­dła nam kon­tro­lna wizyta u leka­rza reha­bi­li­ta­cji. Oczy­wi­ście pacjen­tem było nasze dzie­cię. Infor­ma­cje bar­dzo krze­piące dla nas to takie, że możemy już wyco­fać się z reha­bi­li­ta­cji metodą Bobath (2 razy w tygo­dniu po 45 minut, w krzyku i zło­ści ze strony Micha, w ogól­nej fru­stra­cji ze strony mojej i tera­peutki) i zastą­pić ją ćwicze­niami bar­dziej ogól­no­ro­zwo­jo­wymi (raz w tygo­dniu). Alle­luja! Serce rośnie na myśl, że jed­nak pra­wie pół­to­ra­roczne “ujeż­dża­nie” do Pro­myka Słońca przy­nio­sło wresz­cie ocze­ki­wany efekt :) Był czas, że pew­nie wygod­niej byłoby tam zamiesz­kać — oprócz week­en­dów jeź­dzi­li­śmy do Pro­myka codzien­nie. Ostat­nich kilka mie­sięcy było “luźniejsze” — tylko 3 razy w tygo­dniu + raz do innej przy­chodni do psy­cho­loga. Teraz odpad­nie nam jesz­cze jeden dzień, więc wszystko zmie­rza ku lep­szemu :)

Dziś lekarka stwier­dziła, że Michu owszem, parę nie­do­cią­gnięć jesz­cze ma, ale to już naprawdę kwe­stie bar­dziej kosme­tyczne i można dać mu odpo­cząć. Wreszcie!!!

Ten ostro-rehabilitacyjny czas można ująć w kilku punktach:

  • zner­wi­co­wa­nie Miśka na widok leka­rzy i gene­ral­nie wszyst­kich, któ­rzy się do niego zbli­żają w bli­żej nie­okre­ślo­nym celu (a nuż będzie to tera­peuta i będzie ugnia­tał Vojtą?)
  • mnó­stwo ner­wów naszych wspól­nych zwią­za­nych z w/w zner­wi­co­wa­niem Miśka
  • cał­kiem nie­zła sumka wyda­nych pie­nię­dzy na dodat­kowe wizyty lekar­skie i tera­peu­tyczne (ale prze­cież na dziecku się nie oszczę­dza… Tylko dla­czego służba zdro­wia tak zgrab­nie naciąga nie zna­ją­cych się na medy­cy­nie i reha­bi­li­ta­cji rodzi­ców na dodat­kowe wizyty, które jak się potem oka­zuje nie były niezbędne?)
  • sporo czasu stra­co­nego na kory­ta­rzach przy­chod­nia­nych, bo leka­rze to prze­cież zajęci ludzie, nie muszą być punk­tu­alni, zwłasz­cza, jeśli pacjen­tem jest kilu­na­sto­mie­sięczne dziecko
  • kil­ku­krotne sta­nie nad ranem w kolejce do reje­stra­cji, by dostać się do spe­cja­li­sty, bo miejsc fun­du­szo­wych jak na lekarstwo
  • spore sumki wydane na wizyty pry­watne u spe­cja­li­stów, mimo że było skie­ro­wa­nie na fun­dusz, ale prze­wi­dy­wany ter­min wizyty refun­do­wa­nej naj­wcze­śniej za pół roku
  • pew­nie jesz­cze coś by się tu dało dodać, ale po co wię­cej? :)

No ale spra­wie­dli­wość musi być — coś jed­nak zyskaliśmy:

  • reha­bi­li­ta­cja wycią­gnęła Miśka z poważ­nej asy­me­trii i krę­czu szyi
  • dość wcze­śnie roz­po­znano opóź­nie­nie psy­cho­ru­chowe, więc można było wcze­śnie zacząć tera­pię nie tylko ruchową ale też psy­cho­lo­giczną i logopedyczną
  • prze­ko­na­li­śmy się, że nie jeste­śmy jedyni z takim pro­ble­mem, i że opóź­nie­nie Miśka nie jest aż takie wiel­kie, a co naj­waż­niej­sze — nie pogłę­bia się i nasze dzie­cię zaczyna nad­ra­biać straty

Tyle zysków na pierw­szy rzut oka. Co by nie mówić, mimo ogrom­nej ilo­ści zmar­no­wa­nego nie­kiedy czasu (sta­nie 50 minut w kor­kach zamiast uczci­wego spa­ceru z dziec­kiem), spo­rej sumy pie­nię­dzy i nie­kiedy ogól­nej fru­stra­cji, dzięki reha­bi­li­ta­cji Misiek sta­nął na nogach i zaczął wycho­dzić na pro­stą. A to jest bar­dzo wielki suk­ces. I z tego się cieszmy :)

Nie­stety, co by dobrego nie mówić o tera­peu­tach z Pro­myka (naprawdę tra­fia­li­śmy na samych świet­nych spe­cja­li­stów), to jed­nak ujeż­dża­nie przez pół­tora roku pra­wie dzień w dzień zmę­czyło nas total­nie. No, ale coś za coś.

Gene­ral­nie dzi­siej­szy dzień ogła­szam Dniem Bez Reha­bi­li­ta­cji! A co!

Write a comment