Posted by Zosia | Posted in Poradnik rodzinno-życiowy | Posted on 08-09-2009
Tagi: karmienie naturalne, karmienie piersią, karmienie piersią po cesarskim cięciu, laktacja, poradnia laktacyjna on-line, poradnie laktacyjne
Położną nie jestem, wiedzy jakiejś szczególnie medycznej na tematy laktacyjne nie posiadam wiele, ale przez 10 miesięcy karmiłam piersią, więc jednak pojęcie o tym mam. Ostatnio rozwinął się wątek na forum : . Temat poruszony jakkolwiek słuszny, mimo że z jednego wątku jak zwykle wynikło kilka dodatkowych (typu butelka vs cycek czy też kto jest bardziej leniwy — mama butelkowa czy cyckowa). Sama jestem zwolenniczką karmienia naturalnego i wierzę, że rzeczywiście problem promocji takowego karmienia może być bagatelizowany, tudzież wręcz zaniedbywany. Moje doświadczenia są na szczęście zupełnie inne.
Od samego początku byliśmy z mężem nastawieni na “cyca”. Zresztą w mojej rodzinie również zewsząd płynęły pro-piersiowe zachęty, więc nie czułam żadnej butelkowej presji. Sporo na temat karmienia piersią czytałam — i w Internecie, i w gazetach “okołodzieciowych”. Kolejnym etapem była szkoła rodzenia. Tam położna propagowała karmienie piersią przy każdej możliwej okazji. Wiele godzin było poświęconych tematyce laktacji, włącznie z wszelkimi problemami i dobrymi radami związanymi z nawałem itd. Do tego polecono nam tam książkę Magdaleny Nehring-Gugulskiej “Warto karmić piersią”. Książeczka niewielka, napisana bardzo przystępnie. Każdy rozdzialik omawia inny problem laktacyjny, więc nie trzeba czytać “cięgiem” wszystkiego, a tylko to, co nas w danym momencie trapi. Sięgałam po tę książeczkę podczas karmienia — był to znakomity czas na takową lekturę
Dalej szpital. Rodziłam przez cesarskie cięcie. Tak wyszło. Ale przez moment nie przyszło mi wtedy do głowy, że mogłabym nie karmić piersią. Po porodzie, zanim jeszcze przewieziono mnie na salę pooperacyjną położna przyniosła mi Mikołaja i położyła na piersiach, by przed pójściem spać (moim i jego) mógł po raz pierwszy zassać pierś i poczuć bliskość. Udało mu się to po kilku minutach, z czego byliśmy bardzo dumni. Owszem, był wówczas dokarmiany butelką (na szpitalnym mleku), bo nie dałoby rady, by mógł być ze mną zaraz po operacji w pokoju. Ale rano położna znowu mi Miśka przyniosła, położyła na łóżku i ponownie mogłam go próbować przystawiać. Poza tym codziennie (niekiedy dwa razy) chodziła położna z poradni laktacyjnej i zawsze chętnie udzielała rad. Położne pracujące na oddziale też chętnie dzieliły się informacjami na temat karmienia piersią i bardzo do tego zachęcały.
Jak widać wiele zależy od konkretnej placówki. Dużo osób pisze bądź mówi, że w ich szpitalach nie było wystarczającej pomocy w tej kwestii. Nie da się tego przeskoczyć. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie pro-butelkowy bądź też po prostu będzie mu wszytko jedno w jaki sposób kobieta karmi. Być może potrzeba jest większej, szerszej promocji karmienia naturalnego, ale nie jestem pewna, czy rzeczywiście. W moim odczuciu, gdy kobieta chce karmić piersią, to ma wokół siebie tyle informacji, że naprawdę dziwne jest dla mnie, że nie potrafi po nie sięgnąć. Wiem, nie każda kobieta ma w domu Internet. Ale te, które mają (a jest ich już naprawdę wiele) mają poradnię laktacyjną pod ręką bez wychodzenia z domu!
Kolejna kwestia — gazetki o tematyce ciążowo-dziecięcej (no, wiecie, te wszystkie “Mamo to ja” itp). Tam jest naprawdę wiele informacji na tematy laktacyjne. I w dodatku to nie jest wielki koszt. A jak ktoś nie chce kupić, to wejdzie do marketu, przeczyta co potrzebuje i wyjdzie wzbogacony wiedzą bez kupowania
Kolejnym źródłem informacji są z pewnością szkoły rodzenia. Wiem, że nadal tylko znikomy procent ciężarnych korzysta z ich usług, jednakże te, które do nich chodzą, mają źródło informacji również pod ręką. No chyba, że mają jakąś anty-piersiową prowadzącą. Ale bardzo by mnie to zdziwiło.
Na wspomnianym wyżej forum, w podjętym temacie okazało się, że niestety pediatrzy rozsiewają mylne (wręcz głupie) informacje na tematy związane z karmieniem naturalnym. Cóż, to jest rzecz, której też nie da się przeskoczyć. W naszej 21-miesięcznej karierze jako rodziców mamy już spore doświadczenie z lekarzami dziecięcymi i to jest fakt — niektórzy gadają jakby im na mózg padło. Albo po prostu są leniwi i nie doczytują, nie dokształcają się. Bo to jest dla mnie naprawdę jakaś chora sytuacja, by lekarz, po studiach, z wieloletnim doświadczeniem i “renomą” bredził o tym, że mleko matki za chude, albo że jak są małe piersi, to się nie da karmić. Ludzie! Ja wiem, słowo lekarza to rzecz święta w niektórych kręgach społeczeństwa. Mnie to jednak nie uspokaja. Jeśli z wielu stron napływają do mnie informacje, jakie to karmienie piersią jest wspaniałe dla dziecka, albo jak się do tego zabrać itd. i nagle jeden konował wylatuje mi z informacją z nimi sprzeczną, to czy mam od razu zmienić zdanie? Czy to zwalnia mnie z myślenia i zgłębiania tematu na własną rękę? Ciemnogród jakiś, kurna. A jak ksiądz powie, że karmienie piersią jest nieczyste, to też przestaniesz karmić? Litości!
Informacji na temat karmienia naprawdę jest wiele, i są łatwo dostępne. Nie zwalajmy wszystkiego na służbę zdrowia, bo tylko się ponownie rozczarujemy. W służbie zdrowia jak wszędzie — gdy jest ktoś “z powołania” i prawdziwie mu na pacjencie zależy, to i doczyta, i pomoże, i udzieli fachowej porady. Ale jak ktoś jest “na pańszczyźnie”, to nie spodziewajmy się, że jakaś kampania społeczna propagująca karmienie piersią zmieni w nim cokolwiek. Trzeba szukać samemu, taka jest brutalna, polska rzeczywistość. Ale spokojnie, bo te informacje są, tylko trzeba trochę wysiłku włożyć, by do nich dotrzeć (na przykład pójść do sklepu po odpowiednią prasę
). Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ale myślę, że jeśli mamie zależy na karmieniu piersią, to ma odpowiednią motywację, by znaleźć potrzebne materiały “instruktażowe” odnośnie przystawiania dziecka (chociaż nie oszukujmy się, kobiety przez tysiące lat karmiły w ten sposób bez poradników — ot, natura) oraz różnych problemów laktacyjnych. Nie ma się czym zrażać. Trzeba tylko chcieć. A jak się nie chce, to cóż — butelka i tyle. Też jest to jakieś wyjście. Nie krytykuję matek karmiących w ten sposób, bo uważam, że każdy odpowiada za swoje dziecko i jeśli wybrał świadomie taki, a nie inny sposób karmienia to miał powód. Jaki? Jego sprawa. A toczenie bitwy o to, kto jest lepszą matką za powód mając tylko kwestię sposobu karmienia uważam za żenujące.
Postanowiłam wrzucić tu kilka(naście) linków na temat. Generalnie wyszukanie ich to nic trudnego — po wstukaniu w Google frazy “laktacja”, “poradnia laktacyjna” i “karmienie piersią” wyskakuje taka ilość stron, że naprawdę jest z czego wybierać. Celowo nie umieszczam tu jednak linków do forów, bo wiadomo, jak to na forach bywa — można przeczytać i coś wartościowego, i brednie kompletne.
Na kilku stronach znaleźć też można listę kontaktową poradni laktacyjnych w całej Polsce. Wiadomo, brakuje ich zwłaszcza w mniejszych miastach, ale zazwyczaj można ją znaleźć w innym miasteczku w odległości około 30km od miejsca zamieszkania. Poza tym istnieją też telefony. Można spokojnie tam zadzwonić i porozmawiać. Co do poradni laktacyjnych on-line to też coś można znaleźć, choć, widać, tu mamy jeszcze niszę do wykorzystania
Ale istnieją, więc nie można narzekać, że nie ma wcale
A tu już obiecane linki:
- — książka Gugulskiej — spis treści o ogólny “ogląd” na sprawę
- strona — główne źródło wszelkich informacji
- o laktacji w serwisie
- strona
- całkiem sensowne w serwisie kobieta.pl
- w Polsce
- dla wrocławianek — miejscowa renomowana
- po prostu
- dla “medyków”, ale kto nam broni poczytać?
To z pewnością nie ostatni wpis na temat karmienia. Temat jest szeroki, napisać się wszystkiego od razu nie da. Ale jak na początek, to i tak wystarczy.
