Moi drodzy blogowi Czytelnicy, czas powrócić. Dawno już nie było mnie tu widać. Przyczyn jest kilka, ale najważniejsza to chyba taka, że moja działalność logopedyczna przybiera na sile. Poza tym, że zmieniłam pracę (z gimnazjum na szkołę podstawową) mam coraz więcej zajęć prywatnych, co znacznie wpływa na ilość wolnego czasu. Ale powoli jakoś się ogarniam, więc jakaś regularność powinna powrócić Read the rest of this entry »
Stało się. Założyłam działalność gospodarczą, w związku z czym zamierzam terapeutyzować logopedycznie cały Wrocław — wzdłuż i wszerz
A na poważnie. Dużo zmian ostatnio w życiu zawodowym. O szczegółach napiszę we wrześniu, dziś chcę jedynie przedstawić Wam nową stronę internetową — moją własną, przez własnego męża zrobioną, mojej własnej praktyki logopedycznej. Jeśli potrzebujecie logopedy — jestem do usług Szczegóły oferty oraz zakres usług gabinetu znajdziecie na
Jeśli poszukacie dokładnie — traficie też na nowego bloga. Nie, nie zamierzam zaniedbać dzieciowiska. Ma już przecież dwa lata i czuję się z nim związana emocjonalnie Na blogu logopedycznym będą krótsze wpisy, typowo związane z zawodem tudzież z działalnością gabinetu.
Oczywiście jest też na , w związku z czym zachęcam do polubienia strony.
Koniec wpisu promującego Do korzystania z usług i polecania znajomym zachęcać chyba nie trzeba?
No, to wróciliśmy z wakacji, z górą prania nieco się już uporaliśmy, pora wrócić do rzeczywistości i skrobnąć kilka słów.
Grafika okładki opublikowana za zgodą ibuk.pl
Moja ostatnia lektura z to książka autorstwa Grażyny Guni: , wydana przez Impuls. Jako, że jestem świeżo upieczoną logopedą, na książkę tę rzuciłam się z wielkim zainteresowaniem. I nie zawiodła moich oczekiwań. Powinna ona, moim zdaniem, znaleźć się w podręcznej biblioteczce każdego, kto zainteresowany jest terapią dzieci z wadami słuchu, a co za tym idzie — z zaburzeniami mowy na tym tle. Warto zapoznać się z nią zarówno z pozycji logopedy (a zwłaszcza surdologopedy), jak i rodzica, nauczyciela czy wychowawcy przedszkolnego.
Autorka w bardzo płynny sposób przeprowadza nas przez poszczególne działy — począwszy od wyjaśnienia, czym zajmuje się surdologopedia, poprzez podstawowe pojęcia z zakresu anatomii narządu słuchu, akustyki, omówienie możliwych przyczyn powstawania wad słuchu, zaburzeń mowy, jakie powodują, aż po bardzo przystępny opis metod terapii logopedycznej. Ostatni rozdział poświęcony jest diagnozie logopedycznej dzieci z zburzeniami słuchu i w mojej opinii zasługuje na szczególną uwagę logopedów.
Dla osób zawodowo zajmujących się terapią logopedyczną zwłaszcza ostatnie dwa rozdziały zawierają wiele cennych wskazówek. Przede wszystkim znajdziecie tutaj ćwiczenia, jakie powinny znaleźć się w czasie zajęć z dzieckiem. Mamy tu m.in.: ćwiczenia oddechowe, fonacyjne, artykulacyjne, logorytmiczne, słuchowe. Każde z nich zostały szczegółowo wyjaśnione oraz poparte przykładami (zaczerpniętymi również od innych autorów). W ostatniej części, dotyczącej diagnozowania, można znaleźć szereg ważnych informacji na temat narzędzi badawczych przydatnych logopedom, a także przykładowy kwestionariusz wywiadu z rodzicami dziecka z wadą słuchu, co z pewnością ułatwić może nam pracę.
Język książki jest bardzo przejrzysty, dobrze się ją czyta. Wszelkie pojęcia z dziedziny anatomii czy logopedii wyjaśnione są dokładnie i w przystępny sposób. Myślę, że pozycja ta jest bardzo pomocna zwłaszcza dla osób, które w logopedii stawiają swe pierwsze kroki i nie do końca mają uporządkowaną wiedzę lub tworzą swój warsztat pracy terapeutycznej.
Polecam Wam z czystym sumieniem. Sama dzięki tej książce odświeżyłam sobie wiedzę.
Na koniec podsuwam Wam jeszcze jedną pozycję o podobnej tematyce, która również może Wam się przydać:
Zgodnie z obietnicą z wpisu o jąkaniu — kilka słów na temat rozwoju mowy dziecka.
Czym jest mowa, zapewne wyjaśniać nie trzeba. Jak bardzo jest człowiekowi potrzebna — również. Jej prawidłowe kształtowanie oraz rozwój są niezbędne, by w pełni komunikować się z otoczeniem. Tak zwany etap przygotowawczy rozpoczyna się już w łonie matki, gdy dziecko rejestruje dźwięki dochodzące przez powłoki brzuszne matki. Wiemy, że maluch potrafi rozpoznawać głos matki, poznaje bicie jej serca a nawet rytm jej kroków. Istnieje wiele eksperymentów, których wyniki wykazują, że dzieci reagują też na muzykę, a regularne czytanie tego samego wiersza lub bajki “brzuszkowi” może owocować tym, że po urodzeniu dziecko będzie reagować na ten utwór np. uspokajając się.
Każdy etap w rozwoju mowy pojawia się w określonym czasie. Przyjmuje się to za normę rozwojową. Swoistym momentem startowym jest pierwszy krzyk dziecka, zaraz po urodzeniu. Świadczy on o chęci do życia, zdrowiu i sile noworodka. Od tej chwili możemy wyróżnić kolejne etapy kształtowania mowy malucha:
Okres melodii — przypada na pierwszy rok życia dziecka. Małe dziecko początkowo nie zna innej formy komunikacji poza płaczem bądź krzykiem. Około 6 – 8 tygodnia życia pojawia się tzw. uśmiech społeczny. Dziecko zaczyna w ten sposób reagować na osoby bliskie. Między 2 a 4 miesiącem życia powinno pojawić się głużenie (inaczej gruchanie). To ważny etap rozwojowy, poprzedzający gaworzenie. Głużenie jest odruchem bezwarunkowym i służy przede wszystkim ćwiczeniu artykulatorów. Jest to swego rodzaju próba głosu, przygotowanie się do świadomej komunikacji i występuje tylko wtedy, gdy dziecko jest zadowolone — wyspane, najedzone, radosne. Dalej, około 5 – 8 miesiąca głużenie przechodzi w gaworzenie. To już odruch warunkowy. Dziecko powtarza pojedyncze sylaby, zbitki lub całe ciągi sylab (niekiedy wydawać się może, że maluch wypowiada znane nam słowa). Do pierwszego słowa jest jeszcze przed nim kawałek drogi do przejścia. Gaworzenie to ćwiczenie słuchu i pamięci, bo dziecko powtarza zasłyszane w otoczeniu dźwięki i zaczyna kojarzyć je z osobami i przedmiotami z otoczenia. Maluch bawi się swoim głosem. Pod koniec pierwszego roku maluch powinien reagować już na swoje imię oraz wypowiadać jedno lub dwa słowa
Drugi rok życia to tzw. okres wyrazu. Dziecko używa samogłosek (z wyjątkiem nosowych) oraz spółgłosek: p, b, m, t, d, n, ń, ś, j, k, k’. Głoski trudniejsze zastępuje łatwiejszymi lub opuszcza (na początku wyrazu), a grupy spółgłoskowe zazwyczaj upraszcza. Etap ten jest bardzo znaczący w kształtowaniu się mowy. Warto pamiętać, że rozwój mowy malucha zależy od jakości mowy, jaką słyszy wokół siebie. Dbałość rodziców o poprawne wypowiadanie się, unikanie tzw. mowy piastunek w odniesieniu do dziecka pozwala mu przyswajać prawidłowe wzorce. Na tym etapie warto zadbać o tzw. “zalewanie mową” — opowiadanie dziecku o tym, w czym uczestniczy, opisywanie miejsc, które odwiedza, komentowanie rzeczy, które wykonuje itp. Dzięki temu będzie powiększał się zasób słów, aż doprowadzi około 18 miesiąca do wypowiedzenia pierwszych równoważników zdań, a bliżej drugich urodzin – pierwszych prostych zdań.
Okres zdania. Przyjmuje się, że jest to czas między 2 i 3 rokiem życia. Wyłaniają się tu poszczególne kategorie gramatyczne, następuje gwałtowne wzbogacenie słownictwa. Maluch wymawia już większość głosek, choć są one jeszcze często zniekształcane. Przy okazji warto tutaj wyjaśnić kwestię “r”. Głoska ta ma prawo nie pojawiać się do około 5 – 7 roku życia i wcześniejsze próby wywołania jej przez rodziców lub opiekunów mogą skończyć się nawet wadą wymowy. Okres przedszkolny to czas, kiedy “r” ma prawo być zastępowane przez “l”. Zdarza się, że niekiedy głoska “j” pełni rolę “r”, nie jest to jednak pożądana sytuacja. Jeśli maluch dłużej niż 2 – 3 miesiące wymawia w ten sposób, warto wybrać się do logopedy, by pomógł wywołać “l”. Dlaczego tak upieram się przy “l”? Dlatego, że zarówno ‘l” jak i “r” mają to samo miejsce artykulacji, w związku z czym w przyszłości, gdy dziecko będzie gotowe do wypowiedzenia “r”, zastąpienie nią “elki” powinno dokonać się automatycznie. Przejście z “j” na “r” jest o wiele trudniejsze i wówczas może okazać się, że będzie potrzebna terapia logopedyczna. Na tym etapie — około trzeciego roku — kończy się kształtowanie mowy dziecka. Od tego momentu obserwujemy jej rozwój
Okres swoistej mowy dziecięcej. Przypada na 3 — 7 rok życia. Czas ten przynosi wiele ciekawych wydarzeń, jeśli chodzi o rozwój mowy i myślenia dziecka (warto pamiętać, że rozwój mowy i idzie w parze z myśleniem). Następuje wiek pytań. Z pewnością może wydawać się to czasami męczące, ale warto uzbroić się cierpliwość i odpowiadać na rozliczne “Dlaczego?” malucha. Zniechęcenie dziecka do zadawania pytań zniszczy jego naturalną ciekawość. To, że maluch pyta dziesiąty raz o to samo nie oznacza jego złej woli czy złośliwości. Dziecko po prostu potrzebuje czasu, by te informacje przyswoić, niekiedy przez wielokrotne usłyszenie ich i jest to sprawa jak najbardziej naturalna. Dorośli też nie zawsze zapamiętują wszystko po jednokrotnym usłyszeniu, a dziecko ma tę zaletę, że nie ma obaw pytać kilka razy o to samo, gdy zapomni lub nie wszystko przyswoi
Według literatury (podam na końcu wpisu) dziecko trzyletnie zna około 500 słów i składa 4 –5 wyrazowe zdania. Czterolatek powinien potrafić opowiedzieć jakieś zdarzenie lub bajkę, a jego wymowa powinna być zrozumiała dla otoczenia. Pięciolatek w swej wymowie jest już zazwyczaj w pełni zrozumiały dla osób spoza otoczenia, a 6 – 7-latek powinien już mieć w pełni rozwiniętą mowę.
Wspomnę tu też o jeszcze jednej rzeczy. Przy okazji wymiany uzębienia mlecznego na stałe może zdarzyć się, że dziecko zaczyna np. seplenić. Nie powinno nas to dziwić, takie zmiany w uzębieniu mogą spowodować chwilową wadę wymowy, która zazwyczaj automatycznie powinna ustąpić w momencie zapełnienia ubytku nowym zębem. Jeśli natomiast wada utrwali się mimo to, warto wybrać się do logopedy. Trzeba jednak pamiętać, że uczenie na siłę wypowiadania głosek zębowych s, z, c, dz wówczas, gdy dziecko np. straciło górne jedynki może spowodować, iż zmieni się miejsce ich artykulacji, co kwalifikuje się na terapię wad wymowy.
Przyjmuje się, że opóźnienia w pojawianiu się poszczególnych stadiów kształtowania i rozwoju mowy nie powinny przekraczać 6 miesięcy. Ważne jest, by nieustannie obserwować w jaki sposób rozwija się komunikacja dziecka, poszczególne etapy mowy, by w razie potrzeby natychmiast zareagować. Jeśli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy mowa malucha jest na odpowiednim poziomie nie warto czekać, ale skontaktować się z logopedą, który oceni ją i w razie potrzeby doradzi dalsze postępowanie. I pamiętajcie, drodzy rodzice i opiekunowie — logopeda to nie jest ktoś, do kogo można przyjść dopiero, gdy dziecko już mówi zdaniami. Z logopedą możecie kontaktować się na każdym etapie rozwoju dziecka, nawet w przypadku kilkumiesięcznego malucha.
Tyle o kształtowaniu i rozwoju mowy Waszych maluchów. Następny wpis (poza recenzyjnym) będzie dotyczył opóźnionego rozwoju mowy.
A oto obiecana literatura, w której możecie znaleźć co nieco (a czasem nawet i więcej) na dzisiejszy temat:
Kaczmarek L., Nasze dziecko uczy się mowy, Lublin 1988
Minczakiewicz E. M., Mowa. Rozwój-Zaburzenia-Terapia, Kraków 1997
Młynarska M., Smereka T., Psychostymulacyjna metoda kształtowania i rozwoju mowy oraz myślenia, Warszawa 2000
Zaleski T., Opóźnienia w rozwoju mowy, Warszawa 2002
Przyznam szczerze, że myślałam, iż przez “przejdę” szybko. Ale tak mocno mnie zainteresowała, że przeczytałam ją od deski do deski. I Wam też to radzę, jeśli choć trochę ciekawi Was tematyka autyzmu.
Na temat autorki nie będę się tu rozpisywać, bo jeśli poszukujecie konkretnych informacji oraz szerszej bibliografii, to myślę, że w sieci znajdziecie więcej interesujących informacji. Samą książkę możecie wypożyczyć w lub po prostu kupić. Skupię się na jej treści.
to zbiór czternastu artykułów, czy raczej prac naukowych, spoglądających na autyzm z wielu płaszczyzn. Są tam teksty wielu pracowników naukowych, terapeutów i badaczy autyzmu, którzy nad głównym tematem pochylają się wnikliwie i w bardzo przystępny dla każdego sposób. Myślę, że to dość istotna informacja, bo nie raz spotykałam się z pracami, które, mimo walorów merytorycznych, trudno było przyswoić ze względu na tak ściśle naukowy język, że np. zainteresowany tematem rodzic (niekoniecznie przecież po studiach z pedagogiki czy psychologii) musiałby siedzieć nad lekturą w towarzystwie słownika. W przypadku opisywanej książki nie ma takiej potrzeby — w jasny i zrozumiały sposób przedstawia nam wiele zagadnień. Początkowo trochę denerwowało mnie, że wiele razy powtarza się tam wyjaśnianie samego pojęcia “autyzm”, ciągłe nawiązywanie do objawów czy przyczyn, ale patrząc na charakter tej książki (zbiór prac pod redakcją, a nie całość jednego autora) nie mogło być przecież inaczej. Ponadto daje to możliwość czytania poszczególnych artykułów niekoniecznie w takiej kolejności, w jakiej są umieszczone, a nawet tylko tych, które Was interesują, bez konieczności czytania całości.
Muszę przyznać, że żaden rozdział mnie nie znudził. Każdy bowiem stara się wyjaśnić coś innego, z innej strony spogląda na zaburzenie, jakim jest autyzm oraz to, co jest z nim związane. Mam jednak swoich faworytów. Pierwszy to tekst Agaty Gruny-Ożarowskiej pt. “Umysł niewspółodczuwający. Neurobiologia autyzmu.” Znajdziecie tam wiele ciekawych teorii na temat zmian w mózgu u osób autystycznych, zarówno jeśli chodzi o objawy jak i pewne i domniemane przyczyny tego zaburzenia.
Drugi faworyt to “Wczesne diagnozowanie autyzmu — perspektywy i dylematy” Małgorzaty Skórczyńskiej. Wypływa tu sporo rzeczy na temat tego, jak ciężko nadal, mimo zaawansowanych badań i znacznie szerszej niż dawniej wiedzy na temat autyzmu, rozpoznać w miarę wcześnie to zaburzenie. Najczęściej to rodzice pierwsi są zaniepokojeni np. brakiem mowy u dziecka lub specyficznymi zachowaniami. Niestety, nadal bardzo często zdarza się, że trafiają na niedouczonego pediatrę, który albo twierdzi, że dziecko z tego wyrośnie (!) albo nie potrafi dobrze pokierować rodzicami, by znaleźli fachową pomoc. Wiele przypadków, które mogłyby być zdiagnozowane wcześniej (wczesna diagnoza=wczesna interwencja) trafia do specjalistów od autyzmu i terapeutów dość późno, a przecież im szybciej rozpocznie się terapię, tym lepiej dla małego pacjenta. Inna autorka, Beata Płażewska, w tekście “Dylematy diagnostyczne związane z występowaniem zaburzeń łączonych. Historia dwóch małych chłopców — długa podróż przez nieznane” pokazuje prawdziwy dramat błędnej diagnostyki oraz tego, jak autyzm może być mylony np. z ADHD i jak przykre konsekwencje może mieć to dla dziecka i jego rodziny. Etykietowanie małych dzieci przez nauczycieli przedszkolnych, szkolnych czy innych opiekunów może sprawiać wiele kłopotów a także opóźniać otrzymanie fachowej pomocy. Bo jeśli dziecko nadpobudliwe traktowane jest jak autysta, to konsekwencje może nieść to za sobą czasami dość drastyczne.
Ciekawym tekstem jest też rozdział samej B.Winczury — “Zabawa jako komponent rozwoju teorii umysłu u dzieci z autyzmem”. Sam temat rozwoju teorii umysłu jest bardzo ciekawy i przywoływany w ostatnich czasach przez wielu autorów. Zainteresowanych zachęcam do głębszych poszukiwań. Tutaj autorka przedstawia nam etapy, w jakich rozwija się teoria umysłu u dzieci zdrowych i jak przekłada się to na autystów. Opisuje, jak wygląda ich zabawa i na jakie zachowania rodzice już wcześniej mogą zwrócić uwagę, gdy niepokoją się o prawidłowy rozwój swojego dziecka.
Długo mogłabym pisać o walorach tej książki. Przeczytajcie od deski do deski. Merytorycznie, w zrozumiały sposób i bardzo ciekawie. Polecam z czystym sumieniem!